kto czeka….

 

…to w końcu się doczeka. Rodzinka przyjechała wczoraj popołudniu. Pierwsza do mieszkania wkroczyła…Pepa. Trochę czuła się zagubiona, chyba w pierwszej chwili nie bardo wiedziała, gdzie jest, wiec się pokręciła, potem nagle dojrzała, że stoję koło niej, więc grzecznie, acz nie całkiem wylewnie mnie powitała, a potem, jak zwykle poleciała do mojego pokoju, żeby sprawdzić, czy jakiegoś pysznego jedzonka tam nie znajdzie. Reszta rodzinki przywitała mnie bardziej kulturalnie, ba, nawet od niezawodnej Mii dostałam małą morską latarenkę, jakie to przyjemne, że dziecko o mnie myślało.
Dom ożył i nawet jakoś te dzwonki do drzwi mi nie przeszkadzały, chyba się za nimi stęskniłam, zdecydowanie za cicho było w domu.

Gdy wczoraj wyglądnęłam za okno stwierdziłam, że jesień już tuż tuż, była istotnie wrześniowa pogoda, chłodno, chociaż słonko świeciło. Dzisiaj już jest o wiele cieplej, niebo niebieskie i prawie bezchmurne,  słonko świeci, wieje lekki wietrzyk , ale jakiegoś szaleństwa z wysokimi temperaturami nie ma.
I całe szczęście, bo właśnie zepsuł mi się wentylatorek, niechcący trąciłam go przedwczoraj podczas odkurzania rurą odkurzacza  i wentylatorek przewrócił się i już nie chciał chodzić. Spróbowałam, czy gdzieś się nie rozłączył, niestety potem przez nieuwagę  zostawiłam go włączonego i chyba definitywnie spaliłam motorek, który chodził, mimo, ze skrzydła nie działały.  Dopiero dzisiaj razem z Basią stwierdziłyśmy, że wiatrak jest gorący, no i stwierdziłyśmy, że przez dwa dni pracował bez udziału skrzydeł. Całe szczęście, że się nie zapalił i nie wywołał pożaru, niestety jest prawdopodobnie do wyrzucenia. No cóż, był to wiatrak na jeden sezon, na wiosnę trzeba będzie pomyśleć o nowym zakupie, może jakimś bardziej stabilny, na jakiejś potężniejszej nodze….
Psuj jestem i tyle, nie da się tego ukryć. I to nie tylko chodzi o pieniądze, które zapłaciłam za ten nieszczęsny wentylator, ale także o to, że jestem taka nieuważna i nie dbam o własny sprzęt. Wypadek – przypadek, ale gdybym go wcześniej odstawiła w kąt do tej szkody by nie doszło, wrrrrrrrrrrrrrrrr.
Ostrą sobie dałam ocenę jak na pierwszy dzień tygodnia, ale tak trzeba, gdy nie ma cię kto ochrzanić, ochrzań się sama.
Życzę wszystkim miłego poniedziałku i miłego tygodnia, tym razem już przepracowanego od poniedziałku do piątku.
A ja mam jeszcze przed sobą cztery masaże!