Merry Christmas

 

 

 

Wigilia w Modlnicy przeszła w bardzo przyjemnym nastroju. Nawet pogoda odpowiednio się przygotowała i…wieczorem sypnęło  nam śniegiem.
Przy  wigilijnym stole zasiadło aż 16 osób, wszyscy uprzejmi, weseli i szczęśliwi. Jacek wprowadził zakaz rozmowy o polityce – karą miało być przymusowe zesłanie na 10 minutowy pobyt na tarasie, może dlatego właśnie tak było przyjemnie, chociaż już od sam koniec wieczoru troszkę zahaczyliśmy o bieżące sprawy w Polsce, na szczęście większych sporów nie było.
Potraw było bez liku, bo i barszcz z uszkami i pierogi ruskie, a także z kapustą i grzybami, kilka rodzajów smażonej  ryby, w tym oczywiście  królował karp, był kompot ze suszonych owoców, makownik, kutia, którą sama przygotowywałam, a już pod koniec obchodziliśmy uroczyście moje imieniny, więc na stół wjechał mój tort kokosowy i do tego ajerkoniak. Byłam bardzo wzruszona, bo odśpiewano mi kilka zwrotek tradycyjnego sto lat  i nawet łezka zakręciła się w moim oku. A po wieczerzy dzieciaki na tarasie zapalały sztuczne ognie.
Miałam jeszcze iść z odwiedziny do Maćka, ale niestety kondycyjnie nie wytrzymałam i musiałam się położyć, no cóż, przyznam szczerze, łakomstwo troszkę mnie pokonało, ale przy tylu wspaniałych potrawach trudno się oprzeć pokusie, zwłaszcza, ze tradycja mówi, że należy spróbować wszystkich potraw po troszkę, by przyszły rok był dostatni i szczęśliwy.
Za to dzisiaj rano wstałam z głową tak ciężką, jakbym była na wielkim kacu (a przecież wypiłam tylko jeden niewielki kieliszek ajerkoniaku), ale to pewnie dlatego, że jest pogoda całkiem niesympatyczna, patrzcie, wczoraj padał śnieg, a dzisiaj niestety już deszcz i w dodatku jest okropne wietrzysko, tak, że na tarasie zapalony papieros prawie w ogóle nie smakuje. Ale co nałóg, to nałóg, od czasu do czasu muszę jednak „przewietrzyć się” na tym tarasiku, otulona kurtką, kapturem i szalikiem.
Teraz czekamy na gości, z którymi siądziemy do uroczystego świątecznego obiadu. I znów będzie w domu harmider, coś się będzie przynajmniej działo. A ja tak już od tego rodzinnego zgiełku odwykłam……przyda mi się więc taka zmiana, przynajmniej od czasu, do czasu.
Jutro wieczorem znów do swojej „samotni” powrócę…….
Życzę wszystkim przyjemnych rodzinnych rozmów i przekomarzań przy świątecznym stole, tylko nie o polityce, pamiętajcie, za karę grozi 10 minut odosobnienia na zimnym i wietrznym tarasiku 🙂 🙂 🙂