po złym wtorku, miła środa.

Wczorajszy dzień był dla mnie jakiś nie najlepszy, czułam się cały dzień sfrustrowana do tego stopnia, że osiągnęłam w końcu „doła”
I  to bez żadnego, szczególnego powodu, bo przecież dzień był słoneczny, ciepły, nieomalże wiosenny.
Ale to był jeden z tych dni, o których się mówi, że wstało się rano lewą nogą z łóżka.
Ale dzisiaj  na szczęście wszystkie fochy mi minęły, a dlaczego??
Wiadomo, dzisiaj jest środa, więc to musi być bardzo dobry dzień, chociażbym nie wiem którą nogą rano wstawała, ale specjalnie pilnowałam, żeby to była prawa noga, żebym nie potknęła się, lecąc na przemiłe środowe spotkanie z Ulką, niestety tylko w blogu, ale jednak to jest spotkanie.
Witaj Uluś w naszą ulubioną środę. Patrz, to już druga środa w tym roku, ale przed nami jeszcze sporo tych przemiłych środowych spotkań.
Posyłam Ci do Poznania środowe całuski i słoneczne promienie, niech pędzą do Ciebie z szybkością Pendolino, a może samolotu, a może lasera?
Byleby  na tyle  szybko, aby ta piękna róża dla Ciebie nie zdążyła zwiędnąć 🙂

Dzisiaj z tymi promyczkami słonecznymi to chyba przesadziłam, ale może gdzieś około południa sytuacja się zmieni?
Mnie jest to obojętne, bo i tak dopiero na popołudniu idę, ostatni raz w tym tygodniu, czwartek i piątek mam na szczęście poranne zmiany.
Ma to dobre i złe strony, co prawda krócej mogę wtedy spać, ale z kolei nie muszę nerwowo całe do południe patrzyć na zegarek by wyjść o należytej porze.
No i potem dzień jest taki długi, a po wieczornej zmianie ledwo kilka razy się obrócę, już powinno się iść spać.
No właśnie, powinno, tylko co zrobić, jak około 23 mój organizm działa na pełnych obrotach, a sen przychodzi około 3-4?
Już tego chyba nie zmienię

Miłej środy