o tym jak Felusia życie ratowałam

 

No, nie pisałam wczoraj, że dzisiaj na pewno trafi mi się ciekawy temat ????
I tak, jak zaczęłam tydzień od ratowania szczurka, niestety bez żadnych dobrych wyników, tak wczoraj kończyłam tydzień ( bo weekend to już nie tydzień, a  weekend) do ratowania biednej rybki, tym razem ze szczęśliwym zakończeniem.
A było tak : siedziałam sobie spokojnie w pokoju, gdy nagle usłyszałam   wrzask Zojki, poleciałam przerażona, że może coś drugiemu szczurkowi się stało, ale patrzę,  a ona trzyma w ramionach wyrywająca się Pepę i woła uciekł, łap go. Nie dosłyszałam kto i z czego uciekł, więc poszłam do klatki szczura, ale widzę że klatka zamknięta. Okazało się, że to chodzi o Felusia, który najpewniej łapiąc muchę wyskoczył z akwarium. Jak wiecie, Feluś to pielęgnica Oskar, czyli rybka wielkości małego karpia. Oj, załomotało mi serce z trwogi, bo Felusia bardzo lubię i to  za moim stawiennictwem został w rodzinnym akwarium.  Najpierw sprawdziłam, czy żyje, pysk miał otwarty, ale gdy go dotknęłam, zaczął podskakiwać. Usiłowałam go chwycić, ale ponieważ był okropnie śliski wymknął mi się z rąk i zaczął podskakiwać po całym pokoju, no prawie po całym. W dodatku był cały najeżony i te wszystkie kolce na górnych płetwach powbijały mi się do palców.
Ale na szczęście znalazłam obok gazę, przez która udało mi się schwytać zbiega i wpuściłam go do akwarium. Potem chwilkę go jeszcze poobserwowałam, miał tylko lekko poobijane boki, ale pływał normalnie. No proszę jakiego mamy wspaniałego łowcę much, a dzisiaj rano mucha latała naszej Pepie prosto koło nosa,  ta wodziła za nią tylko oczami i nawet nie chciało się jej klapnąć zębami i natrętną muchę odgonić, już nie mówiąc  złowić. A Feluś własne zdrowie i własne życie poświęcił, by przegonić wstrętne muszysko, inna sprawa, że widać miał ochotę na małą przekąskę, ale ta mu niestety uciekła, a Feluś zaliczyłł twarde lądowanie
Czy nie mam więc ” wspaniałych ” letnich przygód, mimo, że nigdzie nie wyjechałam? Sama adrenalina……..
A do końca wakacji jeszcze sporo czasu, ciekawe co los jeszcze mi przygotował…..

Wczoraj dziennikarzom koczującym pod królewskim szpitalem przygotowano niezłego psikusa, nagle ni stąd, ni zowąd pokazała się tam książęca para Kate i Wiliam, rwetes zrobił się ogromny, dziennikarze chwycili za kamery ale….okazało się, że to nie była prawdziwa książęca para, tylko ich sobowtóry.
Zabawa była przednia i bardzo dobrze, bo przynajmniej na chwilę ożywiła się  sennie – letnia atmosfera pod szpitalem.
A tak swoją drogą, co sobie ta Kate wyobraża ?, to prawda, że jest księżniczką, ale wszystkim Anglikom i nie tylko na nosie gra. Dzisiaj mija juz tydzień od podanego terminu i co????
Ja też zresztą czekam, zawsze rano szukam odpowiedniej wiadomości na Onecie i na Gazecie, niestety jak dotąd bez pozytywnego rezultatu.
Dokąd tak można czekać i czekać?????
A może to i prawda, że Kate już dawno urodziła swojego  dziedzica tronu  i tylko wtajemniczeni o tym na razie wiedzą?
Przynajmniej takie plotki w brukowcach się pokazywały.
Ale nie, takie przekręty z książęcym obliczem nie licują. To  raczej niemożliwe, więc cierpliwie czekamy dalej.

 A teraz to już chyba tylko wypada mi miłej soboty wszystkim życzyć.
A ja za chwilkę ( od godz 7) zacznę oglądać program  TVN – 24 : Wstajesz i wakacje, dzisiaj przeprowadzony będzie z Wrocławia.
Chyba przeszedł mi już ten ongiś wrocławski wstręt do tego miasta, złe skojarzenia odpłynęły. I dobrze, bo Wrocław to bardzo piękne miasto. No, może nie tak piękne jak Kraków, ale….. piękne.