kumulacja

Dzisiaj kto żyw pędzi do punktu Lotka, bo dzisiaj olbrzymia kumulacja, aż 35 milionów złotych do wygrania.
Już widzę tę kolejkę „naiwniaków”, każdy z nich  już widzi siebie w scenerii nowego, własnego domku, wcale niekoniecznie białego i na pewno nie małego, z  pięknym ogródkiem, olbrzymim basenem, fontanną i oczkiem ze złotymi rybkami. A do tego dom  obowiązkowo posiadać  ma  aż 3-4 garaże, ze wspaniałymi, wypasionymi furami ( dla mnie koło garażu będzie wybudowany specjalny budynek z mieszkaniem dla mojego prywatnego kierowcy).
A potem jeszcze czeka nas wspaniała podróż pięknym statkiem po morzach i oceanach i wspaniałe zabawy i tańce z przystojnymi kapitanami.
Można sobie jeszcze pofolgować i puścić dalsze wodze fantazji, wszak 35 milionów złotych to jednak ogromna fortuna.
Przyznaję, też należę do tej grupy naiwniaków i na pewno postawię  dzisiaj zakłady, a co mi tam, przynajmniej do wieczora będę miała ułudę, że zostałam milionerką.
A potem…… najwyżej powiem sobie jak zwykle, może następnym razem?

Absurd? Zgadzam się absurd, podobny zresztą jak mój dzisiejszy sen. Śniło mi się, że poleciałam do Stanów Zjednoczonych. Już nie piszę o samym przelocie samolotem, którego bardzo się bałam i cały czas zanudzałam pilotów w kokpicie, czy dolecimy i czy na pewno się nie rozbijemy, głupie, przecież oni też pewnie nie chcieliby rozbić maszyny, Potem podawali w samolocie obiad, którego nie chciałam ze strachu jeść, mimo, że był to mój ulubiony barszczyk z uszkami (ktoś właśnie wczoraj w Rodzinie Zastępczej wspominał o takim barszczu, pewnie dlatego mi się przyśnił) Nareszcie wylądowałam na płycie lotniska, ale dokładnie nie wiem, czy to był Nowy York, czy Chicago i podeszłam do punktu emigracyjnego, gdzie mieli mi podbić wizę. I tu dla mnie się zaczęły schody, bo wzięli mnie w krzyżowy ogień pytań, pierwszy z nich było o ten nieszczęsny barszczyk, którego nie chciałam jeść, ale potem było już gorzej. Pytali mnie, ile zapłaciłam w Polsce za operację bariatryczną i kto mi ją sponsorował i dlaczego.Bardzo pokrętnie starałam się im wytłumaczyć, że ta operacja była darmowa, na koszt państwa, chyba nie za bardzo uwierzyli. A potem pytali ile pieniędzy muszę przeznaczyć na dietę, czyli specjalne odżywianie i skąd mam na to zamiar wziąć pieniądze, obawiali się, że przy tak kosztownej diecie nie będę mogła sama w tym USA się utrzymać. Wiem, że to przesłuchanie trwało bardzo długo, ale jakoś w końcu udało mi się w końcu tam pozostać.
Nie wiem, na jak długo, bo na szczęście się już obudziłam.
Zastanawiam się tylko, skąd u człowieka takie głupkowate sny się biorą?

Gorzej, że od kilku dni mam jakieś dziwne kłopoty żołądkowe, niby czuję głód, ale gdy cokolwiek zjem (jak na przykład teraz biały serek), od razu zaczyna mnie mdlić i zaczyna boleć brzuch. I wcale nie mogę powiedzieć, że jem więcej, nawet wręcz przeciwnie. Dwa dni temu byłam z kolegą na obiedzie i ledwo zjadłam pół porcji lasagni, mimo, że była bardzo smaczna. Byłam tak pełna, że potem tylko zjadłam jakiś owoc i to wszystko na cały dzień mi wystarczyło. Widocznie po krótkiej przerwie mój żołądek postanowił, że nadeszła pora na dalsze odchudzanie. Ciekawe, jak to się przełoży na moją wagę. Ale teraz mam coraz większe kłopoty z tym odżywianiem, bo moje smaki zaczynają się być coraz bardziej ograniczone i to, co mi dotąd smakowało, teraz nie koniecznie na to mam ochoty. Ale sama przecież chciałam! Nie mogę narzekać.
W każdym bądź razie pani z biura emigracyjnego w USA może śmiało o mnie się nie obawiać, na pewno potrafię się sama wyżywić 🙂
Ale żarty na bok, sprawa jest dosyć poważna, muszę to jakoś sama rozważyć w swoim umyśle, bo na pewno znów nie da rady mi pomóc, tylko ja to wiem najlepiej.

A teraz już kończę, bo pędzę do Kolektury, wydać nawis inflacyjny, źle, idę go po prostu pomnożyć!

Miłej soboty.