Hurra

Hurra, tym razem sukienka jest akuratna, pasuje jak ulał.
Wszystkie  więc swoje kompleksy mogę zapakować w wielką paczkę i wysłać na Berdyczów. 🙂
Ale to było wczoraj. Kurier zatelefonował akurat wtedy, gdy byłam w pracy i  z powodu mojej nieobecności w domu, chciał koniecznie  pozostawić mi awizo, a paczkę odesłać na pocztę, ale przypomniałam sobie taką piosenkę : „jak dobrze mieć sąsiada” i zaproponowałam mu, by spróbował pozostawić przesyłkę w mieszkaniu numer 2. Szczęśliwie sąsiadka była w domu i przesyłkę przyjęła, więc nie będę dzisiaj znów musiała iść do pocztowego urzędu, który akurat jest mi całkiem nie po drodze.  Wczoraj po powrocie do domu od razu sukienkę zmierzyłam i po stwierdzeniu  „może być”, odłożyłam ją do szafy, czeka tam ona teraz na swoje 5 minut.

A ja sobie od rana wesoło podśpiewuję sobie  LALALA, LALALA, tak na przekór tej deszczowej pogodzie, której zdecydowanie mam dosyć.
Nie dosyć, że moknę to jeszcze okropnie marznę, nawet w domu, ratuję się co prawda herbatą z cynamonem i z imbirem, które ponoć rozgrzewają, ale jakichś wielkich i rewelacyjnych skutków , prócz przymusowego nocnego biegania do toalety, nie odnoszę. Jednym słowem, jestem okropnym zmarzluchem i już się zastanawiam, czy jednak nie porzucić tej diety pół głodówkowej, bo zamarznę na sopel lodu.
No i tu mam dylemat, czy być chuda i śliczna, czy grubsza (no nie, słowo gruba już nie wchodzi w rachubę) i nie trząść się z zimna.
Nadal oczywiście mam włączone ogrzewanie w domu, przypominam niektórym niedoinformowanym, że elektryczne, ale trzymam go (ze względów oszczędnościowych) na najmniejszych dostępnych wartościach. No tak, mam mieszkanie na parterze, w dodatku przylegające do klaki schodowej, dlatego ten chłód tak dotkliwie mi doskwiera.
Ale ciągle mam nadzieję, że jednak przyjdzie chwila, gdy powiem „ale gorąco”. Tylko z kolei też bez przesady, zdecydowanie wolę klimat umiarkowany, a temperaturę w okolicach 20 stopni Celsjusza.
Ale marudzę, prawda? Ale naprawdę uczucie lekkiego głodu i w dodatku sporego chłodu do komfortowych warunków raczej nie należy.
Może przynajmniej to moje LALALA podniesie mnie chociaż troszkę na duchu.
Bo gdy człowiek poczyta sobie w internecie same „wspaniałe” pisie niusy, od razu na duszy mu się weselej robi.
Bo na przykład w Białej Podlaskiej niegodny suweren, złożony zresztą  z ludzi gorszego sortu, nie zgodził się, aby za pieniądze podatników przy pomniku pary prezydenckiej zatrudnić ochronę w postaci Straży Miejskiej, więc mądrzy pisowsy radni wpadli wprost na „genialny” pomysł i na noc chowają pomnik…… do blaszanego garażu. Ot, taki pomnik na uchodźstwie, jest do podziwiania  w dzień, a w nocy znika, ale za to jak świetnie jest chroniony, ho, ho, ho.
Jednak PIS to Paranoja i Szaleństwo, niech mi nikt nie mówi, że normalni ludzie coś takiego by wymyślili. Ba, nawet podejrzewam, że Mistrz Absurdu, reżyser Bareja, nie wpadł l by na taki pomysł, aby go potem w swoim filmie uwiecznić.
Boże, w jakim my kraju mieszkamy????
Pani premier podobno popłakała się, bynajmniej nie ze szczęścia, ale z bezradności, że musiała stanąć przed Unią Europejską i wygłosić słowa, które jej z góry nakazano, czyli, że nie zgadza się na poparcie kandydatury Donalda Tuska Na przewodniczącego Rady Europy, ba, nawet została zmuszona wystawić „swoją” kandydaturę niejakiego Wolskiego, a potem musiała przezywać gorzką porażkę przegranej 27:1. Przecież to nie Kaczynski świecił tam oczami, tylko właśnie ona została wystawiona na pośmiewisko i na urągające poniżenie, wcale nie dziwię się, że w końcu zapłakała nad swoim losem.
Co prawda potem sam Wielki Kauczour powitał ją tryumfalnie z wielkim bukietem na lotnisku w Warszawie, ale wątpię, czy po takiej wielkiej przegranej, po takim wstydzie potrafiło ją to ukoić.
Ale mimo wszystko nadal brnie tą samą błotną ścieżką absurdów, bo nie ma dla niej już innego wyjścia, albo nadal wszystko będzie wykonywała pod dyktando WODZA, albo……. pożegna się ze swoim stanowiskiem, zresztą to nie ma i tak żadnego w tej chwili znaczenia, czy prędzej, czy później i tak odpowie za wszystkie swoje pisie, a właściwie kaczorkowe decyzje przed Trybunałem Stanu. Właśnie, nie Wódz Kaczyński, który jest zwyczajnym posłem, więc nie będzie ponosił żadnej odpowiedzialności a ona, premier rządu.
Myślę, że nie jest ona aż tak głupia, żeby tego nie wiedziała, szczególnie, gdy pisia droga chwały pomału zaczyna się kurczyć, co zdecydowanie widać po ostatnich sondażach.
Ale sama sobie taki los wybrała, jak to popularnie się mówi „widziały gały, co brały”, więc nie ma co się nad nią litować.
Wydaje się, że PAD pomału zaczyna rozumieć, że wpadł w bagno i bardzo ostrożnie stara się z niego  wydobyć na powierzchnię, stąd rozpoczął jawną wojnę z Antosiem Macierewiczem, tylko wydaje mi się, że za późno prezydent zdobył się na bardziej radykalne kroki, no i niestety jest przy tym bezsilny, on wbrew pozorom, nic nie może.

No to sobie troszkę popolitykowałam, a teraz wracam do bardzo szarej, zimnej i w dodatku bardzo mokrej rzeczywistości.
Niestety następny weekend zapowiada się pod znakiem deszczu, ale……..ponoć w przyszłym tygodniu już ma się zdecydowanie wiosna ujawnić.
Oby, najwyższa na to pora.
Milutkiego piątku Kochani