troche przygód jednak wczoraj było

Czasami sny się spełniają, na całe szczęścia nie tak do końca.
Dwa dni temu śniło mi się, że wybuchła nam lampa rentgenowska i trzeba było odmawiać pacjentów na ten dzień zarejestrowanych.
A wczoraj? –  Co prawda na szczęście nic nie wybuchło, ale w trakcie przeprowadzania testów aparatu, ten nagle odmówił posłuszeństwa i ERROR zaczął nam wywalać.
No i rzeczywiście trzeba było dwóch pacjentów odesłać z kwitkiem do domu, ale na szczęście w pobliżu był pan Mirek, który opiekuje się naszym aparatem, który  przyszedł i aparat z powrotem do porządku przywołał.
Tak to jest, gdy mądrą aparaturą  steruje jeszcze mądrzejszy komputer, który nie lubi zbyt wielu niepotrzebnych śmieci w pamięci przechowywać i potem wyrzuca błąd.
Oczywiście to nie jest całkiem taki przeciętny komputer, sama bym tej usterki nie mogła usunąć, ale na szczęście wszystko pomyślnie się skończyło.
Czyli jednym słowem, elektronika czasami lubi płatać figle, a w dzisiejszej dobie prawie wszystko na niej się  przecież opiera.
To nie to samo, co stare, poczciwe aparaty, które może i rzadziej się psuły i łatwiejsze do naprawy przez to  były
A propo’s, przypomniał mi się pierwszy aparat rtg, na którym pracowałam bardzo dawno temu, jeszcze gdy chodziłam na praktyki w Szpitalu Wojskowym w Krakowie.
Każdy aparat rtg ma warunki nastawiane na pulpicie, dobiera się na nim odpowiedni do  obiektu, który jest badany,  kilo woltaż, miliampery i czas potrzebny do naświetlania. Teraz na ogół nastawia są tylko kilowolty, mili ampero sekundy same  odpowiednio się dostrajają i określają czas ekspozycji, który jest niezwykle krótki, ułamki sekundy.
Na ty wspominanym czeskim aparacie marki  Multax , który był  wtedy w Szpitalu, samemu dobierało się czas ekspozycji w  co najmniej w bardzo dziwny sposób, po prostu włączał się zegar, który tam sobie jakiś czas szedł, a technik według swojego uznania go pokrętłem wyłączał.
Wyglądało to miej więcej tak: już wyłączyć? a może jeszcze chwilkę poczekam, o teraz już sobie wyłączę, pstryk i ekspozycja zakończona..
No, ale to przecież było pół wieku temu (dokładnie końcówka lat sześćdziesiątych tamtego stulecia), a ten aparat był chyba z jakiegoś wojskowego demobilu i miał też już sporo tych swoich latek. 
No i w takich spartańskich warunkach musiało się wtedy pracować. Zresztą ciemnia rentgenowska wyposażona  wtedy była też w siermiężne, kamienne, ciężkie tanki, w których rozpuszczało się okropnie śmierdzące chemikalia i w nich wywoływało się i utrwalało (oczywiście w blasku czerwonego świata, który nie naświetlał filmów) rozwieszane na metalowych ramkach filmy, które nagminnie z ramek do głębokich tanków się zsuwały (puszczały łapki ramek trzymające filmy) i wtedy trzeba było zanurzać całą rękę, aż po bark, by taki film (oczywiście cały czas w czerwonym świetle) z tego tanku wydobyć. Więc nie dość, że człowiek w ciemni nawąchał się tych odrażających woni wołacza i utrwalacza, to jeszcze musiał nie raz prawie zanurzać się w nich do połowy, Okropieństwo!!!!
Pamiętam też taki przypadek, gdy jeden z młodych chirurgów, któremu bardzo się spieszyło, pod  moją chwilową nieobecność wyjął wywołujący  się jeszcze film (a taki proces trwał mniej więcej 5-7, a czasami i ciut dłużej) i poszedł do światła, by oglądnąć to zdjęcie. Oczywiście bardzo się zdziwił, że film zrobił się natychmiast czarny, jakoś mu do głowy nie przyszło , że pod wpływem jasnego światła, nieutrwalony film natychmiast się naświetla i staje się jedną czarną kliszą, na której nic  oczywiście nie widać.
No, ale  technika pchnęła świat radiologi na przód i aparaty były coraz bardziej rozbudowane i coraz bardziej nowoczesne, a przez to i były bardziej bezpieczne i dla pacjenta i dla obsługującego go lekarza czy technika pod względem radiologicznej ochrony,  również i te okropnie niewygodne tanki zmieniano kolejno najpierw na tanki wygodniejsze, bo plastikowe, które potem zostały zamienione na ciemnię automatyczną, która sama przeprowadzała wywoływanie, utrwalanie, płukanie i suszenie filmów, a potem …..
A potem przyszła doba elektroniczna, aparaty sterowane są komputerowo, obrazy z kaset odczytywane są przez specjalne czytniki i przekazywane na pytkę, na której zapisuje się obraz, a same obraz  przesyła drogą tele – radiologiczną do stanowiska lekarza radiologa, który obraz odczytuje i opisuje.
Te najnowsze aparaty rtg system opracowania zdjęć umieszczone maja już na pulpicie aparatu, tak więc nie potrzebne są  nawet wtedy ani kasety, ani czytnik, też potem zapisywany w ten sposób obraz  przesyłany jest drogą tele – radiologiczną do lekarza radiologa.
Już nie mówiąc, że sama obsługa aparatu jest ułatwiona, nie trzeba teraz tak jak kiedyś siłować się  lampą, czy przesuwać pacjenta na stole, wszystkie ruchy potrzebne do ustawienia zdjęcia wykonuje się przy pomocy elektronicznych  przycisków. 
Zresztą w obecnej dobie, gdy radiologia opiera się głownie na badaniach tomografii komputerowej i rezonansu magnetycznego , stary, poczciwy aparat rtg popada trochę w niełaski, ale jednak nadal jest sporo badań, które wykonuje się własnie przy pomocy aparat rentgenowskiego i pewnie przez dług czas będzie on używany do czasu, gdy ktoś wymyśl….no właśnie, ciekawe, jakie nowe techniki badań jeszcze radiologia jest w stanie wynaleźć i opanować.
Ale tak na pewno jeszcze nie stanie się za mojego urzędowania w rtg (kiedyś trzeba będzie powiedzieć przecież pas), pewnie nawet nie za mojego życia.
Chociaż kto wie, świat techniczny tak pędzi na przód, że pewnie nawet i pan Wilhelm Roentgen, który w roku 1895 wynalazł promieniowanie X,teraz na pewno by się zadziwił widząc, jak jego promienie, które przez całkowity przypadek odkrył i właśnie dlatego, że były one nikomu nieznane, nazwał je promieniami X ,  są one teraz wykorzystywane nie tylko zresztą w medycynie.
W każdym bądź razie, jego żona przeżyła szok, gdy po raz pierwszy zobaczyła kościec swojej ręki i umieszczony na niej  złoty pierścionek na pierwszym zdjęciu wykonanym jej w roku 1895 przez jej męża.
Ten mój dzisiejszy wpis jest trochę powiedziałabym historyczny, ale nie można się przecież dziwić, skoro bardzo silnie tkwię w radiologicznej rodzinie,  Wychowywana byłam w domu radiologów, mój tata był  radiologiem, moja mam robiła w pracowni rtg mojego taty zdjęcia rtg pacjentom, a ja w tejże pracowni  już jako dziecko bawiłam się z moim niestety nieżyjącym już  przyjacielem Januszem, w robinie zdjęć rtg, o czym już kiedyś wspominałam, na zmianę dużą niebieską kulą udawaliśmy, że robimy sobie zdjęcia i obydwoje w późniejszym wieku zostaliśmy technikami rtg.
Oczywiście w ślady mojego taty  poszedł jego syn Krzysztof, który po ukończeniu medycyny wraz ze swoją żoną Zosią, również zostali radiologami, a potem już następne pokolenia , czyli  ich córka Monika i ich syn Łukasz również zajęli się radiologią, a ich dwoje synów, nieżyjący już niestety  Michał i Emil zostali podobnie jak ja technikami rtg.
Teraz kolej na następne pokolenia radiologów w naszej rodzinie, myślę, że córka Basi, czyli wnuczka mojego Brata, Matylda, która już jest na czwartym roku medycyny, również zainteresuje się tą dziedziną medycyny  może także i Zojka, która w tym roku zdaje egzamin na Akademię Medyczną, również pójdzie w ślady swojej Mamy Moniki i też radiologia kiedyś ją wchłonie 🙂
Tak więc jak widać, radiologia jest integralną częścią mojej rodziny, można rzec, że jest to już taka rodzinna tradycja, w którą zostałam  już ponad pół wieku temu wtopiona, teraz nadzieja w naszych potomnych, że nadal tę tradycję utrzymywać będą. To byłoby już czwarte radiologiczne  pokolenie w rodzinie Wyrobków, rozpoczął go mój tata już omalże 90 lat temu, potem drugie pokolenie to ja,  Krzysztof Zosia, trzecie  ich dzieci Monika, Łukasz, Michał i Emil, a potem………zobaczymy….. ale wierzę, że jesteśmy zbyt mocno waśnie z ta dziedziną medycyny powiązani, aby nie było w niej naszych następców.


 Czas zimowy chyba się skończy i można już śmiało  powiedzie, że wkraczamy w przedwiosenną aurę.
Wczoraj w Krakowie wieczorem pada,ł można rzec, wiosenny deszczyk, bo temperatura oscylowała około 10 stopni Celsjusza, tylko patrzeć, jak mi się Park zacznie zazieleniać.
Dzisiaj wstał co prawda słoneczny, ale bardzo wietrzny wtorek. Huragany głównie przechodzą nad północną częścią Polski, ale i inne jej regiony mogą dzisiaj być zagrożone.
Szczególnie dzisiaj muszą uważać na siebie osoby starsze, gdyż przy takiej wietrznej pogodzie mogą utrzymywać się zaburzenia oddechowe i sercowe.

Miłego wtorku Kochani. Uważajcie szczególnie dzisiaj na siebie 

💕

jasna0, wtorek, 05 marca 2019