Okropna ta aura

  

czuję sie dzisiaj jak ta wyjęta rybka z wody, co za koszmarna pogoda, zaduch był taki, że myślałam, że już i ja padnę i się  nie podniosę.

Na szczęście krótkotrwała co prawda, ale zawsze, burza przyniosła upragnione orzeźwienie.

Już kiedyś opisałam, że do tropików się nie nadaję.

Oj ciężko tłuścioszkowi się żyje, ciężko,a tu w dodatku wrzód znów upomina się o swoja porcje, żadne odchudzanie się, mówi mi  i….gniecie.

Nie zażywam Diclacu – boli kolano, zażywam go grzecznie, boli żołądek.

I jak to wszystko pogodzić mam?????

 

 

TEORETYCZNIE…….

                                         


                                            4 2 D D K S C Z



                



Teoretycznie tylko tyle dni do spotkania, ale…


nie jestem tak zupełnie o tym  do końca przekonana.


Coś się zaczyna wszystko kitlać.


A moźe ja już poprostu za stara jestem na urządzanie takich imprez????


Przyznam, nie bardzo na to mam i czas i siłę.


I pewnie moje jeszcze ustawienie na „NIE” do wielu innych problemów, też ma swój udział w moim malkotenctwie.


Muszę się jednak zmobilizować, nie mogę zawieść tych, którym już takie spotkanie obiecałam.


Muchomorku kochany, wspieraj mnie w chwilowej niemocy ochoczego ducha !!!!


A teraz już wracam do rzeczywistości, dzisiaj piątek, pewniej jeszcze bardziej by mnie cieszył, gdyby wolny dzień jutro wróżył, niestety tak nie jest, jutro czeka mnie raczej pracowite bardzo przedpołudnie ( znów jest pan dr. od skolizy, więc będę zatrudniona w rtg).


Ciężko, oj bardzo ciężko zarabia się na ten kawałek chleba…..


 

byle do soboty

                                                 


                                                    43 D D K S C Z



Jeszcze tylko dzisiaj, czyli czwartek, jutro, czyli piątek, pojutrze, czyli sobota (pracująca) i czeka mnie


wielki F U N – grill na wsi.


Mam nadzieję, że pogoda  do tego czasu się  nie popsuje!!!!


Oczywiście znów będę tam solo – wczoraj usłyszałam zdecydowane N  I  E  i ……. na tym poprzestanę.


Mówi się trudno i …kocha się dalej.


Dzisiejszy poranek powitał mnie jakoś ponuro  ( a gdzie się podziało to słonko?? ), ale jakoś parno.


Kolano jakby mniej mnie nieco bolało – na całe szczęście Magda czyta mój blog i wreszcie przywlekła na Żabiniec tą „rykiginę” do ultradzwięków.


Skąd ta nazwa? Ano przypomniało mi się, jak kiedyś tam ( a było to bardzo , bardzo dawno temu) pracowałam w Przychodni Budowlanych, oczywiście wtedy też pracowałam popołudniu.


Akurat zepsuł mi się aparat rtg i chciałam troszkę wcześniej w związku z tym urwać się z pracy.


Na moje nieszczęście, przyszedł jakiś wyjątkowo upierdliwy pacjent, który wściekły tym, że nie mogłam zrobić mu zdjęcia, postanowił przypilnować mnie, abym nawet minuty nie wyszła wcześniej, siedział ze mną aż do godziny 18, czyli godziny zamknięcia pracowni, a na końcu poprosił o książkę życzeń i zażaleń (a tak, takie kiedys bywały, bywały) i wpisał  do niej:


” Przyszedłem dzisiaj  do przychodni, aby zrobić sobie zdjęcie rtg, a ta RYKIGINA była zepsuta „


Tyle historia, na szczęście pożyteczna dla mnie „rykigina” działa należycie i przez to miałam już o wiele spokojniejszą noc, jakoś ból kolana nie budził mnie już co godzinę.


Byle tylko tak dalej, muszę conajmniej 10 takich zabiegów przejść i będę biegała jak młoda sarenka.


A narazie, póki co , chodzę tak jak chodzę, robie dobrą minę do złej gry i…pędzę  już teraz do moich powinności.Pa


 

Przekwita bez….

  

 

                                       44  D D K S C Z

 

 

 

   

 

Ale jeszcze znalazłam jeden taki śliczny krzaczek bzu, gdzieś tam schowany w cieniu, musiałam do niego dopiero dotrzeć z moim aparatem.

Może dzisiejszy dzień przyniesie nieco ukojenia w tym upale,chociaż muszę przyznać, że jakoś nawet nieżle ten wczorajszy dzień zniosłam.

Dzisiaj  mój ukochany środkowy dzień tygodnia – ciekawe, co przyniesie?????

Ps.Magda chyba przestała mój  blog czytać, bo nijakiego odzewu od niej nie mam, a kolano jak bolało, tak nadal boli………….

Widać są rzeczy ważniejsze, niż moje kolano.

UFFF, ale upał

TO BYŁ CHYBA PIERWSZY TAKI SKWARNY DZIEŃ,

parny, duszny.

Najdziwniejsze są te skoki temperatur –  od chłodu zaraz do skwaru przeskakujemy, trudne to do wytrzymania, nie dziwota więc, że karetki jak szalone na sygnale po mieście gnają.

Miej serce i patrz  w serce……………..

Ja patrzę, ale w swoje, i popijam dużo kawy i dużo mineralnej.

Kawy na wzmocnienie właśnie serca i na..odchudzanie.

A ciekawostką  jest to, ze właśnie teraz dopiero przeczytałam w swoim horoskopie " Kawa sprzyja odchudzaniu".

Dziwne, ja już to dawno wiedziałam, ale jednak coś z tym horoskopem ma się na rzeczy

Nie chwal dnia przed wieczorem….

Dzień ma się już ku upadkowi.

A to cholerne kolano, jak bolało, nadal boli.

Od czasu do czasu dołącza się w bólu  do niego  i drugie.

Wiadomo, nieszczęścia chodzą parami……

Brzuch ( z głodu) przywarł mi do kręgosłupa, ale zjadłam dzisiaj 25 dkg białego sera ( póltłustego), pól kilo truskawek ( oczywiście, że bez cukru ) i jeden jogurt naturalny, plus jedno jabłko.

Mam jeszcze w perspektywie jedno jabłuszko, by ukoić ewentualny  głód.

No oczywiście wypilam 4 kawy z drobinką mleka, bez cukru.,

ZASTANAWIAM SIĘ: dużo, to , czy mało??, a może niewiele, a może w sam raz?????

Ale jeszcze nie chwale się, wszak do nocy troszkę jeszcze czasu pozostało, jeszcze głód się odezwie.

P.S. Do imprezy pozostało 46 dni

 

dwa razy duże ” O „

1. " 0 " – jak oszczędzanie ( oj ciężko będzie)

 

2." O " – jak odchudzanie –  też będzie ciężko, ale do cholerki,  MUSZĘ w lipcu na tą imprezę czatusiów wcisnąć się w moją śliczną, niebieską,  a narazie okropnie ciasną sukienkę!!!!!!!

W zeszłym roku chudłam do mojergo białego spodium ( teraz niestety jest dla mnie za szerokie), ciekawe, na ile w tym roku wytrzymam z dietą.

 

CZAS ROZPOCZYNANIA DIETY : DZISIAJ,  czyli 21 maj 2007.

TERMIN SKOŃCZENIA DIETY : B  E  Z  T  E  R  M  I  N  O   W  O !!!!!

PRZEWIDYWANY (zamierzony) SPADEK WAGI  : 10 KG. !!!!!!

Cel niewzykle ambitny, nieprawdaż ??????

Ujemne konto


 ŻE TEŻ MUSIAŁAM WIECZOREM, JESZCZE PRZED SNEM ZAGLĄDNĄĆ NA TO MOJE KONTO BANKOWE !!!!!!


prawie pół nocy bezsennej….


Popłynęłam nieco w tym miesiącu, to było do przewidzenia.


Zbyt dużo dodatkowych wydatków, jak na jeden miesiąc : 2 komunie + ( nie wymawiając) torty, naprawa spłuczki i teraz naprawa video…..


No cóż, chyba trzeba znaleźć jeszcze jakąś dodatkową pracę, lub żołądek zawiązać na węzełek.


W każdym bądź razie, miesiąc skończę na saldzie  całkiem ujemnym, czyli nie prędko z niego się wytaraskam.


Jednym słowem  POSZALAŁAM NIEWĄSKO !!!!.


A więc teraz……..


Teraz trzeba wprowadzić ścisłą „AKCJĘ  O”  –  oszczędzanie, aż po skąpstwo  – tylko, czy mi się to uda ??? i…


PRACA… PRACA….PRACA…


Jak na poniedziałek ambitne plany i cięzki orzech do zgryzienia.


Ale się nie poddaję i do pracy ochoczo wyruszam, jak tylko rano odbiorę od Pana moje naprawione już Video ( ma przynieść mi go do domu tuż przed ósmą).


Innym też radzę, aby ten poniedziałkowy dzień, zapowiadający wspaniały przecież następny tydzień znieśli z uśmiechem i pokojem.


Miłego dnia, Miłego tygodnia!!!! 


PS. Żeby jeszcze to kolano tak  cholernie nie dokuczało !!!!!!!