A po…..

 

A po upalnej sobocie przychodzi upalna niedziela.
Właściwie wczoraj rano nie zapowiadało się, że znów nas upał dotknie, a jednak. Chociaż dobrze, że był lekki wiaterek, bo jakoś do apteki po leki dotarłam, ba, nawet nadałam sobie lotka. No cóż, z bólem muszę przyznać, że był to następny zapłacony podatek od głupoty, na dwa losowania nie postawiłam ani jednego dobrego numerku, widać nie jest mi dane milionerką zostać. Tylko ciekawie, jak inni to robią, że mają sukcesy w tej grze?
Fakt siedem milionów kusiło, więc co to jest to moje głupie wydane 4 zł w porównaniu z wygraną? Ale przecież mogło szczęście akurat do mnie się uśmiechnąć, prawda?
Niestety jedyne „szczęście”, które mnie wczoraj spotkało to był podryw przez starego dziadka, który mnie poprosił, abym na chwilę przysiadła. Żar z nieba  trochę dokuczył, więc w cieniu postanowiłam sobie odpocząć, a co.
Tylko, że dziadek (76 lat) był z tych bajarzy – erotomanów i wszystkie próby rozmowy przekierowywał na jeden tor. Akurat mnie ten temat nie zainteresował, więc chwilkę tylko posiedziałam sobie w zbawiennym cieniu i poszłam do domu.
Chyba miałam dobry jednak dzień wczoraj, bo zrobiłam to, czego już dawno nie robiłam, mianowicie przygotowałam sobie pyszny obiad: ziemniaczki i  gotowane kulki z mięsa indyczego z sosem koperkowym. Tak więc praktycznie i na dzisiaj mam już obiad gotowy, tylko najwyżej obiorę dwa ziemniaczki. W dodatku Monika pozostawiła mi porzeczki i resztkę jagód, porzeczki więc obrałam, dodałam jagody, troszkę ( nie wiele) cukru i ugotowałam sobie pyszny kompot, który teraz chłodzi się w lodówce, będzie jak znalazł, gdy będzie mnie pragnienie męczyło. Nie, żadnych tu podtekstów nie ma, nie piłam wczoraj żadnego alkoholu, zresztą na taki upał i w dodatku sama?
Od razu widać, że to ja zwalczam chorobę, a nie ona mnie i już mam pierwsze dobre wyniki w tej materii. Teraz tylko muszę się trzymać i przestrzegać pewnych zasad, które nie są aż tak trudne do zastosowania. Tylko znów mi kilka leków dziennie przybyło do zażywania 😦

Po południu troszkę obserwowałam w kamerkach plaże w Jastarni i w Łebie, a gdy było mi już z tego oglądania troszkę za gorąco szłam pod prysznic i już właściwie czułam się, jakbym właśnie się w morzu wykąpała.
Jak się nie ma co się lubi………
Dzisiaj też pewno trochę sobie im pozazdroszczę, ale nie za długo, bo z tej zazdrości mogłabym się stać …….zielona 🙂

Wczoraj wieczorem dostałam od Poli wiadomość, że wreszcie dotarli na miejsce, mieli po drodze dłuższy postój noclegowy, zresztą kto się spieszy, gdy na wakacje wyrusza? Grunt, że dojechali szczęśliwie, mam nadzieję, że pogoda będzie im dopisywać, chociaż niedawno słyszałam od koleżanki, że akurat w Chorwacji dwa dni pod rząd padało. Matko jedyna, taki świata jechać, żeby napotkać na deszcz, który i u nas ( za darmo) bywa?

Noc była jako- taka tzn spałam gdzieś  aż  do 4 rano, potem znów skurczybyk. który umieścił się w mojej prawej nodze nie tylko, że mnie obudził, to jeszcze kazał mi chodzić po mieszkaniu tam i z powrotem ( nawet przy próbie siadania na fotel  ból się wzmagał), widać że znów mam jakieś kłopoty z elektrolitami, związane z tymi upałami, wniosek: muszę więcej się nawadniać, jak to dobrze, że mam tyle zimnego kompociku z lodówki, o wodzie mineralnej pt. Muszynianka nie wspomnę.  W związku z tym, że znów zasnęłam dopiero po 6 rano, chciałam sobie troszkę pospać dłużej , niestety pod moimi oknami przechodziła ( jak zresztą co roku) pielgrzymka do Częstochowy, więc około 9 obudziły mnie śpiewy, gitary i co najgorsze jakieś obłędne bębny. Pełni entuzjazmu pielgrzymi poszli dalej, a mnie pozostał ból głowy. Nie mam nic przeciwko takim pielgrzymkom, ale bardzo nie lubię być tak gwałtownie i głośno budzona, zwłaszcza po kolejnej zarwanej nocy. Ponieważ ból głowy na razie nie ustaje, byłam zmuszona odmówić wizyty u Magdy, czego bardzo żałuję, ale jednak ten dzień muszę sobie inaczej zagospodarować.

Życzę wszystkim bardzo udanej niedzieli, mam nadzieję, że nie musimy sobie dzisiaj zaśpiewać: to ostatnia niedziela, jutro się ( z pogodą) rozstajemy….