For Yoy Ulka!

Dzisiaj kolejna już środa Ulu, więc poprosiłam tego pięknego pieska, żeby wręczył Ci w moim imieniu dzisiejszą różę.
Piesek, jak to z pieskami bywa, był bardzo posłuszny i dzisiaj w moim blogu z różyczką dla Ciebie zawitał.
Co prawda nie jest to nasza ukochana rasa, czyli buldożek francuski, ale raz na jakiś czas musi być jakaś odmiana, prawda?
Zresztą jak widać, ten piesek jest nad wyraz sympatyczny, więc na pewno od niego tę różyczkę z serduszkami przyjmiesz
Oczywiście, że posyłam Ci i słoneczko i ciepły wietrzyk z Krakowa i mnóstwo, mnóstwo buziaczków Uleczko. Wszystkiego najlepszego 🙂

Byłam wczoraj na Smoleńsk, by odebrać moją pocztę. Akurat byłam w okolicy, więc po drodze zajrzałam do swojego starego mieszkania.
I co? Pusto jakoś tam, nie ma już tam Ewusi. Dziwne, kiedyś tam się czułam jak u siebie, wczoraj czułam się tam już całkiem obco! Tak obco, jakby te 66 lat tam przeżyte nigdy nie istniały.
Za to gdy wróciłam już do swojego mieszkania, od razu poczułam się lepiej i ….pewniej. Czyli nieprawdą jest powiedzenie, że starych drzew się nie przesadza. Czasami one  całkiem dobrze w nowym miejscu się adoptują.  No, chyba, że ja jeszcze tak bardzo stara jeszcze nie jestem.
W moim starym mieszkaniu była tylko Monika, na chwilkę wpadła i od razu wypadła z niego Pola, ale była tez i Pepa, która grzecznościowo przywitała się ze mną, a jakże, pokręciła swoim kuperkiem i….poszła nadal wygrzewać się w plamie słońca na podłodze. Chwilkę porozmawiałam z Moniką, wypiłam kawkę, wzięłam awizo i pognałam na pobliską pocztę. No i po co mnie tam poniosło?
Okazało się, że awizo opiewało na sumę 400 zł jakiś zaległości do firmy Tauron plus 90 zł postępowania sadowego(?), które  został niejawnie wobec mnie wytyczoe.
Tylko…. no właśnie tylko, dzisiaj zatelefonowałam  do tego Tauronu i okazało się, że wszystkie zobowiązania wobec nich mam spłacone i moje konto nie jest obciążone żadnymi kosztami.
A co najdziwniejsze, to numer konta powoda, czyli mnie, który jest podany na wezwaniu dotyczy jakiś opłat poza licznikowych, czyli na przykład zmiany licznika, czy przyłączenie jakiejś dodatkowej energii, co wcale nigdy nie nastąpiło. Czyli jednym słowem mam zapłacić za coś, czego nie jestem wcale nikomu winna, a podana kwota, jako moje zobowiązanie jest chyba wzięta z…kosmosu.
No i masz babo placek, muszę teraz pisać odwołanie do Sądu w Lublinie, z którego dostałam ten nakaz (czemu w Lublinie, a nie w Pcimiu Górnym, czy na przykład w Szczecinie, czy w Poznaniu?)i….denerwować się, co z tego zamieszania wyniknie.
Gdy w związku z moją przeprowadzką w zeszłym roku zerwałam umowę z Tauronem kilkakrotnie sprawdzałam, czy aby na pewno nie jestem nic już tej firmie winna. Zresztą takie same zapewnienie dostałam i dzisiaj telefonicznie od pani z działu dystrybucji i pani z działu sprzedaży energii elektrycznej.
No to skąd i za co  wziął się ten mój dług??? Przecież na podobnej zasadzie za dwa-trzy lata mogą podesłać mi następne wezwanie o zapłatę na przykład 5000zł, za coś tam wyimaginowanego. Czy to ja mam odpowiadać i płacić za urzędniczy bałagan w firmie Tauron?
Jeżeli urzędnicy uznali, że spłaciłam już wszystkie swoje zobowiązania, nie mogą po kilku latach wyciągać jakiś starych papierków, aby powiedzieć mi: o jeszcze tu pani nie zapłaciła. W jaki sposób oni w takim razie prowadzą księgowość, kiedy najpierw wszystko się im zgadza, a potem po kilku latach (sprawa dotyczy jakiejś zapłaty z 2014 roku) znajdują braki we wpłatach.
Ale takie jest życie, nie może być tak dobrze, żeby zaraz nie okazało się, że coś jest jednak źle.
Wczoraj bardzo pomyślnie pozałatwiałam swoje sprawy bankowe i gdy wydawało mi się, że już wychodzę na prostą, zaraz dostałam łupnia z innej strony.
Ech życie, życie. No i można powiedzieć: ech ten biurokratyczny wszechobecny bałagan !!!!!

Wczesny poranek był dzisiaj dosyć chłodny i ponury, nic nie zapowiadało, że słonko jednak się pokaże, a jednak zaświeciło!!
A Żebyście słyszeli, jak pięknie w ogródku koło kuchni ptaszki mi świergolą! Gdy mam otwarte drzwi na balkon czuję się, jakbym była gdzieś w lesie, tyle pięknych ptasich odgłosów słychać. Zdecydowanie w o wiele przyjemniejszej okolicy mieszkam teraz, niż poprzednio.
Tylko martwi się, że ta moja roślinka na balkonie tak powoli rośnie, pączki są już co prawda popękane, ale listki wciąż są jeszcze w nich pochowane.
Codziennie starannie je obserwuję i …..czekam, aż pierwsze listki zaglądną do mojej kuchni.
Życzę fantastycznej środy, cieplutkiej i słonecznej, pełnej pięknej zieleni i wspaniałych ptasich pieni.