daj babie elektrona……

 

 

…..to zaraz grzałkę spali,tak, tak, poddaję siebie dzisiaj bardzo nawet  ostrej krytyce, czasami trzeba.
Moim wytłumaczeniem jest to, tylko to, że te papierosy są inne i dziwne.
Ale fakt, pan w sklepie przy zakupie elektrona  dokładnie mi pokazywał, jak  go się napełnia, co trzeba odkręcić i gdzie wlewać trzeba ten nieszczęsny  liquid. Oczywiście ja wszystko pokręciłam i skutek był taki, że paliłam tego papierosa przez te kilka dni  praktycznie bez koniecznego płynu, więc grzałka musiała się spalić.

I dobrze, że tylko grzałka, bo w sumie nie kosztuje on dużo, tylko 9 zł.
Pan aż za głowę się chwycił, gdy zobaczył, w jakim stanie jest ten mój elektron po tych kilku dniach używania, ale bardzo cierpliwie wszystko mi wytłumaczył, ba, nawet przy nim sama musiałam odkręcać ten zbiorniczek i potem go napełniać. Chociaż zakręciłam go tak mocno, że wieczorem znów miałam trudności z jego odkręceniem (oh, te moje słabe ręce), musiałam prosić sąsiada o pomoc.
Zresztą po prawdzie ta grzałka od czasu do czasu się przepala i trzeba ją wtedy wymieniać.
Ale póki co, papieros działa.
I co ważne, wcale mnie do normalnych papierosów jakoś nie ciągnie. Mam co prawda na wszelki wypadek schowaną paczkę, ale leży sobie ona w szafce i czeka na lepsze czasy, obym to nie ja musiała znów być ich użytkownikiem.
I tu moja odpowiedź do wczorajszego komentarza: przeczytałam blog poświęcony papierosom E (dziękuje Ewciu za link) i okazuje się, że wcale nie są one aż tak bardzo szkodliwe, jak niektórzy twierdzą. Na pewno mają tę przewagę nad normalnymi papierosami, że nie tworzą się niebezpieczne dla zdrowia substancje smoliste, za to w tym liquidzie jest zawarty olejek, glikol i woda, które przemieniają się w parę wodną. Ten glikol może trochę i drażni śluzówkę górnych dróg oddechowych, ale i tak jest mniej szkodliwy niż smoła,  powstająca ze spalonego papierosa i osiadająca na płucach i na oskrzelach.

A  co ma do tego mój wiek?  Wiek nie ten?? No własnie, wiek……….
Miałam z nim wczoraj trochę małą przeprawę.
Wczoraj miałam pacjenta, który chciał bardzo mi się podlizać, albowiem spóźnił się na badanie ponad pół godziny, praktycznie byłam gotowa już do wyjścia, ale cóż,  nasz klient nasz pan, a pacjent swoje prawa ma, musiałam wszystko od początku włączać i aparat i dekoder, co chwilkę trwało.
No ale pan mnie tak pięknie przepraszał, że prawie, że uległam jego czarowi, ale tylko do czasu….. gdy tak bardzo chciał mi się przypodobać, aż lekko przesadził. Zaczął mi mówić, jak wspaniale mimo mojego wieku wyglądam (a on miał około 42 lat), że jestem taka przystojna (??). nic to, ale gdy koniecznie zaczął dociekać mojego wieku i spytał, czy jeszcze nie dobiegłam do osiemdziesiątki, myślałam, że go kopnę w łydkę.
Panie, ja nawet nie mam jeszcze siedemdziesięciu lat – odpowiedziałam oburzona, ale on zaczął obracać ten  swój nietakt w żart,  więc w sumie musiałam mu przebaczyć. Zresztą i tak nie miałam czasu na dalsze z nim dywagacje, za to łaskawie dałam się wycałować (i to kilkakrotnie) w obie ręce. Sam już nie wiedział, jak mnie ma przepraszać za to faux pas.
Osiemdziesiąt lat, też coś!!!!!!!To ja już tak strasznie staro wyglądam?????? Obejrzałam się potem bardzo dokładnie w lustrze, no spokojnie, może pierwszej młodości nie jestem, ale naprawdę nijak na osiemdziesiąt lat nie wyglądam!!!!! Nawet pewnie i na siedemdziesiąt lat też nie wyglądam, szczególnie z tą moją nową, młodzieżową fryzurką na jeża ( tak mi się przynajmniej wydaje!!!)
A kto by zresztą taką osiemdziesięcioletnią kobietę chciał zatrudniać???? Pewnie nawet jako babcia klozetowa by się  w takim wieku nie nadawała, a co dopiero zatrudnić ją  przy tak odpowiedzialnym stanowisku jako technik rtg 🙂
Oj przesadził facet, bardzo przesadził, ale jakoś muszę to przeboleć.
Zresztą każdy wiek ma swoje dobre i złe strony, a ja i tak wcale nie czuję się na tyle lat co mam, no chyba, że akurat kręgosłup lub kolanko mi dokuczają.
Ale na pocieszenie dodam, że i kręgosłup i kolanka doskwierają też  osobom całkiem jeszcze młodym osobnikom, wiem coś o tym, bo mam przecież takich pacjentów.
Ale się tłumaczę, co????? Jednak troszkę mnie to ubodło, nie da się ukryć.Teraz już rozumiem, czemu moja Babcia kazała się nazywać Tamtąmamą, a nie babcią,  ona zawsze chciała być młoda!!!!!!

A może nie powinnam była o tym pisać?????
Ale czemu nie, trzeba mieć do siebie odpowiedni dystans przecież. Wszak nie same komplementy człowiek musi całe życie słuchać, czasem i zimny prysznic, tak dla higieny życia, też się przydaje od czasu do czasu. Byleby nie za często 🙂 🙂 🙂

A co się jeszcze ciekawego  działo wczoraj? Było pięknie i słonecznie i milutko i…imieninowo.
Wczoraj w pracy nasza Jadzia poczęstowała nas imieninowym ciastem. Przyznaję się bez bicia, tym razem jednak uległam pokusie, niestety.
Tort był domowej roboty, co prawda nie przez samą solenizantkę zrobiony, ale przez jej sąsiadkę, więc był jak najbardziej bez tych cukierniczych, tłustych mas. Był to taki podobny trochę  tort do czarnego lasu, z tym, że czarny las jest zrobiony na ciemnym, kakaowym  spodzie, a masa do niego jest czekoladowa, z wisienkami w środku.
Jadzi tort był zrobiony z białego biszkoptu, ale przełożony był masa kokosową, i również w środku zawierał wisienki. Przez te wisienki nie był taki bardzo mdło – słodki, był lekko kwaskowaty i przez to pyszny. Pierwotnie miałam tylko zjeść pół kawałka tego tortu, nawet pół z jego kawałka odcięłam i położyłam na drugi spodek, ale…….chyba łakomstwo zwyciężyło, bo tort był naprawdę przepyszny. Drugą połowę też skonsumowałam !!!
Ale  ponieważ ostatnio bardzo się pilnuję i słodyczy nie jadam (z wyjątkiem lekko osłodzonej kawy), więc raz na jakiś czas zgrzeszyć można, prawda?
Zresztą teraz już nie ma co nad tym tortem deliberować, był, już jest zjedzony, koniec dyskusji.

Tak więc poniedziałek (czyli pierwszy dzień nowego tygodnia) miałam taki słodko – kwaśny ( i wcale nie chodzi tu o te wisienki w torcie), może pozostałe dni tygodnia będą bardziej udane???
Katar dalej mi średnio dokucza, na szczęście całkowicie się nie ujawnia, pewnie dlatego, że mam już znów cieplutko w domu ( nawet chodziłam  po domu w sukience i miałam zarzucony tylko lekki sweterek), piece lekko grzeją, a i wczorajsza pogoda też sprzyjała wczoraj mojej walce z katarem.
A i oczywiście jeszcze na noc zażywam APAP, nie mówiąc o piciu herbaty ze zbawiennym sokiem malinowym – chyba jednak powyżej skłamałam z tym nie docukrzaniem się , bo przecież sok malinowy też jest słodki, ale  piję go tylko dla zdrowotności.
Trochę tego katarku jednak nadal  w nosie siedzi, trochę sobie nawet kicham od czasu do czasu, ale do niedzieli muszę go zdecydowanie z nosa wyrzucić.

Pamiętacie tę datę sprzed 40 lat? 16 październik 1978 rok.!!!!
To był pamiętny dzień, zwłaszcza dla Polaków, a szczególnie dla Krakowian. W tym dniu na papieża został wybrany krakowski kardynał, arcybiskup Karol Wojtyła, który przybrał imię Jana Pawła II go.Wszyscy byliśmy wtedy tacy dumni, że Ojcem Kościoła został Polak.
Tylko co nam teraz, po 40 latach pozostało?
Niestety nasz kościół nie jest już tym samym Kościołem, jak wtedy, teraz stał się polityczną instytucją, myślę, że Janowi Pawłowi II wcale ta sytuacja w naszej polskiej katolickiej rzeczywistości by się nie spodobała.
A tak po Jego śmierci przyrzekaliśmy wierność Jego ideałom.
Niestety, rzeczywistość nas przerosła, może nie nas wszystkich, ale niestety większości, a przede wszystkim większości oficjeli polskiego Kościoła.Nie mniej nie można zapominać tej daty, stała się ona  przełomem w naszym życiu, tylko niestety……….. coś znów się załamało i to w całką niedobrą stronę.

Pomału słonecznie robi się znów dzisiaj za oknem.
Trwaj nasza piękna jesieni, trwaj jak najdłużej.
Wczoraj widziałam nawet osoby ubrane w bluzeczki z krótkimi rękawkami. Fakt, temperatura przekraczała, zwłaszcza popołudniu 20 parę stopni.
Tylko……. nie wiem, czy tak letnio ubrane osoby nie zaczną za kilka dni tak samo kichać jak ja? Wszak jesień już mamy………

Miłego, wesołego i pogodnego wtorku