HURRA!!! Było nieźle

 

A ja znów o swojej cyfrówce – natrętna jestem jak ta Kawusiowa mucha.

 

Ale strachy na lachy było jasne, że świetnie dam sobie radę, czy ktoś miał

może obiekcje, że tak nie będzie???.

Co prawda miałam jeszcze chwilowe wahnięcia, ale moment pomyślałam i…

nawet ściągi nie musiałam używać, phi, przecież to łatwe, jak kromka chleba

z masłem.

Dosyć samochwalenia, może Szef, a moze Szefowa mnie za to pochwali???

Nie bardzo w to wierzę, ale……

Najważniejsze, że już spacerki do sąsiadów są niepotrzebne, wszystko mam  na miejscu,

na wyciągniecie ręki.

Dzisiaj znów do pracy sobie na poranną zmianę idę.

I to z wielką radością, chociaż tłumów do zdjęć tam nie mam.

Dziwne, gdy aparat był zepsuty pacjenci pchali się omalże drzwiami i oknami do nas,

teraz aparat działa a pacjenci nas omijają

Już nawet na rogatki wychodzę, aby ich ściągnąć do siebie, ale z marnym, przyznam, skutkiem.

Może dzisiaj będzie lepiej?

Oczywiście znów nie dospałam, to znaczy obudziłam się trzy kwadranse przed budzikiem,

widać, że jednak ciągle się nie mogę całkowicie oddystansować od moich nerwów, to

znaczy w porządku, że mi zalezy, ale ….szkoda tych nerwów, nie pomogą, raczej

przeszkadzają.

Wiecie na co mam teraz okropną ochotę?

Zjadłabym sobie …śledzika, takiego ostrego, w occie,  z cebulką.

Dziwne smaki jak na 7- mą .rano mam ………

Widocznie nerwy wzmacniają apetyt na ostre potrawy.

No to idziemy…. nie, nie na śledzika, a do pracy, może po drodze zahaczę o sklepik i śledzia

sobie kupię, chociaż to nie najlepszy pomysł, gdy w przychodni śledziami pachnieć będzie.

Życzę miłego czwartku, zimno niestety nadal, ale….do wiosny naprawdę już coraz bliżej.