Ach ten Aniołek

 

Niesforny jakiś ten Aniołek chyba, zapominalski…… no, ale skoro tyle domów musi z prezentami oblecieć…….
Wyobraźcie sobie, że wczoraj telefonował do mnie Ksawery i powiedział mi, że na ul Smoleńsk, w moim starym mieszkaniu, Aniołek pozostawił mi prezent pod choinką.
Pewnie Aniołek nie zanotował, że już 3 miesiące temu się przeprowadziłam.
A więc dzisiaj czekam z drżeniem serca na prezent od Aniołka, który dzisiaj Dana i Ksawer mają mi przynieść.
Ciekawe, co to by mogło być….. Nie mam żadnej koncepcji, zresztą jeżeli chodzi o koncepcję w sprawie prezentów, które miałabym  w tym roku otrzymać, były one całkiem chybione, co nie oznacza wcale, że byłam z nich niezadowolona, skądże znowu.
Każdy prezent to tylko prezent i aż prezent.
Na przykład dostałam od Aniołka – Magdy śliczną, mieniąca się czerwono – brokatową bluzkę, teraz do tego muszę sobie sprawić ładną, czarną spódnicę, ewentualnie obcisłe getry i już mam galowy strój na następne święta, a te Wielkanocne już przecież omalże za pasem….
No tak, jeszcze dobrze nie skończył się Czas Gwiazdkowy, a ja już o następnych Świętach myślę…… ale czas tak szybko pędzi na przód, zanim człowiek się obróci, już jest inny czas, inne sytuacje, mieniają się tygodnie, miesiące, pory roku, przychodzi czas, gdy kalendarz znów przewróci kartkę na całkiem inny, nowy rok…………
Właśnie dzisiaj jest przedostatni dzień roku 2016. Jaki on był dla mnie? Można powiedzieć, że raczej bardzo dobry, aczkolwiek nie ominęły mnie stresy, ale kto ich nie ma?
Ogromnym stresem dla mnie była przeprowadzka na nowe mieszkanie. Ten stres ciągnął się za mną przez dłuższą część roku, właściwie od momentu, gdy dowiedziałam się, że zmiana mieszkania jest nieunikniona. Najpierw był szukanie nowego gniazdka, nie było to łatwe, bo kolejne propozycje z różnych powodów mi nie odpowiadały, albo była za daleko od centrum, co wiązało się z utrudnionym dojazdem, co dla ludzi starszych jest jednak pewnym problemem, to znów mieszkanie była na drugim piętrze (ach, te schody!!), albo takie małe, że na pewno z moimi meblami w nim bym się nie zmieściła, a co niby miałabym z nimi zrobić? A zresztą najlepiej jest mieszkać w swoich gratach, do których, przez  długie lata, zdążył się człowiek przyzwyczaić, prawda? Aż wreszcie trafiłam na to swoje mieszkanie, które wiedziałam, że w pełni zaakceptuję. Wiedziałam, że tu właśnie uwiję swoje nowe, ciepłe, wygodne i przytulne gniazdko.
A potem było oczekiwanie, bardzo nerwowe oczekiwanie, na wyremontowanie mieszkania no i na przeprowadzkę. I tak minęło mi osiem pierwszych miesięcy tego roku.
Aż przyszedł ten dzień, gdy po raz ostatni zamknęłam za sobą drzwi na ulicy Smoleńsk i przeniosłam się na moje nowe mieszkanko. Wtedy polało się nawet troszkę łez z oczów moich, oj polało, dobrze, że przy sobie miałam wtedy bliskie i naprawdę serdecznie oddane mi osoby, a moja siostrzenica Magda odegrała wtedy bardzo znaczącą rolę w tym ważnym dla mnie zdarzeniu, ona po prostu mnie rozumiała i wiedziała, że bardzo przeżywam rozstanie z dotychczasowym mieszkanie, była przy tym bardzo subtelna, nie pocieszała mnie w myśl idei jakoś to będzie, ona przy mnie po prostu była.
Pierwszy miesiąc nie był wcale łatwy, musiałam się przyzwyczajać do całkiem innych warunków niż miałam dotychczas.
Niby meble miałam te same, jak w starym mieszkaniu, niby pokój był urządzony całkiem podobnie jak tamten, ale……….. przez jakiś dłuższy czas miałam odczucie, że przyjechałam tutaj na wakacje, na jakiś czas i znów będę musiała wrócić do „siebie” Nie czułam jeszcze się jak w swoim domku, wszystko było takie inne, dziwne. No i ta samotność,  ta cisza, która nagle mnie ogarnęła…… Poznawałam okolicę mojego domu, szukałam dogodnych dla mnie sklepów na zakupy, miejsc do odpoczynku, na całe szczęście pobliski Park spełniał te warunki, miałam koło siebie  zieloną oazę spokoju.
I pomału zaczęłam wdrażać się w codzienność, zaczęłam czerpać przyjemność z powrotu  z pracy, czy ze spaceru na własne miejsce, które nareszcie zaczęłam nazywać swoim mieszkankiem. Pomału wrastałam w tę nową rzeczywistość i codziennie dochodziłam do wniosku, że ta zmiana rzeczywiście była dla mnie bardzo korzystna i to pod wieloma względami. Teraz, gdy minęło już od tamtego dnia cztery miesiące, rozumiem, że taka przyszłość była mi pisana, że ktoś tam na górze czuwał nade mną, bym była szczęśliwa. I bardzo dziękuję Opatrzności, że tak pokierowała moimi krokami, że pozwoliła mi na nowo uwierzyć, że życie jednak jest piękne.
Bo życie jest piękne, mimo, że czasami coś łupie w kolanku czy w kręgosłupie,  mimo że brzuszek nawala, albo w  główce coś się chwilę pomerda, pokręci, ale powinnam być zadowolona, że mogę codziennie wstać z łóżka, bo nie jestem do niego przywiązana chorobą, zażyć leki i iść do swojej pracy, gdzie spotykam się z ludźmi i gdzie czuję się potrzebna, wiąż potrzebna. Powinnam się cieszyć, że mam dach nad głowa i ciepłe, przytulne miejsce dla siebie, do którego mogę zaprosić zawsze jakiegoś miłego gościa, że mieszkam w pięknej okolicy, skąd nie jest nigdzie daleko, no i wreszcie, że mam ten swój park z Pokemonami, które też mnie odwiedzają, nie tylko wtedy, gdy wychodzę na zewnątrz, ale i przychodzą do mojego domku, by dać się złapać.
Co mi więcej o szczęścia potrzeba??  Zdrowia, zdrowia, zdrowia i tego właśnie wszystkim moim miłym Czytelnikom na ten Nowy Rok życzę.
Być zdrowym, niezależnym od nikogo i mieć koło siebie kochane osoby: Rodzinę, Przyjaciół, tych ostatnich nie tylko na necie, bo sam ciągły pobyt na internecie jest ułudny, fałszywy, zaciera obraz tego realnego świata i w sumie tworzy pustkę wokoło Ciebie, ale utrzymywać bliskie relacje także i w tym normalnym świecie, gdzie uśmiech oznacza naprawdę uśmiech, a nie tylko jakąś wykrzywioną gębę,  gdzie bijące serduszko nie jest tylko emotikonem, ale naprawdę czujesz jego obecność wśród bliskich.
Kochani!! nie wiem jeszcze co czeka mnie w Nowym Roku, stary Rok idzie do Lamusa, jak zapisany pamiętnik, nowo otwarty pamiętnik ma jeszcze wciąż puste, niezapisane strony i to od nas zależy co w nim zamieścimy.
Boję się o Polskę, ale to już wiecie, coraz bardziej ogarnia mnie uczucie bezsilności, którą nasza rzeczywistość polityczna się otacza.
Ale należy być jednak optymistą, ja wierzę, że Polska wróci w końcu na poprawne tory, że Nowy Rok przyniesie nam korzystną odmianę i możliwość oddechu pełną piersią, prawdziwie  demokratyczną piersią.
I chociaz dzisiaj jeszcze nie jest ostatni dzień roku, ale już dzisiaj  tego wszystkiego życzę Każdemu z Was, niech nam wszystkim będzie lepiej.
A na dzisiejszy dzionek życzę pogody duch i serca, bo mimo, że jest dosyć chłodno, widzę, że słoneczko optymistycznie nam dzisiaj zaświeciło.
Czyżby już  ono przeczytało mój blog i też napawa nas teraz optymizmem????