pstąg,łosoś i inne rybki i owoce morza

    

Pstrąg,łosoś i inne rybki  i owoce morza…..

Okropnie przeżywam tą swoją pracę w rybkach.

Wypalam się emocjonalnie.

A potem po nocach mi się rybki śnią…….

Ostatnio mam w pracy sporo zamieszania,ale chyba to jednak lubię.

Dzisiaj załatwiałam dla Justynki świeżego pstrąga,sama,

najpierw dzwoniłam do Makro aż do Sosnowca,potem musiałam się "naczalstwo" pytać o zgodę na zakup,potem, musiałam założyć w tym Makro zamówienie,potem musiałam wydać dyspozycje na zakup…potem….potem….potem…..

A potem poszłam do domu,raz o możliwej porze,bo "już" o 19.45.

Miałam farta,bo pod sam domek podwiózł mnie Piotruś.

I całe szczęście,bo znów śniegu sporo napadało……

Zima za wygrane nie daje,a 20 marzec już niedługo…..

A wtedy przyjdzie nareszcie wiosna.

Ale fajnie……

            

1.Mam nareszcie neostradę i to tą szybciutką,jedno mgnienie     oka i wszystko sie natychmiast  otwiera     

2..Dostałam wypłatę w Kalmarze,ale fajnie dzisiaj jestem   bogata………….   Dlatego dzisiaj uczciwie pracowałam aż do 20.30.

  Na raz obsługiwałam trzy biurka( na moim tyle już było papierów,że   się nie mieściłam na nim),dwa telefony służbowe i moją komórkę,nie licząc faksów przychodzących i drukarki,która drukowała dzisiaj jak oszalała oferty – nie nadążałam ich spinać.

3.Jechałam do domu z fajnym ,wesołym kierowcą autobusu-

   każdemu coś miłego powiedział,więc i dla mnie też był miły.

Czy życie nie potrafi być czasami zaskakujące???

Miło zaskakujące….

W dodatku dzisiaj tak pięknie słoneczko świeciło i po raz pierwszy już od odległych dni poczułam jego ciepełko.

No to idę spać we fantastycznym humorku,jaki dawno już nie panował w mojej duszy.

I chociaż przyznam,że dzisiaj po przyjściu do Kalmara miałam chwilową niedyspozycję sercowo-żołądkową,oblał mnie zimny pot i zrobiło mi się słabo,ale dwie kawy pod rząd wypite, odrazu postawiły mnie na nogi i cały dzień uważam za bardzo udany.

A teraz dobranoc,dzień już dobiegł mety i trzeba chwilkę pospać sobie,żeby znów jutro mieć dobry humorek.

Chociaż jutrzejszy dzień z zasady powinien być refleksyjny.

Ale o tym już jutro.

Dobranoc.

Pchły na noc.

Karaluchy pod poduchy.

A jak będa gryźć proszę do mnie przyjść.

Tak zawsze moja Mamusia mi mówiła przed snem.

I chyba okropnie mnie gryzły karaluchy,bo zawsze rano znalazłam się w łóżku Mamy.

Oh te fajne ,beztroskie dziecinne lata……….

PS.Acha,nawet nie zauważyłam,kiedy z dzisiaj zrobiło się już jutro.

Czyli mamy środę popielcową.

Ale cały ten wpis tyczy się wtorkowego wieczorka.

Pa.