Święta, Święta i po świętach……czyli znowu w domku

 

 

Rano dzisiaj obudził mnie……. śnieg.Dziwne nieprawdaż? Śnieg w połowie kwietnia????
Gdy czytałam, lub słuchałam prognoz pogody, mówiącej o tym, że zima powraca, uznałam to za dobry (a raczej niedobry) żart.
Ale z zimą żartów jak widać nie ma.
Co prawda w nocy, gdy wyszłam przed dom na papieroska (coś nie najlepiej jednak w tej Modlnicy śpię) śniegu jeszcze nie było,  padał za to spory deszcz.
Pod drzwiami stał okropnie mokry kot, był przemoczony do suchej nitki, więc wpuściłam go do domu, a on z wdzięczności tam i z powrotem ocierał się tą mokrą sierścią i jeszcze bardziej mokrym ogonem o moje nogi, nie powiem, żebym doznawała pozytywnych uczuć, o ten dotyk mokrego i zmarzniętego kota do przyjemnych raczej nie należał, zwłaszcza gdy wyskoczyło się spod ciepłej kołderki. Zamknęłam mu więc drzwi do pokoju, w którym spałam przed nosem i powiedziałam: radź sobie kocie sam, ciesz się, że już masz i ciepło i sucho, a zawsze jakiś przytulny fotelik sobie znajdziesz. Oczywiście włączyłam sobie mojego „usypiacza”, czyli serial Rodzina Zastępcza i jeszcze uderzyłam troszkę w kimono
 Rano, po wypitej wspaniałej ekspresowej kawusi Magda odwiozła mnie do mojego mieszkania, ucieszyłam się, że nareszcie jestem u siebie, bo wszędzie dobrze (no prawie wszędzie), ale jednak we własnym domku jest najlepiej pod słońcem, nawet gdy słonka  nie ma, a za oknem pada śnieg.
Ale narzekać nie mogę, nie powinnam, nie wypada, bo jednak święta u Magdy zrobione były z prawdziwym rozmachem. Zwłaszcza w pierwszy dzień świąt było ogromnie gwarno, bo tyle ludzi naraz się zeszło, tyle dzieciaczków dokazywało, rejwach był taki (od czego już nieco się odzwyczaiłam), że czasami nie słyszałam własnych myśli. Nie szkodzi, było wesoło, a na samotność i ciszę  mam jeszcze czas przez pozostałe dni roku, co już doznaję na przykład dzisiaj.
W drugi dzień świąt nieco „brzuszkowo” zaniemogłam, więc nie poszłam z rodzinką Magdy i Jacka na proszony obiad do siostry Jacka, ale spędziłam całkiem miło ten czas w cichości  i w spokoju, w towarzystwie dwóch zwierzątek Kici i psa Czako. Miło było. Zresztą Rodzinka nie siedziała w gościnie zbyt długo i już o 17 znów się Modlnica zaludniła.
Ot i takie są moje poświąteczne wspomnienia. Oczywiście przez te trzy dni odwykłam od oglądania telewizora i od gry w Pokemony (tam jakoś żaden potworek zabłądzić nie chce), ale taki oddech wyszedł mi tylko na dobre.
Jak pisałam, miałam troszkę kłopotów z internetem, ale okazało się, że wystarczyło tylko przeskanować laptop programem Malware i już wszystko działało jak z płatka.
Szkoda, że nie zrobiłam tego wczoraj wcześniej, przed zamieszczeniem mojego wpisu w blogu, bo rzeczywiście kilkakrotnie wychodziłam z siebie i stawałam tuż obok, gdy napisałam kilka zdań, które natychmiast znikały. Jednak te niektóre złośliwe  wirusy potrafią nieźle namącić.
Ale dzisiaj dosiadłam już swojego stacjonarnego komputera i takich kłopotów na szczęście już nie mam.
Również i telewizor już jest włączony i będę  mogła dzisiaj oglądać swoje seriale do woli.
Czyli po prostu wszystko pomału powraca do normy, tylko ta pogoda……
Oj biedne te moje bocianki z Przygodzic, okropnie muszą marznąć, a tu mama bocianica musi cierpliwie jajeczka ogrzewać, nie ma zmiłuj się.
No i jeszcze jedno, czym właściwie nie powinnam się chwalić, ale….. będę mogła spokojnie otworzyć sobie w kuchni okno i spokojnie, bez wychodzenia na chłód i śnieg, zapalić sobie papieroska, ale ulga.
Nie ma jednak jak u siebie w domu, nikt ci uwagi nie zwraca, nic nie musisz, robisz to co chce.

LA VIE EST BELLE !!!!

A gdy jeszcze do nas prawdziwa  wiosna powróci będzie jeszcze piękniej.
No to czekamy na tę wiosną pełni nadziei, że święta majowe nie skończą się…..kuligiem. 🙂
Miłego wtorku