Kupiłam se elektrona

Nie będzie dzisiaj żadnego mojego politycznego zdania.
Zamiast tego polecam bardzo ciekawy artykuł Jakuba Bierzyńskiego ,   zawarty na stronach  W.P.
Dla zainteresowanych podaję link  –   naprawdę warto poczytać, bo może to jednak koniec wielkiej partii PIS i koniec Jarusia??

http://bierzynski.pl/publikacje/prezes-postawil-na-zlego-konia-teraz-nie-potrafi-przyznac-ze-przegral-wirtualna-polska/

A jak nie o polityce, to trzeba napisać cos z życia wzięte.

No to informuję: KUPIŁAM se ELEKTRONA.

Specjalnie napisałam se, a nie sobie, bo to tak wyraźnie i charakterystyczne  krakowskie powiedzenie – „se” Na przykład u nas w Krakowie (jak to dumnie brzmi, prawda?) mówi się: idże se, zrób że se, ………  ot taka krakowska gwara.
Jeszcze jedno takie charakterystyczne  powiedzenie : idże, idże,  kto chce przeczytać o ciekawostkach krakowskiej mowy, polecam Gazetę Krakowską, a w niej jest zawsze taki specjalny artykuł dotyczący krakowskich powiedzonek – ciekawie i zarazem dowcipnie podane słowa, czasami nawet sama z niektórymi miałam kłopoty, chociaż przecież z dziada, pradziada jestem rodowitą Krakowianką.

No dobra, wracam do tego nieszczęsnego elektrona.
Kiedyś, gdy mieszkałam jeszcze na Smoleńsk, św Mikołaj przyniósł mi właśnie taki elektroniczny papieros, żebym za bardzo nie zasmradzała mieszkania, w którym z innymi współmieszkańcami dzieliłam i….wtedy mnie to nawet zainteresowało. Paliłam tego elektrona około 2 lata, nie patrząc nawet na normalne papierosy, nie miałam zresztą takiej potrzeby.
Potem, przyznaję, że z głupoty, sięgnęłam po tego jednego, jedynego (tylko) normalnego papierosa i….
Okazało się, że elektrony mi już nie smakują. Fakt, były raczej liche, bardzo często ten liquit wyciekał z niego do mojej gębusi i miałam bardzo niemiły jego smak przez cały dzionek.
Teraz wiem, źle zrobiłam, trzeba było po prostu…przestać cokolwiek palić, ale cóż, przyznaję, głupia byłam.
Jednak teraz kłopoty finansowe (kto ich nie ma?), a szczególnie wizja opłacania tego bardzo drogiego ogrzewania zmusiła mnie do ponownego rozpatrzenia mojego dylematu: palić papierosy, czy cierpieć z chłodu?
Wybrałam jednak tę lepszą alternatywę:  bez papierosa da się jakoś żyć (ale co to jest za życie????), a jednak ciepełko w domu jest bardzo ważne.
No tak, paliłam około 1 paczkę Vogue dziennie, czyli 16.80 wydawałam codziennie na dym, który unosił się w domu, już nie mówiąc o smole, która osiadała w moich oskrzelach i w płucach, czyli miesięcznie wydawałam na papierosy około 500 zł.
Prosty rachunek: papierosy 500 zł, ogrzewanie 450 zł, czyli jeszcze 50 zł zostaje mi w kieszeni.
Wniosek jest chyba prosty i słuszny : trzeba to zmienić 
Tylko czy i ile tym razem wytrzymam?
No właśnie, chyba dwa dni temu napisałam :  duch ochoczy, a ciało mdłe……….
Jednakowoż pomyślałam, że jeżeli nie spróbuję, nic samo się nie zmieni, to jest moja decyzja i ja ja podded muszę.
No to poszłam wczoraj do sklepiku z takimi różnymi  elektronicznymi akcesoriami.
Co prawda nie musiałam zadawać sobie aż tak wiele trudu, bo taki kiosk z między innymi papierosami elektronicznymi, jest na mojej drodze do pracy, a dokładnie przy przystanku, na którym wsiadam do autobusu jadącego do pracy.
Już parę razy przymierzałam się, aby tam zaglądnąć, ale ponieważ wczoraj wyszłam stosunkowo wcześniej niż zazwyczaj, podjęłam taką decyzję : dzisiaj, albo nigdy.
Przyznam, że trochę mnie zdziwiły całkiem nowe modele tych elektronów. Dawniej były mniejsze, miały kolor typowego papierosa: biała góra i żółty filtr i miały całkiem inne ładowarki. Tylko ten smak pozostał taki sam……
Teraz podobne tamte papierosy zostały już dawno z handlu wycofane ( no fakt, minęło przecież sporo czasu, gdy przestałam je palić), teraz wprowadzane są całkiem inne modele, nie wiele zresztą papierosa przypominające. I to jest ich wielki minus. Człowiek ma zakorzeniony w mózgu wygląd typowego papierosa i gdy bierze takie dziwactwo do buzi przestaje czuć przyjemność używania takiego papierosa.
Ale trudno, coś, za coś.
Plusem tego papierosa jest to, że ma teraz już elektroniczną ładowarkę, to znaczy mogę ją podłączyć do komputera i ładować podobnie jak na przykład telefon komórkowy.
Niestety posmak chemiczny w buzi po nim pozostaje, a to jest następny minus używania tego gadżetu.
Na całe szczęście nie wycieka z niego już ten płyn i nie osiada na moim język – mały plusik.
Czyli reasumując :  używanie elektronu ma swoje plusy i minusy. Jednak nie można zapominać, że nadal człowiek truje sie nikotyną, która zawarta jest w tym liquidzie,  chociaż za to nie wydzielają się te osady spalanej nikotyny w płucach.
No i dla mnie wielki minus to to:, że ten papieros….po prostu mi nie smakuje!!!
To jest bardzo ważne, bo to może skończyć się dla mnie dwojako, albo powrócę (co nie daj Panie Boże) do normalnych papierosów, albo po prostu rzucę je całkowicie, a to by było najlepsze z najlepszych rozwiązań.
Na razie jakoś się trzymam. Co prawda wczoraj wieczorem troszkę się czymś tam zdenerwowałam i sięgnęłam (a jednak) po normalnego papierosa (ale tylko jednego, jedynego), ale przed snem kilka razy zaciągnęłam się już elektronem, zresztą podobnie  było i dzisiaj rano, zwyczajny papieros pozostaje na wszelki wypadek w schowku.
Tylko……zawsze lubię sobie rano wypić kawusię i zapalić przy tym papieroska, a jednak kawa przy elektronie wyraźnie mniej smakuje 
A tak po prawdzie, wcale elektrom mi nie smakuje, ale jednak po zaciągnięciu się nim jakoś  nie ciągnie mnie do normalnego papierosa, czyli jak na razie mi on wystarcza. Jak na razie……..
Muszę się jakoś trzymać, bo albo będę Caringtonem  bez papierosa, albo palącym papierosy dziadem.

Decyzja należy do Ciebie Ewusiu 🙂

A co jeszcze: Oczywiście słowo o pogodzie.

Rozpieszcza nas ta jesień, nie da się ukryć, ale lepiej jej nie za bardzo chwalić, bo jeszcze się ją zaziaje……
Wczoraj ranek był chłodny, za to popołudnie było iście letnie, nawet z temperaturą 24 stopni i dzisiaj zapowiada się podobny dzień.
Co tam dzisiaj, właściwie cały weekend taki ma być i bardzo dobrze !!!!!
NIECH TAK SIĘ STANIE!!!!!
Na razie u mnie w domku  ogrzewanie elektryczne  wciąż jest wyłączone , ale rano troszkę marznę…..
Lekki katarek i kichanie od czasu do czasu staje się moim towarzyszem dnia.

No to zwalniam Was już dzisiaj z mojej lektury, idźcie połapać trochę ciepełka.
Wspaniałego piątku i wspaniałego całego weekendu