100 Lat 100 Lat niech Daria żyje nam

Co prawda „osiemnastkę” Darii obchodziliśmy w pięknych okolicznościach przyrody 2 dni temu, ale prawdziwy dzień narodzin Darki jest właśnie dzisiaj, 11 sierpnia.
Pamiętam ten dzień osiemnaście lat temu, gdy rano  skoro świt Ela zbierała się do szpitala, a Maciek odwoził ją tam autem. Trochę było nerwowo w domu  (wtedy jeszcze wszyscy mieszkaliśmy razem), a kilka godzin przyszła wiadomość : Ela powiła córkę. Pamiętam, gdy pierwszy  raz  zobaczyłam tą kruszynkę obwiniętą w rożek, to już osiemnaście lat od tamtego dnia minęło????
Czego mam Ci życzyć dzisiaj Darusiu. Przede wszystkim powodzenia w szkole, pomyślnie zdanej matury z tak wielką ilością punktów, byś mogła osiągnąć swój cel, czyli dostanie się na  medycynę na UJ. Życzę Ci wielu oddanych Ci prawdziwych przyjaciół, na których w każdej sytuacji będziesz mogła liczyć, wielu pogodnych i wesołych chwil w nadchodzącej przyszłości i spełnienia wszystkich tych najbardziej ukrytych przez Ciebie marzeń.

Poranek niedzielny  spędziłam jeszcze z solenizantką, potem poszłam sobie do Magdy, gdzie byłam aż do późnego wieczora. Było pięknie i słonecznie i chociaż gdzieś w bardzo wielkiej dali trochę pomruczało i postraszyło burzą, ani jedna kropelka z nieba na szczęście nie spadła. W sumie było może i duszno, ale późnym popołudniem wiał lekki wietrzyk, który przynosił orzeźwienie.

Jadąc w sobotę do Modlnicy Maciek miał wielkie kłopoty z przejazdem z  powodu wyścigu Tour Pologne, wszystkie główne i te mniejsze też  ulice Krakowa były zablokowane, myślałam, że powrót do Krakowa będzie łatwiejszy, wszak wyścigi już się skończyły. Nic bardziej mylnego, wczoraj przy wjeździe  do Krakowa od Ronda Ofiar Katynia zaczynały się wielkie korki, a ulica Czarnowiejska była całkowicie zablokowana sznurem samochodów. Przy zbiegu ulic Czarnowiejskiej i ul Piastowskiej,  mimo działających świateł, stała grupa policjantów, którzy nie wiedzieć czemu przejęli kierowanie ruchem na tych ulicach i….zrobili całkowity zamęt, auta stały, trąbiły a oni uparcie przepuszczali tylko jeden p as ruchu, innych stopując. Dosłownie, gdyby auta jeździły tam według świateł przejazd byłby o wiele sprawniejszy. Ale ponieważ zablokowana była ulica Czarnowiejska, automatycznie zablokowane zostały Aleje, tak, że przejazd, który normalnie w niedzielę trwałby 20 minut przedłużył się do godziny, a może i dłużej.

A tak w ogóle to dwudniowe przebywanie na świeżym powietrzy tak mnie odurzyło, że wczoraj po przyjeździe do domu prawie zaraz padłam ze zmęczenia do łóżka no i spałam aż do………drugiej w nocy, czyli kolejna noc zarwana, pewnie tak już pozostanie mi na zawsze.
Pewnie, że jeszcze potem, tak około 5-6 na chwilę jeszcze się zdrzemnęłam, ale i tak obudziłam się o ósmej jakby nieco „zaczadziała”.
A  dzisiaj znów normalny powszedni dzień przed nami.
Po południu idę na kolejny masaż kręgosłupa. Jednak coby nie mówić jest znaczna poprawa, już pomału zanika „efekt Azji” czyli uczucie, jakby ktoś nasadzał mój kręgosłup na pal i nim wkręcał się w moje lędźwie.

Ostatnio bardzo ciekawe zjawiska można na naszym nieboskłonie zobaczyć. Księżyc jest w tej chwili nie tylko w pełni, ale jest też i  w swoim perygeum, czyli w
punkcie na swojej orbicie najbardziej zbliżonej do Ziemi, więc nie tylko jaśniej świeci, ale jest też bardziej dla ludzi widoczny. Do tego w tych dniach ma nam się ukazać prawdziwy deszcze meteorytów ( ile to naszych życzeń będzie się spełniało), też piękne zjawisko do obserwowania.
A co  tych spełnionych życzeń pomyślanych podczas spadania gwiazdy to sama wiem, że to prawda: gdy byłam piękna, bardzo młoda  i bardzo zakochana, siedziałam ze swoim chłopakiem na ławce nad Wisłą i rozmawialiśmy o jego  nadchodzącym w ciągu najbliższych dni wyjeździe na Śląsk. Nie muszę dodawać, że byłam tym faktem bardzo zasmucona, nawet nie jedna  łezka z oka mi spadła, bo gdy ktoś jest zakochany chce taką osobę mieć stale około siebie. I nagle powiedziałam na głos: ciekawa jestem czy……nie dopowiedziałam do końca życzenia, bo w tym momencie spadła z nieba piękna gwiazda. On wyjechał, ale zgodnie z moim życzeniem rok później znów siedzieliśmy razem na tej samej ławeczce nad Wisłą, znów byłam szczęśliwa, było dokładnie tak, jak w moim niewypowiedzianym do końca życzeniu.
Coś jednak  prawdy w tym jest w tym powiedzeniu o spełnianiu się życzeń widząc spadającą gwiazdę.
Teraz pewnie moje życzenie byłoby całkiem inne, bardziej życiowe, bardziej materialne niż romantyczne jak kiedyś, ale czy uda mi się odnaleźć taką spadająca gwiazdę?

Nadchodzi nowy tydzień, a więc wypada mi wszystkim życzyć  miłych jego siedmiu dni, tym bardziej, że przed nami znów dłuższy nieco weekend
Przyjemnego poniedziałku też życzę.