dzisiaj……….

 

Dzisiaj…… mam nadzieję, że dzisiaj, w moją ukochaną środę, Blog nie będzie już psikusów robił i wpis będzie czytelny.
Nie wiem, co się w nim wczoraj nawyrabiało, chyba jakiś wirus mój blog opanował, A KYSZ wirusie, dzisiaj nie figluj, nie przeszkadzaj, bo dzisiaj jest za bardzo ważny dzień, aby był czymkolwiek zakłócany, dzisiaj mamy środę, więc i spotkanie z moją Uleczką.
Przykro mi Ulu, że nie dałaś rady wczorajszego blogu odczytać, ale nic nie jest w życiu doskonałe, więc i blog ma prawo na swoje fanaberie.
Dzisiaj na pewno będzie inaczej, tym bardziej, że to już jest ta przedświąteczna środa, taka dla nas przecież ważna.
To czas na życzenia świąteczne, a więc i dla Ciebie i dla Magdy, Jej męża i dzieciaczków życzę dużo radości ze wspólnego świątecznego spotkania, miłych godzin, spędzonych na kolędach przy pięknie przystrojonym drzewku, ciepła i miłości no i oczywiście przepięknych świątecznych prezentów od…. nie wiem, kto przynosi prezenty pod choinkę w Poznaniu, u nas w Krakowie robi to Aniołek,
Może ten naprawi błąd Mikołaja i tym razem jakiś skromny prezencik dla siebie znajdę pod choinką???
Aha i jeszcze uściski łapki dla Oli – Żaby, niech też się z Wami weseli i nabierze sporo siły przy wigilijnej uczcie, by potem  o północy, mogła  przemówić do Was ludzkim głosem, mam nadzieję, że nie nawtyka Wam  żądnych przykrości, wszak jesteście dla niej Wspaniała Rodzinką.
Wesołych i Szczęśliwych Świąt Bożego Narodzenia 2016 Uleczko, proszę przekaż te życzenia Najbliższym, a Agrafkę szczególnie ode mnie ucałuj (chyba dobrze pamiętam jej nik??).

Wczoraj późno wieczór w ogóle nie można było wejść na mój blog, coś tam majstrowali przy nim, a ja biedna i naiwna myślałam, że przynajmniej naprawią mi ten wczorajszy wpis, który nie będzie tylko edytorem, ale faktycznym wpisem. Ale tkwiłam w błędzie, nikt się nie przejął moim wpisem, nie wiem, czy tylko ja tak miałam, czy inni też, nawet nie sprawdzałam. Ale mam cichą nadzieję, że to nie Pani Cenzura zadziałała.
Na wszelki wypadek nie będę dzisiaj politykowała, nie, nie dlatego, że się przestraszyłam  bo…

– Ja nikogo się nie boję!

Choćby niedźwiedź… to dostoję!

Wilki?… Ja ich całą zgraję

Pozabijam i pokraję!

Te hieny, te lamparty

To są dla mnie czyste żarty!

A pantery i tygrysy

Na sztyk wezmę u swej spisy!

Lew!… Cóż lew jest?! – Kociak duży!

Naczytałem się podróży!

I znam tego jegomości,

Co zły tylko, kiedy pości.

Szakal, wilk,?… Straszna nowina!

To jest tylko większa psina!…

(Brysia mijam zaś z daleka,

Bo nie lubię, gdy kto szczeka!

Po prostu znudziło mi się pisać w koło Macieju (właściwie dlaczego Macieju, a nie na przykład Piotrze, czy Pawle) o tym samym.
A co do tego psa to coś w tym prawdy jest. Dwa dni temu weszłam sobie do sklepu i po zrobionych zakupach wyszłam spokojnie na zewnątrz, a tu nagle i niespodziewanie „rzucił się” na mnie jakiś pies z okropnym wrzaskiem.
Pies co prawda był nie duży i w dodatku przywiązany, ale miotał się  splątany na tej smyczy w prawo i w lewo, widać, że był zły, że na zimnie musi stać i czekać potulnie na swojego pana. A ponieważ akurat ja mu się nawinęłam pod łapy, no to sobie na mnie po naużywał.
Ominęłam wściekające się zwierzę i poszłam dalej spokojnie, ale przyznam, że lekko się zdenerwowałam, bo nie lubię, gdy ktoś znienacka mnie atakuje.

Dzisiaj rano gotowałam już pszenicę do mojej kutii. Wczoraj w południe umyłam ją, zalałam zimną wodą, a dzisiaj skoro świt postawiłam na malutkim ogniu, stale mieszając, by przypadkiem mi się nie przypaliła. Czyli jednym słowem już rozpoczęłam świąteczne przygotowania. Co prawda nie wiele ich będzie, ale muszę jeszcze posiekać wszystkie bakalie do maku, przyrządzić masę makowa, którą następnie z bakaliami i miodem połączę z pszenicą. Na razie pszenica  otulona ręcznikami „dochodzi” -sobie na piecu w kuchni  – przynajmniej mam jakiś pożytek z pieca akumulacyjnego, chociaż w poprzednim mieszkaniu dogrzewałam kaszę, czy pszenicę na kaloryferze. Wtedy jest fajnie sypka, a ziarenka nie lepią się do siebie.
Dzisiaj wieczorem zrobię jeszcze sałatkę z mięsa indyczego, kukurydzy, zielonego groszku i tartego żółtego sera, a jutro dopiero doprawię go majonezem, śmietaną, musztardą i przyprawami: solą, czosnkiem w kostkach, pieprzem  i do smaku odrobiną cukru (w zależności, ile musztardy zużyję, żeby wyrównać zbyt ostry jej smak w sałatce)
Pozostanie mi tylko tort, ale już Olcia zobowiązała się, że mi w piątek pomoże go piec.
Jutro rano przychodzi do mnie Renatka na przedświąteczne porządkowanie, będziemy też wystrajać już świątecznie moje mieszkanko. Oczywiście nie będę miała dużej choinki, po co mi ona, skoro i tak przez całe święta będę w Modlnicy, ale tradycyjna mała choinka będzie stała, jedna w kuchni, a druga w pokoju.
Czyli jutro wieczorem będę już mogła powiedzieć sobie „Wesołych Świąt Ewelinko”. A może Ewelko – bo tak ładnie zawsze do mnie Ulka mówi?
Dzisiaj jeszcze przed pracą idę na „polowanie” – upatrzyłam sobie w jednym sklepie fantastyczną wędlinkę –  schab z tłuszczykiem i pan obiecał mi, że na pewno przed świętami ją kupię, zobaczymy Bardzo mi ona smakowała, jest lekko wędzona, a tłuszczyku tam praktycznie prawie w ogóle nie ma. od razu przypomina mi się ongiś kupowana przez mojego Tatę szynka z kością, ona też miała troszkę tłuszczyku, który na ogół Tata gotował wraz z tą kością z kapustą, z czego stwarzał,  po dodawaniu jeszcze i innych mięsiw i kiełbas), wspaniały bigos, ale o tym już kiedyś w moim blogu wspominałam.
Chyba już wszystkie zakupy, prócz tego schabu i oczywiście zapasu papierosów, których nie może zabraknąć, mam zrobione.
No chyba, że jeszcze  w ostatniej chwili jakiś szalony pomysł   do głowy mi wpadnie.  Nawet prezent dla wylosowanej osoby też już jest zakupiony, zresztą zgodnie z moim wcześniejszym pomysłem na niego.

No to co? szykujemy się już do Świąt? Będą one spokojne, czy znów będą przepełnione polityką?
Przydałby się spokój, bo politykom też on się należy i myślę, że rodziny strajkujących opozycjonistów nie byłyby szczęśliwi, gdyby ich najbliżsi byli nieobecni i na Wigilii i przy świątecznym stole w pierwszy, czy drugi dzień świąt, obojętnie, jakie ideały będą im wtedy przyświecały.
Narodzony Jezus przynosi światu spokój, ciszę, miłość, czy uda się to otrzymać naszym politykom z opozycji, czy będą ciągle pod ostrzałem politycznych rozgrywek rządowych?
A miałam nic nie wspominać o polityce………. Widać tak już mam, po prostu nie umiem milczeć, gdy zło się szerzy.

Pozdrawiam wszystkich serdecznie w ten dzień przed, przed świąteczny, wiedząc, że teraz nadchodzą trudne godziny dla wszystkich bardziej i mniej ambitnych gospodyń domowych. Każda z naszych pań chce zabłysnąć przy świątecznym stole, zwłaszcza, gdy będą siedzieli przy nim i goście i domownicy. No, a gdy gośćmi są w dodatku Teściowie……..  nie, nie mam nic złego na myśli, nie jestem kontra teściom, ani kontra gościom, ale drogie Panie, uważajcie na siebie przez ten wzmożony czas przedświątecznych przygotowań i znajdźcie  chociaż moment dla siebie, aby nie zapracować się teraz „na śmierć”, bo potem święta będą nie takie już wesołe, gdy  zamiast zabawiania gości  fajnymi dykteryjkami będziecie przysypiać ze zmęczenia przy stole.

Dobrej środy

 

 



To byďż˝a fatalna dla mnie noc !!!

ďż˝

Ile razy podczas jednej nocy mo�na budzi� si� z wielkim b�lem kolana, ile razy mo�na wstawa�, by nasmarowa� sobie kolanko?
Na szcz�cie kupi�am wczoraj w aptece ma�� Diclofenacum Fastum, t� sam�, kt�r� tak ostatnio cz�sto w TV reklamuj�.
Trudno powiedzie�, czy rzeczywi�cie jest taka rewelacyjna, dopiero j� od wczorajszego wieczoru ( i przez noc) zastosowa�am.
Wydaje mi si�, �e b�l nieco popu�ci�, co nie znaczy, �e ca�kowicie odst�pi�, musz� poczeka� na to kilka dni, gdy� t� ma�� trzeba stosowa� (kilka razy dziennie!) co najmniej przez 7 dni, ale nie d�u�ej ni� dwa tygodnie. Daj� wi�c szans� tej ma�ci, a sobie daj� czas, Tylko jedno jest pewne: jestem ca�kowicie niewyspana. Straszne jest to, gdy z jednej strony tak okropnie w nocy chce si� spa�, a z drugiej strony b�l na to nie pozwala.
Nawet podejrzewa�am, �e rano obudzi mnie bia�o�� za oknem, albo co najmniej opady �niegu, a tu niespodzianka, za oknem �wieci pi�kne s�onko, aczkolwiek pogoda jest raczej mro�na, czemu nie nale�y si� za bardzo dziwi� , wszak� tak� mamy por� roku.

A co w polityce sďż˝ychaďż˝? Ano rzďż˝d okropnie siďż˝ jednak boi gniewu ludu, bo gmach Sejmu zostaďż˝ otoczony kordonem policji, a stojďż˝cy pod budynkiem Sejmu manifestujďż˝cy, si�� zostali przesuniďż˝ci poza barierki. Czegoďż˝ takiego w ostatnich latach nie byďż˝o, to nie jest demokratycznie zapewnione prawo do demonstracji.ďż˝ Tylko….. ďż˝e nie tak dawno, jeszcze zanim Pis doszedďż˝ do wďż˝adzy, obecna pani premier zapewniaďż˝a, ďż˝e Pisďż˝ nďż˝ iďż˝ gďż˝ dďż˝ yďż˝ nie bďż˝dzie zakazywa�� do demonstracji iďż˝ nďż˝ iďż˝ gďż˝ dďż˝ y�� nie wyprowadzi policjiďż˝ przeciwko demonstrantom.
Tak m�wi�a, ale przecie� wszyscy wiedza, �e ona po prostu podobnie jak i pozostali pisowcy k�amali, k�ami� i b�d� k�ama�.
Takie maja odgďż˝rne przesďż˝anie od „Naczelnika” kďż˝amaďż˝ rano, we dnie i w nocy. A to, co kiedyďż˝ opowiadali, gdy byli opozycjďż˝, juďż˝ siďż˝ zdezaktualizowaďż˝o.

Tragiczna wiadomo�� dotar�a do nas z Berlina, gdzie zamachowiec zamordowa� najpierw polskiego kierowc�, a potem t� jego ci�ar�wk� wjecha� w Bo�onarodzeniowy jarmark, rani�c wiele os�b, z tego 12 os�b zgin�o na miejscu.
Bo�e! co si� z tym �wiatem dzieje.
Niektďż˝rym Allach kaďż˝e zabijaďż˝, innym Samozwaďż˝czy Prorok kaďż˝e nienawidziďż˝ i niszczyďż˝ swoich wspďż˝ziomkďż˝w wedďż˝ug jego prywatnego widzimisiďż˝ …….
Czy to kiedy� si� sko�czy???

Nie mog� ju� nawet ani s�ucha�, ani pisa� o tych wszystkich okropno�ciach, bo ostatnio zrobi�am si� przez to bardzo nerwowa, co objawia si� we wzmo�onej liczbie wypalonych przeze mnie papieros�w.
Ju� nawet sama nie wiem, czy blisko�� �wi�t tak naprawd� mnie cieszy???
Szukam „zapomnienia” w moich Pokemonach, chociaz teraz zďż˝apanie jakiegokolwiek stworka jest coraz trudniejsze.
Wczoraj osiďż˝gnďż˝am juďż˝ 30 level, czyli teraz bďż˝dďż˝ musiaďż˝a bardzo dďż˝ugo czekaďż˝ na „awans” doďż˝ nastďż˝pnego poziomu, bo teraz potrzebujďż˝ aďż˝ 500 000 punktďż˝w XP, czyli, bardzo, bardzo duďż˝o.

Mi�ego wtorku

te róże…..

Te  piękne biało – czerwone róże są dla profesora Andrzeja Rzeplińskiego z podziękowaniem za niezłomną postawę w obronie polskiej Konstytucji.
Dziękujemy Panie Profesorze, naprawdę jest Pan wspaniałym Człowiekiem, który prawdziwie kocha prawdę i Polskę i jest Pan zawsze uczciwy, bez względu na konsekwencje, wypełniał Pan sumiennie swoje obowiązki, nie dając się złamać czczymi obietnicami Zawsze stał Pan na straży tak ważnej dla nas wszystkich Polaków Konstytucji, która zapewnia nam poczucie bezpieczeństwa, która chroni przed złem każdego Polaka.

D  Z  I  Ę  K  U  J  E  M  Y !!!!!

Bardzo dużo ostatnio dzieje się w naszej polityce. Wczoraj odbyła się wielka manifestacja poparcia dla opozycji, na której w szczególny sposób zostało wyrażone podziękowanie za lata pracy pana profesora Andrzeja Rzeplińskiego, prezesa Trybunału Konstytucyjnego.
Zarazem był to wiec gniewu tych, którym buta i arogancja obecnego rządu się nie podoba. Arogancja, która okazał Marszałek Sejmu w piątek, nakazując opuszczenie sali sejmowej jednemu z posłów opozycji, nieformalnie przeprowadzone uchwalenie budżetu państwa na następny rok w sali kolumnowej, bez udziału opozycji, bez stwierdzenia, czy było zapewnione odpowiednie kworum – to wszystko wreszcie wznieciło bunt ludzi dotąd poniżanych , wyśmiewanych przez rząd, nazywanych ludźmi gorszego sortu. Oliwy do ognia dodał ironiczny uśmieszek prezesa Kaczyyńskiego, który kpił sobie z ludzi, którzy blokowali trasę przejazdu  samochodów rządowych z sejmu do domów posłów. Jego mina wydawała się mówić : i co mi teraz zrobicie? nic.
Oj pomylił się pan prezes, bo gdy następnego dnia w Krakowie chciał odwiedzić grób własnego brata,  jego i rządowe auta zostały zablokowane przy wjeździe na Wzgórze Wawelskie i potem, gdy to wzgórze opuszczali, rządowe auta zostały obrzucone zgniłymi jajkami. Pokazywali minę Jarusia, już się nie śmiał, na jego twarzy wyraźnie było widać strach, szczególnie, gdy musiał słyszeć gorzkie słowa: dyktatorek, albo spieprzaj dziadu.
Już nie jest taki pewny, jak jeszcze dwa dni wcześniej, już wie, że tym razem przeszarżował.
BRAWO KRAKOWIANIE!!!!!!
Pięknym symbolem tego gniewu ludu jest Czarny Walc do słów Konrada  Materny, ułożony specjalnie na ten czas przebudzenia się Polaków.Kto jeszcze go nie słyszał, polecam. Oto link do niego:   https://www.youtube.com/watch?v=z4ruOWIC-Tc

STRACH, STRACH, RANY BOSKIE, DOKĄD PROWADZISZ TEN KRAJ, STOP, STOP, RANY BOSKIE , ODDAJ CO ZABRAŁEŚ, NAPRAW CO SPAPRAŁEŚ……

Czy nie jest to wyraz determinacji tych, którzy zostali oszukani zapowiedzią  dobrej zmiany??? Bo może jeszcze ktoś wierzy, nadal wierzy w dobre intencje tego rządu, ale ich już jest niewielu, garstka nawiedzonych ludzi nie może wywierać presji na pozostałych niezadowolonych, zawiedzionych, oplutych, zaszczutych. To dłużej nie ma prawa trwać. I to nie ci „oderwani od koryta” się buntują, równiez i buntują się normalni, przeciętni Polacy, którym dzisiejsze rządy uwierają, nie pozwalają normalnie, według swojego modelu  żyć. Nie można narzucać na siłę komuś  swojej  własnej woli, już kiedyś byli tacy, którzy chcieli pokazać jak mamy żyć i źle dla nich się to skończyło.
A poza tym, rządzący powinni wiedzieć, że to nie my jesteśmy dla rządu, to oni są dla nas, po to żeby służyć, dobrze zarządzać krajem, prowadzić  mądrze gospodarkę, zarządzać zasobami ludzi, prowadzić mądrą, proeuropejską politykę. Do tego zostali wybrani, a nie dla zaspakajania własnych ambicji, własnych, partykularnych  interesów.
Chyba jednak Pis troszkę, a może i nie troszkę się pogubił? Teraz muszą spłacić swój zaciągnięty  dług wobec swoich wyborców.
Nie wiadomo, jak ten konflikt się skończy, w dużej mierze zależy to od decyzji prezydenta, który teraz stanął przed dylematem, czy nadal wspierać w sumie przegraną już partię, czy pokazać, że  jednak potrafi być prezydentem wszystkich Polaków, co obiecał w swojej kampanii wyborczej i potrafi doprowadzić do konsensusu pomiędzy  zniechęconymi Polakami, a rządem, który musi trochę „odpuścić”, skoro nadal chcą rządzić.
Nie udało się to pani premier Szydło, która nie tylko nie starała się uspokajać gniewu ludu, ale dolewała oliwy do ognia, oskarżając opozycję o warcholstwo. Podobne słowa wyraził też wicemarszałek Brudziński (inna sprawa całkowicie nie nadający się, chociażby ze względu na swoją przestępczą przeszłość, na to stanowisko), czy minister Błaszczak, który też gromy na opozycję sypie. Oni nie zdają sobie po prostu sprawy z tego, że tak wyrażaną przez nich postawą nie wiele zwojują, wręcz przeciwnie, budzą tym tylko jeszcze większa niechęć do siebie i do całej formacji po tytułem Pis

STRACH, STRACH, RANY BOSKIE, DOKĄD PROWADZISZ TEN KRAJ……

Dzisiaj nadal trwa opozycyjna okupacja sali sejmowej, która mimo rzucanych im przeciwnościom, brak oświetlenia, brak ogrzewania, postanowili właśnie w tym miejscu oczekiwać na ponowne obrady w sprawie budżetu.
Zobaczymy, co te dwa następne dni nam przyniosą, jakie będą pertraktacje pomiędzy prezydentem, a przywódcami  poszczególnych partii, w tym również z Jarosławem Kaczyńskim. Ale myślę, że tym razem Jarosław nie będzie już taki nieprzejednany, za dużo by ryzykował.

I znów cały dzisiejszy wpis poświęciłam polityce, ale trudno  się dziwić, losy Polski dla mnie i dla wielu Polaków są w tej chwili najwznioślejszym tematem.

Wczoraj odbyło się losowanie prezentów świątecznych ( to nie św Mikołaj jednak przynosi prezenty???), ja wylosowałam….. oj, oczywiście, że nie mogę teraz powiedzieć kogo, ale dzisiaj muszę pomyśleć o odpowiednim prezencie. Ba, nie tylko pomyśleć (właściwie to już mam pewien pomysł), ale jeszcze go kupić.
Pewnie, że będzie to drobnostka, bo tak umówiliśmy się, że cena prezentu nie będzie wysoka, więc podejrzewam, że znów dostanę jakieś mydełko, albo jakiś mały kosmetyk. A tak bardzo chciałabym dostać….zwyczajne, nieduże wiszące lustro do łazienki…….
Ale co Mikołaj wymyśli  –  nie wiem, mogę sobie pomarzyć, najwyżej później sama sobie to lusterko sprawię.

To ostatni przedświąteczny już tydzień, pewnie szybko zleci i na pracy i na porządkach, na zakupach, a potem na przygotowywaniu świątecznych przysmaków.
Życzę wszystkim miłego dnia i miłego oczekiwania na sobotnią Wigilię.

dzień dobry w niedzielę

 

A czy ja wiem, czy to dobry dzień?
Po wczorajszych manifestacjach, które trwały przez cały dzień, może dzisiaj będzie chwila wytchnienia, chociaż……….
Gdy sobie przypomnę ten bezczelny uśmieszek prezesika, gdy siedział rozparty w samochodzie po tym, gdy go szczęśliwie, pod ochroną policji, ewakuowano z Sejmu, tę radość na jego bezzębnej gębie, że udało mu się znów Polaków wyprowadzić w pole. i tym doprowadził co prawda jeszcze nie do rozlewu krwi, ale do wielkiej zawieruchy, krew w moich żyłach się burzy.
I nie tylko w moich, bo wiele osób właśnie na ten bezczelny jego gest też zareagowała. Wyglądał, jak debilne dziecko, które się cieszy, że zrobiło komuś na złość. To jest dowód na to, ze jednak nie jest to człowiek pełny rozumu, niestety, może kiedyś był, ale to, co teraz wyprawia? Nie chcę go tłumaczyć, być może, że przyczyną tego jest  trauma, jaką przeżył, najpierw śmierć swojego brata – bliźniaka, a wkrótce potem śmierć matki, która dla niego była niego prawdziwą tragedią, ale z drugiej strony, każdy z nas przeżył w życiu rozłąkę z najbliższą osobą i nikt z nas nie reagował aż tak bezrozumnie, nieracjonalnie, jak Jarosław. Żadne prywatne nieszczęścia nie mogą zatruwać życie innym wokoło, to jest ważna życiowa zasada. Każdy taki ból trzeba przeżyć w samotności, bo nikt nie odczuwa go właśnie tak, jak Ty. Nawet jeżeli ktoś Ci współczuje, jego odczucia nie są adekwatne do Twoich i najwyższa pora, by Jarosław to zrozumiał.
To, co on wyprawia każdego 10 tego dnia miesiąca jest zwyczajną hucpą, po prostu on wystawia na śmieszność nie tylko siebie i tych, którzy mu w tej hucpie  towarzyszą, ale równocześnie naraża na śmieszność dobre imię zmarłego brata, Lecha, przez te wszystkie uroczystości coraz mniej ludzi wierzy w wielkość tego, na którym ciąży podejrzenie wydania komendy lądowania samolotu pod Smoleńskiem, mimo  braku odpowiednich warunków.
A z drugiej strony, pod jaką ogromną presją musi żyć Jarosław, skoro cały cza musi się bać, że jednak prawda wypłynie kiedyś na jaw? Ale nie żal mi go ani troszkę, może kiedyś współczułam mu, bo wiem sama, co oznacza strata bardzo bliskiej osoby, sama przeżywałam ból po stracie mojej siostry, ale nie epatowałam swoją tragedią innych.
Można tylko dziwić się, że cała otoczka Jarosława tak wiernie, poddańczo mu służy, przecież trudno uwierzyć, że otacza się on samymi półgłówkami, a z tego, co opowiadają w mediach można byłoby takie wnioski wysnuć.
W każdym bądź razie wpadliśmy w niezłe polityczne bagno i łatwo się z tego nie będzie wytaraskać. Tym bardziej, że Jarosław skłania się ku coraz bardziej radykalnych posunięć, ostatnio użył przeciwko manifestującym  policję, na szczęście wszystko odbyło się pokojowo, ale sam fakt, że ich użył i skłania się jeszcze do wojskowej obrony świadczy, że jednak bardzo boi się tego, co może nastąpić, boi się swojego upadku.
Nie wiem, ile jeszcze błędów muszą Polacy popełnić, żeby nareszcie wyjść na prostą. Bo gdy wydaje się, że już, już jest wszystko dobrze, nagle objawia nam się jakiś „prorok”. któremu udaje zmącić niektóre umysły i znów Polska popada w tarapaty.
Taki los ciągnie się za nami od wieków, wielokrotnie traciliśmy wolność przez właśnie takich „nawiedzonych” przywódców i…widać, że nie wiele się uczymy, że nie potrafimy wyciągnąć odpowiednich wniosków. I tak ta historia za nami się ciągnie, niestety.
Tylko cynizm, który teraz zawładnął władzą przeraża i poraża.
Ale co ja tu będę wiele na ten temat pisała, wszyscy widzą, jak jest, chociaż….nadal są tacy, którzy chwalą sobie tę wspaniałą „dobrą zmianę”, nie bardzo wiem czemu, ale skoro ma ich to uszczęśliwiać……. niech sobie nadal marzą o wielkim dobrobycie, bo ten raczej nie nastąpi. Niedługo już 500 plus upadnie, bo kasa rządowa już jest pusta, a ile można kredytów zaciągnąć, by podołać swoim lekko danym obietnicom? Jedyne wyjście, to podnieść podatki, tylko to sprowadzi z kolei gniew tych, którzy będą do tego przymuszani. Bo dlaczego obowiązek rządowych obietnic ma spaść na ich głowy? Kto ciężko pracuje wie, że pieniądze nie łatwo się zarabia, trzeba na to poświęcić wiele godzin i wielu wyrzeczeń, aby do statusu człowieka dobrze zarabiającego dojść, nikt z nich  nie będzie szczęśliwy, gdy te pieniądze będzie się wyciągało z jego kieszeni, w imię jakichś pokręconych idei.
Tylko wiecie, co w tym wszystkim jest najbardziej bolesne? Ano to, ze rząd pod przywódcą Jarosława robi z nas idiotów, a na to nie ma przyzwolenia.
Lubię być traktowana poważnie i pewnie takie odczucia ma to prawie 70 procent Polaków, którzy nie popierają dzisiejszego rządu.
Dzisiaj w Warszawie będzie dalszy ciąg protestów. Wczoraj PAD nawet nie pofatygował się wyjść do ludzi, aby im cokolwiek wytłumaczyć, nie dziwię się, przecież doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że jego słowa wcale się nie liczą i że nie może się wychylić, przeciwstawić temu, który go namaścił na prezydenta.
Dlatego jego enigmatyczne wystąpienie ograniczyło się tylko do występu w mediach, pewnie nie mógłby jednak Polakom popatrzyć prosto w oczy.
Bo co miał powiedzieć? kłamię, bo muszę? Chociaż z kolei namaszczona pani premier nadal tkwi w nierealnym świecie Jarusia i broni jego racji, przepraszam, używa  niby swoich słów, ale tak naprawdę słów  wyjętych z ust Jarosława, oskarżając o sianie zamętu, nienawiści przez…opozycję. Oskarża ich o to, że dążą do podzielenia Polaków, z tym, że właśnie do takich podziałów doprowadził nikt więcej, a sam „Naczelnik”, dzieląc Polaków na Prawdziwych Polaków i nieprawdziwych Polaków – zaprzańców, sługusów bezpieki, starych komuchów, a w ogóle ludzi drugiego sortu, w przeciwieństwie do szlachetnych osób z Pisu.
Czy ta Beata jest naprawdę rąbnięta, skoro wmawia ludziom nieprawdę? Zresztą z drugiej strony, co która Beata w pisie, to jest głupsza, nie wyłączając na przykład rzeczniczki rządu, czy przewodnicząca kancelarii premiera, wszystkie wypowiadają się, jak potłuczone baby. Cóż, widać Beaty muszą się trzymać razem w swojej głupocie, żeby jakoś przetrwać do czasu, aż z hukiem uderzą plecami o podłogę, a ten upadek będzie dla nich niezwykle bolesny – skończą się Beacine konfitury.
Musiałam dać sobie dzisiaj upust w swoich politycznych dywagacjach, pewnie nie ostatni raz, bo to co ostatnio się w Polsce wyprawia o pomstę do nieba woła.
Jak można tak świadomie i cynicznie zniszczyć to, co przez długie lata starannie wypracowały postkomunistyczne rządy? Praca i myśl wielu ludzi w niwecz została obrócona, tylko dlatego, że do władzy doszedł jeden psychopatyczny przywódca, którego celem jest zniszczyć wszystko, co się dotąd  zrobiło i stworzyć nierealny świat pełen paranormalnych zasad rodem z książek Orwella.
Nie możemy dawać się całkowicie zniewolić i jedno pocieszające jest to, że wydaje się, że opozycja wreszcie zrozumiała, że tylko połączone siły mogą doprowadzić do wyzwolenia spod jarzma  zwariowanej iluzji państwa, w którym obecnie żyjemy.

Wczoraj zrobiłam resztę świątecznych zakupów, to znaczy wydawało mi się, że już wszystko zakupiłam, ale…zapomniałam oczywiście o cytrynie, która potrzebna mi będzie przy usztywnianiu piany do blatów kokosowych. Na szczęście jeszcze zdążę kupić i tę cytrynę i może jeszcze jakiś pomysł przyjdzie mi do głowy…  Boże, ile tej fortuny człowiek na te święta wydać musi…..
Kupiłam też i ajerkoniak, bardzo go lubię, a w towarzystwie imieninowego, kokosowego tortu na pewno będzie wspaniale smakował.
Wczoraj przekopiowałam wszystkie zdjęcia z firmowej Wigilii na mój komputer. Niektóre zdjęcia wyszły nieco mało ostre, a wszystko dlatego, że nie włączyłam na początku lamy błyskowej, jednak samo oświetlenie restauracji nie było wystarczające, ale dobrze, że szybko ten błąd naprawiłam.

 
Taka choinka towarzyszyła nam przy Wigilijnym spotkaniu.
Teraz czeka mnie następna, już ta prawdziwa Wigilia, te kilka dni w oczekiwaniu na nią na pewno szybko mi miną.
Zresztą już w środę muszę namoczyć pszenicę, a potem w czwartek ją ugotować (oj, oby tylko się nie przypaliła), potem w czwartek  muszę zrobić kutię i sałatkę z indykiem, a w piątek rano jadę już do Modlnicy, Tam będę piekła mój tort, no i doprawiać barszczyk i inne sałatki.
Czekam na te dni z niecierpliwością, a dzisiaj jeszcze odpoczywam, jutro, i następne trzy dni praca, a potem…Święta, nareszcie Święta.
Życzę przyjemnej niedzieli.

o czym tu pisać?

 

 

Oczywiście o wczorajszym dniu. O wspaniałej Firmowej Wigilii, podczas której siedząc pośród współpracowników, może więcej, może i mniej znanych, czuliśmy się wszyscy razem, potrzebni sobie, firmie i temu, co robimy dla naszych pacjentów.
Cieplutko, milutko, otuleni gorącem skrzącej się choinki, zapominaliśmy o tej brutalnej rzeczywistości, która toczyła się przede wszystkim w Warszawie, ale także i w innych miastach.
Niezadowolenie arogancją władzy zaowocowało wczoraj bardzo wielkim akcentem. Wczorajsze rządowe decyzje, bądź to wykluczenie posła z opozycji z obrad sejmu, a potem przeniesienie do Sali Kolumnowej Klubu Pisu, którzy uzurpowali sobie prawdo do podjęcia ważnej, budżetowej reformy, bez udziału opozycji, która została zablokowana i nie wpuszczona na obrady. Ustalenie i przyjecie budżetu na nowy rok stało się  w takim razie nielegalne, nieważne. Można  więc stwierdzić, ze budżet na rok 2017 nie został ustalony.
Całą noc trwały manifestacje przed Sejmem, naród domagał się przeprowadzenia wszystkich obrad w sposób demokratyczny,, a nie autokratyczny, o przywrócenie ładu konstytucyjnego,  wycofania ograniczenia wolnej prasy,  przywrócenia  prawa do manifestacji.
To co się teraz dziej,e było niemożliwe od lat, gdy padł komunizm. Tam też wyprowadzano wojsko i milicję przeciwko demonstrantom, tak jak wczoraj też Kaczynski kazał użyć policji i wojska, co prawda nie było rozkazu atakowania, zresztą nie wiem, czy odważyliby się na taki krok, ale użyto przeciwko prawu do demonstracji (na razie) policyjnych  straszaków.
Tym razem sprawa nie przycichnie, tym razem  Kaczyński strzelił sobie swoimi decyzjami w oba kolana na raz i może to być początek jego upadku.
Co prawda ma jeszcze wielu klakierów, głównie pośród ciemnego ludu, któremu wmówiono, że Pis ratuje Polskę przed hołotę. która zagraża  jego planom, ale przeciwko nim jest tłum niezadowolonych, ich jest zdecydowana większość.
Ale historia doskonale wie, że takie autokratyczne decyzje nie mogą pozytywnie zaowocować, prędzej, czy później upadnie. I oby stało się to teraz, gdy jeszcze jest szansa na odbudowanie porządku w Polsce. Rząd Kaczyńskiego musi odejść, Polska musi wypłynąć na szerokie, demokratyczne wody.
Dobra zmiana w sumie oznaczała tylko zaspokojenie apetytu Kaczyńskiego na władzę absolutną, a przy okazji, wiele jego politycznych popleczników ogrzewa się w blasku ciepła mamony i dobrych stanowisk.
To nie jest dobra zmiana, to jest dalsza próba mydlenia oczów Polakom, z tym, że coraz więcej ludzi zrozumiała na czym ta zmiana polega i do czego Kaczyński zmierza.
Polaków nie da się łatwo złamać i to akurat Kaczyński powinien wiedzieć, powinien przypomnieć sobie chociażby to, co się działo za komuny, co się działo w czasie stanu wojennego.
Ale teraz są już całkiem inne czasy, zdobyliśmy, wywalczyliśmy prawo do demokracji i nie da się tego teraz odwrócić.
Ale prywatnie powiem Wam, że się boję, po prostu, po ludzku boję się , żeby w Polsce nie wybuchł majdan, podczas którego mogłoby ewentualnie dojść do rozlewu krwi. Bo Kaczyński jest zdeterminowany i jest gotowy użyć swoje pisowskie bojówki do rozprawienia się z demonstrantami, łatwo skóry nie odda.
Dzisiaj dalszy ciąg protestów Polaków, tym razem pod Pałacem Prezydenta, czyli człowieka, który jest władny rozwiązać ten gordyjski węzeł polityczny.
Demonstranci stojąc pod Pałacem pytają: Gdzie jest Prezydent, gdzie jest strażnik Konstytucji. A ten po prostu zaszył się w swoich pałacowych komnatach, bo nie ma na tyle odwagi, żeby wyjść do ludzi i powiedzieć im: macie rację
Życzę wszystkim spokoju, który  teraz, w okresie przedświątecznym tak bardzo nam potrzebny, ale potrzebny także i w każdy dzień, aby móc prowadzić normalne życie, aby być pewnym, że naszym dzieciom, naszym wnukom nie będzie działa się żadna krzywda.
Pis łamie prawo, a my musimy pokazać im, że Polska to my, Naród, a nie  jest ona  własnością tylko jednego, pisowskiego, zwyczajnego, bez żadnych nadludzkich praw, chorego psychicznie  człowieka

JESZCZE POLSKA NIE ZGINĘŁA, KIEDY MY ŻYJEMY !!!!!!!

zaczynamy od kawy….

 

Zdecydowanie dzisiejszy dzień rozpoczynamy kawą, chociaz pogoda wcale nie jest taka zła, nawet słonko świeci……
Ale kawa to jest jednak napój życia, przynajmniej mojego życia, więc dzisiaj wszystkich Was nią częstuję 🙂

Byłam wczoraj na tym badaniu EMG w Szpitalu Rydygiera. Jednak zdecydowałam się na dojazd  tam taksówką i bardzo dobrze zrobiłam, bo i tak prawie że zdążyłam się spóźnić na badanie. A  przyczyną tego wszystkiego było to, że….zgubiłam się w tym wielkim kolosie, jakim jest ten Szpital.
Niby są informacyjne tablice przy wejściu i w windzie, ale zaufałam im i…zwiedziłam kilka pięter, zanim trafiłam na to odpowiednie drugie piętro.
Na szczęście moje spóźnienie zmieściło się w przedziale 5 minut i zostałam przyjęta.
Samo badanie jest bardzo, ale to bardzo nieprzyjemne, podłączone są dwie elektrody do ręki i potem odpowiednią jeszcze jedną elektrodę przykłada się do kilku punktów na ręce, wtedy czuje się prąd, który „kopie” A takich pomiarów było kilka i za każdym razem podskakiwałam razem z moją ręką do góry, lekko postękując. Cóż, nigdy na żaden ból, nawet ten najmniejszy, nie byłam odporna. Potem jeszcze poszłam aż na 11 piętro zapłacić za badanie, trochę czasu tam zmitrężyłam, bo pani była bardzo zajęta innymi sprawami, ale wreszcie zapłaciłam za badanie i dowiedziałam się…… że muszę teraz czekać na fakturę, bo z kolei pan wypełniający faktury zajął się gorliwie sprawami szpitalnymi i dla mnie nie miał czasu A ja już marzyłam po prostu wyjść z tego szpitala i sobie iść precz.
W końcu pan zgodził się, żeby przesłać  mi fakturę na adres domowy (a właściwie po co mi ta faktura????), więc poszłam do windy i przypomniałam sobie właśnie wtedy, kiedy ostatnio byłam w tym Szpitalu. To było jakieś 12-15 lat temu, gdy moja siostra leżała na oddziele dermatologicznym z różą na nogach i tam ją odwiedzałam. I znów wróciły te wspomnienia………
Wreszcie udało mi się jakoś ten szpital opuścić (nigdy więcej!!!), wyszłam na zewnątrz, zapaliłam papieroska i włączyłam, ku pokrzepieniu ducha, swoje Pokemonki. Pierwszym Pokemonkiem, który mnie odwiedził, był  słodki Pikachu, od razu humorek mi się poprawił.
Wolnym krokiem powlekłam się przed siebie, bo jak już pisałam, wcale tej okolicy nie znam, a dowiedzieć się czegokolwiek od kogokolwiek graniczy prawie  z cudem.
Ale nareszcie jakaś pani wskazała mi drogę na przystanek tramwajowy. Wsiadłam więc do tramwaju, który zawiózł mnie w „moje okolice”, czyli na Aleje, na miejsce, gdzie zwykle wsiadam do autobusu 164. Już jakoś szczęście mnie nie opuszczało, bo mimo, że zarówno tramwaj linii 14, jak i autobus linii 164 rzadko jeżdżą, ani na jeden nie czekałam dłużej niż 5 minut.
Ale i tak zmarzłam, byłam zmęczona, więc po dotarciu do przychodni rzuciłam się wprost na gorącą herbatę i wypiłam jej aż dwa kubki, jeden po drugim.
Trochę  zmęczenie mnie opuściło, więc mogłam zabrać się spokojnie  do pracy.
Za to już wieczorem byłam całkowicie padnięta i właściwie po przyjściu do domu, prawie że od razu wskoczyłam do łóżeczka.
To wczesne spanko zaowocowało nocnym budzeniem. No i może tym razem dobrze się stało, bo przypomniałam sobie, że mam nienaładowane baterie w moim aparacie fotograficznym, który będę potrzebowała na dzisiejsza imprezę. A wiec było nocne buszowanie w poszukiwaniu ładowarki do baterii, gdzie ona do licha leży, wiem, gdzie trzeba ją było szukać w starym mieszkaniu, ale tu, w nowym?? Na szczęście przyszło olśnienie, że pewno w koszyczku, który leży…. no właśnie, gdzie jest ten koszyczek?, aha w moim schowku w kuchni !
Wszystko dobrze się skończyło i baterie zostały naładowane, a teraz ładuję tez i te zapasowe, bo coś strasznie szybko się one  wyładowuję, nie rozumiem czemu. Ale już wcześniej miałam podobne kłopoty, ale nigdy nie mam czasu dojść do punktu, w którym te aparaty naprawiają. Mam nadzieję, że jednak kilka zdjęć uda mi się dzisiaj zrobić. A gdzie? Dzisiaj mamy następną Firmową Wigilię. A przecież tamta była tak niedawno…
Pamiętam, jak pieczołowicie do niej się wtedy przygotowywałam, chciałam zabłysnąć i to mi się udało.
W tym roku jest troszkę inaczej, bo ile razy można błyszczeć – zostawiam ten splendor dla innych. Zresztą mój humor nie jest najlepszy, bo jaki może być, gdy ciągle boją wszystkie kostki? Tak źle jeszcze nigdy nie było, teraz dosłownie co dwa dni muszę zażywać ten Nimesil, żeby jakoś egzystować.
Dzisiaj rano tez już wypiłam to moje zbawienne  lekarstwo i już czuję jak to ogólne zdrętwienie całego organizmu pomału mnie opuszcza. Mam nadzieję, że do wieczora wszystkie bolączki na te miłe, wspólne gwiazdkowe chwile mnie opuszczą i jednak będę się dobrze czuła.
Tym bardziej, że jak już pisałam powyżej, pogoda jest całkiem przyzwoita, tylko dlaczego te kości mi dokuczają? nie rozumiem.
Czy tak już będzie zawsze???
Życzę wszystkim miłego piątkowego dnia i dobrego odpoczynku na cały weekend.

krótki wpis

 

Dzisiaj wstałam ciemną nocą, bo o 5.30.
Muszę się szybciutko zbierać, bo dzisiaj idę na badanie EMG mojej ręki, a muszę tam być już o 8.30. Jest to dosyć daleko ode mnie, muszę jechać dwoma autobusami i chociaż mam już przygotowaną dokładna rozpiskę, o której godzinie  mam wsiadać do autobusu, o której mam przesiadkę, i o której dojadę na miejsce  to muszę się jednak bardzo skupić, bo jadę w teren dla mnie prawie nieznany. Owszem, byłam kilkakrotnie w Szpitalu Rygiera (tam będę miała to badanie przeprowadzone), ale zawsze jechałam tam z kimś autem. Do tego jeszcze pogoda jest niezbyt korzystna, sypie śnieg, więc tak się głęboko zastanawiam, czy przynajmniej w jedną stronę nie jechać jednak taksówką, aby nie zabłądzić i zdążyć na czas.
Po badaniu będę już sobie mogła błądzić po przystankach, bo do pracy mam dopiero na popołudniu, więc zdążę na czas dojechać.
Zresztą sami wiecie, jak to jest z tymi przesiadkami, czasami człowiek czeka i nic przez długi czas nie jedzie, albo wręcz przeciwnie, pierwszy autobus się troszkę spóźni i już ten drugi ogon pokaże. I marznij potem 20 minut na przystanku, bo mniej więcej właśnie co taki czas odjeżdżają te autobusy w Hucie.
A poza tym, nie cierpię wycieczek w tamte strony, bo to jest tak, jakbym jechała do całkiem innego, obcego mi miasta. A jeszcze w dodatku, gdy pada śnieg i jest zimno, takie turystyczne atrakcje wcale mnie nie cieszą.
Ale co robić, muszę w końcu zacząć działać, bo ta ręka coraz bardziej mi dokucza.

Jakoś długi czas polowałam w tej grze Pokemony na najważniejszego przedstawiciela tych stworków, na Pikachu.
Tylko raz go dojrzałam  i to bardzo, bardzo dawno temu, ale  wtedy mi uciekł.
A tu niespodzianka. Z okazji zbliżających się Świąt, firma Niantic, która stworzyła tę grę, przygotowała kilka nowych stworków, w tym i nową wersję  Pikachu, który teraz bardzo często się pojawia. Jest taki słodki, ma czerwoną, mikołajową czapeczkę i tak słodka fika i woła przy tym Pikachu, Pikachu. Od razu ta gra zrobiła się taka weselsza.
W przeciągu dwóch ostatnich dni udało mi się złapać kilka Pikachu w mikołajowej  czapeczce, a teraz czekam, aż mi się z jajeczek powykluwają nowe Pokemonki,
podobno zupełnie nowe, świąteczne  ich wersje.  Muszę też jeszcze polować na kilka  Pikachu, by jego potem ewoluować, nie wiem, czy mi się to uda, bo promocja w tej grze jest tylko do 29 grudnia.
Mam kilka jajeczek do wykluwania, niestety muszę czekać, bo mam tylko jeden inkubator, drugi dostanę, gdy przekroczę 30 level, czyli już niedługo, chociaż jeszcze trochę punktów do niego mi brakuje.  No i oczywiście jajeczka wykluwają się wtedy, gdy się spaceruje z włączoną grą, a do przejścia są dystanse 2, 5 lub 10 kilometrowe. Też trochę czasu to zabiera.
Jak więc widać, gra nadal mi się nie znudziła, chociaz jest teraz trochę trudniej grać, niż dotąd, bo bez rękawiczek łapki mi marzną, a z kolei w rękawiczce trudno jest cokolwiek upolować. Ale gdy się człowiek postara…………

No to zbieram się, chociaż wciąż jeszcze ciemno, Ale już niedługo, za jakieś 2 miesiące, o tej porze dnia  słoneczko będzie nas witało.

Miłego czwartku życzę  

magiczna róża

Bo na taki zimny i śnieżny poranek tylko magia może nas Uleczku uratować.
Nie wiem jak u Ciebie w Poznaniu, ale mnie już wczoraj kostki przestrzegały przed śniegiem i…wcale się nie pomyliły, ach te moje kosteczki.
Pozdrawiam Cię jednak serdecznie i bardzo, bardzo gorąco w tę naszą ukochaną środę Ulu,  z nadzieją, że niedługo i tak nam słoneczko zaświeci.
A póki co, możemy żyć tylko marzeniami, bo pewnie i Ty też marzysz, szczególnie w taki dzień, jak dzisiejszy.
Zresztą za parę dni będzie prawdziwy magiczny czas, tak przez Ciebie i przeze mnie ulubiony. Pewnie też się już do Świąt pomału przygotowujesz?
Bo tyle radości w naszym życiu, ile miłych godzin spędzonych z Najbliższymi, tymi Ukochanymi.
Raz jeszcze całuję Cie serdecznie. Życzenia świąteczne  składać będą Ci już w najbliższą środę , bo ona będzie już prawie świąteczna.

Ja już pomału zrobiłam ważniejsze świąteczne zakupy, ale…dałabym głowę, że kupiłam krem kajmakowy do masy, a tu…guzik. Nie wiem, czy tak skutecznie ją gdzieś upchałam, że teraz znaleźć jej nie mogę, czy po prostu mi się tylko wydawało, że kupiłam….. nie szkodzi, dobrze, że zdążyłam na czas sprawdzić, zresztą do tego tortu muszę dokupić jeszcze jajka (wiórka kokosowe już mam), no i cukier puder, masło i ten krem i spirytus do masy tortowej, oraz kawę.
Mam wypróbowany przepis na dobrą masę tortową do mojego kokosowego tortu.
Dawniej używałam do niej budyniu, ale niestety bardzo często się masa wtedy ważyła.
Teraz kupuję dobre masło (3 kostki), dobrze je ucieram, dodaję kolejno 3-5 żółtek ( zostają mi z pieczonych blatów kokosowych, które robię tylko z bitej piany), dosmaczam trochę cukrem pudrem (łatwo się rozciera i nie zgrzyta potem pod zębami) i dodaję pomału po łyżce masę kajmakową. Wszystko nadal ucieram, aż masa nabierze odpowiedniej konsystencji i dopiero wsypuję do niej kawę rozpuszczalną -surową i pomalutku kilka łyżeczek spirytusu i wszystkie składniki tak długo ucieram, aż połączą się one w pyszna masę. Tak zrobiona masa jest wspaniała, a ostry smak kawy jest łagodzony właśnie smakiem kajmaku.
Wstawiam na trochę masę do lodówki, ale nie może się ona zamrozić, bo źle by się potem rozsmarowywała  na blatach.
Każdy blat piekę osobno (około 35-40 minut) z dobrze ubitej piany , do której dodaje kolejno 4 razy po łyżce cukru krystalicznego (ale masa wcześniej musi być już sztywna) i dalej ubijam tę mieszankę, aż cukier całkiem się rozpuści i nie będzie „zgrzytał”, a piana podwoi swoją objętość.
Na koniec dodaje kilka kropel cytryny i łyżkę mąki tortowej i około 10 dkg wiórek kokosowych, ale już nie ubijam, tylko delikatnie mieszam, by piana nie „siadła”
Tortownicę smaruję dokładnie masłem (boki też), wlewam masę tortową i piekę w temperaturze około 180-200 stopni). Gdy nabiera ona koloru lekko brunatnego, a patyczek w niej zanurzony jest suchy, wyjmuję go z piekarnika i piekę  następne blaty.   Co prawda tort nie jest bardzo wysoki, ale bardzo smaczny, zwłaszcza, gdy  każdy blat osobno ponczuję mieszanką gorącej i silnej herbaty, soku z cytryny i  odrobiny spirytusu.
Ewentualnie można jeszcze upiec czwarty blat kokosowy, albo np. na samym dole umieścić blat orzechowy, robiony podobnie jak kokosowy, tylko używa się do niego  mielonych orzechów. Wierzch tortu posypuję  wiórkami kokosowymi, sprawia wtedy  wrażenie takiego prawdziwie  zimowego, śnieżnego tortu.
Co prawda już kilkakrotnie podawałam ten przepis w moim blogu, ale  nie każdy czytał moje starsze posty, a tort jest warty „grzechu” Zresztą to taka nasza rodzinna tradycja. Ciekawa jestem, kto będzie ja w przyszłości kontynuował.
Dlatego zawsze proszę o pomoc w pieczeniu tortu Oliwkę, niech ten przepis utrwali się w jej pamięci i kiedyś, gdy będzie już miała swój własny dom i będzie na święta piekła ten tort, będzie mówiła swoim dzieciom : ten tort zawsze piekła Ciocia Ewa.
Tak więc widzicie, że duchowo jestem już nastawiona świątecznie, zawsze, gdy przychodzą te ostatnie dni przed Świętami, ogarnia mnie zakupowa gorączka i nie mogę się oprzeć, by tych wspaniałych wiktuałów nie zakupić.
Zresztą ten tort  będzie też i miał swoją specjalną okazję, przecież w Wigilię obchodzę dzień swoich imienin.
Zresztą podobnie  jak  zwyczajowo tort kokosowy, to ja wprowadziłam kutię do wigilijnego menu, bo właśnie ją podawali u mnie w rodzinnym domu, czasami zamiast kutii podawali masę makową z kruchymi ciasteczkami, zgodnie z zasadą, że jedząc mak z bakaliami zapewniamy sobie dobrobyt na cały następny rok.

Czy mam coś pisać o wczorajszym dniu? Wszyscy wiedzą, że wiele działo się nie tylko w Warszawie, gdzie okazało się, że manifestujących przeciwników obecnej władzy było o wiele więcej, niż tak zwanych wyznawców smoleńskiej religii, ci mierni, ale wierni niezbyt licznie  dopisali,  ale  ci z nich, którzy tam byli. kłaniali się z wielkim szacunkiem przed tym, który grozi wszystkim Polakom „zrobieniem porządku” według jego wydumanych fantasmagorii. Oni jeszcze mu wierzą, ale do czasu.
Olbrzymia antyrządowa manifestacja odbyła się też w moim rodzinnym Krakowie. Co prawda nie byłam na niej, ale widziałam transmisję z tego wydarzenia, a także kilka udokumentowanych filmików. Parę dni temu postawiono w Nowej Hucie, na placu przy Alei Róż, pomnik ” Kaczego Wodza”, wykonany z masy papierowej. Miejsce nie wybrane było przypadkowo, tam bowiem, za czasów komuny, stał pomnik innego Wodza, Włodzimierza Iljicza Lenina, który potem obalono.
I ten wczorajszy „Kaczy Pomnik” też  został powalony na ziemię, przy aplauzie rozgniewanego tłumu, który ma już dosyć zniewolenia przez Pis. Oby ten wczorajszy symbol stał się wkrótce rzeczywistością, ku pomocy nie tylko tym, którym ten system nie odpowiada, ale także ku pomocy tym, którzy wciąż są ociemniali i nie widzą, jak złe skutki ten kaczy rząd przynosi.
To tyle o wczorajszym dniu, po co więcej nerwy sobie psuć?

Patrze przez okno i widzę jak coraz bardzie biało wokoło mnie się dzieje.  Cóż, taka pora roku, ale jestem tym faktem zmartwiona, bo bardzo niekomfortowe jest życie, gdy kości bolą. A jutro, skoro świt muszę wybrać się na drugi koniec Krakowa, gdzie będę miała robione to badanie EMG splotów nerwowych ręki lewej. Ale to będzie  dopiero jutro, więc po co już dzisiaj mam się tym martwić? Jakoś tam dojadę…….
Przecież nie mogę się całkowicie zamknąć w domu i czekać na wiosnę, prawda?
Życzę wszystkim miłej i spokojnej zimowej środy.

13 grudnia wtedy i dzisiaj

 

13 grudnia 1981roku przywitał nas białą  zimą i wielkim mrozem.
I to nie tylko mrozem powietrza, ale także mrozem politycznym.
Wojskowa Rada Ocalenia, czyli tak zwana WRONA w nocy  12/13 grudnia wprowadził stan wojenny, całkowicie łamiąc wszelakie prawa demokracji, prawa ludzi do normalnego życia, wszystko w imię obrony Polski przed imaginowanym wrogiem.
Do dzisiaj nie wiadomo, czy scenariusz  z Węgier 1956. gdyby  wkroczyła tam armia rosyjska, by uporządkować kraj i wtedy u nas by się powtórzyła.
Śmiem wątpić, ale był to wystarczający powód, żeby złamać opozycję, która coraz śmielej wyrażała swoje niezadowolenie z rządów komunistycznych, która nie godziła się na zniewolenie Polaków.
Wprowadzenie Stanu Wojennego przyniósł Polsce wiele bardzo złych następstw, niejednokrotnie  łamanie praw człowieka kończyło się tragicznie, śmiercią, albo wieloletnim pobytem w więzieniu. Władza była zdeterminowana, musiała niszczyć to, co kwitło w sercach Polaków – słowo WOLNOŚĆ.
Ale już sam fakt próby podniesienia ręki na Polaków musiał przynieść tamtej władzy klęskę.
Jeszcze wtedy może sobie nie zdawali sprawy z tego, że są na przegranej, ale czas zrobił swoje. Władza pod naporem niepokornych Polaków musiał ustąpić. Stan wojenny wycofano, chociaz trwało to aż dwa lata, ale topniała też i przywódcza rola PZPR, aż do całkowitego unicestwienia tej wrogiej Polsce partii, została rozwiązana.
Dzisiaj, po 35 latach historia zaczyna się powtarzać, z tym, że tym razem przywódcza rolę chce wprowadzić w Polce partia Pis. Ciekawostka, jest to niby partia wyznająca antykomunistyczne hasła, walcząca wręcz z decydentami, a właściwie z pozostałymi już marnymi resztkami tamtego okresu, gdyż Ci, którzy byli wtedy modelatorami tamtego dnia, przeważnie  już nie żyją. A ponieważ trzeba pokazać, że Pis jest partią antykomunistyczną, wszystkie swoje żale wylewają na tych, którzy po prostu w tym czasie żyli, pracowali w przeróżnych instytucjach  operujących w tamtych czasach. I to wcale nie oznacza, ze są to same „komuchy” jak pogardliwie ich Kaczyński nazywa, nie sami S-beki, po prostu zwyczajni ludzie, których praca zawodowa związana była z sądami, wojskiem, milicją czy innymi ważnymi placówkami.
Ale żeby być „dobrym przywódcą” trzeba sobie znaleźć wroga i takich wrogów właśnie partia szuka, z tym, że nie w swoich własnych szeregach, gdzie rzeczywiście są jeszcze osoby z całkiem niechlubną przeszłością komunistyczną, ale szukają ich w opozycji, która im przeszkadza rządzić według własnych autorytatywnych zasad.
Dlatego już Kaczyński zapowiada, że trzeba będzie przeprowadzić próby uporządkowania opozycji, która namawia do wyrażania nieposłuszeństwa władzy.
Czyżby zapomniał Jarosław, że właśnie stan wojenny został wprowadzony na wskutek prób wypowiedzenia posłuszeństwa tamtym niedemokratycznym władzom?
Przecież (podobno) wraz z bratem brał udział w tamtych przygotowaniach do buntu wobec ciemiężycieli.
Dzisiaj staje po drugiej stronie, sam chce zniszczyć opozycję, czyli niech mi ktoś wytłumaczyć, w czym jest lepszy od generała Jaruzelskiego?
Może na razie nie wprowadza stanu wyjątkowego, stanu wojennego, może nie wyprowadza swojej armii do krwawego tłamszenia opozycji, ale to już jest kwestia czasu. Przecież 10 kwietnia wojsko i policja była na zawołanie partii Pis, aby utrzymać porządek, czyli oddzielić ich od manifestujących, obawiając się wybuchu buntu. Jeden nierozważny gest, jedna zła komenda i….. strach nawet pomyśleć.
Dobrze stało się, że nie doszło do rozlewu krwi i dobrze by było, żeby tę sprawę rozwiązać polubownie. Ale Kaczyński musi pamiętać, że Lud ma prawo wyrażać swoje niezadowolenie z władzy, zwłaszcza, gdy władza łamie podstawowe prawa Obywateli, gdy narzuca im swoją wolę, w dodatku  w zagrożeniu, że wprowadzi represje wobec niepokornych.
To nie jest demokracja panie Kaczyński, to jest totalitaryzm.
Ja wiem, że podoba się ci taka samo władza, ale nic z tego, tak jak wtedy nikomu nie udało się złamać Polaków, tak i teraz nie ma prawa nikt wprowadzać w Polsce swojej autokratycznej władzy, swoich rządów, którym wszyscy mają się bez gadania poddać.
Wyłamie pan sobie resztę zębów, gdy jednak odważy się pan ruszyć opozycję, a pana partia spadnie na samo dno i pogrążone zostanie na wieczność.
Bo nikt, na całym świecie, nie lubi tyranów, a w Polsce tym bardziej taki  numer nie przejdzie. Więc niech pan się opamięta, właśnie dzisiaj, 13 grudnia i nie opowiada swoich opowiastek ciemnemu ludowi pod Pałacem Pre3zydenckim, bo tylko ten ciemny lud ci wierzy, ale z czasem i oni zobaczą, że król jest nagi.
Oto moje słowo na trzynastego grudnia, na bardzo smutną rocznicę, która potem obróciła się w zwycięstwo.
I tak teraz będzie, a pokonani, czyli ci, którzy  śmią podnosić rękę na demokratyczną Polskę, będą musieli odejść jak niepyszni i lizać rany.
Może trochę mi żal tych, którzy dają się uwieść „proroczym” słowom Jarosława. ale w sumie wielu z tych „wierzących” robi to z prawdziwego cynizmu, dla zapełnienia własnych  kieszeni, nawet kosztem własnego upodlenia, bo jak inaczej można nazywać liży-dupstwo dzisiejszych ministrów?
Cynizm ich polega na tym, że doskonale zdają sobie sprawę z tego, że biorą udział w wierutnych kłamstwach i czerpią z tego niebotyczne korzyści materialne.
WSTYD I HAŃBA dla tych, którzy dzisiaj śmią nazywać siebie demokratami, a okazują się zwyczajnymi draniami, okradającymi Polskę i współziomków.
Historia kiedyś ich rozliczy i to będzie ta prawdziwa sprawiedliwość.

I znów mamy poniedziałek !


 

No tak, po weekendzie przychodzi taki dzień, w którym musimy zrezygnować z lenistwa, z tarzania się w domowym ciepełku i wypełzać na zimne ulice.
Pewnie nie wszystkim to się podoba, bo czas taki niezbyt korzystny przecież…wczoraj na przykład był dosyć spory i dokuczliwy wiatr, na szczęście nie miałam potrzeby na opuszczenie ciepłego domostwa. Tylko przez okno patrzyłam, jak łyse, bezlistne gałęzie, chwieją się, miotane podmuchami wiatru tam i z powrotem.
Co prawda w dzień nie padał deszcz, toteż znów rycerze w Parku się pokazali, aby chwilę powalczyć.
Za to wieczorem, na Rynku  w Krakowie, odbyła  się olbrzymia impreza gwiazdkowa, na której  występowali polscy bardziej, lub mniej znani artyści polskiej sceny.
A tu akurat wtedy musiał zerwać się olbrzymi deszcz, który trochę pokrzyżował plany organizatorom. Na szczęście artyści występowali pod dachem, a ich piosenki i kolędy tak rozgrzały słuchających ich Krakowian, że nikt z nich nawet nie myślał, żeby  gdzieś się przed nim chować się, czy tym bardziej uciekać do domu.
Oczywiście nie byłam na tej imprezie, nie lubię takich zgromadzeń, wolę je oglądać w TVP, najpierw na „dwójce”, a potem na trzecim programie.
Przyznam, że byłam trochę zawiedziona, bo wśród młodych kolędników miała występować też  siostrzenica Jacka, mała Zosia. Niestety takiego występu się nie doczekałam.. Widać „poważni artyści” nie dopuścili dzieci i młodzież do głosu, może i słusznie, kiedyś przyjdzie stosowna pora, że i one będą brylować na scenach, jeszcze nie nadszedł ich czas.
A może jednak i gdzieś tam jakąś kolędę dzieciaczki zanuciły, a to telewizja nie uchwyciła tego w swoim programie??
Tego nie wiem, jedno jest pewne, Zosi nie widziałam, chociaz bardzo się na jej występ nastawiłam.

Niedzielny dzień spędziłam sobie w spokoju i w ciszy, ale samotność wcale w niczym mi nie przeszkadzała.
Od czego jest komputer i telewizor, nie pomijając wygodnego tapczaniku i ciepłego kocyka. którym można się otulić, miękkiej podusi, do której wystarczy uszko przytulić i już znajduje się człowiek w tej lepszej, marzycielskiej rzeczywistości, spowitej błogim snem.
Ale wczoraj starałam się nie zajmować niczym, co do polityki jest zbliżone, trzeba od czasu do czasu zafundować sobie  odpoczynek i od tego tematu odstąpić, chociaz czasami się nie da, bo i polityka natrętnie wkręca się w nasze życie, szczególnie ostatnimi czasy.
Ale i dzisiaj też od niej postaram się odsunąć, tym bardziej, że dzisiaj jest dzień pracujący.
Pomału zaczynam już myśleć o świątecznych wiktuałach, jak na razie mam już zakupione wszystkie bakalie do masy makowej, potrzebnej do kutii.
Teraz konieczna jest wizyta na placu, by zakupić specjalny rodzaj pszenicy tzw kutii. Jest ona nieco drobniejsza i delikatniejsza od tego normalnego pszenicznego ziarna. Gotuje się ją podobnie jak każda kaszę, z tym, że jedną  noc wcześniej  trzeba zalać ją zimną wodą, żeby sobie nabierała płynu i pęczniała.
No, ale na gotowanie pszenicy mam jeszcze trochę czasu.
Zawsze ugotuję jej trochę za dużo, więc przynajmniej potem mam zapewnione dwa śniadanie z pszenicą , jem ją tak jak owsiankę, czyli z mlekiem.
Trochę będę miała kłopoty jednak z tym daniem, bo moje brzusio mleka nie za bardzo przyswaja, będę musiała kupić inne mleko, na przykład kokosowe lub sojowe. Zobaczymy, może inny rodzaj mleka nie da mi złych rezultatów?
No i właściwie nic ciekawego się więcej nie działo, coby w moim blogu opisać się dało.
Mogę tylko wspomnieć, że wczoraj rycerze znów w Parku sobie zbrojami władali, ku uciesze nielicznych spacerujących, bo pogoda nie była raczej spacerkowa.
Ale rycerze cóż, to młodzi i wytrwali ludzie, im żadna pogoda straszna nie jest, szczególnie, gdy są zapaleńcami w rycerskich potyczkach.
Patrzę przez okno: szaro, buro za nim, słońca nie ma, zapowiadają nawet lekkie opady deszczu a i temperatura niezbyt korzystna, tylko plus pięć stopni.
Ale jakoś ten poniedziałek przeżyć trzeba, chociaż kostki moje mówią, że łatwo nie będzie.
Czyżby takie reumatyczne kłopoty miały mnie nękać przez całą zimę????
Co prawda ostatnio reklamują podobno rewelacyjną maść diclofenacum fastum, która działa rozgrzewająco i przeciwbólowo, ale czy ja wiem, czy rzeczywiście jest  ona taka dobra? Jeszcze mam resztkę tej maści przywiezionej przez VIP-a, Alpen Krauter Balsam, przynajmniej nią to bolące lewe kolano sobie posmaruję, ale czy pomoże?
Chirurg – ortopeda pracujący w naszej przychodni pouczył mnie, że nie powinnam pozwolić sobie na iniekcje sterydowe do kolana, bo sterydy bardzo niszczą stawy. Są za to specjalne medykamenty, zbliżone do tych naturalnych składników znajdujących się w stawach, ale takie zastrzyki są okropnie drogie, jeden kosztuje około 600 – 800 zł. Jest to suma  nie na emerycką kieszeń na pewno, zresztą i nawet ten pracujący też nie bardzo chętnie taką sumę by wydał. Skąd w ogóle biorą się pomysły na sprowadzanie tak drogich lekarstw?
Biednemu to tylko wiatr w oczy……a raczej w…kieszeń.

Życzę przyjemnego poniedziałku i przyjemnego całego tygodnia.
Dla mnie będzie on na pewno fajny, szczególnie jego koniec. Czekam niecierpliwie więc do piątku i odliczam już każdy dzień.