noworoczne postanowienia


Pierwszy dzień Nowego Roku już za nami, to był dzień odpoczynku po sylwestrowych szaleństwach,
Dzisiaj przychodzi już drugi dzień stycznia, dzień, w którym można zastanowić się nad naszymi noworocznymi postanowieniami: co zmienić, żeby było lepiej niż w zeszłym roku? I to postanowienie nie może tylko trwać jeden tydzień miesiąca stycznia!!!!

 

1 stycznia otwieramy nową księgę naszego życia, tą już zapisaną odkładamy do Lamusa, a teraz znów od nowa opisujemy niczym ja w moim blogu, każdą nową minutę, wszystko to, co się zdarzyło, obojętnie, czy będą to dobre, czy złe wiadomości.
Tylko w przeciwieństwie do mojego blogu, w którym niektóre fakty życia mogę pominąć, w tej księdze wszystkie fakty zapisują się dokładnie, literka, po literce, niekoniecznie  zawsze zgodne z naszą wolą, ale zgodne za to z zaistniałymi faktami.
Jak wiecie, ja już jedno takie postanowienie mam, ono będzie co prawda realizowane na początku kwietnia, ale i tak do tego i fizycznie i duchowo jeszcze muszę się pozytywnie nastawić. A czy mam inne postanowienia? Chyba na razie nie, bo nie można przeprowadzać wiele rzeczy na raz, bo potem tak się zapętlę w swoich rozważaniach, że w końcu powstanie węzeł, którego już nie rozwiąże. Dlatego trzeba pomału, po jednym postanowieniu włączać, wszak na inne pozostaje mi właśnie już te 365, a teraz już 364 dni.

Dzisiaj jest pierwszy z tych między świątecznych dni, następny taki będzie już w poniedziałek. To dwa dni, gdy powinno się iść popracować, ale…
Ja dopiero pokażę się w przychodni w poniedziałek popołudniu ( dzisiaj u nas jest dzień bez  badań), trochę popracuję i …znów będzie święto Trzech Króli, które dopiero od całkiem niedawna jest dniem wolnym od pracy.

A za oknem odwilż, temperatury plusowe, ale raczej nisko plusowe. W mieście jezdnie są czarne, przejezdne, gorzej w tych małych mieścinach, gdzie padający deszcz jeszcze bardziej oblodził i tak skute  lodem dróżki, co przy samochodowych manewrach może być całkiem niebezpieczne.
Na szczęście mnie ten problem nie dotyczy, bo mieszkam w dużym mieście, samochodem nie jeżdżę i bardziej obchodzą mnie oblodzone, lub nie chodniki, niż jezdnie.

Przed nami weekend, więc ślę same serdeczności na te kilka dni i uśmiechy z niestety ciągle zachmurzonego Krakowa, chociaż widać, że słonko bardzo chce się przebić przez te szare chmurzyska.