Dopiero wieczorem

Dopiero teraz wieczorem wpis robię bo…..

Dzisiaj był bardzo zapracowany dzień (aparat naprawiony), pełen niespodzianek.

Jedną z nich było spotkanie z pewnym panem doktorem, którego już wieki nie widziałam,

kiedyś zaprzyjaźnionym z naszą rodziną dr Jana P.Jakże iło mi było, że bez trudu mnie

rozpoznał, jak tylko wsiadł do autobusu zaczepiłam go, mówiąc dziendobry Panie Doktorze, on

na mnie popatrzył i odrzekł,a witaj Ewa.Brawo, jestem rozpoznawalna jednak nadal wśród

osób dawno nie widzianych ( czyli bardzo się nie zmieniłam, nie zestarzałam)

Chwilę pogawędziliśy, powspominaliśmy moją rodzinę i znajomych,zmartwił się, gdy usłyszał, ze

moja siostra nie zyje, wiedział tylko o śmierci brata.

To było naprawdę bardzo miłe spotknie, niestety nasze drogi znów sie rozeszły, a czy znów

kiedyś się spotkamy??

Najgorsze to było to, że potem sobie uświadomiłam, że nawet nie mam z kim się podzielić tą

wiadomością, że go spotkałam.Krzysztof nie żyje, Majka, z którą kiedyś pracował w Szpitalu

Kolejowym tez nie żyje, reszta go nie zna, a ci co pamiętaja go z czasów Koletańskiej Uczeni są

daleko….

Inne miłe sprawki dnia dzisiejszego to to, że pogłębiłam dalszą wiedzę dotyczącą

nowego oprogrmowania, trochę mnie poinstruowali, troszkę sama odkryłam, a to co

sama znalazłam jeszcze  tym bardziej więcej cieszy!

Niemiłe było to, że odpowiedź z TP przyszła odmowna, nie uznali ojej interwencji,

ale to jeszcze nie była ta, na którą nadal czekam.

A duży komp stracił dostęp do netu, używam tyko małego,a tu się

okropnie źle pisze..Dzisiaj ma przyjść pan Józiu i  dostęp do netu na dużym komputerze mam

nadzieję mi przywróci.

No to sobie   czekam…

Środę mamy

 

Tak środę mamy, niestety dosyć mroźną, jednak nie oszukali nas, mamy minusowe

temperatury, niestety.

A do wiosny coś około 40 dni a tu masz, zima pokazuje, że ciągle jest ważna.

Aparat jeszcze nie naprawiony, ale nic to, jeżeli uda mi się tylko położyć stół ( bo pozostawiłam

go w pozycji stojącej) tego jednego zapisanego pacjenta powinno mi się udać zrobić,

moja chytrością i pomysłem, bo będę ruszała nie stołem a pacjentem.( biedny pacjent!!!, ale

postaram się go nie bardzo sponiewierać)

Niestety tylko takie zdjęcie bez użycia szuflady z kratką mogę wykonać narazie, no chyba

że dzisiaj przyjdzie pani Marta, a powinna przyjść, bo na jutro rozpisanych jest sporo badań

kontrastowych i owa szuflada będzie niezbędna!!

Krótka informacja o  moim konflikcie z TP : otóż dostałam telefon od Pani z TP, która

mnie poinformowała (całkiem niegrzecznie), że moja reklamacja nie została uznana, bowiem

tak TP właśnie nalicza należności, jak nalicza,  czyli wg mnie oszukuje.

No cóż, napisałam odpowiednia notkę do Dyrekcji TP do samej stolicy ( a powinnam była

napisać do Katowic, bo tam zdaje mi się jest najgłówniejsza Dyrekcja) – czekam teraz

na ich odpowiedź, a ta musi dojść, bo sprytnie wysłałam list za poręczeniem dostarczenia.

Ciekawostka jeszcze jedna: coś jednak było nie tak, bo jak pisałam, za wszystkie rozmowy

każdego miesiąca liczyli mi za każdą rozmowę, tak jakby nie było tych godzin premiowych,

ale za to popatrzyłam w ostatnie bilingi, czyli od dnia 12.02. br, gdy juz zaczęłam swoją

interwencję i…. okazało się, że wtedy wszystkiem moje rozmowy zaznaczone były :00. w

ramach limitu.

No to w końcu mam ten limit, czy nie mam i dlaczego zaczęli go naliczać dopiero wtedy, gdy

wdrożyłam moją interwencję?

Tym bardziej świadczy to ( wg mnie oczywiście) o niesolidności i nieuczciwości firmy Telefonia

Polska, dopiero  gdy się upomnisz naliczają tak jak powinni.

Sprawa nadal trwa i nadal będę informowała, gdy coś się zmieni na korzyść lub nie korzyść.

O pogdzie już pisałam, więc się nie powtarzam, zima niestety trwa.

A ja jednak słonecznego dnia życzę, bo wierzę, że słoneczko jednak dzisiaj przez chmury się

przebije i chociaż troszkę ogrzeje  nasze kości.

O polityce już pisać też nie będę, bo zbyt dużo nerwów ostatnio straciłam, nie to, że

krytykują wszyscy moje ulubione PO, bo pewnie pewna krytyka im się przyda, ale teraz

wszystkie partie czują przedwyborczy  wiatr w plecy i HURRA na Józia, jakby zapomnieli o

swoich niegdysiejszych niedoskonałościach. Żadnej pokory ani w Pisie ani w SLD nie widać,

każdy z tej partii opowiada, jaki to ich rząd był wspaniały, no cóż, historia pokazała jednak

co innego. Liczą, że wszyscy popadli w zbiorową niepamięć.

No to jednak napisałam coś o polityce,  ale teraz już o polityce  cicho sza!!!

To był bardzo sympatyczny dzień

Raz jeszcze powrócę do wczorajszych Walentynek.

Dzionek był najsamprzód dosyć pracowity, zrobiłam całą masę zdjęć, niestety już pod

sam koniec aparat zazgrzytał  i…..  się wyłączył.

Oj Ewka, znów aparat zepsułaś?

Nie, to taka całkiem niewielka awaria od czasu do czasu się powtarzająca, poprostu

blokuje się szuflada z kasetami i wtedy komputer wyłącza aparat, dzisiaj ma przyjść pani Marta

i tą usterkę usunąć. I bardzo dobrze, bo trzeba zdjęcia robić, a nie znów siedzieć i się nudzić.

Czy już pisałam, że im więcej tych zdjęć robię, tym bardziej mi się ta „zabaweczka” podoba?

Mówię o tym cyfrowym oprogramowaniu, tyle możliwości w nim, a ja z zasady lubię wszystko

co z komputerem się wiąże. Żegnaj ciemnio, wkroczyliśmy w XXI wiek z pełnym technicznym

postępem.

A potem zaprosiłam sobie do siebie Bardzo Ważną Osobę, bo jakże by bez Niego miały by

minąć Walentynkowy dzionek?

Zawsze” straszyłam” go moją specjalnością – jajecznicą i…właśnie wczoraj ją wykonałam,

Była pyszna, może mały przepis na tą Ewusiną specjalność?

Na patelni usmażyłam drobno pokrojoną w kosteczkę  bułkę ew. wekę, posypałam ją pestkami

ze słonecznika lub dyni ( fajnie potem chrupią w zębach), dodajesz szyneczkę, ja wczoraj

miałam (Magda nie czytaj!!!) boczuś, wkroiłam cebulkę podsmażyłam wszystko dopiero potem

dodałam ( ale nie koniecznie) pomidorka- wcześniej nie, bo grzanki  by rozmiękły i dopiero na

sam koniec wlałam na to rozbełtane jajka. Oczywiście dodałam do smaku czosneczku w

kostce Knora i soli do smaku i czekałam aż jajka sie zetną.

Mówię Wam, delicje!!!! Można zrobiś tą jajecznicę  w wersji skróconej czyli bułeczka, słonecznik,

cebulka i jajka.

Po raz drugi oglądałam wczoraj ten film” Dziwny przypadek Benjamina Buttona”, przyznam, że

też z wielką przyjemnością jak poprzednio, również i Bardzo Ważnej Osobie ten film

bardzo się podobał , chociaż oczywiście musieliśmy w połowie seansu zrobić przerwę

na jego ulubiona bajeczkę „Moda na sukces” – jak można taką szmirę lubieć??

A potem Bardzo Ważna Osoba już sobie poszła do siebie i Walentynkowy wieczór spędziłam

już samotnie, tzn padłam na nos i poszłam sobie spać

Niezwykle romantyczny dzionek – nieprawdaż ( zwłaszcza ta ostatnia faza ha, ha)

No cóż S.K.S. to S.K.S.. wszelkie inne uniesienia zarezerwowane są dla osób młodych,

starsi, czyli wcześniej urodzeni, jak to kiedyś pięknie nazwała, Darka muszą się cieszyć w dniu

Święta Zakochanych tylko namiastkami, w postaci jajecznicy, czy wspólnego oglądania filmu,

lub mydlanego  serialu ewentualnie.

Ale nie narzekam, przynajmniej obudziłam się rano wyspana i radosna i zaraz do

mojej kochanej pracy się wybieram

Miłego dnia dla wszystkich, chociaż to już całkiem nieświąteczny dzień, ot, taki sobie

prozaiczny wtorek 🙂

 

Be my Valentaine

A dzisiaj dzień radosny, dzisiaj mamy  „WALENTYNKI !!!

Wszystkim moim znajomym i ulubionym czytelnikom z tej okazji składam najlepsze życzenia:

wiele miłości nie tylko na dzień dzisiejszy ,ale na wszystkie inne nadchodzące  dni również.

KOCHAJMY SIĘ!!!!!

Czas to pojęcie względne……

A czemu to piszę?

Oglądałam wczoraj fantastyczny film pt Ciekawy przypadek  Beniamina Buttona.

Naprawadę fanstastyczny film, polecam do oglądania tym, którzy filmu tego nie

oglądnęli – filmy nie będę oczywiście opowiadała treści, ale czas w tym filmie odgrywa główną

rolę – czas i różne spojrzenia na jego przemijanie.

Ten film ściągnęłam sobie dzięki programowi torrent, fajna sprawa, ile tam filmów znaleść

można, i tych najnowszych i tych starszych, z każdego możliwego gatunku, różnej produkcji.

Raz jeszcze polecam ten program, wystarczy się tylko zarejestrować i już można ściągać

filmy do woli !!!!!

Ale dzisiaj nie mówimy o przemijaniu, dzisiaj cieszymy się, bo w Dniu św Walentego według

legendy ptaszęta zaczynają wić już swoje gniazdeczka, co oznacza, że wiosna już, już

się zbliża wielkimi krokami.

Nawet jeżeli gdzieś tam śnieg spadnie, to pewno tylko narciarzy ucieszy. W Małopolsce

co prawda ferie  już się skończyły, ale dla niektórych województw dopiero się rozpoczynają,

niech więc też troszkę na nartach  i sankach poszaleją, a co tam, niech radość i beztroska

trwa, skoro jest taka okazja.

Za moim oknem już całkiem jasno i chyba zapowiada się ładny dzień, chociaż na razie

jest chłodny, słonko na pewno zaświeci.

No i ropoczynamy nowy tydzień : dzisiaj radośnie idę, co prawda nietypowo jak na

poniedziałek, na poranną zmianę, ale dzisiaj będzie u nas ten bardzo miły i ulubiony

przezemnie doktór ortopeda „od dzieci” – zapowiada się więc bardzo sympatyczny

dzień no i pracowity również, mam nadzieję, że piątkowe kłopoty z elektryką już się

skończyły i będę mogła bez kłopotów pracować na swoim aparacie rtg.

W piątek boiem była jakaś awaria elektryczna na całym naszym osiedlu i zdążyłam zrobić

tylko kilka zdjęć jednej pacjentce, cóż, miałam przez to dłuższy weekend.

Miłego i wesołego dnia Zakochanych wszystkim Wam życzę.

Wiosna już prawie że puka do naszych drzwi.

Oszukana

Czyli rzecz o Telefonii Polskiej.

Jak bardzo trzeba uważać na każdym kroku, bo nawet taka instytucja, jakby nie

była poważna potrafi oszukać człowieka.

A w czym rzecz?

Otóż kiedyś omamili mnie telefonicznie i zaproponowali zmianę taryfy na lepszą,

oczywiście obiecywali przy tym, oj obiecywali.

Za proponowany abonament miałam dostać ileś   tam minut w godzinach 18 – 8 rano

darmowych, a za dodatkową opłatę 17 złotych miesięcznie miałam dostać  darmowe

całodobowe rozmowy do dwóch wybranych numerów.

No więc wybrałam sobie numer do Magdy i do Bardzo Ważnej Osoby i rozmawiałam z nimi

do bólu, bez żdanych ograniczeń, wg umowy z TP.

A co się w praktyce okazało?

Ponieważciale TP zarzuca mi, że mam niezapłacony jakiś tam zaległy rachunek, zaczęłam

dokładnie przyglądac się moim bilingom i odkryłam bardzo ciekawą rzecz:

Mianowicie od lipca, czyli od miesiąca, w którym miałam podpisaną umowę za rozmoy z

tymi dwoma wybranymi numerami płaciłam dokładnie taką samą stawkę, jak za  inne rozmowy,

oczywiście dopłacajac jeszcze do tego interesu 17 złotych miesięcznie.

Nie bardzo rozumiem, za co więc TP pobiera odemnie te 17 zł, nic za to nie dając.

Jeżeli już policzymy tylko  te nieszczęsne opłaty 17 zł, to za pół roku już mam nadpłacone

108 zł,a jeżeli policzymy te wszystkie opłaty za „darmowe” rozmowy do Magdy i do Bardzo

Ważnej Osoby pewnie z pół roku powinnam mieć wszystkie telefony za darmo

A tymczasem co miesiąc płaciłam coraz  większe, zamiast coraz mniejsze rachunki  i jeszcze

mi w TP  wmawiano, że przekroczyłam limit. Jaki limit, pytam???

Owszem, sporo rozmawiałam z tymi dwoma numerami, skoro miały byc darmowe????

Wreszcie Pani przyjęła odemnie reklamację i mam czekać na decyzję.

Ale ja nie Kuba, już raz mnie wydutkali, więc sama napiszę do szanownej dyrekcji zapytanie

czemu robią ludzi w konia?

Na zasadzie” a nuż się nie zorientuje i na niej zarobimy” ??

Szkoda mi neostrady, którą właśnie wzięłam z TP, bo rzeczywiście dają dobry sygnał

6 Giga, inaczej bym zrezygnowała wogóle  z usług Telefonii Polskiej.

Ale najpierw muszę się bić o swoje z TP, będę  tu na bieżąco informowała o sprawie.

Za oknem słonko świeci, ale jest podobno chłodno.

o wiosna niby blisko, a wciąż daleko.

Miłej soboty

 

w

No i doczekałam się…..

JAK JA KOCHAM SŁONKO !!!!!!!

 

Dzisiaj piątek, ostatni dzień pracy w tym tygodniu, a przedemną   należny mi odpoczynek

No i ostatnie dwa dni względnego pokoju, potem domownicy wrócą

i znów życie rodzinne wyraźnie się ożywi.

Zdecydowanie wolę ciszę, już tak mam, nic na to nie poradzę.

Znów wczoraj „szalałam” na moim nowym aparacie RTG  i  przyznać muszę, że im więcej

na nim pracuję, tym bardziej mi się to podoba.

Nie, naprawdę super sprawa, taka trochę magia.

Na moich oczach technika kroczy naprzód, ba, i mam okazję brać czynny w tym udział,

mimo mojego wysłużonego już jakby niebyło pracowniczego stażu.

Wczoraj był wspaniały dzień, naprawdę już dawno takiego udanego dnia nie miałam

Może było to zasługa wcześniejszego niż zazwyczaj oddaniu się sennym marzeniom ?.

A może to słonko, które już wcześnie do mojego okna zaglądnęło i  sprawiło, że humor

mój od rana był uśmiechnięty. Nawet  w swoim garnuszku  do porannego zdjęcia

dołączylam słynny kawałek z  filmu „Most na rzecze Kwai”, który zaczyna się

słowami ( w polskim tłumaczeniu) – Hallo, słoneczko błyska już.

No i z tą radosną piosenka na ustach wesołym krokiem ( bez używania broń Boże

alkoholu) wkroczyłam wczoraj do mojej przychodni.

No i świeciło mocno to słonko aż do wieczora. Uwieńczeniem miłego dnia była wczoraj

niespodziewana wizyta Bardzo Ważnej Osoby  i całkiem ad hock wykonany bardzo

pyszny obiadek, nawet z deserem.

Przeważnie czwartek nie bywał dla mnie jakimś szczególnym dniem, a tu taka niespodzianka.

Wieczór dopiero przyniósł bardzo smutną wiadomość: zmarł arcybiskup Józef Życiński.

Wielki smutek mnie ogarnął, to był naprawdę Wielki Człowiek i w dodatku jeden z nielicznych

naprawdę trzeźwo myślących duchownych, nie ulegający politycznym naciskom i bardzo

realnie oceniający naszą polityczną i kościelną rzeczywistość.

Szkoda, że Dobry Bóg zabiera Osoby, które jeszcze tyle dobrego dla Polski zrobić

mogli,a zaostawia…..   dalej nie kończę, chyba wiecie, co miałam na myśli.

Świeć Panie nad Jego wspaniałą duszą i daj mu spokój wieczny Amen.

A jaki będzie piątek?

Na pewno też pracowity, bo już mam kilka zdjęć zaplanowanych, no i bardzo

dobrze, do czegoś. wreszcie w tej przychodni jestem potrzebna.

A pogoda????

Nie zapowiadają jakiejś rewelacji na niebie, niestety.

Ale najważniejsze jest, żeby w sercu wiosna była, bo ta prawdziwa naprawdę coraz szybszymi

krokami ku nam spieszy, co wczoraj wyraźnie dawało się odczuć.

No to idę do pracy uśmiechnięta i wesoła, z jakąś piosenką skoczną  na ustach : mp.

„To idzie Gigi ‚amoroso „

Będzie dobrze!!!

 

 

 

Oj będzie się działo, będzie…..

 

W jednej naszej placówce zepsuł się aparat rtg, więc wszyscy chętni będa jechać do

mnie na Żabiniec.

Oj może się dziać dzisiaj, może…

No i na pewno

Bylebym tylko żywa stamtąd dzisiaj wyszła 🙂

Ale jestem zwarta i gotowa do zwiększonej pracy.

Wszak dosyć się już nabąblowałam w pracy!

Pora to odpracować!

A co poza tym?

Już nawet boję się pogody chwalić, bo potem okazuje się, że akurat jest całkiem

inaczej, ale jak na razie biało różowe obłoczki po niebie ganiają, co oznaczac powinno

ładny dzionek.

No i napewno taki będzie!.

Zbieram się pomału już do pracy, muszę być troszkę wcześniej niz dotychczas rano

przychodziłam i odpowiednio stanowisko pracy sobie przygotować.

Życzę więc miłego i pogodnego dnia.

Nie taki diabeł straszny, jak go malują

Narzekałam na brak roboty? No to wczoraj się nieco odmieniło i wcale nie musiałam

na rogatkach wystawać, bo pacjenci i tak  drzwiami i oknami do rtg się pchali.

No oczywiście, że przesadzam, ale fakt taki, że kilku pacjentów wczoraj miałam , no i chociaż

przy pierwszym jeszcze miałam nerwowe reakcje, oczywiście nie na pacjenta, tylko na

komputer, to im więcej zdjęć robiłam tym lepiej było.

Do perfekcji jeszcze mam kawałek drogi, ale już jestem na całkiem dobrej ścieżce.

Trochę się potem odreagowałam, bo opowiadałam Grażynce z naszej głównej placówki,

jakie to radosci ją czekają, gdy i u nich takie cyfrowe oprogramowanie zamontują

w niedługim czasie  ( takie plotki chodzą),  a co, niech też się nieco postresuje – jesteśmy

w jednym przedziale wiekowym, więc i stresy pewnie są podobne.

Ale co tam, nie należy się bardzo tym denerwować, bo życie nie tylko z pracy się składa.

Wczoraj mieliśmy lekki przedsmak wiosny, szukałam jej wszędzie, niestety jeszcze na

wiosnę za wcześnie, przyroda jeszcze śpi.

Mam jeszcze trochę czasu na opanowanie mojego aparatu fotograficznego, bo wiosenne

zdjecia muszą być śliczne, nawet chyba zaopatrzę sie w specjalny podręcznik, będe miała

co w weekendy robić.Ten aparat ma takie wielkie możliwości, a ja je jak do tej pory

tylko w minimalnym stopniu wykorzystuję. A może zapisać się na jakis kurs fotograficzny?

Muszę o tym pomyśleć, bo taki kurs na pewno potem z plenerem by się wiązał, a tu

niestety pewne trudności techniczne widzę – już nie tylko kolana,ale i kręgosłup szczególnie

mnie ograniczają. Wiadomo : S. K.S.!!!!

W polityce, jak to w polityce, słupki raz rosną, raz maleją, ostatnio PO znów kilka punktów

poszło w górę – do jesieni daleko, mam nadzieję, że te wielkie „uroczystośći”, które szykuje

PIS na rocznicę katastrofy nieco zmienią znowu polskie spojrzenie na to, co by było, gdyby ta

formacja do sterów dotarła. Już zapowiadają wielkie rządowe  manifestacje na placu

pod Pałacem Precydenckim, oczywiście  znów zapala znicze i będą wrzaski.

Czy naprawdę to Polsce najwięcej teraz jest potrzebne????

Smutny ten wczorajszy jest Twój wiersz Panie Kawusia, ale jaki prawdziwy, niestety

prawdziwy.

Wogóle odnoszę ostatnio takie wrażenie, że tym wszystkim politykom nie chodzi wcale

o dobro nas Polaków. Partie walczą między sobą, aby tylko do sterów się dostać, a wtedy….

jakoś to będzie, co tam reformy, co tam polski spokój, już nie powiem dobrobyt.

Bo co by się stało, gdyby ci posłowie zajęli ławy sejmowe, które ostatnio raczej pustką

straszą i zastanowili się, co naprawdę sensownego dla Polski zrobić?

Nam się tylko wydaje, że po to zostali wybrani, a oni? głownie zajmują się awanturami

i wspólnym opluwaniem się, im bardziej jadu z siebie wyleją, tym są bardziej szczęśliwi.

A dług publiczny rośnie, bo rosnąć musi, nikt temu zapobiec nie zamierza, jeźeli jakaś

prognoza reformy się zarysowuje, natychmiast przez przeciwne stronnictwa są gaszone.

Zamiast merytorycznych rozmów,  tylko wrzaski i oskarżania się.

Tak niestety wygląda dzisiejszy sejm, a będzie jeszcze gorzej.

Przykre jest to, że my opłacamy tych, którzy głównie zajęci są sobą, a nie Polską.

Chcę nie przyjsć na obrady – nie przyjdę, chcę się napić kielicha, czy dwa, piję, a co,-

ja jestem POSEŁ,wszystko mi wolno.

Takie polskie warcholstwo niestety od czasów szlacheckich za nami się wlecze.

Wtedy jeden nieco zapijaczony szlachcic wstał, powiedział : Liberum Veto i już proponowana

ustawa upadała, czy teraz aby nie jest podobnie?

A gdyby tak bardziej posłów zdyscyplinować????

Czy normalny człowiek moze nie przyjść sobie do pracy, bo tak mu się podoba, albo czy

może być pod wpływem alkoholu? – może, tylko niestety szybko  z pracą taki pracownik

musi się pozegnać.

A poselstwo to też przecież zawód – oni biorą za to pieniądze, wielkie pieniadze, na pewno

większe niż przeciętne polskie pracownicze wynagrodzenie.

Tylko ciekawe, kto miałby ustawę o poselskiej dyscyplinie ustalić???

Dobra, ja posłem nie jestem, więc idę do pracy.

Miłej środy, niestety wiosna znów zimie pomału ustępuje….może nie na długo?

 

 

 

 

 

No i co?

Ano nic, bo nie mam co robić, prócz włączania i wyłączania aparatu rtg.

Pomieszanie z poplątaniem ( jak na zdjęciu)

Potencjalny jeden pacjent nawet wczoraj  był, a i owszem, ale wcale nie uśmiechało mu się

czekać tydzień na wyniki, poszedł gdzieś indziej, na szczęście nie do konkurencji, ale do naszej

innej placówki, gdzie urzęduje również i radiolog,  cóż doktorzy też urlop mieć muszą, takie jest

życie.

Dobrze, że mój „maluszek” nie jest zbyt ciężki i mogę go ze sobą do pracy wozić,

przynajmniej na internecie sobie mogę posiedzieć, żeby całkowicie z nudów nie umrzeć.

A instrukcja? A i owszem, przeglądnęłam, ba, nawet przeczytałam… tylko w praktykę

nie mam na kim tej  teorii przerobić.

A tylko praktyka uczyni ze mnie mistrza!!!!

Nawet namawiałam Bardzo Ważną Osobę, żeby sobie zdjęcie klatki piersiowej u mnie

wykonał(a), Może  jednak ulegnie moim pokusom?????

Dzisiaj mamy dzien wiosenny, co pewnie nie cieszy tych, którzy na nartach sobie

poszusować nie mogą.

Moi domownicy wczoraj do Krynicy wyjechali, pełni nadziei, że zima wróci, ale

pewnie ta dopiero w sobotę, albo w niedzielę sobie o nas przypomni, a tu już koniec

ferii i do szkoły dzieciaczki wracać będa musiały…ale ból.

Ale narazie cicho w moim domu, dobrze, że jest Julka, bo rybki na czas jedzonko będą

miały no i mi jest też przyjemnie, że nie całkiem sama jestem.

W polityce nadal brudno się dzieje, no cóż, wszystkie partie starają się pokazywać  teraz

ze swojej ‚”najlepszej”  strony, aby słupki poparcia zmieniały się korzystnie właśnie dla

nich, co wcale nie znaczy, że są gotowe do rządzenia.

Bo mówić wiele można, trudniej o wprowadzenie potem obietnic w życie.

Już chyba obecny rząd najlepiej o tym się przekonał, obrywa teraz z każdej strony za słusznie

i niesłusznie popełnione winy. Dziwne, że nikt nie widzi tego, co ten rząd jednak zrobił,

za to wszyscy krytykują ich za to, czego nie zrobili z tego, czy innego powodu.

Zapomnieli, że by łkryzys światowy, powodzie, tragiczna katastrofa – niełatwe czasy rząd

premiera Tuska ma za sobą, najgorsze, że zupełnie niełatwe ma przed sobą.

Stare przysłowie mówi : na pochyłe drzewo wszystkie kozy skaczą, więć skaczą i politycy

z opozycji, ba, nawet zdarza się, że i niektórzy polityce z partii współrządzącej, oczywiście

krytykują i niektórzy politologowie, dziennikarze, słowem kto może bije w biedną głowę

premiera Tuska, a ten, co dziwne wcale się nie broni.

A może to jest właśnie błąd z jego strony?, może też powinien wzorem opozycjonistów

ciężkie działa wyciągnąć? Tylko nie bardzo widzę, kto mógłby spełniać pyskatą rolę pani Kempy

w PO? Niesiołowski jakoś ostatnio przybladł, widać przestraszył sie Trybunału, którym go ciągle

straszą, no a ten, który świetnie ze zjadliwą krytyką sobie dawał radę, czyli Janusz Palikot,

od PO odszedł i sam PO  teraz krytykuje.

O tempore, o mores chciałoby się powiedzieć!

No cóż, czarno jesienne wybory widzę, SLD, wbrew ich zapewnieniiom za słabe jest

na słupkowe zwycięstwo, PO leci na łeb i na szyję, a PIS, którego poparcie wcale nie

rośnie, a stoi w miejscu, dzięki upadkow PO do władzy ma szansę dojśc i wtedy…

Strach pomyśleć co będzie, gdy IV RP w formie SUPER STRONG  do władzy dojdzie.

Pomniki, ulice imieniem Wielkiego Lecha, rozprawy z tymi, którzy bliżniaków skrzywdzili

( oczywiście w mniemaniu Jarka), sądowe i polityczne  rozprawy nad tym co było

i….zero rządzenia nadal. Już nie mówiąc o zachwianiu polityki zagranicznej i zaprzepaszczeniu

całkiem dobrej politycznej pozycji  Polski w świecie.

Ale tak będzie na wyraźne żądanie Polaków, widać jednak wolą, gdy w Polsce nie jest

normalnie.

Żal, wielki żal, że nasz kraj ku ruinie przez głupotę zmierza……..

To tyle o polityce.

Pora już na zbieranie się do pracy, więc kończę wpis, miłego wtorku życząc.

Dopiero wtorku??? Okropnie ten tydzień się wlecze…..

 

 

 

Hej idę w las …

 

…..piórko mi się migoce.

Nie idę w las, tylko do ukochanej pracy, piórko mi się nie migoce, tylko oczka świecą z radości.

No proszę, jaki pracuś jestem od poniedziałku !!!

Ile zapału, ile entuzjazmu w mojej skromnej osobie……

Bardzp odpoczęłam  psychicznie przez te dwa dni, fakt.

Szczególnie w sobotę, którą w dużej części przespałam, ale na skołatane nerwy

sen jest najlepszy.

Czy wyrobiłam sobie dystans do sprawy? Okaże się dzisiaj, jutro, pojutrze i…. ciąg dalszy

nastąpi 🙂

Jestem pełna dobrych przeczuć.

Niedziela też należała do przyjemnych, obiad się prawie, że udał, przyznam, był jeden

malusieńki błąd, ale to szczegół, drugi raz juz będę wiedziała.

Ale całość była wyjątkowo smaczna i zostałam przez Bardzo Ważną Osobę oczywiście

pochwalona.

No cóż, sobota i niedziela minęła i zaczynamy nowy tydzień.

Wstałam tradycyjnie grubo, grubo przed budzikiem, co to znaczy obowiązkowość?

W TVN – 24 ciągle mówią o Kubicy, całe szczęście, że udało się uratować jego zmiażdżoną

rękę, cóż, medycyna nieraz czynić cuda potrafi, szkoda, że tylko czasami….

Kończąc dzisiejszy blog życzę wszystkim pomyślności na cały tydzień, a odpoczywajacym

na feriach sporo dobrego śniegu pod nartami.

No i dobrego poniedziałku, bo jaki poniedziałek, taki cały tydzień.