szok bankowy

Zaglądnęłam dzisiaj na swoje konto bankowe.

Szok.

Debet rośnie.

Już tak szybko nie wytaraskam się z tego, bo jak raz się człowiek zadłuży, potem niestety to się ciagnie i ciągnie, gorzej jak guma do żucia..

I co z tego, że jutro "wejdzie" mi na konto emerytura?, to będzie akurat tyle, żeby pokryć debet.

Oj, to moje przyciskanie pasa coś mi nie wychodzi.

Nawet już machnęłam ręką na wygraną w totolotka.

Trudno, żadnych wczasów w tym roku nie będzie i koniec.

znak zapytania

    


                                           20 D D K S CZ ????


 


Ten znak zapytania nadal obowiązuje, bo coraz więcej ciemnych chmur wisi nad tym naszym zjazdem.


Za mało osób zgłosiło się do tej pory i Muchomor cały czas uważa ( ja pewnie też!), że jednak chyba tą imprezę odwolamy.


No, chyba, żeby coś się jeszcze zmienilo…….


Zobaczymy.


Wczoraj wieczorem też czarne chmury zbierały się nad naszym imprezowym namiotem, ba, nawet w gdzieś tam w oddali szalała burza, u nas tylko się błyskalo, na szczęście i jakoś w końcu wszystko nas ominęło szerokim kołem.


Byłam prawdę powiedziawszy nieco poruszona tymf faktem, bo wyobrażałam sobie, jak pośpiesznie zwijamy caly majdan i uciekamy, co napewno nie byłoby łatwą sprawą.


Ale całe towarzyswto, rozochocone drinkami i tańcmi, wydawało się nie zwracać uwagi na to, co się w okolicy niepokojącego dzieje.No i dobrze, bo jednak wytrwaliśmy tam do godziny pierwszej w nocy.


Dzisiaj obudził mnie tylko piekielny ból głowy- naprawdę nie wiem, jak po jednym drinku można mieć kaca, ale zajęłam sie obróbką zdjęć imprezowych i wszystkie umieściłam na stosownej stronie internetowej, tak, że każdy z uczestników będzie miał do niego swobodny dostęp.


Przez to, że imperza odbywała się nietypowo, czyli w piątek, dzisiaj mam ciągle wrażenie, że to już dzisiaj niedziela, dobrze, że tak nie jest, bo przedemną jeszcze półtora dnia odpoczynku.


To wahanie pogody kompletnie mnie wykańcza, a pewno i starość też!


Popatrzymy prawdzie w oczy, po wczorajszej imprezie znów nabawilam się kompleksów ( no i po co mi to było????), ale przecież ciągle młodym nie można być.


Oni też kiedyś dojdą do takiego słusznego wieku jak ja.


I to jest jednak sprawiedliwe.


Jest czas siewów ( młodość) i czas zbiorów ( hm, powiedzmy wiek bardzo dojrzały, już nawet lekko przejrzały)


A każdy ten okres ma swoje plusy i minusy.


Sztuką jest wybierać tylko te plusy życia


 

Powrót około gdz. 1 w nocy

Było całkiem przyjemnie, wszystkie moje zastrzeżenia i przeczucia były bezzasadne.

Ale niestety już zmęczenie dało znać o sobie (wiek??), bo napewno nie drinki, był tylko świadomie i dobrowolnie tylko jeden,  opuściłam imprezę, gdy ona tak jeszcze pomału dogasała.

Cała impreza odbyła się w polach, pod  wielkim namiotem, wódecznosć, wino i piwo lało się strumieniami, a z gazowego grilla wychodziły smakołyki w wykonaniu Wiesia- kucharza.

Do pobliskiej toalety było dosyć daleko, a że po  wczesniejszej burzy  i ogromnej ulewie pola , po których do namiotu dostać się trzeba było,  nieco w błota się przemieniły, kursował regularny gazik-terenowiec, który turami białogłowy do wygódki wozil – swoista atrakcja – ciekawostka owej imprezy.

I chociaż burza kilkakrotnie straszyła, ( błyskało, grzmiało, ale już na szczęście nie padało, nawet tańce odchodziły.

I ja tam byłam i …..nie, nie miód,ale drinka ( i wodę mneralną) piłam, a co widziałam, tutaj  rychło, zaraz po powrocie do domu ( nie zważywszy na późną godzinę) opisałam.