jeszcze zobaczymy, czyli głos rozsądku

Jeszcze tylko dwa dni normalności, pojutrze świat stanie (niestety) na głowie i to za przyzwoleniem około 30 procent Polaków.
A co będzie w październiku? Skóra cierpnie na mojej całej postaci, od stóp do głów.  Już są tego symptomy, coraz bardziej zresztą jawne.
A może okaże się, że to tylko zły sen??
Tylko dlaczego niektórzy nie zauważają buty i wręcz chamskich odzywek wśród tych, którzy przebierają nóżkami do władzy?
Dajemy im znów przyzwolenie? Tylko co z tego wyniknie? Komu zrobimy na złość? Sobie samym, niestety.
Ech, polityka, ale jak się nią nie przejmować, gdy coraz bardziej słowa buty i pychy padają z ust PIS-u?
Polacy, nie widzicie tego??? Naprawdę??????
Wczoraj przeczytałam na Face : Ryszard Nowak z Ogólnopolskiego Komitetu Obrony przed Sektami i Przemocą zawiadomił prokuraturę o znieważeniu Jarosława Kaczyńskiego przez Tomasza Lisa. Lis powiedział o Kaczyńskim, że „dokonał perfidnego zamachu na Polskę i wspólnotę Polaków”.

Dziwne, a gdy Kaczyński ( i nie tylko on) powiedział, że Komorowski i Tusk mają krew na rękach, bo brali udział w spisku przeciwko L.Kaczyńskiemu i  bezpośrednio byli zamieszani w zamach na prezydenta Kaczyńskiego, to nie było obrażanie prezydenta i premiera? Rzucane kalumnie były całkowicie bezpodstawne, nie mieli na to żadnego dowodu. A wszystkie prawicowe media, które pisały same kłamstwa na temat  prezydenta Komorowskiego i obrzucali go błotem (powinnam napisać słowo na g, ale się miarkuję), to nie było obrażanie władzy?
Zaiste, Pis i praworządne media wyznają filozofię Kalego: jak Kali ukraść to dobrze, jak Kalemu ukraść to źle.
Czemu to tym uwielbiającym  wręcz bałwochwalczo Pis  ludziom  jakoś nie przeszkadza? Czemu im radośnie przyklaskują? Mają tak zlasowane  i wyprane mózgi, że tego, co oczywiste nie widzą? Dają sobą pomiatać i pozwalają, by ich tak bezkarnie prowadzić, jak barany na rzeź???
Dają swoim przyzwoleniem tylko  powody do radości Pisowi i powody, że są pogardliwie nazywani ciemnym (głupim) ludem. Na pewno Kaczyński wraz z wierchuszką śmieją się z nich w kułak: ale mamy durnowaty elektorat, wszystko im można wmówić, nawet, że białe nie jest białe, a czarne nie jest czarne, uwierzą!!!! Kaczyński jest za inteligentny (jednak) na to, żeby nie wiedzieć, że to jest tylko jedna metoda, by dorwał się do władzy, kłamstwa i kalumnie. I co najgorsze świetnie mu to wychodzi, zresztą przy pomocy niestety Kościoła Katolickiego, które przy okazji też chce własną pieczeń na tym ogniu upiec. Ale to już całkiem inna historia, niestety Kościół Katolicki też okazuje się być wrogiem Polski. Są zresztą tak samo zakłamani i obłudni jak ta partia, którą popierają dla własnych korzyści.
A niech mnie wsadzą nawet do ciupy (mam nadzieję, ze na cebulę i na papierosy będę mogła liczyć), ale zdania nie zmienię.
Kiedyś, dawno temu, za czasów komuny  ułożyłam taką piosenkę z refrenem „teraz rządzi świata marność, lecz zwycięży solidarność, zapanuje praworządność, spokój ład” Niby się sprawdziło, (no Solidarność nieco potem spisiała), komuna, która wydawała się być nie do pokonania, padła, dlaczego i teraz ma nie być podobnie?
„Teraz rządzą pisoludy, ale  pójdą wnet do budy, znormalnieje znów od nowa Polski stan”.
Oni szafują słowami  BÓG, HONOR, OJCZYZNA, tylko, że niestety to są słowa bez jakiegokolwiek pokrycia, to tylko puste frazesy, które przykrywają słowa :”nareszcie zrobimy porządek w Polsce i wszyscy będą żyć pod nasze dyktando”. A że to nie jest już demokracja? kogo go obchodzi. W Polsce będzie od października  obowiązywał pisio – zamordyzm, pod dyktando Wielkiego (małego) Wodza Jarosława, który zbawiać chce nas od…no właśnie od czego, lub od kogo?
I o tym przekonamy się już po 6 sierpnia, gdy „prezydent wszystkich Polaków” będzie brał czynny udział w kampanii wyborczej i  agitować będzie do głosowania tylko  na PIS , a potem jeszcze możemy to zobaczyć w październiku (oby nie), gdy Polska obudzi się w całkiem zapyziałym ciemnogrodzie, a także gdzie zemsta i i prześladowania będą na porządku codziennym. Już to przerabialiśmy w 2005- 2007, gdy całe rządzenie przez Pis sprowadzało się do  szukania haków na przeciwników, a nawet i koalicjantów, których chcieli się z rządów pozbyć,tropienia „układów,” poprzez włączanie różnych prowokacji i wsadzanie za to do aresztów wydobywczych.
Czemu niby teraz miałoby być inaczej??????
Póki czas, daję to pod rozwagę.
Kaczyński nie jeden raz, w zależności od własnych potrzeb zmieniał swój image na chwilę, by znów potem powrócić do swojej wrednej i mściwej natury, nie dawajcie się nabierać. Każdy wilk w owczej skórze zawsze pozostanie wilkiem!!!!!
Tylko, żebym potem nie musiała tu napisać : A NIE MÓWIŁAM!!!!!”

Dobra, zmieniam temat.
Dawno nie chwaliłam się moimi postępami w chudnięciu. Otóż wczoraj się zważyłam i…ważę już „tylko” 96,5 kg.
Czyli definitywnie „setka” została pokonana, chociaż to wciąż jest to barrrrrdzo dużo.
Ale jakby nie patrząc od zeszłego roku „ubyło” mi już 40 kg, a od operacji, przeprowadzonej w kwietniu ubyło mi już 28 kilogramów.
Samej ciężko jest mi uwierzyć w ten mój sukces.
Fakt, że muszę się wciąż pilnować, ale nie jest to  aż takie trudne, bo gdy zjem ciut za dużo, albo „nieodpowiednio” coś kłapnę zębem, od razu mam odzew od moich kiszek i to bardzo przykry odzew.
Niedawno przeczytałam, że uczeni wynaleźli jeszcze jeden smak, smak tłuszczu. Właśnie on i smak na słodycze są winne nadwadze.
Na szczęście nie ciągnie mnie do żadnych smażonych potraw, nawet nie ciągnie mnie do słodyczy, zdecydowanie wolę owoce i jarzyny.
Szczególnie na topie są teraz u mnie borówki (czarne jagody), które niestety też pomału się kończą, maliny, a z jarzyn głównie pomidory, z tym, że wolę je spożywać w całości jak jabłko, niż pokrojone w plastry.
Ale nie chcę też i zbyt szybko chudnąć, bo już skóra zaczyna mi „wisieć” i na buzi i na rękach, nogach a także i na brzuchu.
Daję więc sobie czas do grudnia, aby  zdecydowanie przekroczyć w dół tą wagę 90 kg, a jeżeli uda mi się ciut wcześniej, to tym lepiej dla mojego samopoczucia.
Gdy zbliżałam się do setki, przyrzekłam sobie nagrodę w postaci nowej sukienki (w sumie kupiłam 2 sukienki i bluzę), a teraz obiecałam sobie, że gdy przekroczę tą upragnioną dziewięćdziesiątkę, kupię sobie porcję ulubionych lodów miętowych z czekoladą Grycana. Też fajna nagroda, bo jakieś dwa swetry i tak kupić będę musiała!. Raz na długi czas na taki luksus mogę sobie pozwolić (oczywiście w odpowiedniej porcji)
A co potem? Ano będę „walczyła” nadal, aż do skutku, chociaż jeszcze nie mam dokładnie dolnej granicy wyznaczonej, więc tylko powiem :”ile się da”
Sprawdziłam też swoje BMI: wyliczone moje BMI to 35,26 – oznacza(niestety) II stopień otyłości (otyłość kliniczna). Dla mojego wzrostu 165cm prawidłowa waga wynosi pomiędzy 51 a 67 kg. Takiej wagi to raczej nie osiągnę, ale też już mam dobry wynik, bo moje BMI z zeszłego roku oznaczało otyłość  III stopnia, czyli otyłość skrajną (BMI wynosiło wtedy 50.69)
Może nie powinnam aż tak jaśnie i wyraziście tego pisać (no nie ma się czym aż tak bardzo chwalić), ale to jest tylko jasny dowód na to, jak bardzo opłacało się zrobić ten krok, by poddać się tej operacji.
Bez tego nigdy sama nie osiągnęłabym celu, a i tak jeszcze ciągle mam na to szansę, by było jeszcze lepiej.
Więc jeżeli ktoś ma podobne  kłopoty jak ja, szczerze namawiam, aby rozważył taką możliwość i poddał się tej operacji.
A nuż komuś pomogę podjąć taką decyzję? Naprawdę, najgorsze jest te kilka dni po operacji (ból, który można uśmierzyć lekarstwami), a potem czas kleików (brrrr, trzęsę się na ich wspomnienie, ale wtedy nawet mi smakowały), aż do czasu do powrotu do normalnego (no prawie normalnego) jedzenia, ale potem sam organizm ma tą wspaniałą zaletę, że sam reguluje co wolno, a czego nie wolno jeść (zmiana smaków) i w jakich ilościach.

Niestety, zmiany zwyrodnieniowe moich stóp nie uległy poprawie i nadal bardzo trudno  mi się chodzi, chociaż zdecydowanie bardzo dużo mniej tych kilogramów dźwigam, ale niestety tu nakładają się nie tylko (ale głównie) noszone przez długie lata  ciężary, ale też i tzw pesel, wystarczy do niego popatrzeć i zrozumieć, czemu ostatnio te kłopoty z nogami mi się nasiliły. Inna sprawa, że lato, wbrew pozorom, nie sprzyja moim stopom, gdy temperatury są wysokie, niestety bardziej odczuwam wtedy ich ból, zresztą podobne odczucia mam, gdy ma padać deszcz. Niestety na długie spacery  już się nie nadaję (ból jest tak silny, jakby mi ktoś szpilki wsadzał nie tylko do nóg, ale i do mózgu) i jedyna pomocą może być tylko Nimesil, po zażyciu którego czuję znaczną ulgę, nawet na kilka dni. Ale jak już nie raz pisałam, nie chcę go nadużywać. Może w jesieni (o ile nie będzie deszczowa) nogi trochę mi się”poprawią”

Ale się dzisiaj rozpisałam, chyba nadrobiłam tym wczorajsze lenistwo, którego wyrazem był mój króciutki wpis.
A to pewnie dlatego, że znów jestem po nieprzespanej nocy. Niby sen morzył mnie tak około 2.30, ale ledwo zgasiłam komputer, znów wstałam rześka, jakbym całą noc przespała.
Teraz jest godzina piąta rano i właśnie kończę swój wpis. Przyznam, że jestem okropnie zmęczona tą nocą, jakbym nie wiem jak ciężko pracowała. Może uda mi się te  trzy godziny jako tako przespać? Bo potem będę do niczego przez cały dzień.
A wydawało mi się, że nie będę miała wczoraj  kłopotów z zasypianiem, skoro nie spałam po południu. A tu figa z makiem.
Ciekawe,  pełnia była 2- 3 dni temu, to czemu teraz dopiero zareagowałam.
Nie będę się nad tym zastanawiała dłużej, idę jednak chwilkę pokimać.
Miłego dnia.