ale fajna była burza była wczoraj.

 

Może nie trwała ona długo, ale była bardzo konkretna. Ulewa była ogromniasta, nawet czasami przechodząca w niewielki grad, który bębnił po parapetach.
Wichrzysko było przy tym tak wielkie, że z trudem zamykałam wszystkie okna w mieszkaniu, stawiały one  opór i musiałam używać siły, by je zamknąć.
Raz nawet huknęło zdrowo, gdzieś chyba blisko mnie, więc spanikowałam troszkę i nie tylko wyłączyłam telewizor i komputer, ale również i wyłączyłam listwę antyprzepięciową. Ale na szczęście całkiem niepotrzebnie, bo to był tylko jeden taki porządny huk i na tym się skończyło. Za to po burzy z radością otworzyłam okno, nareszcie było czym odetchnąć. Potem też jeszcze chwilkę popadało, ale nie było już tak strasznie, jak chwilę wcześniej.
Na szczęście czas kanikuł podobno już bezpowrotnie się kończy, teraz nadchodzą ciepłe letnie polskie dni, ale nie wiem, na jak długi czas mają one u nas panować.
Martwi mnie tylko, że ta wichura połamała kwiatki Magdy w jej ślicznym ogródku, ale niestety powtórzę za niedościgłą autorką: ” sorry,taki mamy klimat”
Jak to dobrze, że udało mi się uwiecznić je na zdjęciach w zeszłą niedzielę.
A tu na zdjęciu ciekawostka, zielone jeszcze szyszki rosnące na chmielu wijącym się po daszku nad tarasem. Piękne, prawda?
Zresztą okazuje się, że wczorajsza wichura troszkę narozrabiała, połamała drzewa, niszcząc stojące auta, niektóre ulice były wręcz nieprzejezdne, gdzie niegdzie nastąpiły podtopienia…..  znów żywioł dał o sobie znać, okazał swoją nieujarzmioną silę.

Wczoraj zaliczyłam następny, już trzeci masaż i jest coraz lepiej, aż dziw, będę zdrowa? Bylebym znów tego nie zaniedbała. Bo tak u mnie już jest: duch ochoczy, ale ciało jest mdłe 🙂

Po wczorajszej burzy i po wczorajszych  opadach deszczu dzisiaj rano jest nawet chłodno ( w Krakowie nawet  tylko17 stopni), lubię takie orzeźwiające powietrze, bo przy tych kanikułach wydawało mi się, że mózg mi się za chwilę zagotuje. Pewnie jeszcze temperatura podskoczy troszkę do góry, ale na pewno nie będzie przynajmniej tego zaduchu. Za chwilkę zbieram się na następny zabieg, ale dzisiaj spokojnie, serce mam na swoim miejscu 🙂
Czy już kiedyś nie pisałam, że ja do tropików się nie nadaję?
Teraz rozumiem, czemu w krajach śródziemnomorskich między godziną 10-11 a 3-4 popołudniu jest sjesta i wszystko co możliwe jest  pozamykane, trudno przecież w takich warunkach pracować. Za to wszystkie knajpki pracują tam do późnych  godzin nocnych,  ba, czasami są nawet zamykane tuż nad ranem, bo i klienci orzeźwieni chłodniejszym powietrzem i alkoholem chętniej w nocy właśnie biesiadują.
U nas taki sposób życia się raczej nie przyjmie ( no może tylko z piątku na sobotę i z soboty na niedzielę), bo jednak większość Polaków pracuje od samego rana, a pracownik i musi być w swojej pracy  rześki i zwarty 🙂

No to tyle byłoby z moim wpisem na dzień dzisiejszy.
Na koniec zamieszczam żart rysunkowy:

DOBREGO DNIA