zawrót głowy

 

Jakoś przetrwałam wczorajszy dzień, ale..
No właśnie, to ale… Po pracy pojechałam do przychodni, gdzie ta sama pani, która robiła mi masaże rok temu, zabrała się za mnie dosyć energicznie, za mnie, czyli za mój kręgowy słup,  jak mawiał mój Tata. Leżałam sobie na tej leżance, a jej sprawne ręce masowały mnie od głowy po pośladki. Fajne uczucie, chociaż niektóre miejsca były dosyć bolesne. Za to w momencie kiedy wstałam już z leżanki, świat mi zawirował. Czułam się jak na karuzeli, więc musiałam chwilkę usiąść na ławce, aby uspokoić moją rozhuśtaną głowę. Fakt, że jeszcze dodawała  siły moim dolegliwościom nadchodząca akurat burza. O nie, nie będę się gdzieś wywracała na ulicy – pomyślałam i zamówiłam sobie taksówkę. I bardzo dobrze zrobiłam, bo ledwie do domu dojechałam, burza się rozszalała na dobre. Tzn grzmiało, błyskało, spadła ulewa, jak to dobrze, że już byłam bezpieczna. Trochę się pokręciłam po domu, ale nagle poczułam się okropnie zmęczona, więc padłam jak długa na tapczan i …mocno zasnęłam. Spałam chyba ze trzy godziny, ale obudziłam się nadal „pijana”. I znów trochę się pokręciłam po domu i poszłam sobie dalej spać. Coś jest chyba niedobrego w tym powietrzu, bo mimo, że długo w sumie spałam, nadal jestem jakaś taka rozklejona. Dzisiaj od rana jest pochmurno ( w nocy chyba też padało) ale ciągle mam wrażenie, że nadal mi duszno, więc już od świtu działa mój nieodzowny wiatraczek.
Dzisiaj mam zabieg – masaż wyznaczony na godzinę dziesiątą rano, wiec za niedługo będę się zbierać. Jeszcze kilka zabiegów i już będzie lepiej, pani masażystka wytłumaczyła mi, że te wczorajsze zawroty głowy spowodowane były rozruszeniem i rozluźnieniem mięśni przykręgosłupowych, które były bardzo napięte i stąd nastąpiła taka reakcja organizmu. A dobrze mu tak, niech reaguje, ale potem niech tylko nic  nie boli. Po pierwszym zabiegu efekty są jeszcze nikłe, ale już wydaje mi się, że jest pewna ulga w okolicy lędźwiowej, łatwiej mi się chodzi. Byleby tylko przestało mi się w tej głowie kręcić.

Oglądnęłam już wszystkie odcinki tego serialu „Siedlisko” i bardzo żałowałam, że tak mało (bo tylko dziewięć) było odcinków tego seryjnego filmu. Naprawdę bardzo ciepły, rodzinny film, ze wspaniałą obsadą, z przepięknymi widokami Mazur. I tak sobie uświadomiłam, że już niedługo, za miesiąc, powrócę do swoich ulubionych seriali objętych  teraz wakacyjnymi urlopami i tak sobie pomyślałam, czym nas w nowej serii reżyserzy zaskoczą. Jednak, gdy człowiek ogląda serial przez cały rok zaczyna się do wszystkich ich bohaterów przyzwyczajać i ciągle jest ciekaw dalszych ich dziejów.

Jak już kiedyś wspominałam, ostatnio bardzo lubię przeglądać i zamieszczać na Face Booku wszystkie stare fotografie i rodzinne z mojego bogatego archiwum, ale także i całkiem inne, wyszukiwane przeze mnie w Google.

 

Wczoraj na przykład wynalazłam w przeglądarce zdjęcie mojej ulicy Smoleńsk podczas powodzi w 1925roku.
Zupełnie nie mogę się zorientować jaka to część mojej ulicy, wydaje mi się, że te budynki u góry zdjęcia mogą mieścić się na obecnych Alejach Krasińskiego, może się mylę, bo nie wiem kiedy one były wybudowane, ale zdjęcie samo w sobie jest bardzo ciekawe. Ogromna to musiała być powódź, skoro zamiast drogi jest woda, a nad nią wybudowane są drewniane pomosty dla pieszych. No tak, w sumie moja ulicy leży niedaleko Wisły, która wtedy była nieujarzmiona i wylewając zalała wszystkie pobliskie ulice i Smoleńsk i Zwierzyniecką i ówczesną Wolską ( czyli dzisiejszą Piłsudskiego), zatrzymała się dopiero na rogatkach Krakowa, czyli w okolicy dzisiejszych Alej, które wówczas były wałami kolejowymi.
Ale to już na szczęście tylko historia, chociaż pamiętam, że gdy kilka lat temu również poziom Wisły bardzo się podniósł i niektóre tereny nadwiślane  były pełne wody, też było zagrożenie, że pobliskie ulice podobnie jak w 1925 roku mogą być zalane. Na szczęście woda w miarę się „opanowała”  i zaczęła opadać, a wokół wałów wiślanych wybudowano spory mur dla zabezpieczenia ewentualnych powodzi.

Miłego piątku wszystkim życzę i przyjemnego letniego wypoczynku w ten słoneczny wciąż (podobno) weekend.