a kaczuszki wciąż sobie pływają

 

 A dzisiaj jest przecież środa !!!!

 

 

 

 

 A jeżeli środa, to oczywiście jest róża, Ula i ja.
Uleczko ! pogoda znów nam sprzyja, mamy taką piękną jesień za oknem, ale dla Ciebie u mnie w blogu wciąż jest radosna wiosna.
Wiem, jak bardzo lubisz słoneczko i dlatego taką słoneczną różę dzisiaj dla Ciebie wynalazłam.
Miałaś rację, zawsze specjalnie dla Ciebie szukam na ten środowy nasz dzień czegoś specjalnego, aby Cię ucieszyć, abyś mogła się uśmiechnąć.
Uśmiechnij się więc dzisiaj od ucha do ucha, nie tylko do mnie, ale do całego radosnego świata, a ja posyłam Ci z Krakowa specjalne wiosenno – jesienne całuski i pozdrowienia, czyli  prawię Ci dzisiaj co środowe dusery, jak to mawia zawsze V. I.P.
Ale może on to mówi tylko z zazdrości?????? kto wie……

 

 

 

 

 

Nie wiem, czy te kaczuszki na moim zdjęciu widać, ale musicie mi uwierzyć, jeszcze wczoraj wesoło się pluskały w spienionej fontanną wodzie parkowego stawu.
Wczoraj był rzeczywiście piękny dzień.
Nie wiem, czy zadziałała moja Abra Kadabra, czy jakieś inne czary, ale calutki czas było słonecznie, wiec mogłam śmiało nowa fryzurkę sobie u pani Krysi zamówić. 
No i oczywiście leczniczy pedicure u pani Eli.Trochę mi smutno, bo tylko jeszcze raz pójdę do tego zakładu, pewnie na początku grudnia, a od nowego roku już Zakład Fryzjerski na ulicy Jagiellońskiej w Krakowie przestanie istnieć.
Wielka szkoda, bo już przyzwyczaiłam się i do pani Eli i do pani Krysi i gdzie ja je będę potem szukała.??
Z panią Elą to prosta sprawa, bo mam z nią kontakt telefoniczny i zawsze się odnajdziemy. To dla mnie bardzo ważne, bo tylko do niej mam zaufanie i tylko jej mogę dać w opiekę moje obolałe nóżki.
Pani Ela zna wszystkie moje fobie i dziwactwa, które u mnie przy pedicurze „wychodzą na wierzch” i wcale się nimi nie przejmuje, robi swoje.
Czasami rzeczywiście mnie bardzo boli jakieś tam wycinanie, czasami „fikam” tak na zapas, ale naprawdę pani Ela ma do mnie niesamowitą cierpliwość, aż ją podziwiam, bo ja takiego klienta dawno odesłałabym do diabła, (albo nawet do kilku diabłów).
Powstały co prawda  ostatnio specjalne zakłady podologiczne, które zajmują się własnie chorymi stopami, nawet kiedyś się zastanawiałam, czy nie skorzystać z któregoś, ale stwierdziłam, że nie będę eksperymentować, skoro ja ufam tylko pani Eli i to od wielu, wielu lat.

A wczoraj byłam bardzo grzeczna, ani razy nie „fiknęłam”, aż sama się sobie dziwowałam. Widać mniej niż zwykle mnie bolało wycinanie.
Mam opracowaną nawet taka metodę, że gdy pani Ela wycina mi jakiś bardziej bolący odcisk, wbijam sobie  mocno w nogi  moje pazury, dzieląc wtedy ból na dwa, naprawdę działa
Polecam wypróbować to śmiało wtedy, gdy się idzie do dentysty i na przykład borowanie zęba, czy nie daj Panie Boże jego wyrywanie trochę boli.
Wtedy wbijamy pazurki do nogi, ręki (tylko nie pana dentysty!!!) i już jest pewna ulga.
Większy problem będzie z panią Krysią, bo jak się zorientowałam, ona w ogóle przestanie już gdziekolwiek pracować, idzie na emeryturę.
Też bardzo żałuję, bo pani Krysia zawsze wiedziała jaki kolor i jaką fryzurkę najlepiej lubię.
Będę musiała sobie poszukać kogoś innego…..  niby nie aż taki problem, ale znów będę musiała do kogoś innego się przyzwyczajać, a człowiek nieco wcześniej urodzony  ma z tym nieco większe kłopoty, cóż przyzwyczajenie to cecha ludzi starszych.
Zastanawiałam się nawet kiedyś, czy to nie pewien rodzaj specyficznego wtórnego autyzmu, wszystko musi leżeć na tym samym miejscu, wszystko odbywa się według pewnego rytuału……
Ale może nie będzie to aż tak bardzo trudne zadanie????

No, ale wracam myślami do wczorajszego dnia.
W Krakowie tłumy po ulicach przechodzą,jest jeszcze sporo turystów, wciąż słychać obcojęzyczne rozmowy, pełne sklepy, kawiarnie, restauracje.
Usiadłam chwilkę na Plantach i poobserwowałam sobie tych wesołych przechodniów, jakoś wczoraj raczej się nie spieszyli.
Miałam wczoraj okazje wypróbować (przynajmniej w jednym kierunku) nową, zastępczą linie autobusową nr 174, która jeździ od Teatru Bagatela, aż do Bronowic Nowych, w zamian tramwajów, które są unieruchomione z powodu remontu ulicy Królewskiej.
Armagedon prawdziwy z tym remontem, bo to wielka część Krakowa pozamykali i są w związku z tym objazdy.
I co gorsze, ten remont będzie trwał przynajmniej 10 miesięcy, jak znam życie pewnie przedłuży się do roku.
Czyli najgorszy czas jesienno – zimowy będzie trochę utrudniony w dojazdach,
Ale trzeba przyznać, że przynajmniej MPK stanęło na wysokości zadania i zastępczy autobus jeździ jeden za drugim, dosłownie, akurat gdy podchodziłam pod przystanek pod Bagatelą odjeżdżał jeden autobus tej linii, za nim podjechały już dwa następne.
W każdym bądź razie, wracając do domu wysiadłam dokładnie na tym samym przystanku, na którym bym wysiadła jadąc tramwajem.
Gorzej jest w stronę przeciwną, jeszcze nie wyczaiłam, gdzie jest ten dodatkowy przystanek (jechałam w stronę miasta autem),  wiem, że na ulicy równoległej do ulicy Królewskiej, czyli na Kazimierza wielkiego, tylko jeszcze nie wiem na jakiej  jej wysokości.
Właściwie to nie powinnam tak  w ogóle narzekać, bo mieszkam akurat w miejscu na samym początku remontowanej ulicy, blisko Alej, przez które jeździ przecież sporo autobusów. Kłopot tylko będzie wtedy, gdy będę chciała jechać w stronę miasta, lub  gdzieś nieco dalej tramwajem, będę zmuszona wtedy się przesiadać.

Ale po co mam martwić się na zapas?
Ale Ci, co mieszkają w Bronowicach rzeczywiście kłopot z dojazdami mają, nie zazdroszczę im, bo nie ma czego.
Cały rok  remont………

Co dalej? Jak już wspominałam pogoda była tak śliczna, że musiałam sobie odwiedzić mój ukochany Park i oczywiście bardzo ucieszył mnie fakt, że kaczuszki jeszcze wciąż tam pływają i co ważne jeszcze, to całkiem dobrze się mają.
Fontanna pięknie jeszcze pieniła wodę w stawie,, słonko igrało z kropelkami płynącej wody, jednym słowem cudownie.
Czasami można było przysiąść nawet na ławce, tylko w cieniu bywało już nieco być chłodnawo.
Zresztą tych dostępnych ławek za wiele nie było, bo  akurat panowie z obsługi zabrali się za malowanie ławek i prawie co druga była otoczona specjalnymi taśmami i napisami Uwaga, świeżo malowane.
Trochę mnie to zdziwiło, bo przecież minęły ledwie 4 miesiące od oddania parku do użytku, wtedy też ławki były odnawiane, ale…..Widać, że jednak Park Krakowski jest oczkiem w głowie Krakowskiego Magistratu.
I bardzo dobrze, całkiem mi się to podoba, nawet, jeżeli przez kilka dni nie będę miała gdzie w parku usiąść. Nic to, ale za to pięknie będzie…….

Ale się dzisiaj rozpisałam, pewnie znów Koledze ( Koleżance?) o pseudonimie  Krikso  dzisiejszy wpis będzie się podobał. bo znów jest niepolityczny 🙂
Czasami trzeba  być przecież elastycznym, nieprawdaż?????
Bo jak wczoraj pięknie w komentarzu Krikso napisał: 

 „Życie jest jak książka – miła, ciepła, poczciwa w swej codzienności”

I to jest własnie cała prawda o życiu i cała prawda o moim blogu, tak prosto, ale tak pięknie w tym zdaniu ujęta.

Pozdrawiam też serdecznie Anię z Polskie Ogłoszenia.pl, jest mi miło, że podoba się Jej mój skromny blog, który (podobno) miło się nawet czyta.
Nie, nie jestem wcale łasa na pochwały, jest mi po prostu miło, że ktoś dobrze w moim blogu się czuje.

MIŁEJ ŚRODY