rocznica

 

 

 

Dzisiaj mija 109 rocznica urodzin mojego Taty. To był naprawdę wspaniały Człowiek – wspaniały Mąż, Ojciec, Dziadek, Przyjaciel ludzi.
I nie dlatego to piszę, że był moim Tatą, ale ten, kto go znał, na pewno potwierdził by moje słowa.
On naprawdę kochał ludzi, był bardzo oddany swojej pracy, miał bardzo szeroki zakres zainteresowań, był prawdziwym erudytą i wielkim autorytetem nie tylko dla rodziny, ale także dla tych, którzy w Jego otoczeniu przebywali. Naprawdę bardzo trudno jest teraz spotkać taką osobę, szczególnie w czasach, gdy pieniądz odgrywa w życiu człowieka największa rolę.
To On oprowadzał mnie po Krakowie i pokazywał najstarsze zakamarki naszego miasta, opowiadając przy tym ich historię i związane z nimi krakowskie anegdoty. To On na wszystkich wyprawach na łono natury uczył mnie rozróżniać rośliny, drzewa, ptaki i inne napotkane zwierzęta.
Właśnie Tatuś wpajał we mnie wszystkie mądre maksymy życia, na przykład tę: pamiętaj, żeby coś od kogoś brać, musisz najpierw  sama mu coś od siebie dać. Sporo było tych przekazanych od Ojca  życiowych mądrości i do tej pory nadal tkwią one w mojej głowie. Może dlatego nie mogę zrozumieć tych wszystkich ludzkich podłości, które zwłaszcza ostatnio rozszerzają się coraz szerszym kręgiem? Nie takiego życia uczył mnie mój Tata.
Tato! dziękuję Ci za to wszystko, czego mnie nauczyłeś i chociaż w obecnych czasach mogą się one wydawać nierealne, mało praktyczne, ale zawsze byłam i będę wierna Twoim zasadom. Wiem, że i Tobie też nie podobałby się dzisiejszy styl życia wielu osób, ale byłeś na tyle mądry, że potrafiłbyś odróżniać dobro od zła i zawsze stanąć po tej słusznej stronie i umiałbyś potępić tych, którzy  niestety najczęściej bardzo pokrętnymi ścieżkami idą na łatwiznę, wyznaczoną tylko swoimi egoistycznymi celami.
Wreszcie to na Jego bardzo ciekawych wykładach z Radiologii uczyłam się późniejszego swojego zawodu, z którym szłam przez całe swoje życie.
Uwielbiałam Jego wykłady, nigdy nie były nudne, jednostajne, potrafił w ich czasie przekazywać nie tylko wiedzę, ale wkładał  w nie swoje całe zainteresowanie tą dziedziną i potrafił naprawdę to zainteresowanie przelać na swoich słuchaczy. Z Jego wykładów można było czerpać sporą wiedzę, tak, że późniejsze  już samodzielne przygotowanie do egzaminu było tylko przypomnieniem i uporządkowaniem  przekazanej przez Niego wiedzy.
Zresztą egzamin u Ojca był zawsze bardzo przyjemny, to zresztą nie była tylko  moja opinia  – On nigdy starał się nie oblewać swojego ucznia, gdyż uważał, że  stawianie dwój byłoby porażką właśnie dla Niego, bo oznaczałoby to, że nie potrafił tego kogoś niczego nauczyć. Nawet na egzaminie potrafił wyciągnąć z człowieka przynajmniej to minimum wiedzy, by samemu potem raz jeszcze wytłumaczyć temat, zawsze taki delikwent zapamiętywał później to, czego na egzaminie się nauczył, nawet, gdy wychodził z miernym wynikiem. No, musiałby ktoś rzeczywiście nie mieć już żadnej na dany temat wiedzy, żeby nie oblał egzaminu. Pokażcie mi teraz takiego nauczyciela, który wyznawałby taki sam sposób podejścia do nauczania swojego przedmiotu. Ojciec wykazywał przy tym tak wielką cierpliwość i wyrozumiałość, naprawdę godną podziwu. Może dlatego był ulubionym i bardzo szanowanym wykładowcą dla wielu pokoleń?
Za kilka dni, 2 września będę obchodziła Jego już 41 rocznicę Jego śmierci, tyle lat już od niej upłynęło, a ciągle mi Jego brak.
Dla mnie było to jak wczoraj. Przykro mi zwłaszcza w takim dniu, gdy obchodzę rocznicę śmierci Rodziców, czy Rodzeństwa, czuję się wtedy taka opuszczona, samotna……….