No to stało się

 

 

 

 

Mamy Nowy 2015 Rok.
To musi być bardzo szczęśliwy rok, lepszy niż poprzedni, ale nieco gorszy niż następny  2016 🙂
Dla mnie to jest bardzo ważny rok, bo właśnie w tym roku przekraczam magiczną liczbę 65 i postanowiłam, że dam bardzo duży i zdecydowanie zamaszysty krok, aby nigdzie po drodze w nim nie utknąć.
A skoro tak pomyślałam, tak postanowiłam, tak musi być.
To już 65 – ty mój Sylwester, ciekawy jak wyglądał ten mój pierwszy ze smoczkiem w buzi? Pewnie  wtedy tylko moi Rodzice i Rodzeństwo się  cieszyli, ja pewnie nie zdawałam sobie sprawy, co wokoło mnie się dzieje 🙂

Wszystkim moim przemiłym Blogowiczom życzę, aby ich wszystkie postanowienia no i marzenia okazały się od początku do końca realnymi.
Aby wszystkie 365 dni Nowego Roku płynęły po różach bez kolców, były pogodne, uśmiechnięte, bezkonfliktowe czyli jednym słowem radosne.
I obyśmy wszyscy w zdrowiu i pokoju powitali następny 2016 rok.

A jak spędziłam ten Sylwestrowy wieczór?
Po południu trochę się zdrzemnęłam, więc nabrałam siły do nieco dłuższego siedzenia przed telewizorem i jako miłośniczka Krakowa, oglądałam wspaniałą imprezę sylwestrową prowadzoną przez stację TVN z krakowskiego Rynku. Muszę przyznać, że czasami podglądałam na dwójce, jak wygląda impreza na wrocławskim Rynku i wydaje mi się, że tam było okropnie drętwo, chociaż też kolorowo i przebojowo, ale we Wrocławiu nie było tej siły przebicia, Kraków po prostu lepiej się bawił. Oczywiście sporo czasu spędziłam też na Face, bo tam wiele dzisiaj rzeczy ciekawych się działo, było sporo zdjęć, rysunków, wpisów i życzeń.
A toast? Oczywiście piłam go „bąbelkami”, tylko tyle że Muszynianką, ze wspaniałego kryształowego pucharka. Dlaczego nie szampanem? Ano po prostu sama go nie potrafię otworzyć ( boję się, by nie wybuchnął), a jak wiadomo Sylwester spędziłam całkiem samotnie. I wcale tego nie żałuję, to był jeden z najlepszych Sylwestrów w moim życiu. W pewnym wieku bowiem całkiem dobrze jest przebywać i świętować z najbardziej odpowiednią dla mnie osobą do towarzystwa, czyli sama ze sobą.
Niech młodzi się bawią teraz, bo kiedy indziej będzie to tak pasować, jak właśnie w ich wieku.
No i oczywiście o północy ściskałam mocno w dłoni wszystkie banknoty, które posiadałam i na wszelki wypadek kartę bankomatową też, aby przez ten rok pieniądze nigdy mi nie uciekały i były na każde moje żądanie. Może to przesąd, ale tak zawsze uczył mnie mój Tata, zawsze przed północą wręczał mi jakieś pieniądze, aby mnie się je trzymały.

A tak a propos Sylwestra to jeszcze taka ciekawostka, która właśnie przeczytałam w Gazecie Wyborczej:

Podobno pierwszego sylwestra świętowali rzymianie w nocy 31 grudnia 999 r. Według przepowiedni 1 stycznia 1000 r. z watykańskich lochów miał się wyrwać przetrzymywany tam potwór Lewiatan. Ludzie bali się, że może zniszczyć cywilizację, a nawet pożreć całą Ziemię. Na szczęście nic takiego się nie stało. Rzymianie tak się ucieszyli, że tłumnie wyszli na ulice, by świętować nadejście Nowego Roku.

Na tronie papieskim zasiadał wtedy Sylwester II, który pobłogosławił świętujący tłum pierwszym w historii błogosławieństwem Urbi et Orbi – miastu i światu. Na pamiątkę tego wydarzenia cały świat hucznie żegna stary rok. Tyle mówi legenda.

Legenda legendą, ale coś w tym prawdy musiało być, bo rzeczywiście Lewiatan opanował  przynajmniej całą Polskę, co prawda nie potwór, ale bardzo ekspresyjna sieć handlowa, która przebojem weszła na rynek i ciągle swoje macki rozpościera, nie bacząc wcale na mniejszą, czy większą konkurencję.
No proszę, a od tamtego czasu minęło już całe  1015 lat!!!!!! 🙂
Legendy to do siebie mają, że jednak jakąś część prawdy w sobie zawierają. Nawet w tak olbrzymim czaso-okresie, bo to w tym właśnie  tkwi ich moc!

Pomimo, że zasnęłam około trzeciej w nocy, już przed szóstą byłam na nogach, jakoś nie mogłam spać, więc otwarłam sobie kamerkę z Times Square w Nowym Jorku i oglądnęłam, kawałek ciekawej nowojorskiej imprezy , widziałam, jak pomału kryształowa kula zniżała się do dołu w rytm głośnego odliczania  balowiczów od dziesięciu  do zera, a gdy kula już była całkiem na dole, wtedy na górze tej wieży pokazała się magiczna liczba 2015, a masę kolorowych konfetti posypało się na głowy imprezowiczów całujących się i składających sobie życzenia w rytm znanych amerykańskich przebojów.
Ale tam się działo!!!!!. Jednym słowem raz jeszcze przeżywałam obchody przejścia Starego już Roku w Nowy Rok.

No to raz jeszcze szczęścia wszystkim Kochani życzę  i również tego, czego sam sobie każdy  skrycie  w swoich myślach życzy.