no i znów poniedziałek.

 

do : atojaxxl : niebawem ( po wyborach) całkowita  zmiana nastąpi, manna z nieba będzie leciała, spokój na balkonach i ulicach zapanuje, będzie jak w raju :-)
Nowy premier na pewno pozwoli  nam spokojnie spać!!!!  HAH!

A tak na poważnie znów następny poniedziałek nadchodzi, dla niektórych pracowity w prawdziwym pocie z czoła ( ze względu na pogodę), dla innych lżejszy, jeszcze dla innych wręcz leniwy…. Nie, żebym komu zazdrościła, ale ta pogoda trochę powinna sobie odpuścić tak do 24 – 25 stopni.
Ale tym razem upał tropikalny nadchodzi z Rosji, czemu z tej Rosji wszystko co najgorsze musi do nas docierać???

A za mną kolejna nieprzespana noc, nie wiem czemu, przecież w dzień nie spałam. Tak musi widać być. Z chwilą gdy jestem już taka późnym wieczorem śpiąca, że oczy mi się kleją do snu wyłączam filmik i……wszystkie bóle i świądy na mnie natychmiast nachodzą. Męczę się tak z pół godzinki, wreszcie stwierdzam, że i tak nic z tego nie będzie, wstaje, odpalam komputer i….wszystkie dolegliwości odchodzą w dal, niestety także ze sennością razem. Jestem rześka i mogę sobie urzędować do woli. Czy nie można zwariować? Nie chcę brać leków na sen, by się nie uzależniać, ale jestem potem cały dzień „rozchwiana”
Masz, znów narzekam, sorry, już nie będę.

Czasami jednak i nad ranem bywa fajnie, właśnie rozmawiałam z moim kolegą, który jest w USA, u niego jest jeszcze niedziela ( po godz 23) u mnie jest już poniedziałek, po piątej rano.
Andrzeja poznałam ponad 30 lat temu w krakowskim paku Jordana, ja byłam na spacerze z moją bokserką Tiną, on spacerował z cocker spanielką swojej dziewczyny. Andrzejowi zawsze podobały się boksery, więc mnie zaczepił i tak zaczęła się nasza przyjaźń, spacery z psem, czasami wspólny wyjazd na psią wystawę. Bywało, że gdy rano byłam w pracy Andrzej wpadał ze swoim psem i brał Tinę do parku, a ponieważ  był u mnie jeszcze  na przechowaniu wtedy kolegi chart, Ałtaj, więc też był na spacer brany. Gdy Tina miała szczeniaki, Andrzej „zakochał się” w szczeniaku, suczce o imieniu Szelma, którą potem dostał w prezencie.
Tuż przed stanem wojennym w Polsce Andrzej wyemigrował (oczywiście wraz z e Szelmą) do swojej cioci do Kanady i po krótkim czasie praktycznie kontakt się urwał. Co prawda gdy byłam w odwiedzinach w USA odszukałam Andrzeja listownie, nawet mnie zapraszał do siebie, ale ponieważ akurat wtedy odbywał się jego ślub, postanowiłam nie przeszkadzać w rodzinnej uroczystości, zresztą i tak nie było by czasu na takie fajne, długie rozmowy jak w Krakowie, gdy praktycznie rozumieliśmy się bez słów, gdy graliśmy w rozmowę krótkich przycinków, fajne to były czasy. Potem kontakt urwał się całkowicie na prawie 30 lat.
Jakieś półtora roku czy dwa lata temu znalazłam go na Face Booku, zaczepiłam ( nie byłam pewna czy to on), ale nie odezwał się.
Dopiero kilka dni temu mi odpisał, (teraz jest już w USA), wcześniej nie mógł, gdyż bardzo poważnie chorował. Miło było znów chwilkę z nim porozmawiać, chociaż takie pisanie na Face Booku to nie to samo co oko w oko, zresztą widać teraz tą różnice między nami, przecież jesteśmy już całkiem innymi osobami niż ongiś, każdy ma swój własny bagaż życiowych przeżyć, no i ta młodzieńcza pasja już dawno za nami…. teraz sobie od czasu do czasu powymieniamy kilka zdań.

Za oknem jest już całkiem jasno, dochodzi godzina 5.30, zerknęłam sobie na moje ulubione plaże, w Łebie nawet kilka ludzi spaceruje po plaży, a w Jastarni po piasku spacerują tylko mewy. Ale jeszcze trochę, a plaże znów się zaludnią, zostaną oblężone przez głodne słońca i morskich kąpieli wczasowiczów.

Miłego poniedziałku wszystkim życzę. Trochę mi się w głowie kręci, ale już nie położę się, bo ciężko by mi było potem wstawać. Podrzemię sobie po powrocie z pracy.