nudno było

Trochę nudno było wczoraj. Ksawer z Dianą zaraz po (pysznym) śniadanku pojechali sobie do Mielca, zostawiając mnie i Pepę samopas. Myślałam, że to będzie fajna okazja do drzemki, ale było znów tak upalnie, że nawet drzemać się nie dało, poduszka paliła w głowę. Więc znów siedziałam sobie przy wentylatorku, z ręcznikiem na karku i dumałam nad różnymi momentami z mojego życia. Nie wiem, czemu ostatnio takie życiowe refleksje przychodzą mi do głowy, stanowczo za dużo mam tych przemyśleń, przecież jeszcze wcale nie chcę się żegnać z tym światem, może dlatego właśnie tak często okropnie boli mnie głowa?.
Pola przyjechała wieczorem, oczywiście zaraz wyprowadziła Pepę na spacer. Porządna sunia, wiedziała, że mnie na spacer raczej nie wyciągnie, więc wstrzymywała się ze swoimi potrzebami, dopiero na wieczornym spacerku dała sobie upust :-).
Dzisiaj powinno być weselej, pewnie Pola razem ze swoim chłopakiem pójdą gdzieś na spacer, ale wiem, że wrócą., nie będę już taka osamotniona.
Właściwie nie wiem, niby założyłam sobie, że gdy wygram w lotka, natychmiast wyprowadzę się „na swoje”, a teraz widzę, że jednak jestem człowiekiem stadnym i dłuższa samotność mi doskwiera.
A zresztą już przestałam wierzyć, że kiedykolwiek wygram w tego lotka. W piątek zapomniałam nadać lotka w kolekturze, a w sobotę niestety wszystkie kolektury były zamknięte, a ja myślałam, że święto kolektury będą jednak czynne, bo tam gdzie chodzi o pieniądze, a przy takiej wysokiej puli na pewno wczoraj byłoby wielu chętnych do odwiedzenia punktów lotto, święto nie obowiązuje. Rozumiem, Tesco, Carrefour Kaufland i itp, one w świąteczne dni są zamknięte, ale kolektury? Do niedawna tak nie było.
Nie miałam innego wyjścia, więc postawiłam swoje numery w eLotku (czyli na stronie internetowej Lotka), ale nic to nie dało, tylko dwie cyfry były trafnie przeze mnie wytypowane, a to oczywiście jest za mało. A to oznacza, że wcale strat większych nie poniosłam, chociaż…na pewno oprócz moich stałych liczb postawiłabym jeszcze jeden kupon na chybił trafił, a wtedy…….
Zresztą sprawdzałam, szóstka padła tylko w plusie, czyli w drugim losowaniu, a ta główna, największa pula została nie naruszona i znów urosła.
Czyli znów jakaś szansa jest! Teoretycznie, ale jest! Głowa do góry Ewusiu,niepoprawna optymistko!
Na razie temperatura powietrza jest przyzwoita, da się żyć. Słyszałam, że w wielu miejscach w Polsce wczoraj przeszły burze i nawałnice, które znów zdemolowały niektóre miejscowości, na szczęście te Małopolskę, a zwłaszcza Kraków omijały, ale nie mówmy hop.
Ciekawa jestem, jaka pogoda była i jest w Zawoi, Magda pojechała tam z Jackiem w odwiedziny do swojej kuzynki Basi, myślę, że miło spędzili tam wszyscy czas.
Przed nami długa niedziela. No może nie aż tak bardzo długa, bo słońce dzisiaj zajdzie już o 19.57 i dzień jest już krótszy od tego najdłuższego dnia o 2 godziny 5 minut, ale za to od najkrótszego dnia jest dłuższy o 6 godzin, 58 minut i trwał będzie 14 godzin 41 minut.
Trochę coś tu namąciłam z tymi liczbami, ale jeszcze do końca astronomicznego lata pozostało nam 37 dni, więc cieszmy się latem póki co.
Miłej niedzieli