Jak w rodzinie

  Wczoraj odbyło się spotkanie byłej załogi  byłego Szpitala Kolejowego

Nawet nie przypuszczałam,że łączy nas taka wielka więź.

Powitaniom i toastom nie było końca.

Wszyscy serdecznie się wycałowali na przywitanie,każdy pytał,co u Ciebie.

Obojętnie, czy to pielęgniarka,czy lekarz….

Bardzo ładnie dr.T.powiedział : Może udało im się zniszczyć szpital jako instytucję,ale nie udało im się zniszczyć więzi panujących między nami.

Zabawa była przednia,każdy prawie tańczył ze sobą (oczywiście,ze Panów mniej było,ale Panie też ze sobą potrafią się wspaniale bawić),a potem zbiorowo; były przeróżne węże i pociągi pomiędzy stolikami,dużo śmiechu i wesołości.

Nasz ostatni dyrektor( nie liczę oczywiście tego od likwidacji) dr.Piotr.S przyszedł nieco później.

Został przywitany spontanicznie,na stojąco, wszyscy wydali wielki okrzyk OOO,potem hip hip hurra na jego cześć,a na koniec odśpiewaliśmu mu 100 lat.

Należało mu się,on do końca uparcie walczył o los naszego szpitala,narażając własną skórę, w bezpardonowej walce z bezdusznością Urzędu Marszałkowskiego.

Oczywiście wszyscy doszli do wniosku,że jest to dopiero początek naszych tradycyjnych spotkań ,szczególnie,że Dom Kolejarza z wielką sympatią chce przygarnąć do siebie wszystkich byłych pracowników szpitala kolejowego na następnych takich imprezach.

No i już zapadł wyrok-w styczniu robimy spotkanie karnawałowe.

Ciekawe,czy też będzie takie wspaniałe,jak wczorajszy dzień??

No,ale to wszystko już do histroii przeszło.

Nowy dzień,nowe wyzwania,teraz idę na Żabiniec,a potem jadę do Majki na obiad i spotkanie w bardziej kameralnym gronie.

I kto to powiedział,że życie nie jest ciekawe???   

SZCZEGÓLNIE,ŻE ZNOWU ZIMA ZAWITAŁA DO KRAKOWA!!!!