nie ma co się cieszyć bo…….

……prognozy pogody znów zapowiadają w przyszłym tygodniu olbrzymie upały, no może nie takie prosto z Sahary, ale temperatury mają oscylować  pomiędzy 27 a 30 stopni. No to ładnie, nie ma co. A już pomału przyzwyczajałam się do nieco niższej temperatury. Poprzedniej nocy udało mi się nawet nieco zmarznąć, spałam przy otwartym oknie, przykryta tylko samą poszwą na kołdrę , musiałam nad ranem przeprosić się z moją kołderką, z całą radością wtuliłam się w jej ciepełko i spokojnie sobie znów zasnęłam.

Wczoraj opróżniłam swoją szafę, ale pustki teraz w niej się zrobiły.
Praktycznie mogę powiedzieć: nie mam w co się ubrać!!!.
Stopniowo muszę zacząć uzupełniać swoją garderobę.
Przez najbliższe 2 miesiące jakoś sobie dam radę, potem muszę o cieplejszych sweterkach pomyśleć.
Na całe szczęście odkryłam 2 płaszcze, jeden na jesień, drugi na zimę, które teraz pasują na mnie jak ulał. Nawet całkiem „przystojnie” w nich wyglądam, chociaż przedtem na pewno w nie bym się nie zmieściła. Ot, taka mała radość – niespodzianka.
Zrobiłyśmy wczoraj z Renią całkiem niemały pakunek i teraz czekam na odbiorcę moich obszernych ciuchów, czyli na  koleżankę, która przekaże je dalej.
Mam nadzieję, że komuś sprawią przyjemność, bo rzeczy nie są wcale zniszczone, tylko są po prostu stanowczo za obszerne.
Z jednej strony to przyjemność, że mogę pożytecznie zużytkować te rzeczy, z drugiej czasami żal było mi się rozstawać z ciuchami, które po prostu lubiłam nosić. Ale coś za coś. No i mam nadzieję, że zdecydowanie nigdy by mi się już nie przydały!!! Nie ma takiej opcji!!!!!!

Słowo do Uli (chociaż dzisiaj już czwartek) ; Widzisz Ulu, jak ten czas pędzi, cieszę się, że już po 3 miesiącach wszystkie dolegliwości już Ci odpuściły i możesz, jak piszesz, ganiać jak fryga. Podobnie jest u mnie, chociaż do frygi raczej ciągle jeszcze mnie porównać nie można, ale jest całkiem dobrze, wreszcie po to obie poddałyśmy się Ty 3 miesiące, a ja 4 miesiące temu tym „torturom”, aby teraz mogłyśmy świętować swoje małe sukcesy. Ale to już było i nie wróci więcej….
A można i dośpiewać też: i choć tyle miesięcy minęło, wciąż do przodu się wyrywa nasze serce…. Prawda, widzę, że i w Twoim przypadku jest podobnie, jak i w moim. Więc obie teraz mamy tylko powody do zadowolenia. Życie jest po prostu piękne.

No tak, dzień za dniem pędzi jak szalone i jutro znów będziemy mieli weekend. Ten zapowiada się całkiem sympatycznie, z korzystnymi temperaturami i ze słonkiem, ale pewnie na razie bez kąpieli w basenie. W ten weekend jeszcze żadnych pogodowych szałów nie zapowiadają.
Jutro znów mi się mieszkanie zaludni, przyjeżdża Monika z Tomkiem i z Mią, już trochę za tą trzpiotką się stęskniłam, zawsze jest jej pełno wszędzie
Teraz nie powiem, też życie w domu tętni, są dwie dziewczynki, Pola i Zojka i zawsze do nich przyjdzie a to  jakaś koleżanka,  a to jakiś kolega, są śmiechy i chichy, oj, ta młodość, chyba im troszkę zazdroszczę………. ale to dobrze, że młode osoby mają w sobie tyle radości i tyle werwy. Myśmy też kiedyś byli tacy sami i gdzie to wszystko z nas wyparowało?
Akurat przypomniał mi się kawał na podobny temat:  Dziecko pyta mamy : Mamo, a co się stało z miodem z miodowego miesiąca? Ano miód już wyparował i z taty zrobił się teraz stary piernik – odpowiedziała mama.
Kiedyś ta energia z tej dzisiejszej młodzieży też gdzieś wyparuje i z czasem też staną się starymi piernikami, ale na razie oni o tym jeszcze nie wiedzą. I oby o tym dowiedzieli się jak najpóźniej. Na razie mogę co wieczór posłuchać ich koncertów karioki i przyznaję, że całkiem fajnie im to wychodzi. Czasami mam takie zapędy, a może i ja bym spróbowała, ale…….. nie, głupio by to raczej wyglądało, wstydzę się.

Dobrego dnia życzę