Psie serce

   

 

A zaczęło się tak całkiem niewinnie, od szczura.

Wczoraj Pola i Mia namawiały mnie, żebym zgodziła się na…szczura.

Ksaweremu urodziła szczurzyca małe i teraz dziewczynki też chcą mieć takowego.

Oczywiście  mama dziewczynek, Monika na żadnego szczura się nie zgodziła, ja też nie

wyraziłam swojej aprobaty wyobrażałam już sobie, że sobie  śpię, a tu cos obślizgłego chodzi

po moich nogach brrrrr….

No dobra, odstąpiły od szczura, ale zaczęły nalegać na …..psa.

To znaczy pies ma być niby ich ( za moje pieniądze, jak się potem okazało), ale ma

mieszkać w moim pokoju. Dobrze sobie to wymyśliły.

Pola zaklinała, że będzie wychodziła z nim na spacery, no już to widzę, może rzeczywiście

przez kilka dni by wychodziły, a co potem?. Już nie mówiąc, ze szczeniaka trzeba

wyprowadzać co godzinę, aby nauczyć go porządku.

Zresztą psu nie wystarcza tylko wyjście na siusiu na smyczy, trzeba z nim pospacerować tam,

gdzie można go ze smyczy spuścić, by sobie pohasał, ale  w Krakowie nie ma takich miejsc jak

ongiś, nawet na Błoniach nie można teraz psów puszczać, bo wypasają się tam owce i barany

No cóż, nie nadaję się niestety na hodowanie pieska, nie mam siły na długie spacerki,

na schylanie się i zbieranie psich kupek, bo inaczej musiałabym płacić mandaty.

NIE,  NIE, NIE, ZDECYDOWANIE NIEchociaż psy akurat bardzo , a nawet bardziej niż

bardzo lubię.

Może w następnym wcieleniu sprawię sobie pieska, ale koniecznie musi to być bokser, a nie

retriever, jak to sobie Pola wymyśliła, chociaż jest to podobno bardzo dzieciom przyjazna

rasa psów.

Psu potrzebny jest dobry wybieg i własne miejsce w domu, no i spokój, a tego niestety

nie jestem ani ja ani Pola mu zapewnić.

Taki szczeniak jak na zdjęciu wygląda pięknie tylko właśnie na zdjęciu, w praktyce trzeba

wiele czasu mu poświecić, by wyrósł z niego mądry pies i trzeba potem zapewnić mu dobrą

opiekę.

Dzisiaj przyjeżdża mój ulubiony Pan Doktor od skolioz, tak więc zaraz do pracy gnam, by

się nie spóźnić i na czas na stanowisku  pracy trwać.

Bardzo ciekawa jestem, czemu  mój wczorajszy wierszyk ( proponuję go przeczytać, jeżeli

ktoś jeszcze go nie dostrzegł) nie spodobał się porcelli?

Czyżby dlatego, że całą prawdę mówi? czy tam jest  w nim jakieś przekłamanie???

No cóż, każdemu wolno mieć swoje własne opcje polityczne, ale żeby aż od razu była

to ohyda??

No i jeszcze wczoraj spotkała mnie dość niezręczna sytuacja: spotkałam koleżankę, która

spytała mnie, dlaczego jej unikam, nie odpowiadam na telefony itp, spytała, czy

mam do niej jakieś anse.

No i co miałam na to odpowiedzieć? Fakt, unikałam jej, bo jest…okropnie nudna, taka jakaś

nawiedzona, po prostu źle się w jej towarzystwie czuję. Czy miałam jej powiedzieć prawdę?

Oczywiście znów zrobiłam następny unik, ale czuję wielki absmak………

Dzisiaj piątek, weekendu początek.

Rano zatelefonowała do mnie Magda, poinformowała, że jej kotka już się okociła.

Od razu przypomniał mi się wierszyk z dzieciństwa: W moim domu są kocięta, urodziła nam je

kotka, ile ich jest nie pamiętam, ale nie chcą pić ze spodka.

PS. a może wezmę sobie  takiego kotka?

Tylko musiałabym cały czas siedzieć przy zamkniętym oknie, bo kot mógłby wyskoczyć z

drugiego piętra, nie, to też nie jest dobry pomysł…

A zresztą dlaczego  oni koniecznie  chcą mieć zwierzę, które zamieszkałoby w moim

pokoju?????

Reklama