dzisiaj już czwartek

 

 

Dzisiaj naprawdę nie mam czasu na długi wpis, bo dzisiaj jest dzień gospodarczy i razem z Renią robimy totalne porządki przedświąteczne, więc rozgardiasz jest w całym mieszkaniu i nawet mam utrudniony przez to dostęp do internetu. Ale potem będzie pięknie, zwłaszcza, gdy zawisną jeszcze świąteczne ozdoby. Jedną z nich jest świąteczny wieniec z gałęzi jodły z kwiatkami Bożonarodzeniowymi  czyli z tzw Gwiazdą Betlejemską, dostałam ten wieniec w prezencie świąteczno- imieninowym od Reni, która sama go w domu utworzyła. est prześliczny.
Ale tylko napiszę, że moja kutia już jest gotowa – przyrządzałam ją dzisiaj rano i…no nie wiem, jest trochę inna, niż te poprzednie, może mniej słodka, ale to i lepiej, bo nadmiar słodyczy nie jest wskazany, a jest tam w środku  tyle wspaniałych bakali : i daktyle i rodzynki i figi, skorka pomarańczowa a także orzechy i migdały, nie wspominając o miodzie, tak więc jest w niej sporo naturalnej słodyczy i nie trzeba jej cukrem dosmaczać Bo cukier to wróg człowieka, nawet dziecko to wie. Oczywiście prócz maku jest w niej też i ugotowana pszenica. Potrawa rodem ze wschodu i u nas się przyjęła, a jak już pisałam, zawsze pamiętam ją z moich dziecinnych lat na wigilijnym stole.
Oj, kto będzie takie pyszności robił, gdy mnie zabraknie…….  Zresztą podobnie będzie pewnie i z tortem kokosowym, teraz już takich tortów się nie piecze.
Z lat dziecinnych wspominam jeszcze przepyszny tort Fedora, który też przygotowywało się u nas w domu na Święta i inne specjalne okazje, też nie słyszałam, żeby był teraz popularny.
Jest to tort, który się nie piecze. Składa się on z bardzo delikatnych  3 opłatków, podobnych do tych, którymi się dzielimy przy wigilijnym stole, z tym, że każdy taki opłatek jest wycięty w spory okrąg  i przełożony kolejno trzema masami: z masą z tartych orzechów, z tartych migdałów i z masy czekoladowej.  Wierzch tortu i boki smaruje się masą czekoladową, a potem posypuje się ją tartymi orzechami. Ewentualnie można zastąpić opłatki waflami.
Ten wykwintny smakołyk po raz pierwszy został podany w Paryżu w roku 1882 u „Maxima”, na cześć Sarah Bernhardt, która zagrała główną rolę w melodramacie „Fedora”
Ten tort ma tylko jedną „wadę”, jest niesamowicie kaloryczny, więc dla uważającym na wagę i…diabetykom stanowczo nie polecam.
Ale od czasu do czasu można sobie pozwolić na male szaleństwo, prawda??
Zresztą wszystkie wigilijne, a potem świąteczne przysmaki są rozpustą dla brzusia, więc polecam umiarkowanie w jedzeniu i piciu. Tylko kto potrafi nie ulec pokusom stołu?
Wigilia u Magdy będzie „składkowa”, to znaczy każdy z dorosłych coś pysznego przyniesie, na mnie wypadła właśnie kutia, którą i tak tylko ja potrafię zrobić, Agnieszka przyrządza barszcz z uszkami i zupę grzybową, Babcia Irenka ugotowała kapustę z grzybami, a Magda i Jacek smażą karpia i łososia.
Dla dzieciaczków, które stronią od ryby (och, te ości) będą pierogi z kapustą i pierogi ruskie. Magda dodatkowo jeszcze przygotowuje kompot z suszonych owoców, a Babcia wypieka makowce i serniki. Jednym słowem jedzenia będzie aż nadto.
Zresztą o mięsiwo  i odpowiednie do nich sosy na Iszy i II dzień Świąt też zadbał Jacek, będą jeszcze też i różne sałatki, jarzynowa Babci Irenki i moja z indyka, zielonego groszku i kukurydzy, a wędliny też już są zakupione, ja kupiłam tę wędlinę, którą sobie wcześniej upatrzyłam, czyli schab z tłuszczykiem, jest pyszny, lekko podwędzany, kupiłam go w końcu w sklepie o nazwie Tradycyjna Kuchnia. Jak tradycja, to tradycja.
Oczywiście Wigilię rozpoczniemy od opłatka ( u nas  smaruje się go lekko miodem), którym będziemy się łamać i życzyć sobie szczęścia i zdrowia na cały następny rok.
Wigilia już pojutrze, a do Modlnicy jadę już jutro rano, będę piekła tam wraz z Olcią tort kokosowy, będę robiła moją sałatkę i przygotowywała sosy, oczywiście obowiązkowo będzie sos tatarski, który jest nieodzowny do karpia w galarecie (u nas po żydowsku), a także sos Cuberland i sos chrzanowy, jako dodatek do wędlin.
Oj, będzie biedny ten mój brzuszek, gdy będę chciała wszystkiego popróbować. Bo on się okropnie buntuje, gdy dostaje czegoś w dużych lub licznych porcjach. Musze wziąć na miarkowanie….
A teraz za oknem świeci pięknie słoneczko i bardzo dobrze, bo może moje stawy troszeczkę mi „odpuszczą”, a za chwile zbieram się już do pracy.
Życzę mile spędzonego czasu  w kuchni, przy przyrządzaniu pyszności, tylko nie zapominajcie, że w tych nieco bardziej pracowitych dniach trzeba koniecznie znaleźć trochę czasu i na odpoczynek, by potem, przy świątecznym stole nie paść na nos.