UFF !!! czyli wspomnienia dnia wczorajszego

 

Na szczęście już cały ten  sądowy stress za mną. Jak było? beznadziejnie, bo chociaż zeznawałam tylko prawdę i całą prawdę, tak wiele straciłam wczoraj nerwów, że po wyjściu i potem przez cały dzień czułam się, jakby po mnie przejechały dwa czołgi i cztery ciężarówki. Przede wszystkim najpierw było bardzo długie oczekiwanie na moje wejście, gdy wreszcie tam się dostałam, okazało się, że czas wokandy przeznaczony na ten dzień  niedługo się kończy, więc po mnie mogła zeznawać jeszcze tylko jedna osoba, a następna została przeniesiona na jesienną sesję. Jak to dobrze, że udało mi się jednak wejść wczoraj, bo gdybym miała jeszcze czekać te następne kilka miesięcy, na pewno skończyłoby się to jakimś udarem, a może i gorzej?
Co ja poradzę, że tak wręcz histerycznie podchodzę do Sądów? Powinien być taki przepis, że jest możliwość odmawiania zeznań nie tylko osobom  tzw  wstępnym i zstępnym ( czyli najbliższej rodzinie), ale też takim, wśród których zeznania prorokują  możliwość zagrożenia zdrowia i życia (nadmierna nerwowość), oczywiście nie tyczy to spraw karnych.
Tak bardzo chciałam być bezstronna i nie brać udziału w żadnych sądowych  rozgrywkach, niestety, dostałam wezwanie i musiałam zeznawać, ale
m u s i a ł a m   zrobić to  tak, żeby było to zeznanie zgodne z moim sumieniem, z prawdą, którą tak znam i tak pamiętam, nawet gdyby ktoś potem miał o to do mnie pretensje.
Czy przesadzam? Nie, nie przesadzam, w pewnym momencie czułam się tak, że już miałam prosić Wysoki Sąd o przerwę ( a Sędzia był wyjątkowo sympatyczny, trzeba mu to przyznać), ale gdy sobie uprzytomniłam, że znów musiałabym  wszystko zaczynać od nowa, powiedziałam sobie ” wytrwam jakoś”
No i jakoś wytrwałam, ale odkupiłam to  swoim zdrowiem i okropnym stresem, który natychmiast umieścił się na odpowiednim do tego miejscu, czyli na moich barkach, bo dzisiaj  też noszę na plecach i barkach kilka ton tego stresu, a tak już dobrze było po tych masażach…….
A tak w ogóle to życie jest bardzo trudne, zawsze muszą na drodze znaleźć się mniejsze, czy większe kłody, które trudno bezstresowo przekroczyć, zwłaszcza dla osoby, dla której pewne wartości jak  np. prawda i Rodzina są święte. Zawsze byłam taka wrażliwa i często przez to te kolce na moich plecach wyrastały, stąd nawiązałam do nich w dzisiejszym moim powyższym  zdjęciu.
Czas leczy rany, tępi kolce i  mocno wierzę w to, że przyjdzie czas, gdy wszystko się rozpłynie gdzieś w czasoprzestrzeni, ale wczoraj i dzisiaj było i jest nadal  bardzo, bardzo mi źle, szczególnie teraz czuję jakąś pustkę i cierpiąc tęsknię do dni minionych, w których też nie raz  pewno spotykałam wiele przeciwności, ale one już teraz się nie liczą, te miłe wspomnienia wyraźnie je przykrywają.
Kiedyś, gdy skończyłam 18 lat, powiedziałam do mojego Taty : no teraz już jestem pełnoletnia i mogę sama decydować za siebie.
A no to mój mądry Tata odpowiedział : oj córeczko, przyjdzie jeszcze taka pora, że będziesz marzyła,  o czasach, gdy  nie musiałaś sama do końca o czymś decydować. Jaka to życiowa prawda. Ale cóż, przychodzi dzień, gdy najpierw pomału, ostrożnie robi się pierwsze kroki w dorosłość, potem tak już jest
zawsze, przez całe nasze dorosłe  życie, chociaż bardzo częste te kroki są bardzo poplątane i trudne do wykonania. Ale jak to już nie raz w moim blogu pisałam, nikt nie dał nam gwarancji, że życie będzie  łatwe  i zawsze  będzie nam bezboleśnie  po różach płynęło. Bo każda róża jednak jakieś  kolce posiada.
A przecież to taki piękny kwiat…..