a za oknem znów deszcz

 

Jakie to szczęście, że dzisiaj nie jest środa, bo nie mogłabym wtedy słonecznych uśmiechów do Poznania słać, pozostawię to sobie na jutro.
No i bardzo dobrze, że wczoraj podjęłam „męską decyzję” i poszłam na wizytę u pani Krysi (fryzjerki) i pani Eli ( pedikiurzystki). Na szczęście obie pracują w jednej placówce, tak, że mogę sobie pozałatwiać dwie sprawy na raz. No i znów mam swoją ulubioną „łysą” fryzurkę, no może nie całkiem „łysą”, ale jestem bardzo króciutko ( jak zwykle) ostrzyżona, bardzo wygodna fryzurka, nie trzeba się nawet czesać 🙂

Pogoda była taka wczoraj miła, ciepła i słoneczna, tak, że nawet wracając od  fryzjera usiadłam sobie chwilkę na Plantach  Krakowskich i tak sobie wspominałam te dobre czasy, gdy chodziłam tu z moimi Rodzicami i moim Rodzeństwem, co wszystko mam na ostatnio przeglądanych zdjęciach udokumentowane. O, w tym miejscu staliśmy z mamą Anią Krzysiem i psem Gledii, a Tata robił nami zdjęcie, a tu, w tym miejscu siedziałam na żabie……..  i tak dalej, tak dalej. A teraz inne dzieci już po Plantach sobie biegają i gonią gołąbki, żaby też już nie ma….
Tylko wysokie, zielone drzewa są niemymi świadkami historii tych Plant. Mój Boże, jak to szybko wszystko przemija.
Piękne są te nasze krakowskie Planty, to taki Park, który otacza dookoła cały Kraków, z wyjątkiem kawałka ulicy pomiędzy ul Straszewskiego i Grodzką są ciągiem  pięknych, starych drzew, zielonej trawy, gdzieniegdzie ozdobionej klombami i mostkami. To były  ulubione miejsce do spacerowania i do zabaw dla dzieci.
Gdy oglądałam stare zdjecia, tamte stare Planty rzeczywiście wyglądały jak jeden wielki ogród z altankami i ozdobnymi ławkami, a po nich kroczyły panie w krynolinach, obowiązkowo z ozdobną przeciwsłoneczną parasolką w dłoni, a pod drugą rękę prowadził ją bardzo elegancki pan w garniturze, z muszką pod brodą.
Teraz Planty inaczej już wyglądają, może za bardzo ludzie się spieszą, nie mają czasu przysiąść na chwilkę, a w niedzielę wolą jechać gdzieś na swoją daczę, niż posiedzieć na Plantach, coby nie mówić jednak nieco zadymionych oparami pobliskich ulic.
Nawet wózków z dziećmi jakoś mniej, czasami gdzieś przysiądzie jakiś student, który przed wykładem jeszcze chce zdążyć przeglądnąć swoje notatki, reszta gdzieś tam chyłkiem przemyka, bo klimat tutaj nie szczególny, takie są rezultaty naszej  cywilizacji. Wszędzie smog i wszechobecne opary benzyny i jak tu odpoczywać i świeżego powietrza do płuc nałapać?

Jak już pisałam, dzisiaj klimat deszczowy w Krakowie mamy, niezbyt przyjemny i niezbyt budujący duchowo, ale tak już teraz będzie coraz częściej, wszak jesień stoi już prawie za drzwiami. Do tej kalendarzowej wprawdzie  jeszcze trochę czasu mamy, ale już czuć, że powietrze ma już oddech jesieni, drzewa żółcieją, liście zaczynają opadać……. smutno!
Ale nie martwmy się, jeszcze tylko pół roku i znów przyjdzie nasza ukochana wiosna, na którą już niektórzy niecierpliwie czekają ( ja też) i znów się zrobi zielono i kolorowo, szczególnie w przydomowych ogródkach.
Miłego wtorku