niedzielne trzy po trzy

 

Kupiłam niedawno jakiegoś nowo wydawanego brukowca pod tytułem Nostalgia.
Hm, nostalgia….powrót do dawnych lat
Na przykład niewiele osób, szczególnie tych młodych,  wiedzą do czego służyła ongiś  maselnica.
Zrobiona była z drewnianych klepek, scalonych metalową obręczą.Składała się ona z długiej konwi, nadstawki, bijaka i jaszczyka, czyli pokrywki.
Gospodyni  wlewała  do konwi zebraną śmietanę, potem wkładała bijak, na który nakładała nadstawkę, zamykała pokrywę i zaczynała ubijać masło. Podnosiła  i opuszczała bijak do momentu, gdy zaczynały pokazywać się grudki masła, dolewała wtedy zimnej wody, by grudki zaczynały się zlepiać i nadal ubijała. Na końcu oddzielała masło od maślanki, polewała go zimną woda i formowała małe osełki.
Pamiętam na dawnych placach targowych, takie właśnie pyszne, świeże masełko, a obok leżały pięknie uformowane świeżo wyrabiane gomółki białych  serów. Zresztą, gdy jako dziecko, a potem młoda panna jeździłam do Zawoi, zawsze u sąsiadów kupowało się takie sery, masła, które potem owijało się je w łopianowe liście i przechowywało się je w ciemnej, zimnej piwnicy, lepszej do przechowywania produktów , niż dzisiejsze lodówki.
A, jeszcze wspomnę o mleczku prosto od krówki, jeszcze cieplutkiej i wspaniałej, prawdziwej kwaśnej śmietanie, którą też w piwnicach była przechowywana, potem była taka pyszna, zimniutka, a jaka gęsta…mmmm….
Różne ciekawostki jeszcze są  zamieszczone w tej gazecie, na przykład to, że badania nad  naszą poczciwą aspiryną rozpoczęto w XIX wieku, a 6 marca 1899 roku firma Bayer oficjalnie zarejestrowała ten lek, wprowadzając go sprzedaży.
Wspomniano również o schodach ruchomych, które wymyślił, opatentował i zbudował  Amerykanin Jesse Wilford Reno i pojawiły się one w Nowym Yorku 15 marca 1892 roku. Kilka lat później schody ruchome były już użyteczne w innych krajach Europy, a w Polsce zostały uruchomione  w po raz pierwszy w Warszawie  przy Trasie W-Z 22 lipca 1949roku.
Ale chyba po raz pierwszy przeczytałam o pewnej akcji antyterrorystycznej, w której brał, zresztą przez przypadek, nasz wielki aktor –  Daniel Olbrychski.
Otóż podróżował on kiedyś samolotem do Aten, w których miał brać udział w kręceniu filmu Ostatni zakład.
Wcześniej, jeszcze w sali oczekiwań, spotkał swojego kolegę, który mógł korzystać ze specjalnej odprawy, więc zaprosił tam też i Daniela.
Będąc tam dostrzegł młodego Greka, przykutego kajdankami do milicjanta. Ów Grek podejrzany był o jakieś przestępstwo. Po wejściu do samolotu umieszczono Daniela w pobliżu tego przestępcy, więc miał okazję go obserwować i zauważył w pewnej chwili, że Grek zaczął napastować stewardessę i chciał udać się do kabiny pilotów, by zmusić ich do porwania samolotu. Daniel niewiele myśląc obezwładnił napastnika i oddał w ręce pilnującej go ochrony.
Niewątpliwie jego podejrzliwość, a także i wprawa w chwytach bokserskich, których nauczył się wcześniej, najpierw w czasach młodości, gdy zapisał się i trenował w sekcji bokserskiej, a potem  przy kręceniu filmu, w którym grał główna rolę, bardzo mu się przydało. Oczywiście został ogłoszony bohaterem nie tylko przez przerażonych zaistniałym faktem pasażerów, ale później był witany jako bohater przez dyrekcję lotniska w Atenach.
O jego bohaterstwie było głośno w Niemczech, we Francji, czy nawet we Związku Radzieckim, tylko polskie gazety jakoś przemilczały ten fakt, pewnie po to, by zatuszować nieudolność naszych służb specjalnych, odpowiedzialnych za  to zamieszanie na pokładzie samolotu.
Cóż, to były lata osiemdziesiąte, widać i wtedy służby były mało odpowiedzialne i mało skuteczne, podobnie jak i dzisiaj. Ale to już całkiem inna historia.
Wiele innych ciekawych wspomnień ta gazeta posiada, nie sposób o wszystkich tutaj wspomnieć, opisuje życie znanych aktorów: Elżbiety  Barszczewskiej, Aliny Janowskiej, czy wspomina o życiu niedawno zmarłego Wojciecha  Młynarskiego i wielu innych polskich i nie tylko polskich celebrytów.
Właściwie gazeta dosyć ciekawa, nie droga, można ją od czasu do czasu kupować.

Dzisiaj znowu przed nami przepiękna, słoneczna niedziela. Niebo niebieściutkie, słonko świeci, ptaszki świergolą, czego więcej nam do szczęścia potrzeba?

Życzę zatem przyjemniutko i wesolutko spędzonego tego niedzielnego dzionka.
Jutro czeka nas niestety praca i…podobno deszczyk.
Ale za to będzie jeszcze bardziej zielono wokoło nas, bo następne dni to już zapowiadana wiosna w całej pełni.
Wszystkiego dobrego.