Miałam wczoraj niezły dzień

 

 

I to bardzo optymistycznie brzmi, bo jaki poniedziałek, taki i cały tydzień.
A masę spraw sobie wczoraj przed pracą pozałatwiałam.
Oczywiście, że tylko temu, że Olcia woziła mnie wczoraj swoim autem po Krakowie.
A muszę przyznać, prawo jazdy ma  co prawda od  2 lat, ale jeździ całkiem fajnie, przynajmniej bezpiecznie. Wcale nie boję się wsiadać z nią do samochodu.

Najpierw zrobiłyśmy mały napad na bank, spokojnie, nie ogołociłyśmy go do cna, trochę jeszcze zostało w nim kasy.
Potem pojechałyśmy do Futura Park, gdzie Olka załatwiała swoje sprawy, a ja rzuciłam się do sklepu z obuwiem CCC. Oj spory tam był wybór, ale ja szukałam konkretnie jednego rodzaju obuwia – już zimowego. Co prawda w zeszłym roku kupiłam sobie na Kleparzu botki, które wydawały mi się wtedy całkiem  wygodne, ale….jakoś na dłuższe spacery w nich raczej nie ma się co wybierać. Przy dłuższym chodzeniu robią się twarde, sztywne, niewygodne.
To nie są wcale  moje chimery, kto czyta mój blog wie, że mam spore kłopoty z chodzeniem i niestety nie wszystko obuwie, a raczej prawdę powiedziawszy, większość butów  mnie nie zadowolą. Ja muszę mieć buty naprawdę  wygodne, miękkie z elastyczna podeszwą.
Toteż chwilę się porozglądałam ( miałam nie wiele czasu, tylko tyle, ile Olka w swoim dziale coś załatwiała) i znalazłam całkiem przyzwoite botki typu EMU firmy Lasocki. ( zdjęcie powyżej) Mam nadzieję, że dobrze mi się w nich będzie chodziło, poprzednie buty tego samego typu były dla mnie super wygodne. Do tego dokupiłam jeszcze sobie wkładki i impregnat do butów i….dwie stówki poszło z mojej kieszeni w świat, a raczej do kasy sklepu.
Ale co robić, jakoś w zimie chodzić przecież muszę!!!
Po drodze do pracy wstąpiłyśmy jeszcze kupić bilet miesięczny MPK. Fajna sprawa, ponieważ jestem stałym mieszkańcem Krakowa, mam w związku z tym  zniżkę na bilety i za trzymiesięczną kartę (oczywiście ze zniżką dla seniorów) zapłaciłam tylko 105 zł, a nie jak dawniej 132 zł, zawsze jakiś grosz przyoszczędziłam.
No tak, teraz trzeba bardzo uważać ile i na co się wydaje.
Tylko żebym zmądrzała jeszcze na tyle, żebym niepotrzebnie pieniądze na te papierosy nie wydawała……….
Ale duch ochoczy, ale ciało takie mdłe……
Dobrze mówi mój jeden kolega: kobiety po prostu nie maja silnej woli.
Ale to nie do końca jest prawda, bo wczoraj na przykład kusiło mnie bardzo ptasie mleczko, które leżało sobie u nas w przychodni w rejestracji, wystarczyło tylko wysunąć dłoń i…….. się poczęstować. Ale twardo powiedziałam sobie NIE, nie będę się tuczyła, podobnie jak powiedziałam też kilka dni temu nie koleżance, która mnie mamiła ciastkiem przyniesionym przez jakiegoś pacjenta.
Wtedy też nie uległam pokusie, więc może nie do końca jest aż tak źle z moja wolną wolą??? Może to jednak wina tych nieszczęsnych papierosów????
Bo to prawda: dwie minuty radości w gębie, a potem 2 cm więcej w biodrach, 2 kg więcej wagi i….nie wiadomo ile godzin wyrzutów sumienia, po co właściwie zjadłam to ciastko, czy tę czekoladkę, no po co?????

A potem było już normalnie, praca, powrót do domu i…zaraz zrobiło się już ciemno, ledwie zdążyłam tylko podgrzać  sobie obiad i go zjeść, a już herbatę poobiednią musiałam przy zapalonym świetle pić. Dla mnie strasznie jest przygnębiająca ta wcześnie zapadająca ciemność, ale przynajmniej na jakieś pół roku trzeba do niej się przyzwyczaić. A będzie jeszcze gorzej, jeszcze o wiele wcześniej zmrok i noc będą zapadały. 
Nadeszła teraz pora ciemności bowiem…….
A spało mi się tej nocy wyjątkowo smacznie, może dlatego, że nie miałam za głową piecyka włączonego, nie, nie było mi zimno, bo na chwilkę przed wejściem do łóżka rozgrzałam sobie kocykiem elektrycznym pościel (potem kocyk już usunęłam) i wskoczyłam do trochę nagrzanego, ale nie gorącego  łózia , tak wiec nawet całego odcinka serialu Rodzina Zastępcza nie oglądnęłam, zaraz sobie zasnęłam.
A po nocy wstał dzień, co prawda rano nieco pochmurny, ale wcale nie zimny, wiem, bo paliłam porannego papierosa (a jednak!) przy otwartym balkonie, a teraz nawet i słonko ładnie nam świeci.
I bardzo dobrze, bo na dzisiaj jestem umówiona na pod strzyżyny do pani Krysi (jakoś przecież na tej Komisji Wyborczej muszę do ludzi być podobna), no i oczywiście muszę zrobić sobie u pani Eli leczniczy pedicure, bez niego trudno mi się chodzi, a raz na półtora miesiąca, albo co najmniej raz na dwa miesiące jestem do tego przymuszona by to zrobić, inaczej jest klapa z moim chodzeniem, inaczej czuję te stopy, jakbym po palących drewnach chodziła.

No to tyle z planów na dzisiejszy dzionek. Mam nadzieję, że pogoda mi ich nie pokrzyżuje, bo coś ostatnio odzwyczaiłam się od chodzenia z parasolką w ręku.

Życzą przyjemnego i słonecznego wtorku i do….jutra, może znów coś w moim blogu będzie związanego z polityką, a może nie?……

P.S. Pozdrawiam Skitusia 🙂