Burza

 

Przyroda budzi się do życia, a z nią z zimowego letargu przebudzają się też wszystkie latające i bzyczące owady.
Już muchy, wpadające przez otwarte okna zaczynają swoje tance po mieszkaniu, budzą się pszczoły i osy (uwaga! czasami takie użądlenia mogą być bardzo niebezpieczne, szczególe dla alergików), niestety uaktywniły się złośliwe kleszcze, które po zimie szukają dobrego pożywienia w postaci krwi zwierząt lub ludzi, pewnie i komary szybko dadzą o sobie znać, gdy zrobi się troszkę mokrzejsza aura……… jakoś trzeba będzie przez tę wiosnę, a potem lato i jesień z nimi przeżyć, chociaż mogą być niejednokrotnie wielkim kłopotem dla ludzi. Właściwie z tego owadziego towarzystwa użyteczna pozostaje tylko pszczoła, która zbiera pyłki na łąkach, czy w lasach i przetwarza je potem na pyszny miód. Osy też biorą czynny udział w zapylaniu kwiatków, z których tworzą się potem owoce, a reszta z tej fruwającej rodziny owadów niestety  najczęściej jest dokuczliwa i bezużyteczna. Ale sobie fruwają, bzyczą, roznoszą różne zarazki i tak musi być, bo takie zadanie im przyroda przeznaczyła.

Wczoraj nad Kraków nadciągnęła burza. Może nie taka straszna, ale kilka razy się nawracała, błyskała i straszyła grzmotami.
Ale to dopiero tak zburzyło się pod wieczór, cały dzień było piękne słonko i cieplutko, chociaż czasami wietrzyk ożywiał wiosenne powietrze.
W moim parku już zielono i kolorowo,  niektóre drzewka już przybrały białą szatę.

Skuszona pogodą chciałam przysiąść na chwilkę w moim Parku, ale………. Boże jak mało jest w nim ławek, na jednej nie tej głównej, ale bocznej alejce jest ustawiona tylko jedna ławka. Fakt, na tych dwóch większych alejkach jest ich więcej, ale i tak wszystkie były pozajmowane.
Co gorsze, ludzie, zwłaszcza ci młodzi, rozkładają na ławce swoje kurtki, torby, teczki, tak więc zajmują całą powierzchnię ławki i nawet trudno się jest dosiąść.
Nie rozumiem, czemu niektórzy są takimi sobkami i chcą mieć parkową ławkę tylko dla siebie.
A gdy idzie na przykład taka Ewusia, którą bolą okropnie stopy (pewnie przed tą nadchodząca burzą), to co?, nie ma prawa chwilkę odpocząć w parku?
Poprosiłam wczoraj  jedną dziewczynę, której bambetle właśnie leżały rozłożone  na całej ławce, czy mogę się dosiąść, popatrzyła się na mnie niechętnie, ale jednak troszkę miejsca mi pozostawiła.  Przyznam się, że czułam się troszkę głupio, przycupnęłam na samym koniuszku ławki i…no właśnie, nie zapaliłam, tak jak lubię to robić, papierosa, bo przecież nie będę jej kopcić i tak mi zrobiła łaskę, że mi trochę miejsca ustąpiła. Posiedziałam może 10 minut, ale ponieważ miałam akurat do odebrania telefon od mojej koleżanki, nie wiedziałam, czy przypadkiem moja rozmowa nie będzie jej przeszkadzała, więc sobie poszłam z telefonem przy uchu w stronę domu. Niezbyt dobrze rozmawia się, gdy w jednej ręce trzyma się ciężką siatkę, pełną zakupów, a w drugiej ów telefon, ale co miałam zrobić? Resztę rozmowy przeprowadziłam już w drodze do domu. a końcówkę jej już w domu.
Zastanawiam się tylko, dlaczego jest tak mało tych ławek postawionych w parku? jest kilka alejek zupełnie pustych na nawet dużych odległościach.
Ale V.I.P. podpowiedział mi, że najprawdopodobniej było ich więcej, tylko niektórzy „przedsiębiorczy działkowicze” zapewniają sobie dobry odpoczynek na swoich działkach, używając właśnie parkowych ławek, podprowadzonych z alejek. Dlatego właśnie biedne staruszki i biedni staruszkowie nie mogą sobie w Parku odpocząć.
No i znowu zaczynam narzekanie…
Nieraz zdarza mi się, że gdy ktoś właśnie nie ustąpi mi miejsca w autobusie (trudno mi jechać na stojąco, bo nie mogę porządnie utrzymać się na nogach, bynajmniej nie z powodu nadużywania alkoholu, ale z powodu kłopotów z utrzymaniem równowagi – kręci mi się po prostu w głowie), albo gdy nogi mnie już tak bolą, że muszę na chwilkę chociaż na ławce przysiąść, albo gdy ktoś spiesząc się wchodzi mi pod nogi, co jest dla mnie niebezpieczne, bo mogę się  potknąć i wywrócić, czy też wtedy, gdy alejki, albo chodniki  mają powyrywane płytki i są nierówne i znów narażona jestem na potknięcie się i upadek, wtedy najczęściej „pomstuję” coś tam cicho pod nosem, mruczę, fuczę  i……… od razu przypomina mi się niedawno widziany film „Dzień Świra”, w którym właśnie główny bohater, Adaś Miauczyńsk, ciągle też niezadowolony, na wszystko i na wszystkich narzeka. Gdy na mnie taka przypadłość nadejdzie staję, uśmiecham się i mówię do siebie Ewa, nie bądź Miauczyńskim i nie miaucz.
Chociaż może aż tak źle ze mną nie jest, bo przypominam sobie od razu taką  scenę, gdy niezadowolony  Adam Miauczynski zaobserwował psa, który notorycznie załatwiał się pod jego balkonem, więc zwrócił uwagę właścicielce, ta jednak nic sobie z tego nie robiła, nie przyjęła do wiadomości, że mu  zapachy psich odchodów nie odpowiadają. Pewnego razu…… już całkiem wkurzony na sąsiadkę Adaś podszedł pod jej dom i prosto pod jej balkonem zdjął spodnie, spodenki i się załatwił. Na oburzony głos sąsiadki „co pan robi”, spokojnie odpowiedział, to samo, co pani pies zawsze robi pod moim balkonem, dlaczego tylko  mnie ma śmierdzieć odchodami? (dobra, powiedział dosadniej czym mu śmierdzi), po czym ubrał się i sobie spokojnie odszedł. Śmieszne? – zależy dla kogo, po prostu w ten sposób facet się odreagował.
Na szczęście takie pomysły jak dotąd nie wpadły mi do głowy, chociaż jeżeli mnie ktoś naprawdę wyprowadzi z równowagi……. nie wiem jak zareaguje.
Na pewno nie aż tak drastycznie, ale…….. wkurzona też potrafię komuś „dowalić”.
A pieski lubię, owszem, chociaz rzeczywiście okropnie to wygląda, gdy chodniki, czy trawniki są przez nie zanieczyszczone, a nie wszyscy właściciele stosują się do nakazów sprzątania po swoim pupilu. I to jednak jest problem, bo konsekwencje takiego zabrudzenia ponosić potem musimy my wszyscy.

Czy wiecie, że do Świąt pozostało nam już niewiele czasu????? W tą niedzielę będziemy już obchodzić Niedzielę Palmową, potem przed nami Wielki Tydzień i już Święta Wielkanocne, czyli do wspólnego świętowania pozostało nam tylko 10 dni.
Wcześniej czeka mnie jeszcze parę innych ważnych dat,  8 kwietnia – urodziny V.I.P-a (zaproszony już został na urodzinowy obiad z tej okazji), 10 kwietnia urodziny Kamilki, 12 kwietnia urodziny mojej Bratowej Zosi, no i 14 kwietnia minie druga rocznica mojej operacji bariatrycznej Szybko minęły te dwa lata, jak z bicza strzelił. A tydzień po świętach, 22 kwietnia znów czeka mnie uroczystość, oczywiście urodziny Władimira Iljicza Lenica i….moje 🙂
Tylko czy ja wiem, czy jeszcze powinnam obchodzić urodziny? przyznawać się do swojego wieku?????????
Lenin niech sobie je obchodzi, a ja???????
Chociaż pewnie znów będzie to okazja do miłego przyjacielskiego obiadku.

Dzisiaj wstał poranek dosyć ponury i łzawy. Ale zapowiadali na dzisiaj opady deszczu, no trudno, trzeba deszczykiem jakoś ożywić tę naturę, jeszcze szybciej wszystko się zazieleni.
Ale mam nadzieję, że dzisiaj nikomu nie zabraknie dobrego humoru i uśmiechu, czego serdecznie wszystkim życzę