Niedziela Palmowa

 

 

 

Wczoraj spędziłam naprawdę bardzo miłą sobotę w uroczystym, urodzinowym nastroju. Przy samych smakołykach i przy wesołej rozmowie czas naprawdę szybciutko upłynął. Ale nie martwię się, następna taka uroczystość już za dwa tygodnie, tym razem będzie ona ze mną w roli głównej 🙂
Aha: tiramisu było naprawdę bardzo, bardzo smaczne, ale nie tylko ono królowało na urodzinowym stole, szkoda, że człowiek ma tylko jeden i to niewielki w moim przypadku żołądek 🙂

A dzisiaj wstał piękny słoneczny poranek, nie mogłoby być inaczej, dzisiaj mamy przecież Niedzielę Palmową.
To właśnie w tym dniu Jezus tryumfalnie wjechał na osiołku do Jerozolimy, aby już kilka dni później przeżyć  upokorzenie, a potem niebywałe cierpienie i śmierć.
Tryumf jednego dnia przemienił się w wielki ból, w śmierć, którą jednak okazała się  prawdziwym tryumfem, dobro pokonało zło, śmierć obróciła się w życie wieczne dla nas wszystkich.
Dzisiaj też zło tryumfuje, tak jak wtedy, gdy niewinnego człowieka na śmierć zesłali, bez zdania racji, bez żadnego powodu.
Dzisiejszy dzień daje nam zatem wiele do myślenia. Jeżeli popatrzymy raz jeszcze na polityczne potyczki naszego kraju, okazuje się, że na razie potępione dobro musi jeszcze trochę przeczekać swoje dni, żeby  znów za niedługi czas dojść do głosu i pokazać, że jednak to ono miało  rację, że nie możemy poddawać się złu bez żadnej walki, nie możemy poddańczo służyć niecnym zamiarom człowiekowi, który samozwańczo  nazywa siebie
Zbawcą Narodu.
Dzisiaj za tryumfującym Jezusem idą tłumy, kilka dni później zostanie osamotniony, bez przyjaciół, ale nie podda się złu, podda się tylko woli swojego Ojca, który wie, że tylko w ten sposób można zbawić świat. I właśnie Jezus jest tym prawdziwym Zbawcą, któremu jednak nie wszyscy do końca uwierzą, będą go zwalczać dla własnych partykularnych interesów, bo ich świat będzie ważny tylko tu na ziemi, a nie kiedyś, w życiu wiecznym.
Nasi politycy też, mimo głoszonych wielu pustych słów, mających być świadectwem ich religijności, dbają głównie o to życie tutaj na ziemi, ale nie w interesie tych, którzy oddali  rządy w ich ręce, ale dla codziennego wygodnictwa i bogactwa. Oszustwami i słowami populizmu chcą podporządkować sobie wszystkich, którym nie dają szans na ułożenie życia według swojego modelu.
Za Jezusem ciągnęły tłumy  nie dlatego, że On im to nakazywał, On dawał każdemu wolną wolę i prawo do samodzielnego ułożenia sobie życia, ale równocześnie dawał im swoim przykładnym życiem wskazówki, jakimi drogami powinni iść, by to spodobało się Bogu.
Czy dzisiejsi politycy, dzisiejszy klerycy dają nam takie wskazówki? Wręcz przeciwnie, ich życie jest materialnym, a nie duchowym podejściem do codzienności, skrywanym tylko pod płaszczykiem obłudy. Nie dobro jest hasłem naczelnym rządzącej partii, ale chciejstwo, nienawiść, kłamstwa i mściwość, jedne z największych grzechów, które człowiek może popełnić. To jest właśnie ten fałszywy mesjanizm, który karmią naiwnych ludzi, wierzących w Dobre słowo Mesjasza, a które nic z prawdziwym głoszeniem Prawdy nie ma wspólnego.
Świat przeżył już wiele wojen, wiele niepokojów i tragedii, czy teraz znów historia miałaby się powtórzyć?
Przecież wyraźnie widać, że tryumf zła jest tylko chwilowy, przeminie, tak było kiedyś, tak będzie i teraz, tylko dlaczego kosztem wielu niewinnych ludzi?

Za tydzień wszyscy będziemy cieszyć się Wielkanocnymi  Świętami, podzielimy się jajkiem, będziemy sobie składać najlepsze życzenia i weselić się w rodzinnym kręgu. Na bok pójdą wszystkie kłopoty i niesnaski, a my będziemy przynajmniej przez te dwa dni radości i uśmiechnięci.
Nawet polityka zostanie na boczne tory odstawiona, bo któż by sobie świąteczny czas zakłócał niepotrzebnymi problemami, te pozostawimy na potem.
Przed Paniami trudny okres generalnych porządków, zakupów i potem przygotowań smakołyków  na nadchodzące Święta
Życzę wigoru i samozaparcia we wszelakich zamierzeniach, aby potem móc wreszcie spokojnie sobie odetchnąć.
A na dzisiaj życzę miłych i spokojnie spędzonych niedzielnych chwil.

Ważna data : 8 kwietnia

 

Nie wiem, czy dzisiejszy Jubilat zaglądnie dzisiaj do mojego blogu, może tak?
To dlatego dla Niego dzisiaj umieściłam tę przepiękną różę wraz z najlepszymi urodzinowymi Życzeniami
100 Lat Kaziu Ci życzę w szczęściu, radości, pomyślności i w samych słonecznych barwach.
Oby Ci się dobrze działo, a że działo to armata, żeby Ci się ARMACIŁO

 

Sobota, sobota, co z niej wyniknie?
Pewnie nadal będzie mokra, o czym moje kosteczki nie omieszkały mnie tej nocy powiadomić.
Znów zachorowałam na ZBCC (czyli za…sty ból całego ciała), bardzo mi się to określenie Maćka na ten zespół chorobowy podoba, sam zespół zdecydowanie podoba mi się o wiele  mniej.
Ale cóż, znów PESEL ma wiele do gadania, wszak za całe dwa tygodnie…… a tam, będę się przejmowała datą urodzin, jest taka, jaka jest i nic na to nie poradzę.
Drugi raz też się już nie narodzę, chociaż czasami  wydaje mi się , że coś  z prawdy w teorii  reinkarnacji jest. Każdy z nas przeżywał l chyba kiedyś  deja vu, gdy wydawało się, że w takim miejscu, lub w podobnej lub nawet takiej sytuacji już byliśmy.
Ale to jest właśnie wszystko owiane wielką tajemnicą, a ja, jako człowiek wierzący powinnam uznać, że po mojej śmierci już tu na ziemię nie powrócę w innej postaci, tylko jako ten Aniołek będę sobie fruwała z chmurki na chmurkę (dobrze, że się tyle odchudziłam, bo ciężko by było grubemu aniołkowi po tych chmurkach skakać), albo…. właśnie, albo diabły będą mnie w kotle ze smołą podgrzewali, kłując mnie wielkimi widłami, abym równomiernie się opiekała.
Chociaż z drugiej strony lubię oglądać te filmy o powrocie takiej niepokornej duszy na ziemię, aby przez pomoc innym naprawić swoją świetlaną, już wieczną  przyszłość po powtórnym powrocie, już na zawsze do Nieba.
Takim filmem był osławiony już  ” Uwierz w Ducha” z Patrykiem Swayze, niezapomnianym aktorem –  „wiecznym młodzieńcem” , który niestety bardzo wcześnie zmarł, szkoda, bo był to naprawdę wielki talent.
Czy mam coś wspominać o polityce? Wczorajsze votum nieufności wobec  obecnego rządu oczywiście, zgodnie zresztą z przewidywaniami, nie przeszło, jako, że partia rządząca ma zdecydowaną większość w sejmie, ale w wypowiedziach posłów zabierających wczoraj głos na mównicy znów pokazana była ich słabość, arogancja i brak kompetencji do sprawowania władzy. Co prawda Schetyna nieco plątał się w swoich wypowiedziach, chociaż był nawet dosyć przekonywujący, ale bardzo spodobało mi się przemówienie  Michała Kamińskiego, niegdyś prawej ręki Kaczyńskiego, który w sposób bardzo merytoryczny wyszczególnił wszystkie niegodziwości  partii PIS.
Na razie zmian nie będzie, ale być może, że tym, którzy jeszcze dotąd wierzyli w wielkość Jarosława oczy wreszcie zaczną się otwierać, zobaczą, że wszystko to, co on i jego wspólnicy głoszą jest jedną wielką ściemą. Oczywiście nie mam na myśli tego prawdziwego ciemnego luda, którzy Kaczyńskiego bałwochwalczo czczą niczym Boga samego, ale niestety są to ludzie prości, często niewykształceni, niestety są bardzo podatni na głoszone, zwłaszcza przez Kościół, kłamstwa, pół prawdy i zwyczajne ludzkie knowania aby tylko dopiąć swojego celu.
Historia kiedyś to oceni, tylko…niestety to nam teraz przychodzi żyć w tym zaczadziałym złą polityką świecie, to my ponosimy wszelkie konsekwencje fatalnych politycznych kroków rządu. Czy tak jeszcze długo musi to trwać?

Dzisiaj będę miała oczywiście na urodzinowym obiedzie Solenizanta, tort Tiramisu już jest przygotowany, ale będą jeszcze i inne pyszności.
Właśnie muszę teraz już udać się do kuchni, bym zdążyła  wszystko na czas przygotować.

Miłej soboty wszystkim życzę, może jednak słonko dzisiaj do nas się uśmiechnie??

Kwiecień plecień

 

Ale ponury dzień dzisiaj wstał. Nic, tylko trzeba ratować się kawką od samego ranka. A może potem jeszcze  trzeba wypić jedną kawkę, i jeszcze jedną i… nie dosyć, sama kawa nie pomoże.
RUCH, tylko RUCH nam pomoże.
No to może biegusiem do pracy, albo chociaż na rowerze?
Teraz bardzo wiele osób na rowerku jeździ, szkoda, że głównie po chodnikach i rozjeżdżają biednych przechodniów.
No ale z kolei trudno w tym ruchu samochodowym, pełnym spalin, dać sobie radę na rowerową podróż.
Właściwie to powinni zabronić autami jeździć po mieście, byłoby o wiele zdrowej dla wszystkich mieszkańców.
Tylko wytłumacz tym wszystkim bizneswomen i biznes manom żeby poruszali się środkami komunikacji. Im zawsze wszędzie się śpieszy , nie zdążyli by pozałatwiać swoich spraw. A poza tym wyobrażacie sobie pana w garniturku, pod krawatem na rowerku??? Chyba śmiesznie by wyglądali.
A nasza komunikacja też nie zapewnia tego, że można na czas wszędzie się znaleźć . No i przede wszystkim to wszechobecne wygodnictwo, zjedzie taki man windą w dół (schody są dla plebsu), wsiądzie do samochodu zaparkowanego prawie pod bramą i już jest w drodze, Potem co prawda zaliczy kilka korków, trochę się podenerwuje, napluje tym ołowiem w powietrze i już pod swoje biuro z fasonem zajeżdżą. A tam na ogół każdy ma już wyznaczone swoje miejsce do parkowania, oczywiście ci z górnej półki mają najbliżej do wejściowej bramy biurowca, znów winda i już można zasiąść za biurkiem i wypić hektolitry porannej kawusi, którą dyrektorska sekretarka, jeżeli takową się posiada, przygotuje, reszta pracowników sama ją musi zaparzyć,  żeby móc potem pracowicie dzień rozpocząć. Przy okazji trzeba przeglądnąć prasę, dawniej czytało się gazetę, dzisiaj wystarczy zaglądnąć do internetu, gdzie wszystkie najnowsze newsy są umieszczone i tak mija pierwsza godzina urzędowania, a potem to już leci z górki, czas mija i znów można zasiąść w swojej karecie, by udać się na  obiadek ugotowany przez żoneczkę i na dobrze zasłużony odpoczynek.
No coś się tak Ewa od rana tych biznez women i biznes manów czepiła, zazdrość Ci?
W pewnym sensie tak, bo albo muszę z autobusu do i z pracy per pedes się udawać, czasami mam okazję zostać kawałek do autobusu podwieziona.
Gdy tak wczoraj stałam sobie przed przychodnią i podpalałam papieroska,  zobaczyłam dziewczynę, która wychodzi z biura obok naszej przychodni, a ona sobie nie przejęła się padającym deszczem, tylko podeszła do swojego auta, wsiadła i odjechała, poczułam taką malutką igiełkę zazdrości.
I tak sobie pomyślałam, że gdybym była młodsza, na pewno kupiłabym sobie jednak to auto i nie koniecznie musiała czekać na autobus, czy na podwiezienie mnie przez kogoś w jakieś miejsce. Są jeszcze taksówki, z których od czasu do czasu (teraz już rzadko) korzystam, ale to jednak jest drogi interes, chociaz utrzymanie własnego samochodu też raczej do taniej sprawy nie należy. Ale takie jest życie.
Za to wczoraj niemiłosiernie zmarzłam. Zwiedziona dotychczasową poprawa pogody zdecydowanie zbyt lekko się ubrałam. Co prawda, gdy słoneczko na moment wyszło zza chmur robiło się całkiem przyjemnie i ciepło, ale to trwało na ogół bardzo krótko, zaraz zrywał się chłodny wiatr i zaczynał padać deszcz. W każdym bądź razie po powrocie z pracy do domu musiałam wypić aż dwie gorące herbaty z cytryną, żeby trochę się rozgrzać.
Dzisiaj niestety pogoda znów jest całkiem do niczego, zimno, ponuro i łzawo, a temperatura waha się w okolicy 5 stopni Celsjusza, można powiedzieć….mróz. Ale swoją zimową kurtkę zdecydowanie już schowałam w szafie i wcale nie chcę jej wyciągać, bo jakbym zresztą wyglądała w kurtce podbitą sztucznym kożuszkiem? – raczej głupio.
Na wiosenną kurtkę za zimno, na zimową kurtkę za gorąco, to jak mam się do licha ubrać.???
Bociankom też chyba jest zimno, bo jeszcze nie złożyły nawet jajeczek, oczywiście te w Przygodzicach, bo te gniazdo czasami sobie obserwuję.
Są razem od 31 marca i jeszcze nic z tego nie wynika, być może czują, że to jeszcze nie pora?, że jeszcze za zimno na jajeczka i potem na bocianiątka?
Może czekają na cieplejszy rzut wiosny?
My też na taki czekamy, bo ten deszcz i chłód już jest nie do zniesienia. Wokoło zielono, drzewa już kwitną, a tu masz babo placek, wiosna kaprysi jak panna młoda przed ślubem.
Mam nadzieję, że na tę wspaniałą i ciepłą wiosnę w końcu się doczekamy, wszak w poniedziałek kończy się (już) pierwsza dekada miesiąca kwietnia i najwyższa pora, żeby było już ciepło.
W polityce jest co prawda nawet nie tyle ciepło, co wręcz gorąco, emocje sięgają zenitu, dzisiaj odbędzie się głosowanie nad votum nieufności wobec obecnego rządu. Nie będzie pewnie żadnych sensacji, bo jednak Pis wraz z przystawką Kukizem i jego ferajną  mają zdecydowaną przewagę głosów i pozostanie tak jak jest, Kukiz zbyt wiele by zaryzykował, gdyby sprzeciwił się obecnemu rządowi, w nowych wyborach najprawdopodobniej by przepadł. Zresztą powiedzmy sobie szczerze, że Kukiz nie jest żadnym liczącym się politykiem, właściwie to on nie jest żadnym politykiem, przez przypadek, głosząc wielkie, ale puste, bez pokrycia  hasła zyskał poparcie wystarczające mu na zajęcie sejmowych ław i….nic z tego nie wynika, raz jest za nowym rządem, raz udaje, że jest przeciwny niektórym posunięciom rządowym, ot taka chorągiewka na wietrze
Ale zostawmy politykę na boku i tak na razie nie ma widoków, żeby mogło coś raptownie w niej się zmienić, jeszcze widać wciąż do takiej decyzji jeszcze nie dorośliśmy.

Więc póki co życzę wszystkim przyjemnego piątku i może w miarę ciepłego nadchodzącego weekendu
Dzisiaj mamy 7 kwietnia, w dawniejszych czasów obchodziło się w tym dniu Święto Pracowników Służby Zdrowia.
Nie wiem, czy takie święto i teraz obowiązuje, ale wszystkim tym, którzy naszym zdrowiem się zajmuję życzę wiele wytrwałości i radości na co-dzień, mimo  naprawdę coraz trudniejszych warunków pracy i …płacy. Wszystkiego dobrego

Burza

 

Przyroda budzi się do życia, a z nią z zimowego letargu przebudzają się też wszystkie latające i bzyczące owady.
Już muchy, wpadające przez otwarte okna zaczynają swoje tance po mieszkaniu, budzą się pszczoły i osy (uwaga! czasami takie użądlenia mogą być bardzo niebezpieczne, szczególe dla alergików), niestety uaktywniły się złośliwe kleszcze, które po zimie szukają dobrego pożywienia w postaci krwi zwierząt lub ludzi, pewnie i komary szybko dadzą o sobie znać, gdy zrobi się troszkę mokrzejsza aura……… jakoś trzeba będzie przez tę wiosnę, a potem lato i jesień z nimi przeżyć, chociaż mogą być niejednokrotnie wielkim kłopotem dla ludzi. Właściwie z tego owadziego towarzystwa użyteczna pozostaje tylko pszczoła, która zbiera pyłki na łąkach, czy w lasach i przetwarza je potem na pyszny miód. Osy też biorą czynny udział w zapylaniu kwiatków, z których tworzą się potem owoce, a reszta z tej fruwającej rodziny owadów niestety  najczęściej jest dokuczliwa i bezużyteczna. Ale sobie fruwają, bzyczą, roznoszą różne zarazki i tak musi być, bo takie zadanie im przyroda przeznaczyła.

Wczoraj nad Kraków nadciągnęła burza. Może nie taka straszna, ale kilka razy się nawracała, błyskała i straszyła grzmotami.
Ale to dopiero tak zburzyło się pod wieczór, cały dzień było piękne słonko i cieplutko, chociaż czasami wietrzyk ożywiał wiosenne powietrze.
W moim parku już zielono i kolorowo,  niektóre drzewka już przybrały białą szatę.

Skuszona pogodą chciałam przysiąść na chwilkę w moim Parku, ale………. Boże jak mało jest w nim ławek, na jednej nie tej głównej, ale bocznej alejce jest ustawiona tylko jedna ławka. Fakt, na tych dwóch większych alejkach jest ich więcej, ale i tak wszystkie były pozajmowane.
Co gorsze, ludzie, zwłaszcza ci młodzi, rozkładają na ławce swoje kurtki, torby, teczki, tak więc zajmują całą powierzchnię ławki i nawet trudno się jest dosiąść.
Nie rozumiem, czemu niektórzy są takimi sobkami i chcą mieć parkową ławkę tylko dla siebie.
A gdy idzie na przykład taka Ewusia, którą bolą okropnie stopy (pewnie przed tą nadchodząca burzą), to co?, nie ma prawa chwilkę odpocząć w parku?
Poprosiłam wczoraj  jedną dziewczynę, której bambetle właśnie leżały rozłożone  na całej ławce, czy mogę się dosiąść, popatrzyła się na mnie niechętnie, ale jednak troszkę miejsca mi pozostawiła.  Przyznam się, że czułam się troszkę głupio, przycupnęłam na samym koniuszku ławki i…no właśnie, nie zapaliłam, tak jak lubię to robić, papierosa, bo przecież nie będę jej kopcić i tak mi zrobiła łaskę, że mi trochę miejsca ustąpiła. Posiedziałam może 10 minut, ale ponieważ miałam akurat do odebrania telefon od mojej koleżanki, nie wiedziałam, czy przypadkiem moja rozmowa nie będzie jej przeszkadzała, więc sobie poszłam z telefonem przy uchu w stronę domu. Niezbyt dobrze rozmawia się, gdy w jednej ręce trzyma się ciężką siatkę, pełną zakupów, a w drugiej ów telefon, ale co miałam zrobić? Resztę rozmowy przeprowadziłam już w drodze do domu. a końcówkę jej już w domu.
Zastanawiam się tylko, dlaczego jest tak mało tych ławek postawionych w parku? jest kilka alejek zupełnie pustych na nawet dużych odległościach.
Ale V.I.P. podpowiedział mi, że najprawdopodobniej było ich więcej, tylko niektórzy „przedsiębiorczy działkowicze” zapewniają sobie dobry odpoczynek na swoich działkach, używając właśnie parkowych ławek, podprowadzonych z alejek. Dlatego właśnie biedne staruszki i biedni staruszkowie nie mogą sobie w Parku odpocząć.
No i znowu zaczynam narzekanie…
Nieraz zdarza mi się, że gdy ktoś właśnie nie ustąpi mi miejsca w autobusie (trudno mi jechać na stojąco, bo nie mogę porządnie utrzymać się na nogach, bynajmniej nie z powodu nadużywania alkoholu, ale z powodu kłopotów z utrzymaniem równowagi – kręci mi się po prostu w głowie), albo gdy nogi mnie już tak bolą, że muszę na chwilkę chociaż na ławce przysiąść, albo gdy ktoś spiesząc się wchodzi mi pod nogi, co jest dla mnie niebezpieczne, bo mogę się  potknąć i wywrócić, czy też wtedy, gdy alejki, albo chodniki  mają powyrywane płytki i są nierówne i znów narażona jestem na potknięcie się i upadek, wtedy najczęściej „pomstuję” coś tam cicho pod nosem, mruczę, fuczę  i……… od razu przypomina mi się niedawno widziany film „Dzień Świra”, w którym właśnie główny bohater, Adaś Miauczyńsk, ciągle też niezadowolony, na wszystko i na wszystkich narzeka. Gdy na mnie taka przypadłość nadejdzie staję, uśmiecham się i mówię do siebie Ewa, nie bądź Miauczyńskim i nie miaucz.
Chociaż może aż tak źle ze mną nie jest, bo przypominam sobie od razu taką  scenę, gdy niezadowolony  Adam Miauczynski zaobserwował psa, który notorycznie załatwiał się pod jego balkonem, więc zwrócił uwagę właścicielce, ta jednak nic sobie z tego nie robiła, nie przyjęła do wiadomości, że mu  zapachy psich odchodów nie odpowiadają. Pewnego razu…… już całkiem wkurzony na sąsiadkę Adaś podszedł pod jej dom i prosto pod jej balkonem zdjął spodnie, spodenki i się załatwił. Na oburzony głos sąsiadki „co pan robi”, spokojnie odpowiedział, to samo, co pani pies zawsze robi pod moim balkonem, dlaczego tylko  mnie ma śmierdzieć odchodami? (dobra, powiedział dosadniej czym mu śmierdzi), po czym ubrał się i sobie spokojnie odszedł. Śmieszne? – zależy dla kogo, po prostu w ten sposób facet się odreagował.
Na szczęście takie pomysły jak dotąd nie wpadły mi do głowy, chociaż jeżeli mnie ktoś naprawdę wyprowadzi z równowagi……. nie wiem jak zareaguje.
Na pewno nie aż tak drastycznie, ale…….. wkurzona też potrafię komuś „dowalić”.
A pieski lubię, owszem, chociaz rzeczywiście okropnie to wygląda, gdy chodniki, czy trawniki są przez nie zanieczyszczone, a nie wszyscy właściciele stosują się do nakazów sprzątania po swoim pupilu. I to jednak jest problem, bo konsekwencje takiego zabrudzenia ponosić potem musimy my wszyscy.

Czy wiecie, że do Świąt pozostało nam już niewiele czasu????? W tą niedzielę będziemy już obchodzić Niedzielę Palmową, potem przed nami Wielki Tydzień i już Święta Wielkanocne, czyli do wspólnego świętowania pozostało nam tylko 10 dni.
Wcześniej czeka mnie jeszcze parę innych ważnych dat,  8 kwietnia – urodziny V.I.P-a (zaproszony już został na urodzinowy obiad z tej okazji), 10 kwietnia urodziny Kamilki, 12 kwietnia urodziny mojej Bratowej Zosi, no i 14 kwietnia minie druga rocznica mojej operacji bariatrycznej Szybko minęły te dwa lata, jak z bicza strzelił. A tydzień po świętach, 22 kwietnia znów czeka mnie uroczystość, oczywiście urodziny Władimira Iljicza Lenica i….moje 🙂
Tylko czy ja wiem, czy jeszcze powinnam obchodzić urodziny? przyznawać się do swojego wieku?????????
Lenin niech sobie je obchodzi, a ja???????
Chociaż pewnie znów będzie to okazja do miłego przyjacielskiego obiadku.

Dzisiaj wstał poranek dosyć ponury i łzawy. Ale zapowiadali na dzisiaj opady deszczu, no trudno, trzeba deszczykiem jakoś ożywić tę naturę, jeszcze szybciej wszystko się zazieleni.
Ale mam nadzieję, że dzisiaj nikomu nie zabraknie dobrego humoru i uśmiechu, czego serdecznie wszystkim życzę

For Yoy Ulka!

Dzisiaj kolejna już środa Ulu, więc poprosiłam tego pięknego pieska, żeby wręczył Ci w moim imieniu dzisiejszą różę.
Piesek, jak to z pieskami bywa, był bardzo posłuszny i dzisiaj w moim blogu z różyczką dla Ciebie zawitał.
Co prawda nie jest to nasza ukochana rasa, czyli buldożek francuski, ale raz na jakiś czas musi być jakaś odmiana, prawda?
Zresztą jak widać, ten piesek jest nad wyraz sympatyczny, więc na pewno od niego tę różyczkę z serduszkami przyjmiesz
Oczywiście, że posyłam Ci i słoneczko i ciepły wietrzyk z Krakowa i mnóstwo, mnóstwo buziaczków Uleczko. Wszystkiego najlepszego 🙂

Byłam wczoraj na Smoleńsk, by odebrać moją pocztę. Akurat byłam w okolicy, więc po drodze zajrzałam do swojego starego mieszkania.
I co? Pusto jakoś tam, nie ma już tam Ewusi. Dziwne, kiedyś tam się czułam jak u siebie, wczoraj czułam się tam już całkiem obco! Tak obco, jakby te 66 lat tam przeżyte nigdy nie istniały.
Za to gdy wróciłam już do swojego mieszkania, od razu poczułam się lepiej i ….pewniej. Czyli nieprawdą jest powiedzenie, że starych drzew się nie przesadza. Czasami one  całkiem dobrze w nowym miejscu się adoptują.  No, chyba, że ja jeszcze tak bardzo stara jeszcze nie jestem.
W moim starym mieszkaniu była tylko Monika, na chwilkę wpadła i od razu wypadła z niego Pola, ale była tez i Pepa, która grzecznościowo przywitała się ze mną, a jakże, pokręciła swoim kuperkiem i….poszła nadal wygrzewać się w plamie słońca na podłodze. Chwilkę porozmawiałam z Moniką, wypiłam kawkę, wzięłam awizo i pognałam na pobliską pocztę. No i po co mnie tam poniosło?
Okazało się, że awizo opiewało na sumę 400 zł jakiś zaległości do firmy Tauron plus 90 zł postępowania sadowego(?), które  został niejawnie wobec mnie wytyczoe.
Tylko…. no właśnie tylko, dzisiaj zatelefonowałam  do tego Tauronu i okazało się, że wszystkie zobowiązania wobec nich mam spłacone i moje konto nie jest obciążone żadnymi kosztami.
A co najdziwniejsze, to numer konta powoda, czyli mnie, który jest podany na wezwaniu dotyczy jakiś opłat poza licznikowych, czyli na przykład zmiany licznika, czy przyłączenie jakiejś dodatkowej energii, co wcale nigdy nie nastąpiło. Czyli jednym słowem mam zapłacić za coś, czego nie jestem wcale nikomu winna, a podana kwota, jako moje zobowiązanie jest chyba wzięta z…kosmosu.
No i masz babo placek, muszę teraz pisać odwołanie do Sądu w Lublinie, z którego dostałam ten nakaz (czemu w Lublinie, a nie w Pcimiu Górnym, czy na przykład w Szczecinie, czy w Poznaniu?)i….denerwować się, co z tego zamieszania wyniknie.
Gdy w związku z moją przeprowadzką w zeszłym roku zerwałam umowę z Tauronem kilkakrotnie sprawdzałam, czy aby na pewno nie jestem nic już tej firmie winna. Zresztą takie same zapewnienie dostałam i dzisiaj telefonicznie od pani z działu dystrybucji i pani z działu sprzedaży energii elektrycznej.
No to skąd i za co  wziął się ten mój dług??? Przecież na podobnej zasadzie za dwa-trzy lata mogą podesłać mi następne wezwanie o zapłatę na przykład 5000zł, za coś tam wyimaginowanego. Czy to ja mam odpowiadać i płacić za urzędniczy bałagan w firmie Tauron?
Jeżeli urzędnicy uznali, że spłaciłam już wszystkie swoje zobowiązania, nie mogą po kilku latach wyciągać jakiś starych papierków, aby powiedzieć mi: o jeszcze tu pani nie zapłaciła. W jaki sposób oni w takim razie prowadzą księgowość, kiedy najpierw wszystko się im zgadza, a potem po kilku latach (sprawa dotyczy jakiejś zapłaty z 2014 roku) znajdują braki we wpłatach.
Ale takie jest życie, nie może być tak dobrze, żeby zaraz nie okazało się, że coś jest jednak źle.
Wczoraj bardzo pomyślnie pozałatwiałam swoje sprawy bankowe i gdy wydawało mi się, że już wychodzę na prostą, zaraz dostałam łupnia z innej strony.
Ech życie, życie. No i można powiedzieć: ech ten biurokratyczny wszechobecny bałagan !!!!!

Wczesny poranek był dzisiaj dosyć chłodny i ponury, nic nie zapowiadało, że słonko jednak się pokaże, a jednak zaświeciło!!
A Żebyście słyszeli, jak pięknie w ogródku koło kuchni ptaszki mi świergolą! Gdy mam otwarte drzwi na balkon czuję się, jakbym była gdzieś w lesie, tyle pięknych ptasich odgłosów słychać. Zdecydowanie w o wiele przyjemniejszej okolicy mieszkam teraz, niż poprzednio.
Tylko martwi się, że ta moja roślinka na balkonie tak powoli rośnie, pączki są już co prawda popękane, ale listki wciąż są jeszcze w nich pochowane.
Codziennie starannie je obserwuję i …..czekam, aż pierwsze listki zaglądną do mojej kuchni.
Życzę fantastycznej środy, cieplutkiej i słonecznej, pełnej pięknej zieleni i wspaniałych ptasich pieni.

 

cieszmy się

 

Cieszmy się wiosną, bo nie wiadomo, jak długo ona potrwa.
Wczoraj Pis znów wypowiedział wojnę Rosji, oskarżając dwóch, a nawet trzech kontrolerów z lotniska w Smoleńsku o świadome i celowe doprowadzenie polskiego samolotu z Prezydentem Kaczyńskim na pokładzie do rozbicia, czyli jest to według Macierewicza po prostu   z  a  m  a  c  h !!!!!
Prawdopodobnie nigdy owi kontrolerzy nie będą przesłuchiwani przez polskich samolotów, ale ponieważ komisja Macierewicza nie potrafiła udowodnić wszelkich wybuchów, sztucznych mgieł i innych powymyślanych  nonsensów, musiał znaleźć sobie jakiś  inny „zamachowy” kierunek swojej chorej teorii, padło więc na rosyjskich kontrolerów.
Niewątpliwie owi kontrolerzy popełnili kilka błędów, ale nie można na litość Boską oskarżyć ich o celowe sprowadzenie  pasażerów samolotu na śmierć.
Oczywiście ta cała teoria zamachowa jest robiona na pokaz dla  swojego wiernego elektoratu, nie mniej jest to bardzo niebezpieczne oskarżenie, które na pewno nie spodoba się Rosjanom i….lepiej nie myśleć, co by się działo, gdyby wyciągnęli by z tego odpowiednie wnioski.
Przypominam:  wojna z Niemcami w 1939 roku też rozpoczęła się właśnie od takich pozornie niezbyt ważnych małych prowokacji, a skończyła się….
Do czego Pis nas prowadzi???? Musimy pamiętać, że jesteśmy krajem o bardzo słabym wojskowym zabezpieczeniu, nie wspominając, że również mamy całkiem złe stosunki polityczne z sąsiadami, na których w razie zawieruchy wojennej pewnie nie moglibyśmy liczyć. Nawet NATO zaczyna pomału odsuwać się od naszych wojskowych posunięć, nie rozumiejąc  do czego właściwie pełniący obowiązki Naczelnego Dowódcy, Macierewicz dąży. Wolą jednak w żadne brudne i głupie posunięcia tego człowieka się nie mieszać.
Szaleństwo, istne szaleństwo, jestem coraz bardziej niezaniepokojona tym, co teraz w Polsce się dzieje, co prawda sondaże pokazują że przychodzi pomału czas przebudzenia, ale to wszystko zbyt wolno idzie, jeszcze wiele politycznych głupstw PIS zdąży narobić
Co najlepsze, wiele osób już twierdzi, że ani Kaczyński, ani Macierewicz w żaden zamach nie wierzą, ale jest to sztandarowe hasło Pisu, na którym oparł zwycięstwo w wyborach, nie mogą więc z tego nagle się wycofać.
Czy i kiedy uda się Polakom wyzwolić z tych niebezpiecznych poczynań obecnego rządu, niewątpliwie prowadzących Polskę na skraj przepaści, potem wystarczy już tylko jeden malutki kroczek i………

O czym to ja pisałam? Aha o wiośnie. Wczoraj podziwiałam na Żabińcu rosnące  owocowe drzewka, które już pokryły się pięknym białym i różowym kwieciem. Uwielbiam patrzeć, jak wiosną drzewka stroją się niczym panna młoda do ślubu, w swoje białe szaty.
A za moim balkonem ptaszki już tak wesoło świergolą, miło słuchać. No i Park robi się coraz bardziej zielony. Jeszcze wczoraj nie było kaczuszek w stawku przy fontannie, ale już cały ten ich basen jest pięknie wyremontowany, wszystkie kafelki w nim  poprawione, lada moment będą do niego nalewać wodę i już kaczuszki znów powrócą na swoją Wysepkę Szczęścia.
Oczywiście bociany już na dobre przyleciały do Polski. Wczoraj obserwowałam gniazdo w Przygodzicach, gdzie znów zamieszkali Dziedzic i Przygoda.
Nie zauważyłam co prawda, czy mają już tam złożone jajeczka, ale pewnie tak, skoro Przygoda calutki czas leży w jednym miejscu, jakby już jajeczka wygrzewała.
Musze teraz pilnie ich podglądać i cieszyć się nowym życiem.

Miłego wtorku moi Drodzy, piękny czas nam nastał.

wspominkowa niedziela

 

Czekałam wczoraj na wizytę pana Józia, który miał mi przeskanować mój komputer i wywalić niepotrzebne programy, który mi  wyłącza komputer, niestety na tę wizytę się nie doczekałam. No cóż, pan Józio jest naprawdę zapracowanym człowiekiem i nawet w niedzielę nie bardzo ma czas na jakieś komputerowe zawiłości. Musi mieć trochę czasu dla siebie, dla rodziny, a szczególnie dla syna, którego kiedyś, podczas ostatniej ich wizyty u mnie poznałam – fajny, inteligentny młodzieniec.
Ale za to odebrałam wczoraj telefon od koleżanki z lat młodzieńczych, od Ali,  która zresztą była  bratową mojej zmarłej kilka lat temu przyjaciółki, Majki.
Kiedyś wszyscy stanowiliśmy wspaniałą paczkę, Ala, jej brat Mundek, Majka, Janusz, razem chodziliśmy na wycieczki, razem robiliśmy wspaniałe kolejowe wypady  do Szarowa, albo do Niepołomic, co mam udokumentowane, dzięki Januszowi, na zdjęciach, które wgrałam sobie kiedyś na komputer.
Wspomnień było wiele i tych miłych i tych niestety smutniejszych, wspominając chociażby właśnie Majkę, od śmierci której minęło już prawie 7 lat. Wtedy, na jej pogrzebie widziałam się poprzedni raz z Alą z Mundkiem i z Januszem, już  teraz niestety  poważnie chorym.
Ale tak jest, życie ucieka, każdy zajęty jest swoimi własnymi sprawami, swoim życiem, wszystkie dni  przelatują gdzieś między naszymi krokami, pozostają tylko wspomnienia. I bardzo dobrze, że spotkałyśmy się z Alą ot tak, bez żadnej smutnej cmentarnej uroczystości, można było sobie spokojnie porozmawiać, pooglądać stare zdjęcia, na których jesteśmy jeszcze wszyscy młodzi, mieliśmy wtedy po 17-18 lat i świat stał przed nami otworem.
A teraz……… no cóż. Ze smutkiem przyjęłam wiadomość o bardzo poważnym już stanie Janusza, można się niestety spodziewać wszystkiego co najgorsze.
Dlaczego tak musi być? Dlaczego ludzie, którzy mogli by jeszcze troszkę cieszyć się życiem, muszą odchodzić????
Najpierw Majka, przecież miała wtedy tylko niewiele ponad 60 lat, to nie jest wcale wiek do umierania. Niestety białaczka jest chorobą bezlitosną, podobnie teraz na nowotwór, niestety już z przerzutami choruje Janusz.
Czy nie można by tak  cofnąć jakoś  ten czas i raz jeszcze mieć te beztroskie 18 lat, tę radosną świeżość, wesołość i całkiem szalone pomysły??
Zamykam oczy i znów jestem z nimi w moich myślach w Szarowie, siedzimy na trawie, w koszykach mamy przywiezione ze sobą wiktuały, gdzie główną rolę odgrywają oczywiście jajka na twardo, które z braku noża rozbijam na głowie Mundola. O fajnie, powtórz to jeszcze raz, woła Janusz i swoją kamerką filmuje ten podniosły moment.
Janusz miał fioła na punkcie filmowania i robienia zdjęć. Dlatego mam jeszcze swoistą dokumentację z tych czasów – czarno białe zdjęcia, filmy gdzieś zaginęły, może je Janusz posiada? Może jeszcze kiedyś uda mi się do nich powrócić????
Dobrze, że są jeszcze wspomnienia, chociaż okazało się, że każda z nas pamiętała jakiś inny moment , który w głowie się szczególnie zapisał, Jak odbitka fotograficzna, jakiś film, który wiele klatek posiada, ale tylko ta jedna szczególnie w mózgu się zapisała.
A potem……….odłożyłyśmy  zdjęcia na bok, przeszłość znów gdzieś odeszła,  a my powróciłyśmy  do teraźniejszości i znów miałyśmy te swoje  już” pod tę siedemdziesiątkę”, swoje codzienne troski, bolączki,  a młodość?  już jej nie ma, już nie powróci………. znów znikła……. bezpowrotnie……

Każdy z nas ma swój Dzień Świra. Mówisz, że Ty nie? Nie wierzę, każdy obciążony jest jakimiś  dziwnymi przyzwyczajeniami, zabobonami, niewidzialnym przymusem pod tytułem „muszę to zrobić, bo inaczej….” Niektórzy do tego się może nie przyznają, ale gdzieś tam głęboko w jego czy jej duszy to tkwi.
Oglądałam wczoraj film z Markiem Kondratem pod tym właśnie tytułem. Znany film, tylko jakoś nigdy nie udało mi się  do wczoraj na niego trafić. Fakt, Kondrat jest wspaniałym aktorem, właściwie to był, bo teraz już całkiem od aktorstwa się odsunął i zajął się sprowadzaniem i sprzedawaniem bardzo dobrych, markowych win. Pewnie czuł się wypalony, podobnie jak  ów Adaś Miauczyński, którego rolę w tym filmie zagrał. W tej roli  wypadł znakomicie, grał tak naturalnie, że czasami wydawało się, że to nie jest aktor,  że to  ten prawdziwy Adaś do nas przemawia.
Ze wszystkimi swoimi dziwactwami, które pewnie i nie jednemu z nas nie są obce, próbował walczyć, z marnymi zresztą skutkami, chociaz były momenty, które potrafiły go nawet wzruszyć W dzisiejszych, zabieganych czasach trudno nie denerwować się, co zresztą sama bardzo często przerabiam na sobie.
A potem przychodzi refleksja : o i po co ci to wszystko? niech każdy robi to co chce i tak jak chce, ma do tego prawo i nikt wcale nie musi naginać swoich poczynań do twoich wyobrażeń i vice versa, ty nie koniecznie musisz zawsze robić to, co ci narzucają.
To może jeszcze tak całkiem źle ze mną nie jest? Mam momenty, które wyprowadzają mnie z równowagi, szczególnie, gdy coś nie układa się po mojej myśli (a musi??), albo jakiś kłopot mnie mocniej „użądli”, ale znalazłam na to wspaniały sposób : sen. On zawsze przynosi jakąś ulgę, chociażby nawet tę najmniejszą, bo przecież kłopot nie od razu się  całkowicie niweluje, ale człowiek po takim dobrym śnie robi się spokojniejszy, umysł robi się bardziej klarowny i potrafi się wtedy  znaleźć  jakieś całkiem niezłe wyjście z kłopotliwej sytuacji.
Ale jednak czasami, tak dla kosmetyki własnego umysłu, można sobie pozwolić na niewielkie grymaszenie, na jakieś niewielkie dziwactwo.
Życie przecież tak szybko ucieka, nie można cały czas być napiętym jak ta sprężyna i nie można calutki czas się kontrolować, trzeba podarować sobie od czasu do czasu tę chwilę luksusu.
Ale wszystko musi odbywać się rozsądnie, bez większych odchyłów, które mogą przynieść innym tylko  szkodę, czego przykładem może być chociażby  obecna nasza polska polityka.
Teraz w Polsce codziennie obchodzimy taki Dzień Świra.  Niestety przy pozwoleniu niecałych  30 procent ogłupionych propagandą Polaków nasza polska polityka idzie na żywioł, pozbawiona jest jakiejkolwiek kontroli, co powoduje tylko jeszcze  większą samowolę rządzących, wbrew woli przeważającej ilości Polaków, którzy niestety nie potrafią się na tyle zmobilizować, aby stanowczo ukrócić poczynania zmierzające do samounicestwienia.
Naczelny Świr Polski w swoich pomysłach pełnych nienawiści i żądzy zemsty  całkowicie stracił panowanie nad swoim umysłem, ogarnęło go nieokiełzane  szaleństwo, a najgorsze w tym jest to, że otoczył się ludźmi albo podobnie szalonymi jak on sam, albo takimi, dla których poczynania wodza są metodą na łatwe i dostatnie życie, w związku z tym nic nie robią ku temu, żeby zapobiec katastrofie. Dla tych drugich sytuacja jest wprost wymarzona, komfortowa i w ich interesie jest to, by jak najdłużej ją w takim stanie utrzymać, nawet kosztem innych.
Dziwne jest jednak to, że nie są to ludzie całkowicie pozbawieni rozumu i doskonale zdają sobie z tego sprawę, że przyjdzie moment, że za te wszystkie ich czyny kiedyś odpowiedzą. Nie zrozumiałe jest więc tym bardziej to, dlaczego w tym ciągle tkwią, czemu nie potrafią się od tego odsunąć i dać początek naprawdę czemuś nowemu, lepszemu.
Żaden poprzedni rząd, zarówno ten SLD-owski, czy PO nie był doskonały, każdy z nich miał mnóstwo wad , złych, nierozważnych czynów i za to zapłacili przy następnych wyborach. Czy to nie powinno być w takim razie nauczką dla obecnie rządzących? Tamci byli delikatnie mówiąc niedoskonali, ale obecny rząd przechodzi już wszelakie możliwe  granice, których przekraczać im nie wolno.
Powinien pośród rządzących znaleźć się ktoś, kto powie STOP. Bez przyzwolenia nawet sam Kaczyński wiele przecież nie zdziała.
Czy znajdzie się chociaż tam ktoś taki odważny, skoro opozycja nadal, mimo, że jest nazywana totalną, śpi ?????

WIOSNA……

Nie wierzcie pogodzie,
gdy deszcze trzydniowe zaciągnie wśród drzew,
Nie wierzcie piechocie,
gdy w pieśni bojowej odwaga i gniew.
Nie wierzcie, nie wierzcie,
gdy w sadach słowiki zakrzyczą co sił –
wy jeszcze nie wiecie,
co komu pisane i kto będzie żył.

Wiosna szaleje, jeszcze może nie od bzów, dopiero zielone listki się pokazały, dopiero złoty deszcz forsycji oblał krzewy w parkach.
Ale w ludziach zaczyna się tlić ten malutki ogień złości, może z końcem wiosny już całkiem ogarnie światłe  umysły i dobro i rozwaga powrócą na nasze polskie ziemie…… właśnie wiosna to dobry czas na takie zmiany!

Zapowiadali na dzisiaj przelotne opady, może i przyrodzie przyda się  troszkę takiej ożywczej wody, listkom i nowo wyrosłej trawce, ale czy koniecznie musi padać akurat przez cały dzień?  Niekoniecznie…
Dlatego życzę Wam pięknego i słonecznego poniedziałku i w pełni wiosennego tygodnia


niedzielne trzy po trzy

 

Kupiłam niedawno jakiegoś nowo wydawanego brukowca pod tytułem Nostalgia.
Hm, nostalgia….powrót do dawnych lat
Na przykład niewiele osób, szczególnie tych młodych,  wiedzą do czego służyła ongiś  maselnica.
Zrobiona była z drewnianych klepek, scalonych metalową obręczą.Składała się ona z długiej konwi, nadstawki, bijaka i jaszczyka, czyli pokrywki.
Gospodyni  wlewała  do konwi zebraną śmietanę, potem wkładała bijak, na który nakładała nadstawkę, zamykała pokrywę i zaczynała ubijać masło. Podnosiła  i opuszczała bijak do momentu, gdy zaczynały pokazywać się grudki masła, dolewała wtedy zimnej wody, by grudki zaczynały się zlepiać i nadal ubijała. Na końcu oddzielała masło od maślanki, polewała go zimną woda i formowała małe osełki.
Pamiętam na dawnych placach targowych, takie właśnie pyszne, świeże masełko, a obok leżały pięknie uformowane świeżo wyrabiane gomółki białych  serów. Zresztą, gdy jako dziecko, a potem młoda panna jeździłam do Zawoi, zawsze u sąsiadów kupowało się takie sery, masła, które potem owijało się je w łopianowe liście i przechowywało się je w ciemnej, zimnej piwnicy, lepszej do przechowywania produktów , niż dzisiejsze lodówki.
A, jeszcze wspomnę o mleczku prosto od krówki, jeszcze cieplutkiej i wspaniałej, prawdziwej kwaśnej śmietanie, którą też w piwnicach była przechowywana, potem była taka pyszna, zimniutka, a jaka gęsta…mmmm….
Różne ciekawostki jeszcze są  zamieszczone w tej gazecie, na przykład to, że badania nad  naszą poczciwą aspiryną rozpoczęto w XIX wieku, a 6 marca 1899 roku firma Bayer oficjalnie zarejestrowała ten lek, wprowadzając go sprzedaży.
Wspomniano również o schodach ruchomych, które wymyślił, opatentował i zbudował  Amerykanin Jesse Wilford Reno i pojawiły się one w Nowym Yorku 15 marca 1892 roku. Kilka lat później schody ruchome były już użyteczne w innych krajach Europy, a w Polsce zostały uruchomione  w po raz pierwszy w Warszawie  przy Trasie W-Z 22 lipca 1949roku.
Ale chyba po raz pierwszy przeczytałam o pewnej akcji antyterrorystycznej, w której brał, zresztą przez przypadek, nasz wielki aktor –  Daniel Olbrychski.
Otóż podróżował on kiedyś samolotem do Aten, w których miał brać udział w kręceniu filmu Ostatni zakład.
Wcześniej, jeszcze w sali oczekiwań, spotkał swojego kolegę, który mógł korzystać ze specjalnej odprawy, więc zaprosił tam też i Daniela.
Będąc tam dostrzegł młodego Greka, przykutego kajdankami do milicjanta. Ów Grek podejrzany był o jakieś przestępstwo. Po wejściu do samolotu umieszczono Daniela w pobliżu tego przestępcy, więc miał okazję go obserwować i zauważył w pewnej chwili, że Grek zaczął napastować stewardessę i chciał udać się do kabiny pilotów, by zmusić ich do porwania samolotu. Daniel niewiele myśląc obezwładnił napastnika i oddał w ręce pilnującej go ochrony.
Niewątpliwie jego podejrzliwość, a także i wprawa w chwytach bokserskich, których nauczył się wcześniej, najpierw w czasach młodości, gdy zapisał się i trenował w sekcji bokserskiej, a potem  przy kręceniu filmu, w którym grał główna rolę, bardzo mu się przydało. Oczywiście został ogłoszony bohaterem nie tylko przez przerażonych zaistniałym faktem pasażerów, ale później był witany jako bohater przez dyrekcję lotniska w Atenach.
O jego bohaterstwie było głośno w Niemczech, we Francji, czy nawet we Związku Radzieckim, tylko polskie gazety jakoś przemilczały ten fakt, pewnie po to, by zatuszować nieudolność naszych służb specjalnych, odpowiedzialnych za  to zamieszanie na pokładzie samolotu.
Cóż, to były lata osiemdziesiąte, widać i wtedy służby były mało odpowiedzialne i mało skuteczne, podobnie jak i dzisiaj. Ale to już całkiem inna historia.
Wiele innych ciekawych wspomnień ta gazeta posiada, nie sposób o wszystkich tutaj wspomnieć, opisuje życie znanych aktorów: Elżbiety  Barszczewskiej, Aliny Janowskiej, czy wspomina o życiu niedawno zmarłego Wojciecha  Młynarskiego i wielu innych polskich i nie tylko polskich celebrytów.
Właściwie gazeta dosyć ciekawa, nie droga, można ją od czasu do czasu kupować.

Dzisiaj znowu przed nami przepiękna, słoneczna niedziela. Niebo niebieściutkie, słonko świeci, ptaszki świergolą, czego więcej nam do szczęścia potrzeba?

Życzę zatem przyjemniutko i wesolutko spędzonego tego niedzielnego dzionka.
Jutro czeka nas niestety praca i…podobno deszczyk.
Ale za to będzie jeszcze bardziej zielono wokoło nas, bo następne dni to już zapowiadana wiosna w całej pełni.
Wszystkiego dobrego.

wszystko o PRIMA APRILIS

 

 

czy się pomylisz?

 

To co mam napisać, że PIS zostało zdelegalizowane, nie są w związku z tym partia rządzącą i rozpisane są nowe wybory, w których była partia PIS nie może już uczestniczyć?
Dobra, napisze, chociaz na razie nie jest to prawda, ale pewnie niedługo juz nią się stanie.
Dosyć  kaczorowskiej hucpy, zresztą i sam „WÓDZ” wydaje się być coraz mniej pewny swojego „powołania”
I tak trzymać

Podobno autorem pierwszego dowcipu primaaprilisowego w historii były władze Augsburga. Na 1 kwietnia 1530 roku zapowiedziano reformę systemu menniczego. Zaalarmowana ludność starała się jak najszybciej pozbyć pieniędzy, a kupcy gromadzili towary i grali na zwyżkę cen. Tymczasem reformę w ostatniej chwili odwołano, a wystrychnięci na dudka mieszczanie na pamiątkę tego wydarzenia co roku płatali sobie figle.
Do Polski zwyczaj dotarł w XVII wieku, ale zaczął się upowszechniać dwa wieki później. Popularne stało się wysyłanie  anonimowych kartek z satyrycznymi rysunkami, które były aluzją do przywar adresata. Nie był to dowcip wysokiej próby –  wyjątkowym powodzeniem cieszyła się np. karta podpisana „kochanej teściowej z podziękowaniem za codzienne rady”, przedstawiająca odrażającą babę z językiem przybitym do stołu.

W latach 20. XX wieku żarty primaaprilisowe trafiły do gazet i pozostają w ich żelaz-nym repertuarze do dziś. Od początku istniał pewien kanon artykułów wymyślanych „dla zbujania P.T. czytelników” – wśród tematów dominowały nieprawdopodobne wynalazki, dziwy natury, fantastyczne plany nowych budynków i miejskich inwestycji. „Ilustrowany Kurier Codzienny” z 1936 roku donosił: „Specjalna Komisja Ligi Turystyczno-Krajoznawczej przedstawiła w swoim czasie czynnikom miarodajnym projekt wprowadzenia na kolejach wagonów zaopatrzonych w automaty, umożliwiające każdemu podróżnemu konsumowanie piwa w czasie jazdy. (…) Z nastaniem letniej pory będą na wszystkich liniach wprowadzone takie typy wagonów. Wszystkie posiadać będą specjalnej konstrukcji beczki z piwem okocimskim, które ze względu na jego wypróbowaną wartość odżywczą i właściwości orzeźwiające uznane zostało jako najlepsze”. A obok fotomontaż: zdjęcie wagonu z gigantyczną beczką piwa.
Często informowano o nagłych zmianach miejskiego krajobrazu. „Kurier Czerwony” podawał, że w nocy z 31 marca na 1 kwietnia 1938 roku Zarząd Miejski przystąpił do budowy szklanego dachu nad ulicą Karową, dzięki czemu będzie można „zamienić ją w oranżerię i uprawiać na trawnikach egzotyczne drzewa owocowe”.  A „Gazeta Polska” zamieściła fotografię przedstawiającą rzekome wejście do zbudowanej potajemnie linii warszawskiego metra.

Niektórym wcale nie zależało, żeby czytelnika rozbawić – wiele żartów to po prostu niezdarnie zakamuflowane reklamy. „Dzień dzisiejszy przyniósł Krakowianom niebywałą sensację” – donosił „Ilustrowany Kurier Codzienny” w 1936 roku. „Oto ku swemu zdumieniu wieża ratuszowa zniknęła z Rynku, a na jej miejscu znana fabryka kosmetyków »Laboratorium Leo« w Krakowie zbudowała olbrzymią tubę doskonałej pasty do zębów »Chlorodont«. Jakkolwiek »Chlorodont« jest chlubą polskiego przemysłu kosmetycznego i powinien znajdować się w każdym zakątku Polski, to jednak usunięcie wieży ratuszowej było krokiem nieco za śmiałym”.

Wymyślano niespodziewane wizyty Charlie Chaplina i Grety Garbo, wynalezienie perpetuum mobile przez mieszkańca gminy Żurki w województwie stanisławowskim, a nawet rodzinę siedmiopalcych warszawiaków, której członkowie znaleźli zatrudnienie w urzędzie pocztowym przy wiązaniu paczek. Gazety drukowały opisy cudownej wody, bijącej z pewnego szkockiego źródła, która sama układa i onduluje kobiece fryzury. Albo elektryzujące anonse, że w Warszawie wyścigi konne zostały przeniesione ze służewieckiego toru na ulice Śródmieścia.

Takie wiadomości były kiedyś zamieszczane jako dowcip… Rep. Jacek Herok  źródło: BRA

Oto jak redaktorzy przedwojennych gazet męczyli się, żeby oszukać czytelników: były fujary na szczury i woda, która sama onduluje fryzury. A redakcja „Kuriera Czerwonego” wymyśliła nawet reality show dla warszawiaków.

Jest dwunasta godzina i trzeba coś wymyślić dla zbujania P.T. czytelników. Bo jutro prima aprilis” – pisał dziennikarz krakowskiego „Ilustrowanego Kuriera Codziennego” w roku 1938. „Coś takiego, żeby się połapały tylko najbardziej cwane wygi. Oj, jak się męczę. Dawniej, w początkach mojej kariery dziennikarskiej, to było łatwiejsze. Ogłaszało się dwuszpaltówką, że na rynku będzie się bić publicznie paskarza. No i zeszli się wszyscy, było dużo luda. Gdybym dzisiaj podał, że będą bić kogoś publicznie? Żaden wic, bo raz po raz biją kogoś publicznie. Kiedy indziej podaliśmy do wiadomości, że wszystkie rozkopane wyboje na ulicy będą 1 kwietnia zasypane. I poszli ludzie zobaczyć to dziwo. Dziś co ogłosić? Chyba że ulica Karmelicka będzie cała rozkopana. W ogóle czuję jakąś bessę na rynku primaaprilisowskim”.


Podobno autorem pierwszego dowcipu primaaprilisowego w historii były władze Augsburga. Na 1 kwietnia 1530 roku zapowiedziano reformę systemu menniczego. Zaalarmowana ludność starała się jak najszybciej pozbyć pieniędzy, a kupcy gromadzili towary i grali na zwyżkę cen. Tymczasem reformę w ostatniej chwili odwołano, a wystrychnięci na dudka mieszczanie na pamiątkę tego wydarzenia co roku płatali sobie figle.

Do Polski zwyczaj dotarł w XVII wieku, ale zaczął się upowszechniać dwa wieki później. Popularne stało się wysyłanie  anonimowych kartek z satyrycznymi rysunkami, które były aluzją do przywar adresata. Nie był to dowcip wysokiej próby –  wyjątkowym powodzeniem cieszyła się np. karta podpisana „kochanej teściowej z podziękowaniem za codzienne rady”, przedstawiająca odrażającą babę z językiem przybitym do stołu.

 

W latach 20. XX wieku żarty primaaprilisowe trafiły do gazet i pozostają w ich żelaz-nym repertuarze do dziś. Od początku istniał pewien kanon artykułów wymyślanych „dla zbujania P.T. czytelników” – wśród tematów dominowały nieprawdopodobne wynalazki, dziwy natury, fantastyczne plany nowych budynków i miejskich inwestycji. „Ilustrowany Kurier Codzienny” z 1936 roku donosił: „Specjalna Komisja Ligi Turystyczno-Krajoznawczej przedstawiła w swoim czasie czynnikom miarodajnym projekt wprowadzenia na kolejach wagonów zaopatrzonych w automaty, umożliwiające każdemu podróżnemu konsumowanie piwa w czasie jazdy. (…) Z nastaniem letniej pory będą na wszystkich liniach wprowadzone takie typy wagonów. Wszystkie posiadać będą specjalnej konstrukcji beczki z piwem okocimskim, które ze względu na jego wypróbowaną wartość odżywczą i właściwości orzeźwiające uznane zostało jako najlepsze”. A obok fotomontaż: zdjęcie wagonu z gigantyczną beczką piwa.
Często informowano o nagłych zmianach miejskiego krajobrazu. „Kurier Czerwony” podawał, że w nocy z 31 marca na 1 kwietnia 1938 roku Zarząd Miejski przystąpił do budowy szklanego dachu nad ulicą Karową, dzięki czemu będzie można „zamienić ją w oranżerię i uprawiać na trawnikach egzotyczne drzewa owocowe”.  A „Gazeta Polska” zamieściła fotografię przedstawiającą rzekome wejście do zbudowanej potajemnie linii warszawskiego metra.

Niektórym wcale nie zależało, żeby czytelnika rozbawić – wiele żartów to po prostu niezdarnie zakamuflowane reklamy. „Dzień dzisiejszy przyniósł Krakowianom niebywałą sensację” – donosił „Ilustrowany Kurier Codzienny” w 1936 roku. „Oto ku swemu zdumieniu wieża ratuszowa zniknęła z Rynku, a na jej miejscu znana fabryka kosmetyków »Laboratorium Leo« w Krakowie zbudowała olbrzymią tubę doskonałej pasty do zębów »Chlorodont«. Jakkolwiek »Chlorodont« jest chlubą polskiego przemysłu kosmetycznego i powinien znajdować się w każdym zakątku Polski, to jednak usunięcie wieży ratuszowej było krokiem nieco za śmiał

Najbardziej udane były żarty nawiązujące do spraw, którymi naprawdę żyli ludzie. W połowie lat 20. stolicę gnębiła plaga szczurów, a dyskusje o metodach walki z gryzoniami wypełniały łamy gazet. Aż wreszcie „Kurier Poranny” z  1 kwietnia 1925 roku znalazł rozwiązanie: „Postanowiono zastosować wypróbowaną już przed laty z jak najlepszym skutkiem w Niemczech metodę tzw. fujarek. Metoda ta polega na tym, że szczury pod wpływem odgłosów specjalnych »fujarek« jak gdyby zahipnotyzowane opuszczają swe gniazda i skupiają się całymi masami wokół grającego. Ten zaś rozsypuje wtedy trutki; szczury zjadają je z zadziwiającym łakomstwem i oczywiście niemal w oczach »wabiciela« zdychają. Jedna z firm warszawskich dostarczyła wczoraj radzie miejskiej pierwszą partię tych »fujar«. Uznano je za zupełnie zadowalające i uchwalono rozdzielić je dziś między zgłaszających się właścicieli rozmaitych składów i przedsiębiorstw najbardziej opanowanych przez szczury. Celem zachęcenia do jak najaktywniejszej pracy nad tępieniem szczurów – zdecydowano tych spośród korzystających z »fujar«, którzy w ciągu pierwszych trzech miesięcy wykażą się liczbą co najmniej 1500 wytępionych szczurów zwolnić na przeciąg pół roku od opłat za używalność wody i kanałów”.

Wymyślano niespodziewane wizyty Charlie Chaplina i Grety Garbo, wynalezienie perpetuum mobile przez mieszkańca gminy Żurki w województwie stanisławowskim, a nawet rodzinę siedmiopalcych warszawiaków, której członkowie znaleźli zatrudnienie w urzędzie pocztowym przy wiązaniu paczek. Gazety drukowały opisy cudownej wody, bijącej z pewnego szkockiego źródła, która sama układa i onduluje kobiece fryzury. Albo elektryzujące anonse, że w Warszawie wyścigi konne zostały przeniesione ze służewieckiego toru na ulice Śródmieścia.

 

Dowcipy miały surowych recenzentów. „Pierwszy kwiecień minął tego roku dość niemrawo” – pisał w 1937 roku Antoni Słonimski. „Mało było kawałów na prima aprilis. Wychodziły kiedyś całe numery pism, dodatki nadzwyczajne. W tym roku czytelnik gazet mógł być co najwyżej nabrany na to, że ogród zoologiczny mają przenieść do Puszczy Kampinoskiej. Gdzież się podział dawny rozmach? Owe powroty Wilusia [chodziło o niemieckiego cesarza Wilhelma, który abdykował w 1918 roku – przyp. red.], rewolucje w Ameryce, wielkie projekty złączenia całego narodu na jednej tratwie (…). Chyba nie tylko dlatego osłabł impet żartów primaaprilisowych, że nowe pokolenie mniej ma humoru. Satyra likwidowana jest przez cenzurę, a humor absurdalny dystansowany przez życie. Bo i cóż. Być może takie nastawienie wynika po prostu z biedy. Mało jest ludzi usposobionych beztrosko i konsument humoru jest oporny. Ale może przyczyną jest kult »cwaniactwa«. »Bujać to my, ale nie nas« – to powiedzenie jest niemal dewizą narodową”.

Słonimski miał rację – po przewrocie majowym prasa stała się ostrożniejsza. W latach 30. unikano dowcipów o postaciach politycznych, nawet żarty z sytuacji międzynarodowej uchodziły za zbyt śmiałe. Dekadę wcześniej gazety pozwalały sobie na najbardziej nieprawdopodobne historie jak ta, którą na początku lat 20. opisywał popularny „IKC”:  „Onegdaj wyruszyła z Genui wycieczka dyplomatyczna, w której bierze udział szereg najwybitniejszych europejskich polityków. Wycieczka ta trwać będzie trzy tygodnie i zwiedzi wybrzeża Morza Śródziemnego. Wśród przyjemności przejażdżki nie zapomną jednak niewątpliwie dyplomatyczni »wycieczkowicze« o sprawach politycznych, tak, że pokład statku stanie się pływającym kongresem dyplomatycznym”. Artykuł zilustrowano fotomontażem, przedstawiającym m.in. Mussoliniego, premiera Anglii Baldwina i sowieckiego komisarza spraw zagranicznych Cziczerina, opartych o reling jachtu.
Z perspektywy lat widać, jak często śmiano się z tego, co dziś jest naszą codziennością. U schyłku lat 30. Polskie Radio nadało audycję primaaprilisową o wynalezieniu aparatów radiowych, które będzie można montować w samochodzie. „IKC” donosił 1 kwietnia 1937 roku, że z powodu rosnącej liczby pojazdów w Warszawie  „porobiły się zatory samochodowe na ulicach krańcowych” i dodawał: „nareszcie ulica warszawska wygląda jak najruchliwszy bulwar Paryża”. Ale najciekawsze jest to, co czytamy w primaaprilisowym numerze „Kuriera Czerwonego” z 1936 roku: „Polskie Radio postanowiło zorganizować wielką transmisję z życia Warszawy, transmisję niereżyserowaną, nie odgrywaną przez aktorów, lecz przez samą publiczność. Oczywiście, uczestnicy tej transmisji nic nie będą wiedzieli o roli, jaką odgrywają. (…) Mikrofony podsłuchowe przekażą na taśmę magnetyczną wszystkie flirty kawiarniane. Specjalną grupę stanowić będą mikrofony umieszczone w kawiarniach literackich. Szczególne zainteresowanie powinna wzbudzić transmisja ze stolików barowych. Nareszcie usłyszymy prawdziwe, realistyczne rozmowy »zawianych«, dowiemy się, o czym to rozmawiają warszawiacy przy kolejce czystej i co ważniejsze, jak rozmawiają”. To przecież scenariusz reality show, wymyślony przez redaktorów, którym się nie śniło, że kiedyś takie widowisko naprawdę podbije światowe media.

W PRL kwietniowa tradycja podupadła. Kawały stały się tandetne i szare jak wszystko dookoła. Cenzura skreślała nie tylko dowcipy polityczne, ale i te zbyt finezyjne. Wśród artykułów o sojuszu robotniczo-chłopskim nie było miejsca na zgrywy i dwuznaczności. Żart musiał być tak groteskowy, przerysowany, by najbardziej naiwny czytelnik zrozumiał, że dzisiaj 1 kwietnia. W 1973 roku „Życie Warszawy” opublikowało na przykład fotoreportaż o państwowym ośrodku obliczeniowym, w którym komputer wyznał miłość jednej z pracownic, a następnie usiłował ją skrępować zwojami taśmy perforowanej. Ponad dekadę później „Express Wieczorny” drukował opowieść o muzykach Polskiej Orkiestry Kameralnej, koncertujących na Grenlandii w towarzystwie  pingwinów. 1 kwietnia 1989 roku „Życie Warszawy” skorzystało z politycznej odwilży i umieściło „wiadomość z ostatniej chwili”: „Drugi program telewizji przygotował na sobotni wieczór atrakcyjną niespodziankę: bezpośrednio po kolejnym odcinku polskiego serialu-tasiemca »W labiryncie« w ramach tzw. kina nocnego dwójki wyemitowany zostanie słynny erotyczny film »Emanuelle«”. W tym samym numerze zamieszczono relację z konferencji prasowej Poczty Polskiej, również fikcyjną. Dziennikarz wymyślił, że w wyniku reorganizacji pracy telegramy będą docierały do adresata nazajutrz po wysłaniu, zaś „praca urzędów pocztowych zostanie usprawniona do tego stopnia, że przeciętny czas stania w kolejce do okienka nie powinien w zasadzie przekraczać 16 minut”.

Nikt się nie nabrał.

A kto dzisiaj się nabierze, gdy napiszę, że zostałam przedstawicielką  Gry Pokemony na miasto Kraków??
Zawsze tak może być, chociaż…
Chociaż i tak już Was nabrałam, bo ten cały artykuł o dziejach święta Kłamców po prostu przekopiowałam z ostatniego numeru gazety  Newsweek
A co nie wolno???
PRIMA APRILIS,  nie wierz nikomu, bo się pomylisz 🙂