dłuższy nieco wpis

 

 

 

Najbardziej cieszy mnie to, że udało mi się wczoraj ” poskromić” tę złośnicę, która czasami swoimi wpisami usiłuje zaburzyć spokój mojego bloga.
Pierwszy sierpień co prawda już minął, ale ostrzeżenie dla tej pani dalej na moim blogu jest aktualne. Nieopatrznie kiedyś, już dawno temu, powiedziałam jej o moim blogu i zaczęła go odwiedzać, ale potem niestety pewne fakty życiowe pokrzyżowały jej plany, a ponieważ jest to chyba jedyny sposób śledzenia losów mojej rodziny, wchodzi tutaj, czyta i złośliwymi komentarzami  próbuje się wyżywać na moich bliskich. Nie mogę jej na to pozwolić, bo zbyt  mocno kocham moją rodzinę,  znając zresztą ich wady i zalety, ale  kto takowych nie posiada? A piszę to tylko  dla tego, że dostałam wczoraj wspierające mnie  komentarze od serdecznych mi osób, więc należy się Im pewne wyjaśnienie w tej sprawie. Wiem, że tym postem srogo jej się naraziłam, ale może w końcu zrozumie, że w moim blogu jest ona persona non grata. I na tym kończę te moje wywody w powyższej sprawie.

W domu znów panuje spokój i cisza, tzn rodzinka sobie pojechała na dalszą część wakacji, ale na szczęście nie jestem tak całkowicie sama, bo zawsze jest koło mnie i Julka i Ksawer, no  i oczywiście na wyżywieniu szczurek. Pepa  również  pojechała z nimi, bardzo pilnowała, żeby o niej nie zapomnieli, więc albo kręciła się wszystkim pod nogami, albo pilnowała bagaży w przedpokoju, sama udając  od czasu do czasu podręczny sakwojaż  umieszczając się pomiędzy walizkami 🙂

Moje dolegliwości jakby troszkę się uspakajały, jednak najgorsze są noce, więc wzięłam się na sposób i przeciągam tak porę kładzenia się spać, aby już później nie koniecznie budzić się w nocy.

Nadal jeszcze nie mam sprecyzowanych planów na najbliższy weekend. Wiem, że około południa muszę iść do apteki odebrać jedno z moich lekarstw, które jest dla mnie najważniejsze i akurat go wczoraj zabrakło, mają mi na dzisiaj go sprowadzić. Na całe szczęście nie muszę czekać na odbiór tego leku do poniedziałku, bo w soboty apteka też jest czynna aż do godziny 16.00, więc już od dzisiejszego południa zaczynam całkowicie zdrowieć.

No a teraz wzorem Hanuli coś na wesoło

 

Dziadku, dziadku, chodź na chwilę. Masz tutaj kalendarz, możesz go kopnąć?
– A po co mam go kopać, wnusiu?
– Bo mama powiedziała, że dostanę nowy rower dopiero jak dziadek kopnie w kalendarz.

                ****

Spotyka się dwóch dziadków:

– A co to ja pana, panie kolego, tak długo nie widziałem?

 – W więzieniu siedziałem.

 – W więzieniu?! A za cóż to?!

 – Pamięta pan, proszę pana, tę moją gosposię?

 Otóż mnie ona, proszę pana, o gwałt oskarżyła!

 – O gwałt?

 I co, naprawdę ją pan, panie kolego, tego…?

 – Nieee, ale tak mi to pochlebiło, że się przyznałem.

 – I ile pan dostał?

– Sześć miesięcy.

 – Tylko sześć miesięcy za gwałt?!

 – Nieee, proszę pana, za fałszywe zeznania.

         ****

Pewien staruszek bardzo lubił grać w golfa.

Pewnego razu mówi do żony:

– Ja to mam kurde pecha.

– Tak lubię grać w golfa, ale jak uderzę piłeczkę, to jej potem nie widzę. Nawet jak założę okulary, to i tak nie widzę, gdzie upadła.

– To co za problem?

Idź tam z jakimś twoim kumplem, co ma lepszy wzrok ! Tak zrobił. Dwa dziadki poszły grać. Gracz uderzył i pyta:

– I jak ? Widziałeś, gdzie poleciała ?

– Tak.

– No to gdzie ?

– Nie pamiętam…

        ****

– Dziadku, dziadku, a kiedy pierwszy raz się kochałeś?

 – Na wojnie, wnusiu…

 – A z kim?

– Jak to z kim? Na wojnie się nie wybiera…

      *****

Staruszek przychodzi do czarownika i prosi, żeby zdjął z niego klątwę, która wisi nad nim od 50 lat. Czarownik mówi:

– Żeby coś poradzić, muszę znać dokładną treść tej klątwy. Jak ona brzmiała?

– Jakoś tak: „i czynię was mężem i żoną”.        
         
          *****
 

Chyba dzisiaj „nadrobiłam” tym wpisem poprzednie leniwe dni, w których nie starannie  i  krótkimi wpisami  bloga prowadziłam,  nieprawdaż ?

Życzę przyjemnej soboty, ja ją pewnie też spędzę, jak poprzednie kilka popołudni na kamerkowym śledzeniu niektórych plaż w Polsce. Szczególnie  ogromnie zaludniona jest ta plaża w Łebie, dosłownie człowiek leży przy człowieku a i w morzu taki tłok, że spokojnie żabką popływać sobie nie można.