Bardzo ważny telefon



Wczoraj miałam bardzo ważną rozmowę telefoniczną z….. Jańciem.


I to nic,że nie wiele z niej rozumiałam,coś tam po swojemu mi opowiadał.


Pewnie obgadywał mamę,bo było tam mama plepleple,baba plepleple…


Biedne dziecko,jak umiało,tak mi przekazywało swoje wiadomości ze świata…


Całe szczęście,że dzisiaj piątek,bo jestem okropnie zmęczona i ciężko mi dzisiaj było zebrać się z łóżka,pomimo,że poszłam o 9 spać.


To jest ten tydzień wczesnego wstawania,więc szybko jestem śpiąca wieczorem i nawet nie ma mowy o rozmowie na gg , czy o wejściu na czat.


Mam nadzieję,że wszyscy,dla których nie mam czasu mi wybaczą.


Teraz walczę z pokusą wrócenia do ciepłego łóżeczka i spaniem,spaniem,spaniem.


Nic z tego,idę do łazienki,a potem po kawusię.


Może oprzytomnieję???


Jeszcze jeden dzień pracy,a potem dwudniowy odpoczynek.


Pełna mobilizacja.




słoneczne rozważania

Słonko dzisiaj nawet nieźle się spisało i troszkę stare moje kości ogrzało.

Nawet całkiem miło paliło się papieroska na zewnątrz,dopóki jeszcze świeciło słońce,niestety potem zrobiło się już chłodniej..

Ale czego tu wymagać,skoro ciągle jeszcze marzec mamy…

Ale i ten wkrótce się skończy i przyjdzie ten miesiąc  od splatania troszkę zimy  i troszkę lata- KWIECIEŃ-plecień

Ale naprawdę już widać tą wiosnę,nawet czuć,więc i humor jest lepszy…..

Co rusz patrzę za okno i oczom nie wierzę,że już jest 18-sta godzina i ciągle jest jeszcze jasno.

Nawet tego zaległego śniegu już ubywa z wioskowych pól.

Dzisiaj w biurze nawet przesłaniałam okno,bo słoneczne promyki zalewały mi monitor.

Jakie to przyjemne…..

Czyli idzie ku dobremu…

Trzymajmy się zatem.

M A R Z E N I A

MOJE MARZENIA……

 MOJE  SNY …….

 ( nie zawsze realne,NIESTETY)

1.własne mieszkanko,

malutkie,skromne,najwyżej dwa pokoje z kuchnią,ale WŁASNE,bez współlokatorów

2.niewielki samochodzik,

fajny,sprawny,niezbyt szybki,ale na tyle nowy,że nie będzie się co chwilkę psuł (właśnie,mogła to być np.micra).Tylko jeden problem,musiałabym od nowa nauczyć się prowadzić samochód,bo wszystko już zapomniałam……

3.wycieczka dookoła świata,

byleby tylko nie samolotem.

Ciekawe,jak wyglądają Chiny???

A Japonia???

4.trochę kasy,

na spełnienie zachcianek.Nie za wielkich,ot jakiś nowy sweter,sukienka,buty……..

5.Miły Pan

do towarzystwa,nie za młody,nie za stary,byleby nie był  biedny i nie chciał się do mnie na zawsze wprowadzić (ot tak,na  wspólne wypady do teatru,kina,jakiś wyjazd na wczasy,spacer wiosenny…,cudzych gaci prać na stare lata nie będe)

6.Moja  zdrowa rodzina i grono przyjaciół

 (ale uwaga,przy większej forsie mogą być "fałszywki")

7.NO I OCZYWIŚCIE praca..praca..praca… (szczególnie w Kalmarze),dająca mi satysfakcję.

Nie,żadne tam kierownicze stanowisko,bo od tego zawału można się tylko nabawić.

Lubię to,co tam teraz robię….

A narazie idę zapracować sobie na wymarzoną komórkę

Muszę przestać marzyć,a zacząć pracować.

W totolotka i tak nie wygram.

Papa.

ma się ku wieczorowi

Szybko,szybciutko dzień się ma ku końcowi.

Przyznam,że dzisiaj się nie nudziłam w pracy i nawet

nóżki to odczuwają…….

Za kilka dni o tej samej porze już będę w drodze do domu.

Więc wyjdę po "jasności"

No nie,nie za kilka dni,dokładnie za dwa,bo następny tydzień będę przeciez aż do wieczora w Kalmarze,zapomniałam…

A stamtąd nie wychodzi się, przed 20-stą.

Ale już następne tygodnie będę wychodziła stąd,z przychodni,gdy jeszcze będzie jasno.

Ale na to czekałam….

Dzisiaj dopatrywałam się już pączków na bzie.

 Są takie bardzo już napuszone,ale jeszcze nie zielone.

Tym czasem znowu śnieżek daje o sobie znać.

A od przyszłego tygodnia ma być znowu regularna zima

O ZGROZO !!!

ALE MAM CICHĄ NADZIEJĘ,ŻE METEOROLODZY SIĘ MYLĄ

(oczywiście z prognozą pogody)

WSZAK TO TEŻ TYLKO LUDZIE,więc bywają  OMYLNI

OBY!!!!!!

Będę się tylko wtedy cieszyła …. 

Ś R O D A

 

Fresh Spring Rain

ŚRODA- bo środek tygodnia.

Jeszcze tylko dwa dni i to okropne BIM-BAM  nie będzie mnie budzić o godz. 4.45.

Jeszcze tylko dwa dni i upragniony weekend, według mojego scenariusza,czyli nigdzie nie dam się wyciagnąć na chałupy.

No i czeka nas zmiana czasu na letni,

Na całe szczęście ktoś wymyslił taką zmianę w nocy z soboty na niedzielę,a nie w jakiś powszedni dzień,bo nagle wstawać do pracy wcześniej,to byłby chyba okropny ból.

Przez weekend jakoś powoli człowiek się przyzwyczai…

Chociaż jest to zadany gwałt na uporządkowanym trybie życia człowieka…

Ale względy ekonomiczne jednak przeważają.

Człowiek musi się do nich przyzwyczaić.

Co robić…..

Czyli śpimy o jedna godzinę krócej.

A na szczęście dla mnie będzie to tydzień,gdy wstaję o całą godzinę później do pracy,więc bedzie to wstawanie o dzisiejszej piątej,a nie czwartej.

Przynajmniej tyle.

Ale co ja tak wybiegam moimi myślami już na przód.

Póki co mamy czas teraźniejszy,czyli za godzinę wybieram się do Kalmara.

No i trzeba pomału się zbierać,bo godzina za godziną leci…

A tu tyle jeszcze przedemną porannej krzątaniny…

Więc miłego dnia życzę.  Wild and Woolly

O N A

Pola wiosną  Claude Monet

Przyszła wczoraj wieczorem,około 19.30.

Przyszła i zaszyła się skutecznie gdzieś w pustych koronach drzew.

Przyszła i mami nas obietnicami,które schowane sa gdzieś głęboko pod ziemią,pod skorupą pozostałego śniegu,

Przyszła i chłodzi nas zimnym powiewem wiatru.

Przyszła i straszy szarocią skłębionego nieba,przez które gdzie niegdzie przebijają się nieśmiało promyczki słońca tak delikatne,że nie mogą jeszcze ogrzać naszego spragnionego ciała.

O  N  A   –  W  I  O  S  N  A

Przyszła cichutko,bez rozgłosu i przycupnęła sobie koło nas.

Rozbrzmiewa porannym śpiewem ptaków,bo coraz wcześniej jasność ogarnia naszą rzeczywistośc,coraz dłużej ta jasność trwa,do co raz późniejszych godzin….

I raduje nas,bo chociaż narazie gości tylko w kalendarzu,gości już i w naszych sercach.

I teraz z tęsknotą będę wypatrywała pierwszch,malutkich pączków na krzakach,będę patrzyła,jak nieśmiało rozrasta się w zieleni

 i w  żółci pierwszych kwiatów forsycji

Będę czekała….

z niecierpliwoscią……

Bo to moja naukochańsza pora roku.

ONA – WIOSNA

WIOSNA JUŻ ZA PROGIEM

Secret Life of Trees

ale ten tydzień się wlecze…..

Dopiero poniedziałek,godz.17.22,a do końca tygodnia tak daleko…….

Ba nawet do końca pracowitego dnia jeszcze dobre półtora godziny……

Ale mam dobra wiadomość.!!!!!

Ba,nawet powiedziałabym,że doskonałą wiadomość,na którą wszyscy tak czekają!!!!!Dzisiaj około 19.30 przychodzi do nas WIOSNA

Narazie kalendarzowa ,ale zawsze to już coś…

Posłuchajcie,jak to miło brzmi dla ucha

W I O S N A…..

W I O S E N K A…….

upragniona……..wymarzona…..wyglądana…..

To nic, że gdzie niegdzie jeszcze leży biała grudka śniegu,to nic ,że słonko jeszcze tak nieśmiało świeci,to nic,że może i jeszcze trochę tego białego puchu spadnie z nieba……

Już jest nam lepiej na duszy,już serce radośniej bije,już buzia szczerze się uśmiecha,bo przyszła ONA-WIELKA,STROJNA DAMA

WIOSNA

idziemy do pracy…..

 Prawa,lewa idziemy do pracy…..

Noc była dla mnie koszmarna.

Co chwilkę się budziłam,a za oknem ciągle ciemno…

W dodatku,bez moich lekarstw co chwilę łapały mnie skurcze stóp,łydek..

NIE MA TO JEDNAK,JAK WYSPAĆ SIĘ NA SWOIM WŁASNYM TAPCZANIKU.

No,ale to już za mną,na szczęście.

Zaczynam nowy tydzień,nowy dzień…

POWODZENIA.

znowu na „chałupach”

I już po imprezie…….

Jasiek zachowywał się nadzwyczaj grzecznie podczas całej ceremoni w kościele,trochę się rozglądał,trochę spał,ale nie płakał.

No może podczas wyganiania diabełka z duszyczki,czyli podczas ceremoni polewania głowy trochę się niecierpliwił ,ale akurat chwilę wcześniej się zdrzemnął,a tu nagle taki zimny prysznic na głowę mu leci….

Nie,nie zapłakał,bo Jasiek to dzielny chłopak ,ale zdecydowanym ruchem odgonił rękę księdza.

Ale potem już do końca był bardzo cierpliwy.

Nawet podczas uroczystego obiadu w lokalu też zachowywał się tak,jak na jubilata przystało i zabawiał swoimi minkami zaproszonych gości.

Dalsza część imprezy przeniosła się już na rodzinne łono,czyli do domu Magdy i Jacka i siedzieliśmy tam przy sucie zastawionym stole,bogatym w dobre jadła i napoje do bardzo późnych godzin wieczornych.

Co prawda główny bohater nie doczekał do końca imprezy,sen go zmęczył po tak obfitym we wrażenia dniu,ale goście,jak to goście,umiaru nie znają i nawet jak gospodarz idzie spać nadal

tkwią przy stole,takie jest już niepisane prawo gości.

Potem wszyscy sobie w końcu poszli,Magda i Jacek nareszcie mogli iść sobie odpocząć po bardzo utrudzonym dniu,tylko jeden namolny gość,czyli Ciotka Ewa (oczywiście,że o mnie chodzi,gdyby ktoś nie wiedział)została na posterunku,czyli przy komputerze.

Zostaję tu dzisiaj na noc,a jutro rano,skoro świt razem z Jackiem jedziemy do Kalmara.

I tak musiałabym wrócić prawie w to samo miejsce jutro ,więc po co było jechać do domu?????

Najwyżej trochę się tam jutro zdziwią,że tak odświętnie jestem ubrana,ale co tam,raz na jakiś czas nawet dla rybek mogę się wystroić……..

I to już chyba na tyle dzisiaj,najwyższa pora przyłożyć głowę do poduszki,bo rano……

DOBRANOC  

AŻ CHCE SIĘ ŻYĆ !!!

Empires of Imagination

JAKIE TO WSPANIAŁE UCZUCIE,JAK CZŁOWIEK RANO WSTAJE I NIC GO NIE BOLI !!!!

A dzisiaj muszę być bardzo sprawna,bo dzisiaj są chrzciny mojego kochanego Jańcia.

Już o 11-stej przyjedzie po mnie Jacek i jedziemy do kościoła,potem na obiad do lokalu,a potem do ich domu.

Tak więc calutki dzionek będe na nogach.

Bardzo się cieszę,dzisiaj wszystkie dzieci będę miała koło siebie: głównego bohatera czyli Jańcia jego siostry czyli Oliwię i Kamilę,jego kuzynki ze strony matki czyli  Darię,Wikę, Gabrysię i Marcysię,a także dwoje dzieci siostry Jacka,czyli Stasia i Mańcię.

Czyli zapowiada się nielada harmider,przy takiej ilości dzieciaków,ale przynajmniej coś się będzie działo.

To nic,że jutro pewno zmęczona z lekka pójdę do pracy,ale za to atrakcji dzisiaj nie zabraknie.

Muszę się tylko elegancko wystroić i lecę.

Pa,pa,może uda mi się jutro lub pojutrze jakieś zdjęcie z imprezy tu dostarczyć????