no i….

 

No i mamy kolejną środę. Niby taka sobie środa, ale,nie, to dzień mojego blogowego spotkania z Ulką.
Kiedyś napisała mi, że czeka na nasze tutaj spotkania, ja też na nie zawsze  czekam.
Hallo Poznań, Hallo Ulka!!!! Ślę Tobie pozdrowienia i całuski z Krakowa, może nie tak bardzo pogodnego jak jeszcze niedawno, ale….
Pamiętasz te urokliwe krakowskie uliczki i ten specyficzny krakowski  klimacik, właśnie takie urokliwe więc pozdrowienia Ci przesyłam.
Mam nadzieję, że wreszcie kiedyś osobiście odwiedzisz te  stare, krakowskie mury i pooddychasz tym „świeżym” krakowskim powietrzem.
Na razie posyłam Ci pięknie uśmiechniętego słonecznika, wprost z Magdusinego ogródka.

Wczoraj dotarła do nas bardzo smutna wiadomość prosto z Hollywood : zmarł wspaniały, bardzo lubiany aktor Williams Robbins. Na pewno każdy widział go w jego wspaniałych filmach, ja tylko wspomnę dwa: Stowarzyszenie Umarłych Poetów, w którym gra charyzmatycznego profesora literatury w jednym z prestiżowych średnich  szkół w USA, a także film Pani Daubtfire, w którym gra bardzo kochającego swoje dzieci ojca, bardzo zagubionego po separacji ze swoją żoną, występującą  o ograniczenie praw rodzicielskich ojcu dzieci i w związku z tym podejmuje się w przebraniu sześćdziesięcioletniej babci do podjęcia do pełnienia  obowiązków gosposi w swoim dawnym domu, tylko po to, by być codziennie blisko swoich dzieci.
W obu rolach był perfekcyjny, pewnie i podobnie jak i w swoich innych filmach, w których występował, ale wczoraj z wielką przyjemnością akurat te dwa filmy sobie raz jeszcze przypomniałam.
Wielka szkoda, że tak wspaniały aktor tak wcześnie odszedł. Wydawało się, że ma wszystko, sławę, pieniądze, swoją rodzinę, a jednak coś spowodowało, że targnął się na swoje życie. Jaka jedna myśl, jakiś jeden nierozważny krok i…… Życie jest jedno, mógł jeszcze wiele dać z siebie innym, mógł nie raz jeszcze rozśmieszyć, lub zadziwić, niestety, sam przerwał swoją linię życia……

Dzisia w nocy lało ( teraz też jest deszczowo) i …. dla mnie bardzo dobrze, bo spałam dzisiaj jak dziecko, z trudem o ósmej rano oko swoje otwarłam i nadziwić się nie mogłam, że już tak późno  (bo na dziewiątą idę na masaż). W każdym bądź razie była to bardzo dobrze przespana wreszcie noc, chociaż przypuszczam, że bez kawusi poranek się nie obędzie.
Tak, teraz już rzadziej piję kawę, nie mam jak dawniej porannej nieodpartej ochoty na ten napój, no chyba, że ktoś mi ją zrobi, bo zawsze twierdzę, że kawa zrobiona przez kogoś i poddana pod mój nos jest o wiele lepsza, niż  ta robiona przez samą siebie.
Troszkę takiego deszczyku dobrze nam wszystkim zrobi, byleby tylko nie trwało to za długo.
No to pędzę do swoich obowiązków i miłego dnia życzę wszystkim.