Pensjonat po różą


Życie kręci się, 
Czasem tchu aż mi brak, 
Dziś już sama wiem, 
Że nie warto wciąż tak gnać.

Pensjonat Pod Różą, 
Bo tu można kochać, tu można żyć 
Uciekam przed burzą. 
Zielone cienie, błękitne sny. 
Pensjonat Pod Różą, 
Gdzie w każdym szczęścia kropelka lśni, 

w tobie też………


Wczorajsza niedziela była dla mnie bardzo ważnym dniem w moim życiu.
W pewnym sensie przewartościowałam pewne moje poglądy na życie, tak, jakbym znów od nowa  zrozumiała, co w życiu jest najważniejsze.
Nie była to niedziela an nie niemiła, ani miła, ot niby zwyczajna, a jednak….. wiele zdarzeń z tamtego dnia pozwoliło mi raz jeszcze nad sensem mojego życia się zastanowić.
Nie będę się tu w szczegóły teraz wdawała, ale prawdą jest, że życie się tak kręci, że czasami tchu brakuje i warto na chwilę przystanąć i się zastanowić, przestać gnać przed siebie, albo przeciwnie, przestać zatracać się w swoich zupełnie niepotrzebnych nieraz problemach i ruszyć z posad.
Każdy  z nas ma swój Pensjonat po różą, w którym tyle każdego dnia się dzieje, co prawda  nie zawsze po naszych marzeniach, po naszych oczekiwaniach, ale należy się z losem pogodzić i nie koniecznie  brać go takim jakim jest, ale brać to życie każdego dnia za bry, równocześnie próbując z siebie wydobyć to, co w nas najlepsze.
Bo to każdy potrafi, tylko nie każdy rozumie, że w każdym z nas tkwi to dobro, które schowane gdzieś na dnie duszy może zaistnieć i…..w każdym tkwi ta kropelka szczęścia, chociaż nie każdy to do końca pojmuje.

Pewnie że jestem teraz pod dużym wrażeniem tego serialu, który z przyjemnością kolejny raz oglądam i co ciekawe, zawsze coś w nim innego, nowego wynajduję
Coś, co śmiało mogę  i porównać do swojej sytuacji i znaleźć różne aspekty, które dotąd gdzieś na dnie duszy  się ukrywały…….. albo wyglądały całkiem inaczej, niż dotąd je spostrzegałam.

Po ostatnich dniach sporych wichur nadchodzi teraz czas wiosenny.
Wichury te  przyniosły wielu Polakom  olbrzymie straty w postaci zrujnowanych wielu domostw, powywracanych drzew.
W polityce też teraz czas wichur nadszedł, teraz już trudno rozpoznać, gdzie ta prawda i to dobro tkwi, coraz trudniej go odnaleźć, gdzieś w pogmatwanych politycznych hasłach się poukrywało. 
Ale wszystkie wichury z czasem przeminą i te klimatyczne i te polityczne i nawet te, które nieraz w naszych rodzinach się rodzą.
Trzeba tyko wiele cierpliwości i roztropności w rozwiązywaniu wszystkich tych problemów, a to już zależy tylko wyłącznie od nas samych.
Tym nieco filozoficznym i osobiście retrospekcyjnym wpisem życzę wszelakiej pomyślności na dzisiaj i na cały następujący tydzień 

Uwaga, śmieciarka jedzie

Całkiem pożyteczna strona powstała ostatnio na krakowskim Facebooku – uwaga! śmieciarka jedzie.Ludzie wyswatają przed dom niepotrzebne już im sprzęty , oczywiście ich stan bywa różny, ale może akurat komuś jeszcze na coś się przydadzą?
Wystarczy tylko wejść na stronę na Facebooku własnie Uwaga, śmieciarka jedzie i już tam można coś ciekawego dla siebie znaleźć.
Pewnie nie dowiedziałabym się o takiej akcji, gdyby wczoraj nie zatelefonowała do mnie moja koleżanka Ania, która spytała, czy tam w pobliżu mojego domu był wystawiony jakiś sprzęt, który przydałby się dla naszego kolegi, któremu w czasie pożaru spaliły się wszystkie meble.
Rzeczywiście, gdy szłam wczoraj w południe do sklepu zauważyłam przed dwoma różnymi kamienicami powystawiany jakiś sprzęt, wtedy jeszcze do głowy mi nie przyszło jakie może być jego przeznaczenie.
Co prawda ja nie poszłam po te krzesła dla Krzysztofa, chyba bym się wstydziła targać je przez ulicę do siebie do domu, bo jakby to wyglądało, starsza pani z dwoma krzesłami na ramionach?,  ale jeżeli ktoś miał jakiś pojazd, którym mógłby te meble przewieźć,  na pewno ktoś się z tego mógł ucieszyć.
W każdym bądź razie akcja bardzo pożyteczna i chwalebna, trzeba ja pochwalić.

Znacie takie powiedzenie” piździ jak w Kielcach na dworcu?
Taka okropna wichura przeszła wczoraj nie tylko nad Krakowem, ale i nad całą Polską. Duło na całego!!!!
Nie mogłam wczoraj nawet zasnąć, bo ten wiatr tak okropnie wył…….
Co się z tą pogodą dzieje, skąd takie zawirowania w naszej Polsce, co najmniej, jakbyśmy już w USA byli.Trzeba przyznać, że odpowiednie służby stanęły na wysokości zadania i wszyscy abonenci sieci komórkowej dostał wczoraj odpowiednie ostrzeżenie przed wichurą.Nawet przestrzegali, aby bez potrzeby nie wychodzić na ulice.
I faktycznie, nie wyobrażam sobie, żeby ktoś podczas takiej zawieruchy dał sobie rade z tym niesamowitym prądem  powietrza, które na pewno wywracało i poniewierało człowiekiem bez możliwości obrony.
Dzisiaj na szczęście wichura nieco opadła, ale  tak  zdążyła w Polsce narobić niesamowite szkody.
A swoja drogą, ciekawe, skąd się wzięło to powiedzenie; „Piździ jak na dworcu w Kielcach”Otó rozmawiałam wczoraj z byłym mieszkańcem  Kielc, który mi wytłumaczył, że dawny dworzec  kolejowy w Kielcach zbudowany był prawie w szczerym polu,  zawsze panowały tam  często niesamowite przeciągi .
Ot taka regionalna ciekawostka.
Dzisiaj niedziela, niby słoneczna, niby wiosenna, ale niestety  chłodniejsza, niż poprzednie dni.
Spodziewam się dzisiaj gościa, więc muszę przerwać już mój wpis i zakrzątnąć się troszkę w kuchni.
Dzisiaj w moim menu zapiekany  makaron z piersią z kurczaka, z jabłkiem, na podkładzie pomidorowym i polany sosem serowym. 
Ciekawa jestem, jak i się ta potrawa dzisiaj uda, pomysł na nią jest mój własny.

Życzę miłej i spokojnej niedzieli, bez wichur, zawieruch i innych perturbacji.

najlepsze są niespodziewane spotkania

Poszłam sobie w południe na zakupy, a po nich poszłam do Parku, żeby sprawdzić, czy gdzieś już spotkam pierwsze oznaki wiosny.

No i były, malutkie, ledwo widoczne zielone i żółte pączusie, ale widać, że wiosna tuż tuż.
Zatelefonowałam do Kazia, by się podzielić z nim  tą radosną  wiadomości, prosto z „naszej” ławeczki w parku, a tu patrze, idzie taki śliczny czarny buldożek francuski. Już miałam powiedzieć Kaziowi, że taki podobny do Peppy, a tu patrzę,  a to rzeczywiście Peppa w swojej buldożej osobie, wraz z Tomkiem po Parku spacerują.
Bardzo obydwie się ucieszyłyśmy, oczywiście Pepka mnie poznała, a jakże być inaczej mogło. Chwilę popieściłam się ze sunią, porozmawiałam z Tomkiem i każdy poszedł we własną stronę, tym bardziej, że już leciutki deszczyk zaczął siąpić.
Ale muszę przyznać, że takiego miłego spotkania wcale się nie spodziewałam.

Pewnie gdyby Tomek był sam z Peppą, zaprosiłabym ich na kawę do siebie, ale akurat Tomek szedł z kolegą też z pieskiem.
Ale zaprosiłam ich (szczególnie Peppę) na inny termin.

Za to jutro będę miała bardzo ważnego Gościa – VIP-a na ….no powiedzmy nie na obiadu, bi tai musi składać się z zupki, drugiego dania i z deseru, ale to będzie powiedzmy taka nieduża przekąska obiadowa.
A co podam? Oczywiście to  chwilowo tajemnica.
Wczoraj miałam też pracowity piątek. Co prawda raz aparat zrobić koniecznie chciał mi psikusa i napisał na ekranie złowróżebne słowo ERROR, ale wcale się tym nie przejęłam, nacisnęłam tylko odpowiedni guziczek i już głupoty aparatowi wyparowały z…… komputerowej jego głowy.Spisywał się należycie.
No i patrzcie, wczoraj  prawdziwie ciepła wiosna jeszcze była, chociaż przyznać trzeba, że wiatr trochę targał naszymi włosami, dzisiaj rano słonko mnie powitało, a teraz deszczyk kropi, podobno nawet możliwy jest też przelotny, drobny śnieg. Zima jak widać łatwo odpuścić nie chce.
Ale my się łatwo nie poddamy, nawet zmieniłam już kurtkę zimowa na kurtkę przejściową, chyba już najwyższa pora na to.
Życzę przyjemnego sobotniego popołudnia i wieczoru.

jasna0, sobota, 09 marca 2019

…….. czyli ŚWIĘTO WSZYSTKICH KOBIET.

To troszkę historii związanej z tym dniem ( nie za dużo, by nie zanudzać)


Za pierwowzór Dnia Kobiet przyjąć można obchodzone w starożytnym Rzymie  Matronalia. Było to święto przypadające na pierwszy tydzień marca, związane z początkiem nowego roku, macierzyństwem i płodnością. Z okazji tego święta mężowie obdarowywali swoje żony prezentami i spełniali ich życzenia.

Początki Międzynarodowego Dnia Kobiet wywodzą się z ruchów robotniczych w Ameryce Północnej i Europie. Pierwsze obchody Narodowego Dnia Kobiet odbyły się 28 lutego 1909 r. w Stanach Zjednoczonych. Zapoczątkowane zostały one przez Socjalistyczną Partię Ameryki.
 8 marca 1908 roku na ulicach Nowego Jorku odbył się marsz 15 tys. pracownic zakładów odzieżowych (upamiętniających z kolei podobny marsz z 1857 roku), domagających się praw politycznych i ekonomicznych dla kobiet. Zainspirowane tym marszem pracownice zakładów odzieżowych (głównie imigrantki) podjęły trzymiesięczny strajk zimą na przełomie 1909 i 1910 roku przeciwko wyzyskującym je właścicielom fabryk
W 1910 roku Międzynarodówka Socjalistyczna w Kopenhadze ustanowiła obchodzony na całym świecie Dzień Kobiet, który służyć miał krzewieniu idei praw kobiet oraz budowaniu społecznego wsparcia dla powszechnych praw wyborczych dla kobiet. W konferencji udział wzięło ponad 100 uczestniczek z 17 krajów, w tym trzy kobiety po raz pierwszy wybrane do Parlamentu Fińskiego. Ustanowienie Dnia Kobiet zostało przyjęte w drodze anonimowego głosowania, bez ustalania dokładnej daty jego obchodów

19 marca 1911 roku po raz pierwszy Międzynarodowy Dzień Kobiet obchodzono w Austrii, Danii, Niemczech i Szwajcarii. Domagano się prawa kobiet do głosowania i obejmowania stanowisk publicznych, praw kobiet do pracy i szkoleń zawodowych oraz zaprzestania dyskryminacji w miejscu pracy. 

W Polsce to święto popularne było głownie w okresie PRL – kobietom rozdawano goździki, parę pończoch (potem rajtek), które musiały własnym podpisem potwierdzić ( co to za prezent, który muszę zaksięgować!!!), wszystkie kobiety uśmiechał się od ucha do ucha, po czym radośnie pędziły do domu, aby obiad mężowi ugotować i dzieci utulić. Ot taki dzień jak każdy, ale w pewnym sensie i świąteczny.

W dzisiejszych czasach może mniej patetycznie obchodzi się to święto, ot, obdarowuje się najbliższa sercu kobietą tulipanem, czy różą  (goździki chyba wyszły z mody?), czasami zaprosi się koleżankę ze studiów  na kawę czy na lampkę wina, albo raczej kufel piwa, bo teraz wśród młodzieży raczej piwo jest w modzie.
Ale jednak zawsze miło jest otrzymać jakieś życzenia w tym dni od kogoś bliskiego.
Ja dzisiaj dostałam już i mejlowa życzenia i życzenia  również dotarły do mnie droga esemesową , które tak pięknie zabrzmiały:

„Kobieto , puchu marny, ty jesteś jak zdrowie, ile Cię cenić trzeba ten tyko się dowie, kto Cię poznał….”

I jak tu się nie ucieszyć, takimi życzeniami, czuje się doceniona i dowartościowana,  pięknie za te życzenia dziękuję.

Wczorajszy dzionek minął bez większych przygód.  Co prawda aparat koniecznie chciał mi spłatać figla i dwukrotnie okazał mi złowrogie słowo ERROR, ale pouczona przez pana Mirka, w jaki sposób  te usterkę należy usnąć, dałam sobie z nim radę, aparat się poddał i działał już do końca dnia bez zarzutu.
Niech sobie wie ten aparat, że to nie on, a ja rządzę nim na Żabińcu. 
Żartuję, ale  najważniejsze, że wreszcie ruszyliśmy  z badaniami, dzisiaj będzie kontynuacja.
Przyznam, że wróciłam wczoraj lekko zmęczona, bo po takiej wielkiej przerwie, przesiedziałam wczoraj w pracy od 9 rano aż do 5 popołudniu, ale warto było, bo znów czułam się potrzebna.

Od wczoraj wszyscy żyją porwaniem w Białymstoku małej Amelki  i jej mamy, przyzna, że myślałam, że już je do dzisiaj odnajdą, niestety ślady ich  urywają się,  chyba zbyt dobrze to porwanie było przygotowane.
Ale mam nadzieje, że ani tej małej, ślicznej dziewczynce, ani jej mamie nie stanie się nic złego.



AMELKO WRÓĆ !!!!



Wczorajszy dzień te był ważnym dniem dla Gdańska, wreszcie Rada Miasta podjęła decyzję o pozbawienie podejrzanego o pedofilię księdza Jankowskiego tytułu Honorowego Obywatel Miasta Gdańska, zmienili nazwę skweru, na którym stał jego pomnik, który już dzisiaj, też po decyzji radnych, został zdemontowany.

Sprawa nie jest łatwa, albowiem  ten ksiądz już nie żyje, więc trudno przeprowadzać sądownie jego oskarżenia, jednakowoż zbyt dużo jest świadków, który dawali świadectwo przeciwko jego postawie. Dlatego też takie decyzje, które  wczoraj były  podjęte, a dzisiaj już wykonane. jest słuszna.
 Pomnik Księdza Jankowskiego zginął z przestrzeni Gdańska, już nie soi na bezimiennym teraz już skwerze.
Szczególnie, że ta decyzja jest słuszna z decyzją o wyciąganiu konsekwencji wobec pedofilów, wydaną przez papieża Franciszka.
Dziwne tylko, że jeszcze ta grupa ludzi, która przywłaszcza sobie nazwę „Solidarność” jeszcze dwa dni temu składała kwiaty i modliła się pod pomnikiem tej kontrowersyjnej osoby.
Czyżby słowo „SOLIDARNOŚĆ” nie obligowało do przestrzegana pewnego etosu lat osiemdziesiątych?
Co prawda Ksiądz Jankowski również w tamtych czasach odgrywał ważną rolę w walce z komunizmem, ale był to człowiek posiadający dwa oblicza, niestety to drugie oblicze nie postrzega go jako człowieka szlachetnego.
I o tym należy pamiętać.

Dzisiaj mamy już piątek, czyli dzień przed weekendowy.
Zapowiada się dzisiaj piękny słoneczny i ciepły dzionek i bardzo dobrze, bo w takie święto, jak Dzień Kobiet, słonko powinno świecić od rana do samego wieczora.
Co prawda jeszcze nas straszą, że nieco chłodniejsze dni mogą do nas na krótką  chwilkę powróci, ale ja wiem, że to już prawie, że wiosna.
Z wielką uwagą oglądam drzewka koło mnie rosnące i czekam na to piękne kwiecie w moim Parku.

Życzę przyjemnego, słonecznego i cieplutkiego piątku z miłym oczekiwaniem na weekend.



różne pory wstawania

Dzisiaj wstałam ciemna prawie nocą bo przed godziną szóstą rano.
Trochę przesadzam, już się jednak rozjaśniało za oknem.
Jednak sporo dnia nam rano też już przybyło.  i nieco później już robi się ciemno, później już zapalają się lampy zmierzchowe w moim parku.
Dzisiaj znów rozpoczynamy dzień od testów radiologicznych, tak  więc przed 9 rano muszę być już na posterunku.
A rano tyle roboty jest  do zrobienia.
Mam nadzieję, że tym razem dokończymy już te testy i będę mogła powrócić do normalnej już pracy na moim aparacie.
A dzisiaj rano sobie odpuszczam wszelaką domowa krzątaninę , zrobię tylko tyle, co muszę, no i oczywiście muszę napisać wpis w blogu.
Ale sami musicie przyznać, że nie jest to dobra pora do  jakiekolwiek twórczości, wiec ograniczam się tylko dzisiaj do pozdrowień i do życzeń mile spędzonego czwartku.
Mimo, że trochę  wieje, trochę może padać deszczyk.
A niech sobie popada,szybciej nam się świat zazieleni.
Mam nadzieję, że zostanę przez Was dzisiaj rozgrzeszona za mój króciutki wpis?
Jutro się poprawię 🙂 
No to idę sobie popracować 

środa x 2, róża x 2

Kolejna środa, tak niewiele ich tutaj nam Uleczku  pozostało….
Ale…..Na szczęście jest ten  mój drugi blog, gdzie też róże będą dla Ciebie umieszczane.
Na razie w obu moich blogach zamieszczane są takie same obrazki i takie sam wpisy, a robię tak, aby potem ich  znów nie przenosić, gdy blox.pl w ostateczności padnie, chociaż przyznaję, że cały czas liczę na jakiś cud, na niespodziankę, która nam w ostatniej chwili Agora sprawi.
Może jestem i naiwna, ale nadzieja zawsze umiera ostatnia.
Ale za to masz teraz jedną, jedyną i niepowtarzalną okazję, czytać mój blog w dwóch różnych miejscach.
No i co z tego, że tekst jest  w nich taki sam?
W ten sposób mogę i podesłać Ci podwójne pozdrowienia i całuski z Krakowa, czyli sprawiam Ci tym (mam nadzieje) podwójną radość.
Przesyłam Ci więc   w tę naszą magiczną  środę dubeltowe życzenia powodzenia i szczęścia w nadchodzący już wiosenny czas, czy słyszysz, jak puka ona  już do Twoich okien????


Dawno nic nie było o polityce, więc jakiś niewielki wtręt w tym temacie  zrobię,  zresztą na wyraźną prośbę jednego ważnego mojego Czytelnika, który potrafi mi powiedzieć, eee, dzisiejszy wpis był nudny, po nic o polityce nie wspomniałaś.
No tak, jedni uważają, że moje wpisy bez polityk są ciekawsze, inni są przeciwnego zdania, jak tu wszystkim dogodzić?
Muszę jednym słowem  znaleźć jakiś „złoty środek”, więc pozwólcie, że od czasu do czasu jednak kilka moich politycznych spostrzeżeń umieszczę, zawsze można je przecież w czytaniu ominąć, nieprawdaż????

 „Parlament Europejski to walka o portfele Polaków i dlatego wysyłamy tam taką znakomitą drużynę, aby walczyli tam o nasze interesy” powiedział wczoraj w Polsat New premier Mateusz Morawiecki.

Wierzycie w to??? bo ja zdecydowanie nie !!!!!
Na pewno będą pilnować tam głownie  swoich własnych interesów, czyli portfeli, bo trzeba przyznać, że taka posada w Unii jest  pieniężnie nęcąca, no i przyszłość w postaci większej emerytury zapewni.
No tak, można właściwie powiedzieć o każdym kandydacie, nie tylko z tej partii, że również i ich względy materialne ciągną.
Ale…… na pewno, znając mentalność ludzi tej partii,  idą tam, by wykonać zadanie swojego wodza, aby pomóc innym antyunijnym partiom  innych państw pomóc rozwalić Unię od wewnątrz, albowiem niestety powstało wiele antyunijnych stronnictw na  nie tylko polskiej prawicy, którym obecna Unia zupełnie się nie podoba. Niestety, ich głównym zadaniem jest dostać się do Unii tylko po to, by Unia przestała działać.
Tyko niestety niektórzy z tych antyunijnych rozrabiaczy nie rozumieją, że jest to działanie w interesie Putina i Trumpa,  bo łatwej wtedy będzie im własny program, własny porządek  w świecie przeprowadzić, gdy unijna jedność się całkowicie rozleci.
Szkoda, że pisowcy tego nie rozumieją, że działają na szkodę własnego kraju, który znów będzie bezbronny i łatwo podatny na obce wpływy.
 Skoro coś mi się nie podoba, wcale tam bym się nie pchała, ale  akurat ich misja rozwałki może się nie udać i co wtedy?
Czyli można powiedzieć, jadą robić tam obciach Polsce.
Wydawało by się, że już większego jaki dotąd udało im się zamętu i wstydu Polsce nie da się zrobić, ale to nie pisowcy, oni przecież potrafią, zresztą stale tego od nowa się uczą, jak jeszcze mogliby swojemu Wielkiemu Guru dogodzić który wydaje się ma wyraźnie wschodnie, putinowskie poglądy.
A wzorce mogą czerpać zarówno z przeszłości Związku Radzieckiego, gdy Wieki Stalin był niepokonanym autokratą, jak i wzorując się na autokracie made in Korea Północna. Zresztą oglądając niektóre  transmisje z pisowskich Zjazdów można stwierdzić, że podobieństwo jest niekłamane.
Również jest też i teoria, zresztą całkiem prawdopodobna, że wielu posłów z pisu zdaje sobie sprawę z tego, że rządy ich partii pomału upadają, prawdopodobne jest to, ze nie będą już mogli wodzić Polskę dłużej za nos, a w dodatku wielu z nich obawia się konsekwencji prawnych wynikających z nagminnego łamania Konstytucji i zasad prawa , które na pewno  poniosą , gdy rząd Kaczyńskiego zrobi UP. 
Kuriozum w tej partii jest pani Zalewska, która narobiła w polskiej oświacie taki miszmasz, że przez długie lata jej następcy nie będą mogli wszystkiego wyprostować, a ona zupełnie spokojnie po demolce, której dokonała, przenosi się jak gdyby nigdy nic do Unii.
Ponieważ ma dobre miejsce na liście wyborców, pewnie pisowscy wybory – oszołomy ją wybiorą i uda się jej wymknąć z rąk odpowiedzialności, będzie chronił ją niestety europejski immunitet. Ale jedyna nadzieja w tym, że w Unijnym Parlamencie nie będzie już miała takiej siły przebicia do demolowania życia innym. 
Ale do wyborów, tych unijnych i tych parlamentarnych mamy jeszcze trochę. czasu, jeszcze fantastycznie rozbudowanej pisiej propagandzie uda się niestety  niektórych Polaków na bezdroża wyprowadzić .
No cóż, teraz matki dostaną 500 plus na każde dziecko, emeryci 1100 zł dodatkowej emerytury ( już obliczyłam, wychodzi to około 3 zł  dziennie więcej), a potem…. a potem będzie płacz i zgrzytanie zębów, już wszystkich Polków, nawet tych, którym się dzisiaj wydaje, że będą żyli w Polsce mlekiem i  miodem płynącej. Długi, które powstaną z tej „wspaniałej reformy”  będą nasze prawnuki jeszcze spłacać, wątpię że będą chwalić wtedy dobrą zmianę, która im pieniądze z kieszeni wyciągać będą.
Dopiero po wyborach Pis znów odkryje swoje dobrze zakamuflowane teraz oblicze zła.
Ale czy Polak mądry po szkodzie?
Jak to się mówi? kto nie słucha ojca, matki, psiej skóry słucha, a ja dodam, kto nie słucha mądrych ludzi i na pis zagłosuje  sobie i całej Polsce gehennę na następne długie  lat szykuje.

I to na tyle mój dzisiejszy polityczny głos.
Pozostaje mi tylko pytanie, czy i kiedy Polacy czegokolwiek się nauczą????? 
Przynajmniej powinien zadziałać jaki instynkt samozachowawczy, niestety nadal  wśród Polaków tego nie widać!!!!!!

MEMENTO MORI   – czyli dzisiaj mamy  ŚRODĘ POPIELCOWĄ.

Koniec karnawału, koniec zabaw i uciech wszelakich, od dzisiaj następuje 40 dni postu i pokuty.
I znów ten post nie jest teraz przestrzegany tak restrykcyjnie, jak ongiś bywało, gdy potrawy mięsne można było jeść tylko raz w tygodniu, w niedzielę, w pozostałe dni podawano potrawy postne. Za  to gdy następował pierwszy dzień ŚWIĄT WIELKANOCNYCH  stoły pękały od wszelakich dobroci, które na nie wjeżdżały, a wygłodzeni i wyposzczeni ludzie dawali upust swoim żądzom obżarstwa i opilstwa.
W czasach dzisiejszych, ścisły post obowiązuje tylko własnie w Środę Popielcowa i w Wielki Piątek, gdy obowiązuje nie tylko wstrzemięźliwość od potraw mięsnych, ale także jest to post ilościowy, powinno  się jeść tylko 3 razy za dnia, z tym, że tylko w tym  jeden raz do syta.
Oczywiście głównym „bohaterem stołu” tego dnia jest śledzik. 
Pamiętam, że u mnie w domu właśnie w Środę Popielcową i w Wielki Piątek na obiad podawane były ziemniaki gotowane w mundurach i do tego podawany był  śledź w śmietanie z cebulką.
Śledzik  to pyszna rybka, ale niestety nie na każdy żołądek, jednak dzisiaj chyba malutki kawałek jej uszczknę, własnie zaraz wybieram się do sklepu.
Mam nadzieję, że bardzo w moim zwariowanym żołądku potem on nie narozrabia.
Oczywiście do niego ugotuję sobie 2 ziemniaczki, obowiązkowo  w mundurkach – rodzinnej tradycji stanie się zadość.
Z racji wieku  jestem co prawda zwolniona ze ścisłego postu, jednak postaram się dzisiaj nie przejadać.
Ale na pewno wszelakie słodkości i inne łakocie, które czasami (niestety) podjadam dzisiaj na pewno ograniczę do zera.
A tak swoją drogą dziwne, że akurat ryba jawi się potrawą  postną, przecież to też pewnego rodzaju mięso………
A może to wynika z tego, że jak wiemy z Biblii Pan Jezus wraz z innymi rybakami własnie łowili a potem pożywiali się właśnie rybami?
Nie, nie mam nic przeciwko wszelakim rybkom (nawet przeciwko śledziom), jest to zdrowe mięso i nawet przyznam, że bardzo go lubię.

Za oknem prawdziwa wiosna. Wieczorem padał znów deszczyk, ale dzisiaj wstał pięknie słoneczny poranek.Tylko patrzeć, aż pierwsze pączki na drzewach się pojawią.
A w górach szaleje Halny, pewno stąd w Krakowie taka wysoka jak na tę porę temperatura, 

No to, mimo, że to jest dzień zadumy, nad tym, co nas kiedyś w przyszłości czeka, życzę, by minął on w dosyć cieplej i miłej atmosferze.

troche przygód jednak wczoraj było

Czasami sny się spełniają, na całe szczęścia nie tak do końca.
Dwa dni temu śniło mi się, że wybuchła nam lampa rentgenowska i trzeba było odmawiać pacjentów na ten dzień zarejestrowanych.
A wczoraj? –  Co prawda na szczęście nic nie wybuchło, ale w trakcie przeprowadzania testów aparatu, ten nagle odmówił posłuszeństwa i ERROR zaczął nam wywalać.
No i rzeczywiście trzeba było dwóch pacjentów odesłać z kwitkiem do domu, ale na szczęście w pobliżu był pan Mirek, który opiekuje się naszym aparatem, który  przyszedł i aparat z powrotem do porządku przywołał.
Tak to jest, gdy mądrą aparaturą  steruje jeszcze mądrzejszy komputer, który nie lubi zbyt wielu niepotrzebnych śmieci w pamięci przechowywać i potem wyrzuca błąd.
Oczywiście to nie jest całkiem taki przeciętny komputer, sama bym tej usterki nie mogła usunąć, ale na szczęście wszystko pomyślnie się skończyło.
Czyli jednym słowem, elektronika czasami lubi płatać figle, a w dzisiejszej dobie prawie wszystko na niej się  przecież opiera.
To nie to samo, co stare, poczciwe aparaty, które może i rzadziej się psuły i łatwiejsze do naprawy przez to  były
A propo’s, przypomniał mi się pierwszy aparat rtg, na którym pracowałam bardzo dawno temu, jeszcze gdy chodziłam na praktyki w Szpitalu Wojskowym w Krakowie.
Każdy aparat rtg ma warunki nastawiane na pulpicie, dobiera się na nim odpowiedni do  obiektu, który jest badany,  kilo woltaż, miliampery i czas potrzebny do naświetlania. Teraz na ogół nastawia są tylko kilowolty, mili ampero sekundy same  odpowiednio się dostrajają i określają czas ekspozycji, który jest niezwykle krótki, ułamki sekundy.
Na ty wspominanym czeskim aparacie marki  Multax , który był  wtedy w Szpitalu, samemu dobierało się czas ekspozycji w  co najmniej w bardzo dziwny sposób, po prostu włączał się zegar, który tam sobie jakiś czas szedł, a technik według swojego uznania go pokrętłem wyłączał.
Wyglądało to miej więcej tak: już wyłączyć? a może jeszcze chwilkę poczekam, o teraz już sobie wyłączę, pstryk i ekspozycja zakończona..
No, ale to przecież było pół wieku temu (dokładnie końcówka lat sześćdziesiątych tamtego stulecia), a ten aparat był chyba z jakiegoś wojskowego demobilu i miał też już sporo tych swoich latek. 
No i w takich spartańskich warunkach musiało się wtedy pracować. Zresztą ciemnia rentgenowska wyposażona  wtedy była też w siermiężne, kamienne, ciężkie tanki, w których rozpuszczało się okropnie śmierdzące chemikalia i w nich wywoływało się i utrwalało (oczywiście w blasku czerwonego świata, który nie naświetlał filmów) rozwieszane na metalowych ramkach filmy, które nagminnie z ramek do głębokich tanków się zsuwały (puszczały łapki ramek trzymające filmy) i wtedy trzeba było zanurzać całą rękę, aż po bark, by taki film (oczywiście cały czas w czerwonym świetle) z tego tanku wydobyć. Więc nie dość, że człowiek w ciemni nawąchał się tych odrażających woni wołacza i utrwalacza, to jeszcze musiał nie raz prawie zanurzać się w nich do połowy, Okropieństwo!!!!
Pamiętam też taki przypadek, gdy jeden z młodych chirurgów, któremu bardzo się spieszyło, pod  moją chwilową nieobecność wyjął wywołujący  się jeszcze film (a taki proces trwał mniej więcej 5-7, a czasami i ciut dłużej) i poszedł do światła, by oglądnąć to zdjęcie. Oczywiście bardzo się zdziwił, że film zrobił się natychmiast czarny, jakoś mu do głowy nie przyszło , że pod wpływem jasnego światła, nieutrwalony film natychmiast się naświetla i staje się jedną czarną kliszą, na której nic  oczywiście nie widać.
No, ale  technika pchnęła świat radiologi na przód i aparaty były coraz bardziej rozbudowane i coraz bardziej nowoczesne, a przez to i były bardziej bezpieczne i dla pacjenta i dla obsługującego go lekarza czy technika pod względem radiologicznej ochrony,  również i te okropnie niewygodne tanki zmieniano kolejno najpierw na tanki wygodniejsze, bo plastikowe, które potem zostały zamienione na ciemnię automatyczną, która sama przeprowadzała wywoływanie, utrwalanie, płukanie i suszenie filmów, a potem …..
A potem przyszła doba elektroniczna, aparaty sterowane są komputerowo, obrazy z kaset odczytywane są przez specjalne czytniki i przekazywane na pytkę, na której zapisuje się obraz, a same obraz  przesyła drogą tele – radiologiczną do stanowiska lekarza radiologa, który obraz odczytuje i opisuje.
Te najnowsze aparaty rtg system opracowania zdjęć umieszczone maja już na pulpicie aparatu, tak więc nie potrzebne są  nawet wtedy ani kasety, ani czytnik, też potem zapisywany w ten sposób obraz  przesyłany jest drogą tele – radiologiczną do lekarza radiologa.
Już nie mówiąc, że sama obsługa aparatu jest ułatwiona, nie trzeba teraz tak jak kiedyś siłować się  lampą, czy przesuwać pacjenta na stole, wszystkie ruchy potrzebne do ustawienia zdjęcia wykonuje się przy pomocy elektronicznych  przycisków. 
Zresztą w obecnej dobie, gdy radiologia opiera się głownie na badaniach tomografii komputerowej i rezonansu magnetycznego , stary, poczciwy aparat rtg popada trochę w niełaski, ale jednak nadal jest sporo badań, które wykonuje się własnie przy pomocy aparat rentgenowskiego i pewnie przez dług czas będzie on używany do czasu, gdy ktoś wymyśl….no właśnie, ciekawe, jakie nowe techniki badań jeszcze radiologia jest w stanie wynaleźć i opanować.
Ale tak na pewno jeszcze nie stanie się za mojego urzędowania w rtg (kiedyś trzeba będzie powiedzieć przecież pas), pewnie nawet nie za mojego życia.
Chociaż kto wie, świat techniczny tak pędzi na przód, że pewnie nawet i pan Wilhelm Roentgen, który w roku 1895 wynalazł promieniowanie X,teraz na pewno by się zadziwił widząc, jak jego promienie, które przez całkowity przypadek odkrył i właśnie dlatego, że były one nikomu nieznane, nazwał je promieniami X ,  są one teraz wykorzystywane nie tylko zresztą w medycynie.
W każdym bądź razie, jego żona przeżyła szok, gdy po raz pierwszy zobaczyła kościec swojej ręki i umieszczony na niej  złoty pierścionek na pierwszym zdjęciu wykonanym jej w roku 1895 przez jej męża.
Ten mój dzisiejszy wpis jest trochę powiedziałabym historyczny, ale nie można się przecież dziwić, skoro bardzo silnie tkwię w radiologicznej rodzinie,  Wychowywana byłam w domu radiologów, mój tata był  radiologiem, moja mam robiła w pracowni rtg mojego taty zdjęcia rtg pacjentom, a ja w tejże pracowni  już jako dziecko bawiłam się z moim niestety nieżyjącym już  przyjacielem Januszem, w robinie zdjęć rtg, o czym już kiedyś wspominałam, na zmianę dużą niebieską kulą udawaliśmy, że robimy sobie zdjęcia i obydwoje w późniejszym wieku zostaliśmy technikami rtg.
Oczywiście w ślady mojego taty  poszedł jego syn Krzysztof, który po ukończeniu medycyny wraz ze swoją żoną Zosią, również zostali radiologami, a potem już następne pokolenia , czyli  ich córka Monika i ich syn Łukasz również zajęli się radiologią, a ich dwoje synów, nieżyjący już niestety  Michał i Emil zostali podobnie jak ja technikami rtg.
Teraz kolej na następne pokolenia radiologów w naszej rodzinie, myślę, że córka Basi, czyli wnuczka mojego Brata, Matylda, która już jest na czwartym roku medycyny, również zainteresuje się tą dziedziną medycyny  może także i Zojka, która w tym roku zdaje egzamin na Akademię Medyczną, również pójdzie w ślady swojej Mamy Moniki i też radiologia kiedyś ją wchłonie 🙂
Tak więc jak widać, radiologia jest integralną częścią mojej rodziny, można rzec, że jest to już taka rodzinna tradycja, w którą zostałam  już ponad pół wieku temu wtopiona, teraz nadzieja w naszych potomnych, że nadal tę tradycję utrzymywać będą. To byłoby już czwarte radiologiczne  pokolenie w rodzinie Wyrobków, rozpoczął go mój tata już omalże 90 lat temu, potem drugie pokolenie to ja,  Krzysztof Zosia, trzecie  ich dzieci Monika, Łukasz, Michał i Emil, a potem………zobaczymy….. ale wierzę, że jesteśmy zbyt mocno waśnie z ta dziedziną medycyny powiązani, aby nie było w niej naszych następców.


 Czas zimowy chyba się skończy i można już śmiało  powiedzie, że wkraczamy w przedwiosenną aurę.
Wczoraj w Krakowie wieczorem pada,ł można rzec, wiosenny deszczyk, bo temperatura oscylowała około 10 stopni Celsjusza, tylko patrzeć, jak mi się Park zacznie zazieleniać.
Dzisiaj wstał co prawda słoneczny, ale bardzo wietrzny wtorek. Huragany głównie przechodzą nad północną częścią Polski, ale i inne jej regiony mogą dzisiaj być zagrożone.
Szczególnie dzisiaj muszą uważać na siebie osoby starsze, gdyż przy takiej wietrznej pogodzie mogą utrzymywać się zaburzenia oddechowe i sercowe.

Miłego wtorku Kochani. Uważajcie szczególnie dzisiaj na siebie 

💕

jasna0, wtorek, 05 marca 2019

najtrudniejsze są początki

Dzisiaj  są imieniny VIP-a!!!!!!
Samego szczęścia i radości  Kaziu z okazji Imienin Ci życzę  

Chyba jednak przekonam się do tego nowego blogu, na razie odkrywam wszystkie jego zawiłości, trochę czasu jednak musi minąć, zanim do niego się przyzwyczaję.
Ale każde moje wejście na nowy blog przynosi mi całkiem fajne niespodzianki w postaci odkrywania co prawda nie  lądów nieznanych, ale całkiem nowych moich doświadczeń  nowych wyzwań. 
No  przyznam się, że już sporo ludzi mój  nowy blog odwiedziło co zaznaczone jest w statystyce bogu, co tam  zaglądnęłam liczba odwiedzin się powiększała.
Ba, nawet znalazłam tam bardzo miłe komentarze, za które serdecznie dziękuję.
Czyli nie jest   aż tak źle, jak na początku myślałam (ach, ale ze mnie panikara), a przyrzekam, że będzie jeszcze lepiej.
Muszę podziękować jednak Darce, która już kilka razy tam weszła by  ulepszyć moje poruszanie się po blogu, bez niej pewno ten blog nie tylko by nie powstał, ale pewnie i trudno byłoby mi tam umieszczać wpisy.
Co młodość, to młodość!!!!!

Dziękuję Dareczko 
 
Niedzielne popołudnie minęło mi bardzo przyjemnie.
Wczesnym popołudnie messengerem dostałam od Darki  zapytanie: jesteś w domu? to gotuj wodę. Spytałam tylko : – na kawę?, a gdy dostałam potwierdzenie, wiedziałam już, że prócz Darki i oczywiście SISI, przyjdzie też i Maciek, który dopiero co wczoraj  rano z wojaży po Tureckiej Riwierze  powrócił.
Ale przyjechał opalony, wyglądał jak czekoladka, co przy naszej pogodzie i o te porze roku  jednak stanowi pewne zdumienie.
Ale poopowiadał wszystkie swoje przyjemne wspomnienia i wydaje mi się, że już wiem, gdzie pojadę na następne wczasy.
Jest tylko jedno małe „ale” – tam trzeba lecieć samolotem, a ja tak się boję samolotów……
Ale jest i na to sposób, tylko nie mogłabym sama wtedy lecieć na taką wycieczkę, musiałabym mieć jakiegoś opiekuna, albo ewentualnie opiekunkę, wtedy mogłabym dla kurażu wypić jakąś niewielką porcję wódeczki, żeby swój strach oszukać.
Hm, tylko pewnie wzbudzałabym wtedy  zdumienie, a może nawet i oburzenie: jak to, kobieta  i to w dodatku w leciwym wieku na bani???
Nie, to jednak nie byłby najlepszy pomysł, więc chyba jednak z tej podróży na Turecką Riwierę będę musiała zrezygnować.
Może w następnym wcieleniu mi się to uda?????? Może wtedy nie będę się bała latać, bo będę na przykład jakimś pięknym ptakiem, albo owadem??????

Wczorajszy dzień był bardzo ważnym dniem dla Gdańska, gdzie odbywały się wybory na wakujące stanowisko prezydenta.
Całym sercem byłam za panią Aleksandrą Dulkiewicz  która była wiceprezydentem Gdańska, a po śmierci prezydenta Adamowicz pełniła jego funkcję.
Tak więc z niecierpliwością czekałam na  końcowe wyniki wyborów, chociaż wczoraj, zaraz po zamknięciu wyborów prognozowo na panią Aleksandrę głosowało 84 procent Gdańszczan.
No i dzisiaj  rano były już ostateczne wyniki:

OLA PREZYDENTEM MIASTA GDAŃSKA!!!!!!!! 
Wygrała z  przeciwnikami miażdżąca przewagą !!!!!!!!

BRAWO PANI PREZYDENT, BRAWO GDAŃSK I GDAŃSZCZANIE !!!

A czemu życzę dzisiaj miłego poniedziałku? Ano jaki poniedziałek taki i cały tydzień.
Dla mnie to ważny dzień, bo wracam już do swojej ukochanej przychodni, o czym już przecież pisałam.
Mam nadzieję, że aparat będzie się dobrze spisywał, bo już miałam nieco złowrogi sen, że trzeba było znowu odmawiać pacjentów, bo….wybuchła lampa rentgenowska.
Ale sen mara, Bóg wiara, więc wierzę, że przez bardzo długi czas obejdzie się bez żadnych awarii aparatu.
Zresztą nie mogę na niego narzekać, dotąd na ogól pracował bez dłuższych przestojów, tylko niestety ta ostatnia awaria okazała się bardzo dotkliwa i trzeba było ściągać do niego z zagranicy odpowiednie części, przez co ta awaria tak się przedłużyła.
Teraz musi już być dobrze.

A pogoda??? Zapowiada się wprost fantastycznie,  szczególnie w Krakowie temperatura ma osiągnąć zadziwiającą,  jak na tę porę roku temperaturę.
I co ciekawe, zapowiadają ładną pogodę na cały tydzień.
Czyli…….. nareszcie  wiosna !!!! Tylko wypatrywać, czy bocianki już nie nadlatują…….
W dniu dzisiejszym  Kraków będzie najcieplejszym miastem w Polsce. 
Ale radocha. Nawet powietrze w Krakowie nieco się przewietrzyło i nie ma już tej złowrogiej czerwonej tarczy. smog odpływa w siną dal…..
A ja tak sobie pomyślałam, że ta piękna i najcieplejsza pogoda w Krakowie jest dlatego, że ja wreszcie do pracy wracam. 
Nawet słoneczko na niebie od rana się cieszy i pięknie przyświeca.

Życzę Wszystkim bardzo miłego poniedziałku i wręcz wspaniałego nowego tygodnia

przeniesione z blox.pl 03.03.2009


Przeniosłyśmy z Darką wczoraj mój blog na nową stronę
Będę dostępna tam pod adresem    https://jasna0ster.home.blog

Nazwa tego blogu pozostaje niezmieniona: Krakowskim Targiem.

Ale…wcale nie jestem zadowolona z nowej strony, bo coś poszło nie tak.
Po pierwsze w ogóle nie skopiowały się moje zdjęcia, które pod wpisami były zamieszczone, a po drugie nie przeniosły się, nie wiadomo dlaczego, wpisy z ostatnich dwóch tygodni.
To wygląda tak, jakbym od 14 lutego do wczoraj nic w blogu nie pisała, a to nie prawda. Nie wiem, czemu akurat one się nie zarchiwizowały, ale przenosić je na piechotę nie zamierzam.
Nie wiem, czy da się to jeszcze naprawić, czyli uzupełnić te braki, chyba będę musiała o to poprosić moja złotą rączkę, czyli pana Józia, jako informatyk na pewno da sobie z  tym radę, tylko on niestety chwilowo jest niedostępny. Mam nadzieję, że mi te braki (szczególnie zdjęcia) uzupełni, bo szkoda by było tych wszystkich róż, które w moim blogu dla Ulki zakwitały.
Zamieściłam wczoraj  za to dwa próbne wpisy  na nowym blogu, żeby sprawdzić, jak je należy tam wraz ze zdjęciami publikować i oczywiście dla przywitania Uleczki są tam  zamieszczone oczywiście różyczki, a jakby mogło być inaczej..
Ale jak na razie nie jestem wcale z nowej strony happy, może kiedyś do niej się przyzwyczaję, chyba będę musiała, nie będzie innego wyjścia.
Na razie wszystko tam jest inne, takie dziwne jeszcze nie umiem tam swobodnie się poruszać.
Ale przed decyzja całkowitego zamknięcia pozostało jeszcze prawie 2 miesiące, no już nie całe, ale wystarczająco będzie czasu, by do zmian się przyzwyczaić, chociaż całkiem łatwo mi na pewno nie będzie. Łatwo się do czegoś przyzwyczajam i potem mi tego brak.
Ale jakby chciał ktoś tam zerknąć, serdecznie zapraszam. Na razie strona jest w ciągłej budowie i dopóki całkowicie się tam nie przeniosę, na pewno tutaj pozostanę.
Pewnie na razie będę tam kopiowała te zamieszczone tutaj wpisy, tak więc przez pewien czas będę miała aż dwa blogi do prowadzenia.

Ale jeszcze raz dodam : OKROPNIE MI SIĘ TA AGORA NARAZIŁA !!!!!!!!!!!!

Oczywiście wczoraj Darka przyszła z wizytą wraz z szaloną sunią Sisi, która narobiła takiego pisku radości, gdy mnie zobaczyła, że cała kamienica na pewno słyszała, jaki to ważny gość do mnie zawitał. Pisków, podskoków i wachlowania ogonem nie było końca, a zaraz po nieco dłuższym  przywitaniu oczywiście Sisi poleciała do kuchni, prosto pod lodówkę, pytając wzrokiem: pokaż, co tam dla mnie masz pysznego????
No  oczywiście się nie zawiodła, pęto kiełbasy z  piersi kurczaka tam na nią już czekało 🙂

Dzisiaj mamy niedzielę, trochę dziwną, bo ani zimową, ani wiosenną…. Do tej prawdziwej wiosny jeszcze niecałe trzy tygodnie trzeba poczekać.
Ale to już przecież całkiem niedługo, prawda?????

Dzisiaj jest ważny dzień dla Gdańszczan, wybierają prezydenta miasta.
Wydaje mi się , że tylko jedna osoba, pani Aleksandra Dulewicz powinna piastować to stanowisko, mam nadzieję że zyska wielką przewagę nad panem Braunem, który z Gdańskiem nie ma w sumie nic wspólnego, prócz jego chciejstwa na dobre stanowisko, no  i tym drugim kandydatem, który w dodatku nie jest wcale w Gdańsk znaną osobą .
Trzymam mocno kciuki za panią Aleksandrę i mam nadzieję, że jutro w moim blogu napiszę : HURRA!!!! OLA ZWYCIĘŻYŁA!!!
Przecież Gdańszczanie już nie raz dali świadectwo swojej mądrości, czemu miałoby być teraz inaczej???

A ja dzisiaj już nastawiam się psychicznie na mój jutrzejszy powrót na „swoje śmieci”, czyli do mojej ukochanej przychodni na Żabińcu.
Ale się będzie działo!!!!!!!

Życzę Wszystkim przyjemnej niedzieli i dobrego odpoczynku przed nadchodzącym nowym tygodniem  wytężonej pracy

jasna0, niedziela, 03 marca 2019