minęło…….

 

 

No i  kolejna bolesna miesiączka prezesa już poza nami.

Jednak prezes musiał mieć strasznego cykora, żeby  nikt nie popsuł mu swojej ulubionej zabawy, którą śmiał nazwać nawet wczoraj jubileuszem.
Jubileuszem czego? – pytam, pisiej głupoty, politycznej hucpy, czy robienia swojego ciemnego luda w konia?
Na wszelki wypadek minister wojny i minister spraw wewnętrznych  zabezpieczyli swój teren, oddzielając go szczelnie kordonem policji, nawet ta jest teraz na usługach rządu….. przykre, bo to nie jest wcale objaw demokracji.
W dodatku pod pozorem zagrożenia bombowego (???????) zepchnęli manifestujących Obywateli RP poza teren, na którym zazwyczaj obok krzyża (mniej przecież w sumie ważnego) na  honorowym miejscu stoi drabinka Wodza. W dodatku Kaczyński oznajmił wszystkim Obywatelom : możecie krzyczeć, co chcecie, ale to my reprezentujemy demokrację i wolność. MY  i nikt więcej nie jest prawdziwymi Polakami, prawdziwymi Katolikami, ludźmi pierwszego sortu!!!! Reszta  Polaków to zdrajcy Ojczyzny, potomki Ubeków, lewaki.
Polska jest jednym z nielicznych państw (??????), które mają prawdziwą wolność i prawdziwą demokrację.
Nie rozumiem tylko, za co ojciec Jarka w czasach komuny dostał wypasioną willę, właśnie od komuchów, którzy antykomunistów wtedy wsadzali do aresztu. Czy to  właśnie aby  nie Jaruś jest resortowym dzieckiem Ubeków? A teraz udaje, że z nimi walczy, pieczołowicie hołubiąc byłego komunistycznego prokuratora, który opozycję do więzień wsadzał. To jest właśnie ten chichot naszej polskiej historii. Smutny chichot, fałszywy z gruntu, aż do szpiku kości przejmujący bólem  tych, którym prawdziwa  Wolna Polska naprawdę gra w sercach smutną teraz melodię.

Ha, ha, ha, zupełnie Jarusiowi pokręciło się już we łbie, on, który jest typowym autokratą,  śmie nazywać siebie wielkim demokratą. Dziwne, że jeszcze nie powiedział, że takie kraje jak Niemcy, Francja, czy Włochy powinny się od niego uczyć, jak powinna wyglądać prawdziwa demokracja.
Jeszcze nie powiedział? No to poczekajmy, niedługo Jaruś ogłosi się Królem Europy i wtedy on już wszystkim pokaże, gdzie raki zimują.
Przed nami zapowiadana manifestacja 13 grudnia. I też pewnie niewiele ona wniesie, bo główną manifestację ma przeprowadzać  grupa rządowa, z Jarusiem na czele, który 13 grudnia 1981 roku przespał smacznie, a teraz dopiero się obudził i idzie na barykady. Pytam tylko, przeciwko komu te barykady buduje? Zupełnie jak Don Kichot – walczy z wiatrakami, z  abstrakcją, którą sobie w główce uroił.
A dlaczego się nie uda? Niestety, Jaruś znów użyje do swoich niecnych planów i wojska i policji, a ci nie mogą się przeciwstawić, przynajmniej na razie.
Więc Jarek czuje się pewny swojego. Ale do czasu panie Kaczyński, na razie są to tylko drobne pomruki niezadowolenia ludzi gorszego sortu, ale kiedyś ta fala nabierze siły tsunami i zmiecie i ciebie i twoją pisię komandę z powierzchni ziemi, a wtedy będzie płacz i zgrzytanie zębów.
Przeżyliśmy czas radziecki, przeżyjemy i czas  kaczo- zdradziecki
Bo PIS nas oszukał, zdradził, co prawda nie o świcie, chociaż wiele potem złych ustaw właśnie nad ranem uchwalali, pod nieobecność opozycji, ale obiecali nam dać dobrą zmianę, a ta zmiana nie tylko, że nie jest dobra, ale jest wręcz fatalna, dla Polski, dla jej gospodarki, dla jej demokracji, dla Polaków, nawet tych, którzy wciąż jeszcze im wierzą, a niebawem przekonają się, że to wszystko był populizm, bujdy na resorach.
Ale doczekamy się, tylko potem bardzo ciężko będzie Polskę z tego całego guana wysprzątać. W oczach zachodu niestety jesteśmy narodem przegranym i wątpię, czy kiedykolwiek odzyskamy to zaufanie, pewnie nie, bo skoro Polacy tak łatwo potrafią  wszystko swoim zaprzaństwem zniszczyć….

Dzisiaj mamy czas świąteczny, niedzielę. Coraz mniej ludzi jest w kościołach, już i księża i tracą zaufanie wśród Polaków swoimi poczynaniami.
Ale osobiście zawsze mówię tak, ja wierzę w Boga, nie koniecznie w Kościół, który co prawda wybudowany był przez Pawła ma polecenie Najwyższego, ale ten kościół miał być skałą, na której można się było oprzeć, dzisiejszy kościół niestety osadzony jest na ruchomych piaskach.

Życzę Wszystkim miłej niedzieli i …….. nadziei na lepsze jutro, bez dzisiejszych politycznych zawieruch, bez arogancji i kłamstw, po prostu niech to będzie prawdziwa Polska, taka, w której każdy będzie się czuł bezpieczny, w którym będzie miał poczucie, że jest u siebie w domu.

nieuchronnie

Nieuchronnie zbliża się najprzyjemniejsza pora roku – czas Świąt Bożego Narodzenia.
U mnie rozpocznie się on już w przyszły piątek Wigilią Firmową,, już na nią czekam niecierpliwie.
To będzie wielkie spotkanie wszystkich pracowników naszej Firmy z Dyrekcją, wspólne składanie sobie życzeń świątecznych, wspólne biesiadowanie i wspólne kolędowanie. Ale będzie się działo.
A ja zmów będę się dziwowała, że ten rok szybko nam przeminął, przecież dopiero co nie tak dawno spędzaliśmy wszyscy miłe przedświąteczne chwile  przy wspólnych stołach….
Dzisiaj miałam iść na proszoną kolację, niestety mój gość z przyczyn technicznych, czyli z powodu niespodziewanego wyjazdu, musiał przełożyć termin naszego spotkania, przykro mi trochę było, ale jak to mówią, co się odwlecze, to nie uciecze.
Nie wiem tylko, czy jeszcze w tym roku uda nam się spotkać,  chciałabym, żeby tak się stało, ale czasami czynniki wyższe mają wpływ na nasze decyzje, a z takim losem trzeba się godzić.

Wczoraj przyszedł pan do naprawy mojego piecyka gazowego w łazience. Okazało się, że jednak nie było tak źle, tylko  trochę przeczyścił mi świeczkę no i ustawił parametry piecyka, który był dość rozregulowany, teraz przynajmniej leci mi już przyjemnie ciepła woda. No i najważniejsze, nie trzeba wymieniać piecyka, czego tak się obawiałam.
Z jaką przyjemnością wczoraj wreszcie się wykąpałam, nie drżąc z zimna, jak to ostatnimi czasy bywało.
A że troszeczkę ubyło mojej kasiorki? Cóż obić, takie jest życie, wszędzie trzeba płacić, gdy za to coś się otrzymuje.
Co prawda są jeszcze tacy ludzie, którzy uważają, że im się należy otrzymywać wszystko za darmo, ale to już są raczej przeżytki. Chociaż z drugiej strony, pewnie im jest łatwiej, bo nie trzeba pracować, wystarczy tylko wyciągnąć rękę i już się forsę dostaje.
Ostatnio zauważono, że od czasu, gdy wprowadzono sławetne 500 plus, wiele kobiet po prostu zrezygnowało z pracy. Pewnie, po co się trudzić, gdy manna sama z nieba spada? I żebym nie była źle zrozumiana, owszem, trzeba pomagać tym rodzinom, w których naprawdę panują ciężkie warunki bytowe, ale wspomaganie rodzin, które same są zdolne zapracować na siebie i na dzieci jest po prostu niewychowawcze.
Jest to wspomaganie osób leniwych, a przy tym na tyle bezczelnych, że bez żadnej żenady takiej pomocy żądają.
Jaki przykład dają tacy rodzice swoim dzieciom? Ano taki, że nie warto pracować, skoro i tak się wszystko dostaje za darmo.
Tylko, gdy kiedyś dojdą do wieku emerytalnego, będą gorzko rozczarowani, gdyż ich emerytury będą iście głodowe, dzieci ich nie utrzymają,m na pomoc państwa też pewnie nie będą mogli liczyć….
Czy nie lepiej, bardziej sprawiedliwie byłoby, gdyby rząd powołał specjalne komisje przy np MOPS-ie, czy w szkołach i wyłonił te rodziny, które rzeczywiście tej pomocy potrzebują, a nie bezmyślnie pieniądze wszystkim, tym potrzebującym i tym niepotrzebującym.
Można by było ustalić listy dzieci rzeczywiście biednych, dawać im pomoc w postaci darmowych obiadów, czy dopłat do ubrań, książek, szkolnych przyborów itp.
Te „zaoszczędzone” pieniądze, wydawane bez powodu można byłoby lepiej zagospodarować właśnie dla tych potrzebujących. Proste, ale mało populistyczne, prawda? Lepiej naobiecywać wszystkim kokosy, a potem jakoś to będzie, ale wkrótce nie będzie, bo tych funduszy jest coraz mniej….
Na razie wśród ciemnego luda dalej euforia panuje, kto wie, jak długo.

Dzisiaj na Krakowskim Przedmieściu odbędzie się następna „szopka smoleńska”, ale tym razem będzie ona przerwana kontrmanifestacją Obywateli RP, nie zgadzających się na co miesięczną pisowską hucpę pod Pałacem Prezydenta. Ten plac nie jest miejscem modlitw, do tego jest miejsce w kościele, ten plac nie może być miejscem siania zamętu, nienawiści do innych, miejscem objawień wszystkich kłamstw, szczególnie tego smoleńskiego.
Oczywiście minister Błaszczak uważa, że jest to próba wyprowadzenia ludzi na ulicę i wszczynanie burd, aby walczyć z legalnie wybranym rządem.
Poniekąd jest to prawda, rząd został wybrany legalnie, ale głównie przez kłamstwa wyborcze,  przez populistyczne hasła, które głosili, a które są teraz dalekie od prawdy i dlatego wyprowadza to nie  zadowolony  „nie ciemny lud” na ulicę. Pis chciał sobie zapewnić co prawda wyłączność do manifestacji, zapewniając takie prawo nie tylko rządowi, ale też i kościołowi, na szczęście nie udało im się takiej hucpy przeprowadzić, pod naporem narodu i ważnych organizacji polskich i Unijnych od tego zamiaru odstąpili.
A teraz śmią krytykować, że Obywatele RP również chcą być 10 grudnia pod Pałacem Prezydenta, aby zablokować miesięcznicę – symbol  smoleńskiego zniewolenia Polaków.
Zresztą 13 grudnia również odbędzie się podobna kontrmanifestacja, aby zapobiec temu, by Pis znów nie przywłaszczył sobie następnej uroczystości.
Przyznam, że trochę obawiam się tych manifestacji, ale mam nadzieję, że rząd nie pozwoli sobie na zbrojne akcje, podobne do tych 13 grudnia.
To byłby ich koniec, chyba doskonale zdają sobie z tego sprawę, że powtórka z 13 grudnia 1981 nie ma prawa bytu w Polsce.
Ale na pewno czują się zagrożeni, stąd te groźne ich pomruki i deprecjonowanie legalnych  manifestacji.
Zobaczymy, ale czekają nas wcale nie łatwe dni.

Dzisiaj kolejna sobota, już pomału  nadchodzi czas na domowe przedświąteczne porządki, ale potem i na wypoczynek.
Życzę owocnej soboty 🙂

witajcie w piątek

 

Witam serdecznie w piątek. Czy wiecie, że już za dwa tygodnie dopadnie nas wigilijna i świąteczna gorączka i wszystkie nasze panie będą przesiadywały godzinami w kuchni, by smaczne strawy przygotować, a panowie będą usiłowali osadzić choinkę w stojaku, zakładać lampki i z dzieciaczkami a  potem wieszać bański i łańcuchy?
Ale się będzie działo!!!!! To już tak niedługo………
Całe szczęście, że przynajmniej karpi już nie trzeba będzie zabijać, bo to zawsze chyba najmniej przyjemna czynność przed wigilijna, teraz kupuje się je już nawet poporcjowane. A pamiętam czasy, gdy w naszej łazience była wanna pełna karpi. I nie dość, że nie było gdzie się kąpać, to jeszcze trzeba było uważać, żeby karpie nie wyskoczyły z wanny, albo nie zasnęły, trzeba było zmieniać im wodę, żeby miały czym oddychać, a nie daj Boże, żeby przypadkowo wpadło do wody mydło, armagedon.
Ale na razie trwa zwyczajna codzienność.
Wczoraj czekając na autobus zapaliłam sobie w lekkiej oddali od  przystanku papierosa i…przywalił się do mnie jakiś starszy pan z uwagami, że na przystanku nie wolno palić. Odpowiedziałam mu grzecznie (naprawdę grzecznie), że przecież stoję poza przystankiem, na co się od niego dowiedziałam, że ta odległość powinna wynosić co najmniej 30 metrów. No masz, mam chodzić z metrem i odmierzać odległości? No dobra, pan widać nie lubił palących kobiet (wolno mu), i pewnie bym nawet jakoś przebolała tę uwagę, gdyby pan zjadliwie nie dodał: starsza osoba a….. tu nie dokończył, bo wybuchłam.
Już niezbyt grzecznie odpowiedziałam, że po pierwsze nie starsza osoba, a po drugie, że  ja się jego nie czepiam, więc niech i on ode mnie się odczepi i sobie odeszłam, oczywiście paląc nadal tego cholernego papierosa, ale nie mogłam mu pokazać, że się go przestraszyłam.
Wiem, miał rację o tyle, że rzeczywiście młódką już nie jestem, ale żadna, powtarzam żadna kobieta nie cierpi, gdy ktoś jej wiek wytyka!!!!!.
I każdy mężczyzna powinien to wiedzieć, że nie należy na najbardziej czuły punkt kobiety nadepnąć, to jest niedopuszczalny błąd i  po prostu jest to bardzo nieeleganckie.
I proszę, żeby panowie w swoich głowach tę wiadomość sobie zapisali.

Wczoraj wieczorem myślałam, że już dzisiaj od rana będzie śniegiem (lub deszczem) waliło niemiłosiernie, bo moje lewe kolano (i inne kostki zresztą też) całkowicie odmówiło mi posłuszeństwo. Jakoś dowlokłam się do domu z tą bolącą nogą i pierwsze co, sięgnęłam po Nimesil i  już jest trochę lepiej, chociaż to kolano nadal daje o sobie znać, że jest, że istnieje i że nie da mi tak zupełnie spokojnie odetchnąć, no takie to już ono jest.
Ale nie ma, przynajmniej na razie nawet śladu śniegu lub deszczu, czyżby mój prywatny, kostny barometr zawiódł? coś nie bardzo mi się w to chce wierzyć. O, nawet słonko pokazało swoje promyczki, niesamowite, ale w sumie to lepsze niż opady. prawda?

Wymieniłam dzisiaj rano filtr w moim czajniku Brita, jak ten czas szybko leci, dopiero co (wydaje mi się) niedawno dostałam przesyłkę z filtrami i  wymieniałam filtr, czyżby już miesiąc od tego czasu minął? Bo na taki czas mniej więcej jeden filtr jest przeznaczony. Jak to dobrze, że wtedy, za namową Darki, kupiłam więcej tych filtrów, teraz wystarczyło sięgnąć tylko do schowka i sięgnąć po nowy pakunek. Teraz od nowa nastawiłam licznik filtru, który odlicza mi, ile procent zużycia już ma za sobą. Zaczynamy odliczanie…..

Dzisiaj przychodzą specjaliści od piecyka gazowego. I całe szczęście, bo dzisiaj rano już tylko zimna woda leciała z kranu. Ale obawiam się, że zwyczajne czyszczenie pieca nie pomoże, obawiam się, czy nie trzeba będzie wymienić całą nagrzewnicę, co oczywiście wiąże się z kosztami, tak niepotrzebnymi zwłaszcza przed świętami. Ale właściwie żadna pora roku nie jest dobra, gdy trzeba ponosić niespodziewane wydatki, ale co robić? Nie będę przecież myć siebie (i naczyń też) w zimnej wodzie, a poza tym ten zapach unoszącego się gazu…….. a może jestem przewrażliwiona z tym zapachem?
Zobaczymy, co fachowcy na ten temat będą mieli do powiedzenia no i do zrobienia.
A więc moje domowe problemy całkowicie przerosły już te polityczne moje dywagacje, nawet nie chce mi się na temat tych ostatnich nic pisać.
Jest źle, a będzie tylko gorzej, chociaz w niektórych przypadkach Pis już zrozumiał, że przegiął z tymi swoimi „reformami” i z niektórych już nawet się wycofuje rakiem, bo jednak trochę boi się gniewu ludu.
A co będzie 13 grudnia?????? Nie wiem, na ile ludzie są zdesperowani, bo buta rządu przechodzi już najśmielsze granice, nawet bez żadnej żenady obsadzają wszystkie stanowiska rządowe i ważniejsze przemysłowe „swoimi”, nic nie wartymi, nie kompetentnymi, ale wiernymi, albo kimś z najbliższej rodziny któregoś prominenta,. No bo co powiedzieć, że dziewczyna po szkole zawodowej zostaje zastępca jakiegoś tam kacyka na państwowym kierowniczym stanowisku? Nic nie umie, ale przeszło 6 tysięcy będzie otrzymywała. Zgroza!!
Krakowianie od wczoraj też są bardzo zmartwieni, bo na miejsce krakowskiego metropolity został powołany przedstawiciel wojny katolicko – kulturalno – narodowej, arcybiskup Marek Jędraszewski, znany z bardzo kontrowersyjnych opinii, wyznawcza radia Maryja i religii Ojca Rydzyka, zdecydowany wróg ustawy anty przemocowej, gender, in vitro, o aborcji nie wspomniawszy. Kraków, zawsze liberalny w swoich poglądach, dostał sporego kuksańca tym wyborem, trochę jest to dziwne, ze tak liberalny papież, jakim jest niewątpliwie Ojciec Franciszek, nie do końca zapoznał się z poglądami i metodami działaniami  nowego krakowskiego metropolity, z którymi sam pewnie w wielu miejscach się nie zgadza.
Widać, że lobby Rydzyka w Watykanie ma bardzo silne przebicie i nawet nie jest podejrzewam dopuszczane przed oblicze papieża, inaczej ten na pewno na taką zmianę by się nie zgodził.
Kościół powinien jednoczyć, a nie dzielić, wybaczać, a nie tylko karać, rozumieć swoich wiernych i ich problemy, a nie bezpardonowo je zwalczać.
Dziwię się na przykład, w czym ustawa przeciwko przemocy jest szkodliwa dla katolickich dogmatów? Czy bicie własnych żon i dzieci jest naprawdę miłe Bożym zamiarom? Dopiero co słyszeliśmy o strasznym losie czteroletniej dziewczynki na Śląsku, którego konkubin (wraz z matką dziecka?) zakatował ją na śmierć.  Ile kobiet chodzi z podbitym okiem, ze siniakami na całym ciele, bo…….przemoc w rodzinie jest dopuszczalna, nie jest przejawem zła?
Ile kobiet cierpi przez 9 miesięcy wiedząc, że urodzi dziecko, które i tak zaraz po narodzinach umrze, do tego jeszcze przez kilka dni cierpiąc niewyobrażalne męki – bo nie można usunąć ciąży, której zakończenie  i tak będzie tragiczne.
A sprawa gender? przepraszam, a w czym tkwi zło, gdy mężczyzna pomaga żonie w domu, czy pomaga przy wychowaniu dzieciaków. To nie jest tylko sprawa matki, dom i dzieci są przecież również i częścią życia mężczyzny, przynajmniej tak powinno być.
Chyba jednak ktoś wypatrzył Boskie prawa i poukładał je według własnej modły.
Tylko co do tego wszystkiego ma nasza religia, tak opatrzne przez niektórych rozumiana i co gorsze, głoszona.
Tacy kapłani nie głoszą religii miłości, tylko sieją zgorszenie, w dodatku oprawione w ziemskie bogactwo, czym wyraźnie sprzeniewierzają się Bogu.
Ale to jest nie tylko moja opinia, tak myśli wielu wierzących ludzi, którym dzisiejszy kościół wcale się nie podoba.
Zresztą nasz kościół nie dopuszcza do wiadomości, że istnieją osoby niewierzące, lub wyznające całkiem odrębną wiarę  i mają prawo do samostanowienia od sobie. Narzucanie im  na siłę swojej wiary nosi oznaki fundamentalizmu.

Dosyć już na dzisiaj tych moich wynurzeń.
A ponieważ dzisiaj jest piątek, weekendu początek, życzę, by te dni przeszły nam w spokojnej, rodzinnej atmosferze, oprawionej promykami pięknego słonka.

masz Babo placek

 

Widać mało mi  było moich dotychczasowych dolegliwości nie tylko brzusznych, ale reumatycznych, teraz doszło mi jeszcze jedna, wredna,  i w dodatku trudna do leczenia.
Byłam wczoraj na wizycie u naszego chirurga – ortopedy, który zrobił mi USG przedramienia lewego i okazało się, że ten nieznośny ból, mrowienie i drętwienie palców w lewej ręce, a także nadwrażliwość czuciowa tej dłoni  jest na wskutek uszkodzenia nerwu  łokciowego i po- środkowego, co było już widoczne w obrazie USG, ale dostałam polecenie wykonania specjalistycznego badania EMG (elektromiograficzne) nerwu łokciowego i po -środkowego, aby zobaczyć, na ile jest uszkodzone przewodnictwo w zakresie tych nerwów, czyli jak bardzo uszkodzone są włókna nerwowe, które zaopatrują mięśnie ruchowe ręki a potem trzeba będzie podjąć dalsze leczenie, gdyż inaczej może dojść do całkowitego i nie odwracalnego zaniku mięśni i w rezultacie do unieruchomienia tej ręki. Nie wiadomo tylko, czy uda się przeprowadzić tylko leczenie zachowawczo – farmakologiczne, czy jednak nie trzeba będzie usunąć tych uszkodzeń operacyjnie. No to mam następne zmartwienie. Oczywiście to badanie będę musiała wykonać prywatnie, bo pewnie na termin na NFZ czekałabym pewnie bardzo długo.
Zastanawiałam się, skąd znowu takie choróbsko do mnie się przyplątało. Jedną z przyczyn może być uraz tej okolicy, ale jakoś sobie nie przypominam, bym uległa jakiemuś wypadkowi ostatnio, innym może być ucisk spowodowany zmianami deformacyjnymi. Nie ważny powód, ważne jest by cos w miarę szybko z tym zrobić, zanim nie dojdzie do całkowitego uszkodzenia.
Prawdopodobnie nie uda mi się już w tym roku tego badania  załatwić, chociaż znalazłam w necie kilka placówek, które takie badania EMG przeprowadzają.
Muszę się zdecydować na jakąś placówkę , która nie tylko wykona to badanie, ale również podejmie się ewentualnego leczenia mojej schorowanej rączki.

Na razie mam bardziej prozaiczne zmartwienie, mianowicie piecyk łazienkowy Junkers prawie w ogóle nie podgrzewa wody.
Wczoraj kąpałam się w lekko ciepłej wodzie, dzisiaj rano już prawie, że w zimnej.
Nie wiem, kiedy poprzednia lokatorka czyściła ostatnio piecyk, miał być naprawiony jeszcze przed moim zamieszkaniem, bo już wtedy  coś w nim nie tak działało, w rezultacie właścicielka  o tym całkiem  zapomniała i teraz ja ponoszę tego skutki. Gorzej, że wydaje mi się, że czuć z piecyka  ulatniający się gaz, a to już może być całkiem niebezpieczne. Mam nadzieję, że nie „wybuchnę” do piątku, bo wtedy ma przyjść ktoś z serwisu Junkersa i  ewentualnie piecyk przeczyścić, mam nadzieję, że nie trzeba będzie go wymieniać, bo to znowu pociągałoby za sobą koszty.
Że też człowiek nie może mieć chwili spokoju, zawsze coś musi się w tym naszym życiu dziać, nie koniecznie ciekawego, a czasami wręcz denerwującego.
Ale jak to pisałam już wielokrotnie? Nikt nie nie zapewniał, że życie będzie toczyć się po różach i to w dodatku po różach bez kolców.
To są właśnie te ziarnka pieprzu w naszym życiu, inaczej byłoby nudniej??????
No to ja, tak dla przekory, umieszczę sobie teraz różyczkę, niech mi się weselej zrobi, gdy na nią popatrzę.

W końcu mi też od czasu do czasu jakaś róża w blogu się należy, prawda Ulu?

Ale przynajmniej jedną rzecz sobie wczoraj pomyślnie załatwiłam, przed pracą pojechałam na pętlę autobusową na Krowodrzę, gdzie mieści się placówka MPK, czyli Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego i przedłużyłam sobie moją kartę na następne trzy miesiące.
Czyli dopiero w marcu przyszłego roku będę się martwiła, żeby nie dopadł mnie jakiś kanar, aby  wlepić mi mandat za jazdę bez ważnego biletu.
Nic z tego, na pewno mi to nie grozi, no chyba, żebym, odpukać w niemalowane drewno, gdzieś posiała cały portfel, w którym mam też i dokumenty.
Ale już kilka razy byłam w autobusie okradziona i teraz bardzo uważam i mocno przyciskam w trakcie jazdy torebkę do siebie.

Dzisiaj wstał lekko słoneczny, ale chłodny  czwartek, a ja do pracy idę dopiero na popołudniu, więc mam jeszcze trochę czasu dla siebie. Poranna kawka wypita  (a jednak – nałóg!), śniadanko zjedzone, teraz muszę nieco ogarnąć chałupę i akurat przyjdzie pora na opuszczenie domku. Niby nie pada ani deszcz, ani śnieg, ale chodniki są lekko śliskie, więc muszę bardzo uważać. Właśnie dlatego nie nawidzę zimy. Jeszcze tylko upadku mi brakuje, tfu, lepiej znów w niemalowane drewno odpukać.
Ale idę sobie spokojnym, wolnym krokiem, w tej chwili omijam nawet parkowe alejki, które są trochę podejrzane. lepiej przecież nawet nadrobić kawałek drogi, niż narażać się na niebezpieczeństwo.
Chodniki przy kamienicach są nawet „odkopane”, gorzej alejki, którymi dochodzę do tramwaju. Wczoraj popołudniu, gdy wracałam z pracy, byłam szczególnie nieszczęśliwa, nie dość, że alejka była mokra i śliska, to w dodatku nie ma tam prawie oświetlenia, brr, nie cierpię powracać taką wieczorową porą przez niepewne uliczki. Kiedy ta zima wreszcie się skończy??? Nie chcę jeździć taksówkami, bo to raczej jest kosztowna sprawa, ale czasami jednak w zimie, gdy zdecydowanie już będzie ślisko będę musiała z nich korzystać.
A ja już prawie że polubiłam te moje spacerki, oczywiście pod warunkiem, że akurat nie dokuczają mi stopy, czy kolana.
Jednak czegoś mnie te Pokemony nauczyły…… trzeba chodzić, no nie jakoś wyczynowo, nie od razu robić długie, piesze wycieczki, ale na razie wystarczą te moje krótkie spacerki, pomyśleć, ze jeszcze niedawno bez taksówki nigdzie z domu się nie ruszałam. Teraz zdecydowanie popieram komunikację miejską, którą można podjechać na tyle blisko, że ten niewielki  spacerek nie sprawia mi już takich trudności. Dobre i to, resztę spacerków pozostawię sobie na wiosenną i letnią porę.
Życzę wszystkim bardzo przyjemnego czwartku, nawet, gdy mróz czasami trochę szczypie w policzki.

śnieg prószy nawet w środy

Taka pora roku Uluś, taka pora roku.
Ale żeby Twoja różyczka nie zamarzła, otoczyłam ją kloszem, niech tam sobie w ciepełku radośnie rośnie.
Otoczyłam taką samą otoczką, jaką otaczam co środę nasza Przyjaźń.
Róża przechodziła różne pory roku, my też, teraz jest chłodno, ale mam nadzieję, że nasza Przyjaźń mimo złej pogody za oknem, nadal jest gorąca.
Nie straszny nam mróz i wichury, nikt naszej Przyjaźni nie złamie, prawda?
Gorące pozdrowienia posyłam Ci Uleczko, takie mikołajkowe, przedświąteczne.
Nadchodzi ten magiczny czas, który i Ty i ja spędzimy w gronie swoich Ukochanych Najbliższych i ja już nie mogę się tych dni doczekać, a TY ???
Całuski z Krakowa.  

Właściwie nie dostałam prezentu od Mikołaja i mogłabym w związku z tym popolitykować sobie troszkę, ale…….. po prostu mi się już nie chce.
Ciągle to samo mam pisać? Przecież moje poglądy moi stali Czytelnicy znają, a one się nie zmieniają i na pewno się nie zmienią.
Czekam cierpliwie tylko, co czas przyniesie.
Jest szansa, że PAD nie podpisze ostatniej ustawy przeprowadzonej przez rząd, dotyczącej wolności zgromadzeń. Jeszcze nie tak dawno PAD powiedział, że każdy ma prawo do manifestacji i…zobaczymy, czy starczy mu siły na to, by się przeciwstawić Kaczyńskiemu, zaiste byłby to precedens w jego kadencji…….
To tyle o polityce.
Wczoraj troszkę sypał drobny  śnieżek, teraz już wiem, czemu poprzedniej nocy dokuczało mi kolano, noszę w sobie jednak niezawodny barometr.
Dokuczał też i kręgosłup i ręce, dlatego w nocy się budziłam, a potem niestety chodziłam niewyspana, tzn niedospana.
No i to moje wczesne wstawanie, po jakie licho tak szybko, czyli około czwartej rano się budzę i co gorsze, jestem już wyspana. Tak, wtedy mam takie odczucie, bo gdzieś koło południa, czasami wcześniej, gdy już nie ku temu pora. sen zaczyna mnie morzyć.
Za parę miesięcy o tej godzinie będzie mnie już delikatnie słoneczko budziło, teraz niestety jest to ciągle jeszcze głucha, ciemna noc, brr straszne, bo w nocy wszystko straszy, a to podłoga trzeszczy, a to drzwi od szafy skrzypią, nie wiem, czy wszystkie duchy z niej  wtedy właśnie na łów wychodzą????

Wczoraj miałam telefon od mojego gościa z ostatniej niedzieli i już wstępnie umówieni jesteśmy na kolację, On wybrał kolację  u Wierzynka, bo to jest przecież restauracja z takimi wielkimi tradycjami.
Jest to restauracja mieszcząca się  w Krakowie , przy Rynku Głównym,  założona w roku 1945 przez Kazimierza Książka, jako restauracja Pod Wierzynkiem.
Nazwą swoją nawiązuje do słynnej uczty, wydanej w roku 1364 przez Mikołaja Wierzynka, a w której uczestniczył cesarz Karol IV Luksemburski, król Kazimierz III Wielki i wielu innych królów i książąt.

Najważniejszym celem politycznym zorganizowanego z tej okazji wielkiego zjazdu monarchów był projekt stworzenia ligi państw środkowej Europy wobec zagrożenia tureckiego, w czym szczególnie zainteresowany był uczestniczący w uczcie król Cypru Piotr Lusignan, który podróżował po Europie w poszukiwaniu wsparcia w obronie swej wyspy.

Ostatecznie gośćmi uczty obok Kazimierza Wielkiego byli m.in. cesarz i król czeski Karol IV Luksemburski, król węgierski Ludwik I Wielki, król cypryjski Piotr Lusignan, książę austriacki Rudolf IV Założyciel, książę mazowiecki Siemowit III, książę opolski Władysław Opolczyk, książę świdnicki Bolko II Mały, książę wołogosko-słupski  Bogusław V z synem Kaźkiem Słupskim, margrabiowie brandenburscy Ludwik VI Rzymianin i Otto V Leniwy..

Uczta, opisana przez  Jana Długosza, miała trwać 21 dni. Król Kazimierz, zadowolony z jej wystawności i przede wszystkim z doskonałego wrażenia, jakie odebrali goście (wraz z hojnymi darami od gospodarza, z których najcenniejszy, dla Kazimierza, miał mieć wartość ponad 100 tysięcy florenów) , przekładającego się na korzystne dla królestwa polskiego postanowienia, jakie uzgodniono przy tej okazji, nadał Wierzynkowi przywilej przyjmowania królewskich gości w jego domu. Od tego też czasu datowana jest tradycja krakowskiej restauracji Wierzynek.

Niepewne jest dokładne miejsce, w którym uczta się odbywała; brak dowodów na to, by miała miejsce w  Kamienicy Morsztynowskiej , w której dzisiaj znajduje się restauracja Wierzynek. Niewykluczone, że miejscem uczty była Kamienica Szara lub jeden z domów przy ulicy św Jana .



obraz Uczta u Wierzynka Bronisława Abramowicza z roku 1876.

I ja tam byłam i wino i miód piłam…….  nie, wtedy oczywiście mnie jeszcze na świecie nie było (no chyba, że byłam w reinkarnacji), ale kilkakrotnie z Rodzicami byłam na wspaniałym obiedzie u Wierzynka, no i pewnie będę tam i w tę sobotę.
Ach ta atmosfera, te bogate wnętrza, te różnorakie sale, każda w innym wystroju…………….
Są tam kolejno sale: Wierzynkowa, Kolumnowa, Krakowska, Zegarowa, Rycerska, Pompejańska duża i mała, Renesansowe – wszystkie w wystroju iście królewskim, a w każdej z nich podawane są wyborne, bardzo urozmaicone dania.
Ale o tym napiszę już po mojej wizycie w tych restauracyjnych apartamentach.
A po takiej uczcie pewno będę miała wyrzuty sumienia, że tak skromnie przyjęłam w zeszłą niedzielę mojego gościa, ( eeee, klopsiki?), ale i tak wszystko było bardzo smaczne, bo domowe. Zresztą widziałam, że gość był ukontentowany, to skąd te moje kompleksy?

Jednak dzisiaj jeszcze jest normalny, powszedni dzień, nie świąteczny, a pracujący.
No, właściwie mogę powiedzieć, że każda środa dla mnie i dla Ulki jest świąteczna, ale o prozie życia niestety nawet wtedy zapomnieć nie można.
Będę też starała się dzisiaj  w pracy skorzystać z porady chirurga – ortopedy, pierwotnie miałam zamiar poskarżyć się na mój kręgosłup szyjny, bo ten promieniujący do dłoni ból jest bardzo dokuczliwy, a tu się okazało, że jeszcze bardziej dokucza mi lewe kolano, no to co mam teraz wybrać ??? Aż dwóch blokad przecież nie mogę otrzymać.
Oj te „siątki” coraz bardziej w moich kostkach się usadowiają.

Życzę Wszystkim  wiele pogody ducha na ten co prawda słoneczny, ale jednak trochę mroźny dzionek.

 

 

Święty i Święta

 

Zaglądam dzisiaj rano  pod poduszkę i……. nic, pusto, nie ma prezentu  😦  Zaglądam drugi raz i trzeci i nadal nic 😦
Pewnie za bardzo szczelnie zamknęłam wczoraj okno, bo mróz w nocy nieco się zrobił, no to którędy ten Święty Mikołaj miał się do mnie dostać??
A może po prostu nie byłam tak do końca grzeczna????
Cóż, Święty mnie nie docenił, Lotek też mnie nie docenił, widać tak musi być i koniec, muszę się z takim losem pogodzić 🙂
Ale też, tak na wszelki wypadek, przez okno spojrzałam, a tu ani grama śniegu nie ma, ani na ulicach, ani w parku……… pewnie św Mikołaj nie mógł saniami dojechać, tylko ciekawe, jaki rodzaj komunikacji w takim bądź razie sobie wybierze?
No dobrze, dzisiaj o polityce ani słowa, bo ciągle mam nadzieję, że jednak ten miły starszy Pan z prezentami do mnie zaglądnie. Lepiej być ostrożnym.
A zresztą on święty, ale podejrzewam, że też to, co się ostatnio w Polsce wyrabia, nie spodoba mu się, chociaż…….. ale na pewno do Pisu by się nie zapisał 🙂

Ale ci….cicho……. sza………
Lubię ten dzień 6 grudnia, bo co prawda ostatnio jakoś nie jestem w nim szczodrze obdarowywana, ale właśnie ten dzień przypomina, że Święta są już całkiem bliziutko.
Oczywiście spędzę je jak zwykle w Modlnicy.
Chciałam co prawda zaprosić Magdę z Jackiem i dziećmi do mnie na Wigilię, wreszcie mam ku temu warunki, ale….no właśnie, ale, oni mają jeszcze inne rodzinne powiązania, z których muszą się wywiązać. A  jak mus, to mus, nie ma mocnych.
Tylko już miejsca na przyjęcie tylu osób na raz nie mam za wiele, ani też i siły na tyle, aby ten dziecinny harmider znosić, no to dobra, pojadę już do tej Modlnicy.
No, nie już, ale za dwa i pół tygodnia.
Na razie przygotowuję sobie listę zakupów przedświątecznych, bo moim wkładem w Wigilijną Kolację będzie kapusta z grzybami i oczywiście kutia.
Więc prócz kapusty muszę kupić jeszcze grzyby – suszone prawdziwki, a do kutii pszenicę, bakalie,  mak, miód  i słodką śmietankę.
Kutia to staropolska potrawa, właściwie „przyszła” do nas ze wschodu, gdzie najpierw na Wigilię podawano samą ugotowaną pszenicę, a kto był bogatszy, dodawał do niej miód, mak  i suszone, kandyzowane owoce. Zresztą ta potrawa jest nadal dominująca potrawę wschodniej Wigilii, od niej rozpoczynają wieczerzę. Trochę dziwna ta kolejność, bo najpierw jedzą słodką potrawę, potem podają barszcz czerwony z uszkami z grzybów, albo i inną zupę wigilijną np. postny żur, czy zupę grzybową, a potem dopiero podają smażoną rybę z kapustą. Ale co zwyczaj, to zwyczaj.
W moim rodzinnym domu zawsze hołdowano czerwonemu barszczu z uszkami z grzybami i obowiązkowo zawsze podawana była kapusta z grzybami, no i tak pozostało, dzieci Siostry (zresztą Brata też) nadal kultywują te tradycyjne rodzinne dania. I bardzo dobrze, niech żyje rodzinna tradycja, przez to wciąż mamy duchowy kontakt z tymi, którzy od nas odeszli.
Ale kapusta musi mi wyjść wspaniała, koniecznie, nie mogę dać plamy.
Dlatego wszystko już w szczegółach opracowałam.
Oczywiście nie mogę zapomnieć, że w Wigilię przypada Dzień moich Imienin, więc i tradycyjnie muszę upiec tort kokosowy.
Ale piec już będę u Magdy w domu, mam nadzieję, że jak co roku Olka mi pomoże.
Bo co wart by były moje imieniny bez tortu kokosowego i …ajerkoniaku.
Zresztą ten jajeczny koniak zawsze podają w Boże Narodzenie w USA i chyba też i w Anglii.
Ale w moim przypadku nie jest to żadne nawiązywanie do zachodniej tradycji, tak sobie już kiedyś wymyśliłam i tak pozostanie.
Z tym, że w USA pije się ajerkoniak przez nich osobiście przyrządzany i podawany w wielkiej misie, z której każdy ten zbawienny płyn przelewa do szklaneczki.
Ja nie będę bawiła się w robieniu ajerkoniaku, chociaz też właściwie bym mogła – potrafię to zrobić, ale zadowolę się tym kupnym. I nie będziemy go nalewać z wazy i popijać w szklaneczkach, ale kulturalnie, tak po polsku, będziemy go sączyć z kieliszków. Mniam, już się rozmarzyłam na samo takie miłe wspomnienie……
Właśnie dokładnie sobie policzyłam, do Wigilii pozostało tylko 17 dni, wyłączając dzień dzisiejszy no i dzień wigilijny.
Jakoś przetrwamy……
Życzę Wszystkim wiele radości przy rozpakowywaniu mikołajkowych prezentów, wiele uśmiechów  miłości i wzruszeń, bo takie na pewno będą, zwłaszcza, gdy prezenty będą rozpakowywane przez naszych Milusińskich.
Dobrego dnia.

to już dzisiaj

 

Czy słyszycie ten delikatny dźwięk dzwoneczków w oddali??
To już dzisiaj w nocy przybywa do nas Św, Mikołaj z prezentami.
Oczywiście w pierwszej kolejności przywiezie prezenty grzecznym dzieciom, ale może i nam, starszym też coś małego, ładnego i od serca podrzuci?
Przyznam się, że mam taką cichą nadzieję, ale…..

Wczoraj spędziłam bardzo miłą niedzielę z moim gościem.
Przyznam się, że kasza bulgur  nie przypadła mi do gustu, mój gość jakoś nie wyraził co prawda swojej dezaprobaty dla tej potrawy, ale na całe szczęście miałam jeszcze ugotowane ziemniaczki, więc był w sumie jakiś wybór.
Siedzieliśmy do bardzo późnych godzin wieczornych rozmawiając, wspominając, a wiele z tych wspomnień wzmagało w nas serdeczny śmiech, jak to człowiek zupełnie inaczej po pewnym czasie na niektóre sprawy patrzy. Ponieważ mój gość jest tylko przejazdem w Krakowie, nie będzie tu długo, ale już wstępnie umówiliśmy się na obiad w jakiejś dobrej, krakowskiej restauracji. Teraz musimy tylko uzgodnić jakiś dogodny termin spotkania.
Z ciekawostek: mój brzusio przestał lubić kawę. Wczoraj popołudniu do szarlotki podałam kawusię i….nie mogłam jej wypić, po prostu mnie zaczęła „dławić” Dzisiaj rano, tak dla przekory, też zrobiłam sobie jak zwykle kubek kawusi i….  ledwie pół kubka wypiłam. Nie wiem czemu tak się dzieje, znów jesteśmy z moim brzuchem w konflikcie, bo ja kawę bardzo lubię, on nie i co tu teraz robić?
Może dam mu kilka dni odpoczynku od tego napoju i  może znów nabierze na kawę ochotę???  No bo jak mam teraz rozpoczynać poranek, od herbaty????

Przed nami kolejny tydzień, jaki on będzie?
Politycznie raczej niespokojny, bo coraz więcej wściekłości zbiera się w ludziach, coraz większa arogancja ogarnia nasz rząd. Oni są pewni swojej wielkiej przewagi, ale taka pycha kiedyś nareszcie ich zniszczy. Wrzód niezadowolenia wzbiera, kiedyś musi wylać z siebie tę złość. Boje się, czy na pewno przejdzie to drogą pokojową, zobaczymy już niebawem, 13 grudnia, gdy przewidziana jest olbrzymia demonstracja z przesłaniem DOŚĆ NISZCZENIA POLSKI!!!.
Czy rząd się przestraszy, czy raczej ich buta podpowie im rozwiązania podobne do tego pamiętnego 13 grudnia sprzed lat?
Już posłanka Pawłowicz przestrzegała :  nie prowokujcie KODO-wcy, bo doczekacie się wreszcie łomotu od Polaków.
Chwileczkę od jakich Polaków? Tych prawdziwych Polaków- katolików? To po to Macierewicz formuje swoje wojsko, żeby zbrojnie wystąpić wraz z garstką zaczadzonych swoich zwolenników przeciwko swoim Ziomkom- Polakom??
Strach pomyśleć, że takie pomysły mogą się roić w głowie tych pisich oszołomów. To po co był potrzebny cały ten ruch Solidarność? To po tylu latach wracamy do komuny, jeszcze bardziej siermiężnej komuny, tylko dlatego, że w jednej poplątanej główce roją się pomysły na władzę absolutną???
Mam jednak taką nadzieję, że ta tchórzliwa, jakby nie było, formacja PIS-u jednak ustąpi pod naporem ludzi widzących inną, normalną, demokratyczną Polskę i oby stało się tak bez niepotrzebnego rozlewu krwi.
Zresztą już widać, że Pis dobry jest tylko w gębach, ale gdy się mocniej tupnie nogą…….stają się całkiem malutcy, częściowo ustępują.
Ale jednak boję się, obawiam się, czy wszystko odbędzie się tak jak powinno, jednak jest jeszcze sporo zaczadzonych pisem w Polsce, te 500 +, za które pis ich kupiło, niestety jeszcze działa. Bardzo dobry artykuł przeczytałam ostatnio na ten temat w Polityce. Związane to było z uroczystością 25 lecia Radia Maryja, które odbyło się w zeszłym tygodniu w Toruniu, a w którym brał udział cały nasz rząd. Kiedyś Pis mówił, że poprzedni rząd klęczy, ale niestety  prawda jest taka, że obecny rząd nie tylko klęczy, ale się tarza w pokorze przed jednym pseudo-katolickim kacykiem z Torunia, opłacając tym swoje poparcie u rzeszy tych „katolików”, którzy takiemu typkowi jak Ojciec Rydzyk ślepo wierzą. No tak, jak powiedział ongiś Onufry Zagłoba „”Diabeł ubrał się w ornat i na mszę dzwoni ogonem”
Polecam wszystkim ten bardzo ciekawy artykuł   http://hartman.blog.polityka.pl/2016/12/04/zyczenia-dla-rydzyka-na-25-lat-rm/?nocheck=1

I to nie tylko tym z lewicy, myślę, że wielu katolików też podpisze się pod tym artykułem!! Bo to, co się dzieje ostatnio, o pomstę do nieba woła!!!!!

Kończę już te polityczno – kościelne dywagacje życząc wszystkim miłego poniedziałku i spokoju, tak nam wszystkim przecież potrzebnego na cały ten i następny i jeszcze następny tydzień.
Wszak Święta zbliżają się coraz szybciej…..

jeszcze….

Tak, tak, jeszcze tylko 2 dni i wieczorem możemy spodziewać się wizyty bardzo sympatycznego, starszego Pana.
Ja już list napisałam, za okno wsadziłam i chyba już ptaszki go porwały i przed oblicze Świętego zaniosły, a teraz tylko grzecznie czekam…..
Bardzo jestem ciekawa, czy idąc ulicą Szymanowskiego, spojrzy na pewne okienko na parterze i …… na wszelki wypadek zostawię okienko uchylone, chociaz ziąb taki na dworze i śnieg znów pada malutki. Dobra, malutki, ale swoje zrobił, bardzo często tej nocy się budziłam, a to bolał kręgosłup, a to kolano, a to stopy…
Doczekałam wreszcie jakoś rana i napoiłam się moim Nimesilem, no teraz będzie już tylko dobrze.
Gdyby nie Lotek, pewnie bym dzisiaj nosa z domu nie wyściubiła, wszak wszystkie zakupy można przez internet załatwić, ale nie mogę takiej okazji, jak przeszło 20 milionów,  przegapić. Tyle forsy, wyobrażacie sobie, jak to jest taką fortunę posiąść?
Tylko jakie abra kadabra trzeba odprawić, żeby wylądowały one na moim koncie? No dobra, podzielę się ewentualnie z kimś, ale niech chociaż spora część tej fortuny do mnie spłynie.
Szkoda, że nie mam złotej rybki, bo może ona spełniłaby moje marzenia…..

Rybko, złota rybko, spełnij tylko to jedno moje marzenie, ale za to jakie wielkie marzenie: chcę wygrać w Lotka i to nie trójkę, czwórkę, czy piątkę, chcę trafić tę główną wygraną.
Czy to naprawdę aż takie trudne do spełnienia jest dla Ciebie???

A co tam jeszcze słychać?
Nic specjalnego, bo w każdym dniu dzieje się to, co się dzieje, raz jest dobrze, raz trochę gorzej, ale zawsze, gdy człowiek ma nie farta, myśli sobie, a przynajmniej powinien sobie tak pomyśleć, że to, co jest niedobre, w końcu kiedyś się skończy, a wtedy wyjdziemy już na prostą.
Tak jest w życiu osobistym, w pracy, w Rodzinie, tak jest i w końcu w sprawach państwowych…. Wydaje mi się, że coraz bardziej osiągamy w tym ostatnim dna, że już gorzej być nie może, ale codzienność pokazuje nam, że jeszcze wiele niedobrego da się wymyślić.
No to opadajmy szybciej na to dno, bo im szybciej tam spadniemy, tym szybciej się od niego odbijemy i wypłyniemy na powierzchnię.
Nie będzie to jednak takie prosto, sporą porcję reanimacji będzie nasze przy topione w bagnie państwo potrzebowało, by z powrotem w dobrej formie  było, sporo brudów i świństw będzie musiało być stopniowo usuwane, ale damy radę. Polacy nigdy upodlić się nie dali, mam nadzieję, że i tak będzie tym razem.
No to głowa do góry, cieszmy się na razie sobotnim wypoczynkiem, bo to jeszcze nie ta pora, gdy gospodynie ze szmatką po mieszkaniu latają, pyłki ścierając i w kuchni urzędują, by potem mogły się roznosić wspaniałe świąteczne zapachy. Na to jeszcze troszkę czasu mamy.Nie dużo, bo nie dużo, ale stopniowo, powolutku i do takiego przedświątecznego etapu dobrniemy.
Jednym słowem : życzę miłej soboty

GDY…

 

 

Gdy człowiek kładzie się wcześniej spać…… niestety budzi się wyspany w samym środku nocy.
I ja tak wlanie miałam. Dzisiaj pobiłam chyba rekord, bo obudziłam się już o godzinie  2.30 i….koniec ze spaniem.
Usiłowałam jeszcze jakoś zasnąć, ale to mi się już  nie udało.
Co było robić, zaglądnęłam więc do Face Booka, a tu zastałam „świetną” nowinę dla biednych emerytów.
Ciekawe, co na to powie moja koleżanka J., gdy usłyszy, że Pis zabroni jej legalnej pracy, ponieważ bierze emeryturę
Żadnego dorabiania, jesteś emerytem, to głoduj sobie, szczególnie, gdy  się tak jak ona na ten Pis wspaniały głosowało.
Ale wątpię, czy to jej otworzy oczy, bo zatwardziała jest w swojej wierze w tę partię…niestety.
Ale co tam moja koleżanka, gorzej inne biedne emerytki i emeryci, którzy jakoś chcą cokolwiek dorobić do swoich głodowych świadczeń, które jako jałmużnę od państwa otrzymują, a niekoniecznie w wszechwładzę Pisu wierzą.
Chwila, chwila, jaką właściwie jałmużnę? Przecież pracowali 30 lat i dłużej, odpłacali sobie składki na ten czas odpoczynku od pracy i…….. teraz im się to wymawia. A jeżeli jakaś babcia, czy jakiś dziadzio zdecyduje się jednak zarabiać coś na boku, za karę ZUS odbierze im emeryturę.
To już chyba większego skandalu Pis nie mógł wymyślić ?
A jednak mógł, w przeciągu kilkunastu godzin przeprowadził nowa reformę, o której tak głośno zapewniał, mianowicie, podniósł kwotę wolną od podatku do 6500 zł (miało być co najmniej 8000), ale też nie dla wszystkich jednakowo, tylko dla tych mało zarabiających, reszta tej kwoty nie otrzyma, a nawet Ci, którzy zarabiają więcej,  będą dopłacać większe podatki. Jest jeszcze jeden „biały kruczek” w tej ustawie, mianowicie posłowie, jako jedyni  bardzo ciężko pracujący w Polsce ludzie,  dostaną kwotę  wolną od podatku w wysokości…….. 30 000 zł Tak, nie mylicie się, to jest taka właśnie dla nich przeznaczona kwota,  przecież oni naprawdę ciężko pracują, co tam na przykład takie darmozjady, jak na przykład górnicy, oni nic o ciężkiej i prawdziwej pracy przecież nie wiedzą.
To była superekspresowa reforma, która została w rekordowo krótkim czasie ustalona i od ręki podpisana przez prezydenta, który zapewniał nas przecież podczas swojej kampanii wyborczej, że nie będzie notariuszem rządowym. Tej obietnicy jednak nie dotrzymał. Stanowczo jest takim właśnie notariuszem, wszystko co mu pod nos Pis podsuwa, podpisuje bez zmrużenia oka.
Zaiste dobra zmiana goni dobra zmianę  i o następną taką uderza. Tylko, żeby nam się w głowach po tych zmianach nie przewróciło, w tym pisim dobrobycie.

Wczorajszy wieczór należał do jednych z najsmutniejszych w Polsce, w związku ze straszną tragedią w kopalni Rudna, gdzie na wskutek niespodziewanego wstrząsu, doszło do wielkiej katastrofy, w której śmierć poniosło  ośmiu górników.
Jest to naprawdę straszna wiadomość i wraz z innymi łączę się w wielkim bólu z rodzinami, w którym ta śmierć najbliższych przyniosła niepowetowaną stratę i olbrzymi smutek. I to ironio losu, akurat prawie w przededniu święta górników – Barbórki.
A tak między nami, ciekawa jestem z jakim propozycjami odszkodowań dla rodzin, dla których nieraz pracujący mąż był jedynym żywicielem rodziny, zaproponuje rząd. Czy będą one chociaż w części proporcjonalne do tych odszkodowań smoleńskich? Śmiem wątpić, tam nie będzie aż takiej siły przebicia, jaka jest w Pisie.

Dzisiaj obudził nas miesiąc grudzień. Zimny i ……bardzo śnieżny, wszystko pokryte jest śniegową pierzynką. A jednak zima o nas nie zapomniała, a tak się łudziłam…….
Boję się troszkę tej drogi do pracy, bo może być ślisko, chociaż może do południa ten śnieg gdzieś jakoś w cudowny sposób zniknie???
Chociaż mam wielkie obawy, że tak się nie stanie, bo śnieg uparcie pada i pada. Chyba Aniołki wszystkie pierzynki w niebie porozrywały:-)
Ale i tak wiele radości na ten czwartkowy,  bardzo śnieżny dzień Wam życzę.