magiczna róża

Bo na taki zimny i śnieżny poranek tylko magia może nas Uleczku uratować.
Nie wiem jak u Ciebie w Poznaniu, ale mnie już wczoraj kostki przestrzegały przed śniegiem i…wcale się nie pomyliły, ach te moje kosteczki.
Pozdrawiam Cię jednak serdecznie i bardzo, bardzo gorąco w tę naszą ukochaną środę Ulu,  z nadzieją, że niedługo i tak nam słoneczko zaświeci.
A póki co, możemy żyć tylko marzeniami, bo pewnie i Ty też marzysz, szczególnie w taki dzień, jak dzisiejszy.
Zresztą za parę dni będzie prawdziwy magiczny czas, tak przez Ciebie i przeze mnie ulubiony. Pewnie też się już do Świąt pomału przygotowujesz?
Bo tyle radości w naszym życiu, ile miłych godzin spędzonych z Najbliższymi, tymi Ukochanymi.
Raz jeszcze całuję Cie serdecznie. Życzenia świąteczne  składać będą Ci już w najbliższą środę , bo ona będzie już prawie świąteczna.

Ja już pomału zrobiłam ważniejsze świąteczne zakupy, ale…dałabym głowę, że kupiłam krem kajmakowy do masy, a tu…guzik. Nie wiem, czy tak skutecznie ją gdzieś upchałam, że teraz znaleźć jej nie mogę, czy po prostu mi się tylko wydawało, że kupiłam….. nie szkodzi, dobrze, że zdążyłam na czas sprawdzić, zresztą do tego tortu muszę dokupić jeszcze jajka (wiórka kokosowe już mam), no i cukier puder, masło i ten krem i spirytus do masy tortowej, oraz kawę.
Mam wypróbowany przepis na dobrą masę tortową do mojego kokosowego tortu.
Dawniej używałam do niej budyniu, ale niestety bardzo często się masa wtedy ważyła.
Teraz kupuję dobre masło (3 kostki), dobrze je ucieram, dodaję kolejno 3-5 żółtek ( zostają mi z pieczonych blatów kokosowych, które robię tylko z bitej piany), dosmaczam trochę cukrem pudrem (łatwo się rozciera i nie zgrzyta potem pod zębami) i dodaję pomału po łyżce masę kajmakową. Wszystko nadal ucieram, aż masa nabierze odpowiedniej konsystencji i dopiero wsypuję do niej kawę rozpuszczalną -surową i pomalutku kilka łyżeczek spirytusu i wszystkie składniki tak długo ucieram, aż połączą się one w pyszna masę. Tak zrobiona masa jest wspaniała, a ostry smak kawy jest łagodzony właśnie smakiem kajmaku.
Wstawiam na trochę masę do lodówki, ale nie może się ona zamrozić, bo źle by się potem rozsmarowywała  na blatach.
Każdy blat piekę osobno (około 35-40 minut) z dobrze ubitej piany , do której dodaje kolejno 4 razy po łyżce cukru krystalicznego (ale masa wcześniej musi być już sztywna) i dalej ubijam tę mieszankę, aż cukier całkiem się rozpuści i nie będzie „zgrzytał”, a piana podwoi swoją objętość.
Na koniec dodaje kilka kropel cytryny i łyżkę mąki tortowej i około 10 dkg wiórek kokosowych, ale już nie ubijam, tylko delikatnie mieszam, by piana nie „siadła”
Tortownicę smaruję dokładnie masłem (boki też), wlewam masę tortową i piekę w temperaturze około 180-200 stopni). Gdy nabiera ona koloru lekko brunatnego, a patyczek w niej zanurzony jest suchy, wyjmuję go z piekarnika i piekę  następne blaty.   Co prawda tort nie jest bardzo wysoki, ale bardzo smaczny, zwłaszcza, gdy  każdy blat osobno ponczuję mieszanką gorącej i silnej herbaty, soku z cytryny i  odrobiny spirytusu.
Ewentualnie można jeszcze upiec czwarty blat kokosowy, albo np. na samym dole umieścić blat orzechowy, robiony podobnie jak kokosowy, tylko używa się do niego  mielonych orzechów. Wierzch tortu posypuję  wiórkami kokosowymi, sprawia wtedy  wrażenie takiego prawdziwie  zimowego, śnieżnego tortu.
Co prawda już kilkakrotnie podawałam ten przepis w moim blogu, ale  nie każdy czytał moje starsze posty, a tort jest warty „grzechu” Zresztą to taka nasza rodzinna tradycja. Ciekawa jestem, kto będzie ja w przyszłości kontynuował.
Dlatego zawsze proszę o pomoc w pieczeniu tortu Oliwkę, niech ten przepis utrwali się w jej pamięci i kiedyś, gdy będzie już miała swój własny dom i będzie na święta piekła ten tort, będzie mówiła swoim dzieciom : ten tort zawsze piekła Ciocia Ewa.
Tak więc widzicie, że duchowo jestem już nastawiona świątecznie, zawsze, gdy przychodzą te ostatnie dni przed Świętami, ogarnia mnie zakupowa gorączka i nie mogę się oprzeć, by tych wspaniałych wiktuałów nie zakupić.
Zresztą ten tort  będzie też i miał swoją specjalną okazję, przecież w Wigilię obchodzę dzień swoich imienin.
Zresztą podobnie  jak  zwyczajowo tort kokosowy, to ja wprowadziłam kutię do wigilijnego menu, bo właśnie ją podawali u mnie w rodzinnym domu, czasami zamiast kutii podawali masę makową z kruchymi ciasteczkami, zgodnie z zasadą, że jedząc mak z bakaliami zapewniamy sobie dobrobyt na cały następny rok.

Czy mam coś pisać o wczorajszym dniu? Wszyscy wiedzą, że wiele działo się nie tylko w Warszawie, gdzie okazało się, że manifestujących przeciwników obecnej władzy było o wiele więcej, niż tak zwanych wyznawców smoleńskiej religii, ci mierni, ale wierni niezbyt licznie  dopisali,  ale  ci z nich, którzy tam byli. kłaniali się z wielkim szacunkiem przed tym, który grozi wszystkim Polakom „zrobieniem porządku” według jego wydumanych fantasmagorii. Oni jeszcze mu wierzą, ale do czasu.
Olbrzymia antyrządowa manifestacja odbyła się też w moim rodzinnym Krakowie. Co prawda nie byłam na niej, ale widziałam transmisję z tego wydarzenia, a także kilka udokumentowanych filmików. Parę dni temu postawiono w Nowej Hucie, na placu przy Alei Róż, pomnik ” Kaczego Wodza”, wykonany z masy papierowej. Miejsce nie wybrane było przypadkowo, tam bowiem, za czasów komuny, stał pomnik innego Wodza, Włodzimierza Iljicza Lenina, który potem obalono.
I ten wczorajszy „Kaczy Pomnik” też  został powalony na ziemię, przy aplauzie rozgniewanego tłumu, który ma już dosyć zniewolenia przez Pis. Oby ten wczorajszy symbol stał się wkrótce rzeczywistością, ku pomocy nie tylko tym, którym ten system nie odpowiada, ale także ku pomocy tym, którzy wciąż są ociemniali i nie widzą, jak złe skutki ten kaczy rząd przynosi.
To tyle o wczorajszym dniu, po co więcej nerwy sobie psuć?

Patrze przez okno i widzę jak coraz bardzie biało wokoło mnie się dzieje.  Cóż, taka pora roku, ale jestem tym faktem zmartwiona, bo bardzo niekomfortowe jest życie, gdy kości bolą. A jutro, skoro świt muszę wybrać się na drugi koniec Krakowa, gdzie będę miała robione to badanie EMG splotów nerwowych ręki lewej. Ale to będzie  dopiero jutro, więc po co już dzisiaj mam się tym martwić? Jakoś tam dojadę…….
Przecież nie mogę się całkowicie zamknąć w domu i czekać na wiosnę, prawda?
Życzę wszystkim miłej i spokojnej zimowej środy.