Przyszła wczoraj wieczorem,około 19.30.
Przyszła i zaszyła się skutecznie gdzieś w pustych koronach drzew.
Przyszła i mami nas obietnicami,które schowane sa gdzieś głęboko pod ziemią,pod skorupą pozostałego śniegu,
Przyszła i chłodzi nas zimnym powiewem wiatru.
Przyszła i straszy szarocią skłębionego nieba,przez które gdzie niegdzie przebijają się nieśmiało promyczki słońca tak delikatne,że nie mogą jeszcze ogrzać naszego spragnionego ciała.
O N A – W I O S N A
Przyszła cichutko,bez rozgłosu i przycupnęła sobie koło nas.
Rozbrzmiewa porannym śpiewem ptaków,bo coraz wcześniej jasność ogarnia naszą rzeczywistośc,coraz dłużej ta jasność trwa,do co raz późniejszych godzin….
I raduje nas,bo chociaż narazie gości tylko w kalendarzu,gości już i w naszych sercach.
I teraz z tęsknotą będę wypatrywała pierwszch,malutkich pączków na krzakach,będę patrzyła,jak nieśmiało rozrasta się w zieleni
i w żółci pierwszych kwiatów forsycji 
Będę czekała….
z niecierpliwoscią……
Bo to moja naukochańsza pora roku.
ONA – WIOSNA
