masochistka?

 

 

 

Pewnie w tym coś jest, skoro zdjęcie wczoraj Jarosława K. zamieściłam, ale trzeba przyznać, że na jak jego zdjęcie, wyszedł tam całkiem przyzwoicie, jego inne zdjęcia są wprost katastroficzne i karykaturalne.
Mnie po prostu to zjecie rozśmieszyło, bo to taki pijar, że HEJ!!!
Ale przyrzekam Koleżance Atojaxxl, więcej nie będę.
Przepraszam, ze popsułam humor.
POPRAWIĘ SIĘ, A PO PRZEGRANEJ PISU TO JUŻ NA PEWNO SIĘ POPRAWIĘ 🙂

 

Ale żarty na bok, a może to wcale nie są żarty???

Dzisiaj ostatni dzień  przed wyborczą ciszą.
Jutro usta trzeba będzie zasznurować i znosić wszelakie niepewności.

Dlatego dzisiejszy dzień raz jeszcze wykorzystuję z  moim apelem – prośbą:::

  RODACY!! MOI  KOCHANI PRZYJACIELE!!!!

IDŹCIE W NIEDZIELĘ GŁOSOWAĆ –  BO KAŻDY WASZ GŁOS JEST NA WAGĘ ZŁOTA!!!!!!

Chcecie mieć dla siebie, swoich dzieci i swoich wnuków mądrą, dobrą Polskę?????

Odsuńmy PIS od władzy.

Przynajmniej na razie w naszych regionach, przyjdzie i czas na szerszy zakres.
Tylko trzeba się odważyć, ten pierwszy krok zrobić.
Gdy wytrącimy im tę cegiełkę w małych Ojczyznach, przestaną się wreszcie czuć tak pewni siebie, będą wiedzieli, że już mogą przegrać.
A potem….poleci już z górki, taką mam nadzieję!!!!!!!!
Bo przecież POLACY to naprawdę mądry naród!!!!
Nie możemy ciągle na pisie plewy dawać się nabierać!!!

 

D  O  S  Y  Ć   PISU W POLSCE !!!!!

To może coś o jesieni jeszcze???
Niestety nie mam najlepszych wieści. Od przyszłego tygodnia przychodzi totalne załamanie pogody i do Polski napływać będzie  bardzo chłodne, arktyczne powietrze.
I nie tylko deszczem ma nas ta jesienna aura straszyć, ale możliwe są też i opady deszczu ze śniegiem.
Brrr, jak to dobrze, że kupiłam już sobie te zimowe botki.
Kurtkę puchową też mam, tę z zeszłego roku, ale cóż, nie będę co rok wymieniała przecież garderoby, wszak nie nazywam się Carringhton.
Sweterki, spodnie ciepłe też mam, czyli można powiedzieć, że jestem do zimy przygotowana, niestety nie jestem na nią jeszcze  duchowo gotowa.
Wciąż jeszcze tkwię myślami w tej pięknej i ciepłej porze roku, nawet jeżeli jest to tylko słoneczna jesień. 
Ale tak prawdę powiedziawszy, nigdy nie jestem pozytywnie do zimy nastawiona, zupełnie jej nie lubię, brrr, śnieg, wiatr, zawieje, ślisko…….
Ja już chcę wiosny……..
A jeszcze trzy dni temu zachwycałam się pożółconym moim parkiem.Na jednym ze spacerków spotkałam tego malutkiego pieseczka, słodki i piękny jak mała sarenka, nawet go dobrze pośród tych listów dobrze nie było widać, musiałam moje zdjęcie tak sformatować, by ta drobinka znalazła się w środku obiektywu , żeby była widoczna.

A wczoraj na Żabiniec przyszła Magda z Abrą.

Jaka to słodziutka sunia.
Ma co prawda dopiero 3 miesiące, ale już wygląda całkiem dostojnie, chociaż wciąż psie figle ma w głowie.
A że akurat wczoraj przyszłam dużo wcześniej, miałam czas chwilkę z nią się pobawić. No i oczywiście musiałam jej parę fotek zrobić.
Słodka sunia.Wczoraj uczyłyśmy ją komend siad, daj łapę, leżeć. Oczywiście stosując przekupstwo, ale takie psie dziecko musi być nagradzane za każdą dobrze wykonywaną komendę.
Po prawdzie, uczyła ją tego pełna poświęcenia i cierpliwości Kasia, my z Magdą tylko podziwiałyśmy obie i uczennicę i nauczycielkę. Podziwiałam, gdy obie siedziały cobie na chodniku i ćwiczyły komendę leżeć, czołgaj się.Tylko co Abra z tego naprawdę pojęła? Dopóki  w ręku Kasi były przekupne chrupki cała nauka szła pomyślnie, potem już różnie było.
Zresztą i tak nadszedł czas, że Kasia i Magda z Abrą musiały już jechać do domu, a ja musiałam zająć się w końcu za swoją pracę, bo akurat już przyszli moi pacjenci.Tym razem wszystko obeszło się bez żadnych przykrych wypominków mojego wieku, jak to było w poniedziałek.
Miałam samych kulturalnych pacjentów, przejętych zresztą  bardziej swoją chorobą, niż moim wiekiem 🙂

No i wczoraj zauważyłam, jak szybko  już wieczór nadchodzi. Ponieważ jedno badanie nieco się przedłużyło, wracałam już zmierzchem i ledwo zdążyłam zjeść swój podgrzany barszcz ukraiński, a za oknem zrobiła się już noc. No tak, za tydzień zmieniamy czas i ta noc nadejdzie jeszcze o godzinę wcześniej niż teraz.
Jakby to powiedział Smerf Maruda??? Jak ja nie cierpię, gdy tak szybko ciemno się robi.Od razu człowiekowi wydaje się, że jeżeli jest ciemno za oknem, to trzeba iść spać i oczy same zaczynają się kleić do snu.

A z zasypianiem nie mam żadnych kłopotów. Co prawda ze dwa, trzy razy w nocy się przebudzam, pewnie dlatego, że za gorąco mi pod moją nową kołderką, zwłaszcza, gdy włączony piec mam za głową, ale potem szybciutko znów zasypiam.
No ale przecież nie mogę nie włączać pieca, bo bym nie tylko kichała, ale gdy jest zimno wszystkie kostki zaczynają mnie boleć.
A może dlatego tak często się w nocy budzę, bo już mój organizm przyzwyczaja się do myśli, że w te niedzielę będę o czwartej rano wstawała. Tak wcześnie, żebym mogła potem jakoś wyzbierać się na godzinę szóstą, bo o tej porze muszę być już obecna w Lokalu Wyborczym, a ja rano zawsze te chwilkę na rozruch mieć muszę .
Ale spokojnie, dam sobie radę. Jutro zresztą też muszę około 6 rano wstać ( w sobotę??????  tak wcześnie???? makabra!!!!), bo zbiórkę przedwyborczą w mojej Komisji mam już o 8.30 i muszę być  tam obecna i ciałem i duchem, czyli muszę rano mieć czas na wypicie kawusi, bo bez niej ani. ani.
A może nawet i dwie kawy będę musiała wypić, żebym była całkiem w tej Komisji kumata?????
O takiej pory roku jedna kawa może być  stanowczo za mało.

Dzisiaj na słoneczko raczej nie ma co liczyć, chociaż…..ABRA KADABRA, słoneczko obudź się, uciesz nasze liczka,  jeszcze zanim ta niedobra jesień w pełni nadejdzie.

Życzę przyjemnego i spokojnego piątku, przeplatanego słonecznymi promyczkami.

A ja idę napić się drugą kawusię