Dzisiaj 23 finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy

 

Kto z Was Gra? Ja na pewno!!!!
Dzisiaj gramy dla „Dla podtrzymania wysokich standardów leczenia dzieci na oddziałach pediatrycznych i onkologicznych oraz godnej opieki medycznej seniorów”.
Oj będzie się działo!!!!!

Nie słucham złych podszeptów niektórych zazdrośników i nieudaczników z prawicy.
Nie chcą, niech nie płacą, ale gdy przyjdzie pora, że kiedyś oni sami, lub ich dziecko, czy ktoś z seniorów rodziny będzie miało wybór skorzystania z urządzeń, czy innych medycznych przedmiotów zakupionych przez Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy niech popatrzą na namalowane tam serduszko i niech głośno  i honorowo powiedzą lekarzom i personelowi medycznemu: nie miałem, czy nie miałam serca, aby wrzucić do puszki nawet ten przysłowiowy grosz, lżyłam Wielką Orkiestrę, opowiadałam brednie wyssane z palca  i teraz wiem, że żadna pomoc z ich strony mi się nie należy!!!!
I dalej będę bardziej wredna, leżąc kiedyś w szpitalu  na przeciw  odleżynowym materacu z satysfakcją będę patrzeć, jak ci oportuniści będą męczyć się na zwyczajnych siennikach, uwierających ich w plecy i  w cztery litery. Niech mają za swoje, skoro dzisiaj siano mają w głowie, niech na sianie, w niekomfortowych warunkach sobie pochorują. Na to na pewno zasługują. No chyba, że wtedy swój honor schowają do kieszeni i będą udawać wielkich propagatorów Orkiestry Świątecznej, ot takie małe oszustwo ich sumienia, o ile w ogóle go  jeszcze posiadają.
Może ktoś powie, że moje podejście do sprawy jest  nie ludzkie, ale czy ich postępowanie jest ludzkie? Czy można kogoś bezprawnie oskarżać, zwłaszcza gdy chcą oni nieść pomoc dla dzieci i chorych seniorów???
No dobra, zgadzam się,  nieco przesadziłam, ale złość mnie wielka ogarnia na tych bezmyślnie bzdur  powtarzających za innymi „mongołów”
Wiem, że ideą Owsiaka jest pomagać wszystkim, nawet tym niewiernym, niech tak będzie.
Wiem, że jest wiele osób biednych, dla których wydanie nawet złotówki jest wielkim problemem i nie o nich dzisiaj piszę. Zresztą prędzej zapłacą właśnie ci, których tych pieniędzy nie mają, bo rozumieją , jak potrzebna jest komuś pomoc, tak samo, jak rozumieją to ludzie wrażliwi na czyjeś nieszczęście.
A może kiedyś właśnie mi ta pomoc będzie potrzebna?
Pisze o tych, którzy dzisiaj ulegają jakiejś mani rozsiewanego zła i plugawego języka nienawiści i pomówień. Wszak znamy to, niejednokrotnie przerabialiśmy to, że Polak Polakowi wilkiem jest.
I powtarzam za Owsiakiem : Nie chcesz, nie płać, ale nie przeszkadzaj innym dobrze się bawić, zbierać datki i o godzinie 20-stej puszczać światełko do nieba.!!!!
Niech ci malkontenci siedzą sobie w kącie i mają wszystkim za złe, to jest ich wybór.

Dzisiaj odbywa się w Paryżu wielki  ogólnoeuropejski marsz przeciwko terroryzmowi.
Trochę się obawiam, żeby ten marsz nie skończył się tragedią…

Miłego świętowania tej (przynajmniej w Polsce) radosnej niedzieli.

P.S. Jest godzina 6.45 rano, a mnie jeszcze nie udało się zasnąć 🙂

 



smętna sobota

 

 

To raczej będzie nijaka sobota. Za oknem plucha, ale i tak ie nie wiele to obchodzi, bo nadal leczę katarek, całkiem mi to źle idzie, dzisiaj nadal jestem zadżumiona, głowa mnie boli i huczy w niej cała orkiestra.
Tak więc i mój blog dzisiaj nijaki, nie czuje się na tyle, bym jakieś wzniosłe teksty pisała.
Straszne jest to, co się stało w Paryżu i niestety nadal jest tam niespokojnie, w dodatku w niedzielę odbędzie się wielki marsz przeciwko terroryzmowi w którym brać będą udział „wielkie głowy”, czyli przywódcy państw europejskich, Polskę będzie reprezentować premier Ewa Kopacz, a Unię przewodniczący Donald Tusk.
Obawiam się bardzo tego wiecu…obym nie była złym prorokiem.
Górnicy strajkują, ponieważ chcą im zlikwidować całkiem nierentowne kopalnie i przerobić je w Konsorcja. Pewnie boją się o swoje stanowiska pracy, ale rząd obiecał, że nie pozostawi ich samych, prócz ( sporych) odpraw dostaną nowe miejsca pracy.
I tu mi się przypomniało, jak ówczesna Rada Krakowa postanowiła nagle zlikwidować całkiem dobrze prosperujący Szpital Kolejowy ( w którym pracowałam), bo dostali dobrą cenę na działkę, na której ten szpital był i postanowili go sprzedać, mimo protestów wszystkich naszych pracowników, mimo, że postanowiliśmy ratować szpital zakładając spółkę. Na nic to wszystko, szpital rozwiązano, dali tam jakieś odprawy, ale nikt nawet nie zastanawiał się, żeby pomóc szukać komukolwiek nowego stanowiska pracy, musieliśmy czynić to sami.
A jak to się skończyło? Okazało się, że ta sprzedaż działki to był jakiś wielki przekręt, więc odstąpili od transakcji, a po 10 latach pusty budynek szpitala ziaje pustką, stoi biedaczek tak jak stał i służy teraz za podstawę do reklam na nim rozwieszonych. Warto to było tak szybko i bez namysłu szpital rozwiązywać?
Ale górnicy nie popuszczą i nowa awantura w Polsce się rozwiąże. Pis już zapowiada, że po wygranej otworzy wszystkie pozamykane kopanie – jest to następna „złota” obietnica, tylko ciekawe, z czego PIS na te kopalnie będzie dokładać?
Polityka i rządzenie nie polega tylko na obiecywaniu złotych gór ( czego i PO również pomału się nauczyło). ludzie chcą mieć obiecane rozwiązania tu i teraz.

Życzę spokojnej soboty

szatańska mieszanka:

 

 

Gorące mleko, ugnieciony przez praskę  czosnek, trzy łyżeczki miodu, łyżka masła, wszystko jeszcze wymieszać, podgrzać i pić gorące.
Wszelakie przeziębienia podobno uciekają precz!
No tak, ten katar stawał się  wczoraj coraz bardziej denerwujący, więc  zdecydowałam się na taki szatański koktajl.
To taka stara, ludowa metoda walki z przeziębieniem, no może ciut młodsza niż wsadzanie do pieca na trzy Zdrowaśki,  ale zresztą i tak do pieca raczej bym się nie zmieściła.
Paliło w przełyku jak cholera, wątroba nieco gniotła,  ziajałam niczym smok wawelski ( na szczęście śpię sama w pokoju), ale co tam, grunt, żeby katar pogonić!
A jaki tego był efekt? Dalej „kopie” mnie wątroba, katar też jest nadal (on zniknie po 7 dniach), ale dalej jestem „zamroczona”
Ale może polegiwanie w ciepłym łóżeczku mi  na pewno pomoże.

Rzeczywiście dostałam wczoraj od Almy paczkę przeprosinowa, klika rodzai serków typu Camembert i pudełko Ptasiego Mleczka.
Bardzo ładnie z ich strony, trzeba im to przyznać, ale….
I tak nadal nie ma mojego ulubionego serka Camembert Rustique , ani ulubionego  płynu do płukania Lenor.
Sytuacja wyjaśni się w przyszłym tygodniu, bo muszą mieć troszkę czasu, aby ten towar sprowadzić.

Smutna wiadomość dnia :  Dzisiaj rano zmarł były polski premier, wielki przywódca polskiej lewicy – Józef Oleksy.
Niech mu ziemia lekką będzie.

Pogoda za oknem nawet ładna, ale ja wskakuję do ciepłego łóżeczka „leczyć” katarek

Miłego piątku

tego się nie spodziewałam….

 

 

…….czyli coś całkiem optymistycznego.
Pamiętacie, jak kilka dni temu zżymałam się na Almę i fatalną jej obsługę klientów? Wyglądało to tak, jakby znanej i wyśmienitej do tej pory firmie przestało zależeć na klientach, permanentne braki dotychczas łatwo osiągalnych towarów, błędy w pakowaniu towarów, spowodowany najprawdopodobniej nieuwagą, coraz gorszy rodzaj niektórych towarów, to były moje główne zastrzeżenia.
Postanowiłam zmienić firmę dotychczasową, przymierzałam się, że następne zakupy będę już robiła też internetowo w Tesco, nawet sprawdziłam sobie stosowne strony i wynalazłam kilka całkiem ciekawych towarów, cena też jest przystępna, może nawet i nieco niższa, niż w Almie. Tylko pozostał mały cierń, wszak byłam ich stałym klientem od kilka już lat.
Wysmarowałam więc do Almy list , w którym były zawarte wszystkie moje bolączki i na końcu zamieściłam rodzaj apelu : przekonajcie mnie, że jednak warto u was robić zakupy.
Wczoraj rano zadzwoniła do mnie pani Dyrektor z tej firmy i prosiła, abym dokładnie jej wytłumaczyła wszystkie moje problemy z Almą związane.
Pani była bardzo miła, nie tylko mnie przeprosiła, ale przyznała mi rację w całej rozciągłości, przyznała, że taki sklep jak Alma nie powinien ciągle tylko tłumaczyć, że danego towaru nie ma, ale powinna się postarać, by na bieżąco wszystkie braki uzupełniać, Przyznała, że sama nie sprawdzała, jak wygląda zaopatrzenie sklepu, albowiem nigdy nikt ani z klientów, ani z obsługi o brakach nie informował, brała to za dobrą monetę, sądząc, że wszystko w takim razie „gra”
Dopiero mój list jej uświadomił, że zbyt zawierzyła swoim pracownikom i już przeprowadziła odpowiednie rozmowy, wcześniej sprawdzając, jak dużo odmów towarów było na moim koncie.
Raz jeszcze mnie przepraszając postanowiła mi to wynagrodzić i dzisiaj jeszcze mam w prezencie dostać kilka towarów gratisowo. Wiem, że na pewno będzie to mój ulubiony serek camembert Rostigue.
Na razie mnie pani Dyrektor ” ułaskawiła”  ( przekupiła?), no nie tylko tym prezentem,  ale przede wszystkim rzeczową rozmową, poczekam na następne dostawy i zobaczę, jak będzie się sklep w produktach sprawdzał, jaki będzie wybór, Bo gdy raz człowiek się przyzwyczai do sklepu, czy do jakiegoś produktu, potem jest bardzo zawiedziony, gdy coś się na niekorzyść zmienia.
Zobaczymy, jak to wszystko się skończy.

Dopadł mnie katar. Tak podstępnie i dotkliwie, do tego i gardło miała, wczoraj żyletkami pocięte. W związku z tym już o 23, byłam w łóżku i prawie natychmiast zasnęłam, Ale cóż z tego, ktoś z domowników co prawda bardzo cicho, ale szukał u mnie w pokoju ( a ja nawet podejrzewam kto i co szukał), co mnie obudziło. Ten ktoś poszedł sobie smacznie spać, za to ja do 5.30 znów byłam bezsenna. Niestety tak mam, że przebudzona w nocy nie mogę potem długo z powrotem zasnąć. Tak więc dzisiejszy dzień mam znowu do tyłu, bo nie dość, że kicham i prycham, to jeszcze  nieprzespana noc bardzo źle działa na moje nogi, bardzo mnie wtedy bolą kolana i plątają mi się stopy. Tak już mam.
A dzisiaj idę  na popołudniową zmianę i mam kilka badań, więc  muszę być sprawna.
A swoją drogą nie mógł mnie ten katar zaatakować  w zeszłym tygodniu, gdy miałam tyle dni wolnych i nie musiałam wychodzić z domu???
Temperatura za oknem w sumie umiarkowana, ale na minusie, nawet słonko nieco swoje oblicze pokazuje.
Co nie oznacza wcale, że czuję się jak ten skowronek, ale… no właśnie, miałam nie narzekać.
Wszak katar to wcale nie choroba, ale może  dokuczyć.
Miłego czwartku.

środowa róża

O nie, tym razem środy nie przegapię, na pewno!
No i już minęło siedem dni od Sylwestra, znów jak jeden dzień. Wtedy mieliśmy środę, dzisiaj również jest środa.
Ale ta dzisiejsza  środa jest szczególna, pierwsza w tym nowym roku, więc dodatkowo ważna!!!!
Rok ma 51 tygodni, więc tyleż samo ma śród, więc przed nami tyle jeszcze w tym roku Ulu   naszych środowych spotkań. I wszystkie będą na pewno takie radosne i przyjazne, jak dotąd. Acha, postaram się, aby już o żadnej naszej środzie nie zapomnieć.
A dzisiaj tradycyjnie posyłam Ci  Ulka z Krakowa środowe całuski i słoneczne promyczki, abyś pamiętała, że jest ktoś w Krakowie, kto o Tobie myśli nie tylko zresztą w środy, ale skoro taki dzień obrałyśmy sobie do spotkań, niechaj tak w tym roku  pozostanie. I tak wiem, że w inne dni tygodnia mój blog też uważnie czytasz 🙂

Ale się wczoraj zaludniło moje mieszkanie, wczasowicze powrócili z noworocznego zimowiska i od razu zrobiło się w domu gwarno, wesoło i tak jakoś ciepło.
Byłam wzruszona przywitaniem, a Pepa ( co mnie nawet nieco zdziwiło) też bardzo radośnie mnie przywitała, skacząc wesoło koło mnie i merdając ogonkiem, tzn tą resztką ogonka, którą posiada.
To oznacza, że wszystko pomału wraca do normalności. Ale przecież niedługo dzieciaczki mają ferie zimowe i pewnie znów co najmniej na tydzień wyjadą sobie do Zawoi, albo do Krynicy i znów ich będę oczekiwała.
Czasami zastanawiam się, co jest lepsze, ten harmider w domu, który oznacza, że dom żyje własnym życiem, czy ta niesamowita cisza, która aż dzwoni w uszach……….

Zima znów skuła lodem całą Polskę, gdzieniegdzie było w Polsce nawet minus 20 stopnie, rano w Krakowie było też sporo minusów, bo aż 12.
Dobrze, że dzisiaj  idę na popołudniu do pracy, może nieco mróz zelży, tylko wracając wieczorem znów  o te minusy mogę się potknąć.
Ale przypomnę : taki mamy klimat!!!!!

Dobra wiadomość : minister Arłukowicz podpisał umowę z Porozumieniem Lekarz, ale co kto zyskał, a kto co stracił jeszcze bliżej nie wiadomo.
Najważniejsze, że pacjenci znów mogą wejść ( no i leczyć się) do przychodni!!!!

Za to smutne wiadomości sportowe docierają do nas z Dakar, gdzie w trakcie rajdu zmarł jeden z naszych zawodników, najprawdopodobniej musiał być  to udar, ponieważ nie zauważono śladów wypadków, a temperatury osiągały tam bardzo wysokie wartości.
Również i naszemu ulubionemu Adasiowi Małyszowi nie udał się wyścig w Dakar, całkowicie spłonęło jego autem, na szczęście i on i jego pilot wyszli z tego wypadku bez szwanku.
Nie powiodło się też naszym skoczkom narciarskim, ani naszej Justynce, której zabrakło tylko niecałe 2 sekundy, aby przeszła do dalszych rozgrywek 😦
Czyli jednym słowem w sporcie jest źle, poza nim też nie najlepiej.
Ale może ten mróz zamrozi te wszystkie nasze polskie kłopoty i potem pójdzie już jak po (nomen,omen) lodzie???
No dobra, tego lodu też sobie i nikomu, kto nie jeździ na łyżwach nie życzę.
Za to wszystkim życzę przyjemnej środy, szczególnie tym dzieciakom, które po nieco dłuższym odpoczynku wracają dzisiaj do pracy.
Wiem, że dzisiaj nie będzie im łatwo, ale będzie dobrze, niedługo znów ferie!

I znów mamy Święta.

Dzisiaj Katolicy obchodzą Dzień Objawienia Pańskiego, czyli ŚWIĘTO TRZECH KRÓLI.
Gwiazda Betlejemska powiodła Monarchów do Betlejem, gdzie w  ubogim żłóbku zostało położone nowo narodzone  Boże Dzieciątko.
Monarchowie wiedzieli, że ten położony w stajence mały Jezus będzie kiedyś Królem świata, Mesjaszem, który kiedyś przez swoją śmierć na Krzyżu zbawi nas wszystkich i wybawi od ognia piekielnego. Dlatego w pokorze, w pokłonach oddawali mu hołd składając swoje prezenty, mirrę, kadzidło i złoto.
Złotem obwołali Jezusa Królem, przez kadzidło odkryli w nim Boga, mirą oznajmili jego podległość śmierci.
Po dzisiejszej Mszy św, przez ulice wielu miast przechodzi Orszak Trzech Monarchów, aby raz jeszcze wszystkim objawić dobrą nowinę.
Szczególnie piękne widowisko z tej okazji przygotowała nam Stolica, oglądałam wyjątki w TVP.

Dzisiejszy i trzy następne dni  są bardzo ważnymi dniami dla wyznawców prawosławia. Dzisiaj obchodzą oni (wg. kalendarza juliańskiego) Wigilię Bożego Narodzenia. Gdy zabłyśnie pierwsza gwiazdka, zasiądą za wigilijnym stołem, wcześniej dzieląc się prosforą i  składając sobie życzenia i będą posilać się tradycyjnymi darami, oczywiście kutią, rybami w różnych postaciach, czy kapustą z grzybami. A potem pójdą do swoich cerkwi, gdzie będą czuwać w modlitwie, czekając na narodzenie Chrystusa. W prawosławnych kościołach nie ma stajenek, za to są rozłożone Święte Ikony, przed którymi wierni się kłaniają i modlą.
Prawosławne Boże Narodzenie trwa trzy dni, ponieważ w taki sposób Kościół prawosławny podkreśla udział Trójcy Świętej w dziele zbawienia człowieka. Pierwszego dnia świętuje się narodzenie Dzieciątka Jezus w Betlejem. Drugiego czci się Najświętszą Marię Pannę, która narodzinami Jezusa połączyła ze sobą Niebo i Ziemię. Trzeciego dnia wspomina się świętego Stefana, pierwszego męczennika, który oddał życie za Chrystusa narodzonego w Betlejem i zmartwychwstałego.
Z okazji prawosławnych Świąt Bożego Narodzenia życzę wszystkim ich wyznawcom wesołych i szczęśliwych świątecznych chwil wśród rodzinnego kręgu i Bożego błogosławieństwa na cały 2015 rok.

A dzisiaj widać, że to dzień świąteczny, bowiem za oknem powitało nas od rana piękne słoneczko.
I tak powinno pozostać.
Życzę miłego świętowania.

ciemna strona Face Booka

 

Ale wkurzył mnie jeden komentarz pod zamieszczoną przeze mnie fotografią na Face Booku.
Widać, że ta osoba, niespełna rozumu , a za to pełna złych intencji, będącą pod wpływem alkoholu, czego się nie da ukryć, nie lubi nie tylko mnie, ale i całego świata, skoro swoim wpisem obraziła nie tylko mnie, ale i te wszystkie osoby, które polubiły to zdjęcie i dały  pod tym zdjęciem swoje komentarze.
Jest jednak jedno wyjście z tej sytuacji, które oczywiście zastosowałam, czyli wykreślenie go z listy moich znajomych, chociaż z wielkim bólem przyznać muszę, że kiedyś była to osoba bardzo bliska mojemu sercu, rodziny wszak się nie wybiera……..
No cóż, alkohol niestety spustoszenie w mózgu czyni, człowiek sam nie wie co mówi, co robi, czym szkodzi nie tylko innym, ale przede wszystkim sobie, dając takim wpisem świadectwo przeciwko sobie samemu.
Ale taki jest właśnie Face Book, są wpisy miłe i niestety takie, które potrafią człowiekowi świat obrzydzić.
I mogę jeszcze jeden wniosek wysnuć: nie wierzę żadnym cygankom, czy wróżbom, kiedyś Cyganka przepowiedziała mi…….   nie ważne, w każdym bądź razie ta wróżba akurat nie spełniła się, a  jest wręcz odwrotnie niż kiedyś mi przepowiadała.

Dzisiaj ostatni dzień „laby” Bardzo dziwnie pogodowo się zaczynał od opadów śniegu po słońce, które natychmiast topi to, co na ziemi osiadło.
Czyli jednym słowem pogoda taka trochę nijaka, przy zerowej zresztą temperaturze. To słonko jest tylko przejściowe, znów się zachmurzyło i pewnie znów śnieg zacznie od nowa sypać. Ale takie jest jego prawo, wszak mamy przecież zimę.
A to, że niektórzy śniegu nie lubią?, trudno, taki mamy (przecież) klimat, powtarzając za Klasyczką 🙂
Ja jednak zdecydowanie nie lubię zimy, ewentualnie mogę ją tylko pooglądać sobie na fotografiach.
No i oczywiście już marzę o wiośnie, właściwie mogę powiedzieć, że oczekuję wiosny i to podwójnie, raz z biciem serca, raz z pewną obawą  i zadumą…
Ale co będzie, to będzie.
Dzisiaj tym głowy sobie zawracać nie będę, pomyślę o tym jutro……. ta maksyma Scarlett O’Hara coraz bardziej mi się podoba.
Życzę miłej niedzieli

Kilka piątków na raz

 

Ile razy można się obudzić w tym samym dniu i ciągle mamy piątek?
Tak było właśnie wczoraj. Pierwszy raz obudziłam się o 3.30 i nie spałam o szóstej rano. Potem zdrzemnęłam się tak chyba do południa i znów w piątek się przebudziłam, no a potem jeszcze chyba dwa, lub trzy razy było podobnie, bo gdy tylko chciałam na leżąco oglądnąć jakiś film,  prawie natychmiast zasypiałam i budziłam się w momencie, gdy film właśnie się skończył. Jaki z tego wniosek? Powinnam wszystkie filmy oglądać na siedząco, tylko wtedy jakoś strasznie głowa mi ciąży, bo mam niestabilny kręgosłup i  jakoś ostatnio bardziej daje mi w kość, ponieważ przez dwa dni chodziłam jak pijana, kręciło mi się w głowie, jakbym z karuzeli właśnie zeszła, dlatego akurat przez te dwa dni pozycja horyzontalna była dla mnie jak najbardziej wygodna.
Tylko…… no właśnie, gdy ciut za długo leżę „odzywa się” mój kręgosłup lędźwiowy, który tak boli, że muszę wstawać i pochodzić troszkę.
Tak też było i dzisiaj rano, nieznośny ból kręgosłupa obudził mnie już po piątej rano, musiałam wstać, by Nimesil wypić, bo mimo, że byłam okropnie śpiąca, spać się nie dało. A wszystko to przez te pogodowe zawirowania, a to śnieg, a to deszcz i kości nie wytrzymują i bolą.
Ale dzięki temu mam napisany wcześniej blog, bo pewnie niewątpliwie za jakąś krótszą lub dłuższą chwilę pójdę się jeszcze  smacznie  zdrzemnąć, Kręgosłup nieco ” odpuszcza”. więc znów mogę  sobie trochę poleżeć, bo wciąż nie ma domowników i tą ciszę należy odpowiednio wykorzystać.
Ale to ma też i złe strony, bo całkiem rozregulowałam sobie mój sen, nie przesypiam całej nocy, tylko w kawałkach, co jeszcze można wybaczyć w dnie wolne od pracy, ale niestety w z nocy z niedzieli na  poniedziałek muszę się porządnie wyspać, bo to już będzie dzień pracy.
Ciekawa jestem, czy kiedykolwiek powrócę o normalnego trybu życia, bo na dłuższą metę jest to jednak bardzo męczące, ciągle mam odczucie niedospania, może dlatego instynktownie sobotę przeznaczam na długie i smaczne spanie, oczywiście pod warunkiem, że nie bolą mnie wtedy żadne kosteczki, uniemożliwiając mi spokojny sen.
Ale takie są niestety „przywileje” wieku słusznego 🙂
Ale malkontentką stałam się w tym nowym roku, A miałam wszystko zmienić na lepsze.
No to dobra, przestaję narzekać i na pokrzepienie ducha swojego i oczywiście Waszego dodaję te śliczne słoneczne kwiatki, od razu weselej na sercu się robi, nieprawdaż?
Odwilż już jest całkowita, na około szaro buro, ale wiatr jest dosyć zimny ( wiem, bo właśnie wietrzyłam pokój), dobrze, że dzisiaj nie muszę nigdzie z ciepłego domku wychodzić.
Życzę przyjemnej soboty, może te moje kwiatki przywołają chociaż kilka słonecznych promieni????

noworoczne postanowienia


Pierwszy dzień Nowego Roku już za nami, to był dzień odpoczynku po sylwestrowych szaleństwach,
Dzisiaj przychodzi już drugi dzień stycznia, dzień, w którym można zastanowić się nad naszymi noworocznymi postanowieniami: co zmienić, żeby było lepiej niż w zeszłym roku? I to postanowienie nie może tylko trwać jeden tydzień miesiąca stycznia!!!!

 

1 stycznia otwieramy nową księgę naszego życia, tą już zapisaną odkładamy do Lamusa, a teraz znów od nowa opisujemy niczym ja w moim blogu, każdą nową minutę, wszystko to, co się zdarzyło, obojętnie, czy będą to dobre, czy złe wiadomości.
Tylko w przeciwieństwie do mojego blogu, w którym niektóre fakty życia mogę pominąć, w tej księdze wszystkie fakty zapisują się dokładnie, literka, po literce, niekoniecznie  zawsze zgodne z naszą wolą, ale zgodne za to z zaistniałymi faktami.
Jak wiecie, ja już jedno takie postanowienie mam, ono będzie co prawda realizowane na początku kwietnia, ale i tak do tego i fizycznie i duchowo jeszcze muszę się pozytywnie nastawić. A czy mam inne postanowienia? Chyba na razie nie, bo nie można przeprowadzać wiele rzeczy na raz, bo potem tak się zapętlę w swoich rozważaniach, że w końcu powstanie węzeł, którego już nie rozwiąże. Dlatego trzeba pomału, po jednym postanowieniu włączać, wszak na inne pozostaje mi właśnie już te 365, a teraz już 364 dni.

Dzisiaj jest pierwszy z tych między świątecznych dni, następny taki będzie już w poniedziałek. To dwa dni, gdy powinno się iść popracować, ale…
Ja dopiero pokażę się w przychodni w poniedziałek popołudniu ( dzisiaj u nas jest dzień bez  badań), trochę popracuję i …znów będzie święto Trzech Króli, które dopiero od całkiem niedawna jest dniem wolnym od pracy.

A za oknem odwilż, temperatury plusowe, ale raczej nisko plusowe. W mieście jezdnie są czarne, przejezdne, gorzej w tych małych mieścinach, gdzie padający deszcz jeszcze bardziej oblodził i tak skute  lodem dróżki, co przy samochodowych manewrach może być całkiem niebezpieczne.
Na szczęście mnie ten problem nie dotyczy, bo mieszkam w dużym mieście, samochodem nie jeżdżę i bardziej obchodzą mnie oblodzone, lub nie chodniki, niż jezdnie.

Przed nami weekend, więc ślę same serdeczności na te kilka dni i uśmiechy z niestety ciągle zachmurzonego Krakowa, chociaż widać, że słonko bardzo chce się przebić przez te szare chmurzyska.

No to stało się

 

 

 

 

Mamy Nowy 2015 Rok.
To musi być bardzo szczęśliwy rok, lepszy niż poprzedni, ale nieco gorszy niż następny  2016 🙂
Dla mnie to jest bardzo ważny rok, bo właśnie w tym roku przekraczam magiczną liczbę 65 i postanowiłam, że dam bardzo duży i zdecydowanie zamaszysty krok, aby nigdzie po drodze w nim nie utknąć.
A skoro tak pomyślałam, tak postanowiłam, tak musi być.
To już 65 – ty mój Sylwester, ciekawy jak wyglądał ten mój pierwszy ze smoczkiem w buzi? Pewnie  wtedy tylko moi Rodzice i Rodzeństwo się  cieszyli, ja pewnie nie zdawałam sobie sprawy, co wokoło mnie się dzieje 🙂

Wszystkim moim przemiłym Blogowiczom życzę, aby ich wszystkie postanowienia no i marzenia okazały się od początku do końca realnymi.
Aby wszystkie 365 dni Nowego Roku płynęły po różach bez kolców, były pogodne, uśmiechnięte, bezkonfliktowe czyli jednym słowem radosne.
I obyśmy wszyscy w zdrowiu i pokoju powitali następny 2016 rok.

A jak spędziłam ten Sylwestrowy wieczór?
Po południu trochę się zdrzemnęłam, więc nabrałam siły do nieco dłuższego siedzenia przed telewizorem i jako miłośniczka Krakowa, oglądałam wspaniałą imprezę sylwestrową prowadzoną przez stację TVN z krakowskiego Rynku. Muszę przyznać, że czasami podglądałam na dwójce, jak wygląda impreza na wrocławskim Rynku i wydaje mi się, że tam było okropnie drętwo, chociaż też kolorowo i przebojowo, ale we Wrocławiu nie było tej siły przebicia, Kraków po prostu lepiej się bawił. Oczywiście sporo czasu spędziłam też na Face, bo tam wiele dzisiaj rzeczy ciekawych się działo, było sporo zdjęć, rysunków, wpisów i życzeń.
A toast? Oczywiście piłam go „bąbelkami”, tylko tyle że Muszynianką, ze wspaniałego kryształowego pucharka. Dlaczego nie szampanem? Ano po prostu sama go nie potrafię otworzyć ( boję się, by nie wybuchnął), a jak wiadomo Sylwester spędziłam całkiem samotnie. I wcale tego nie żałuję, to był jeden z najlepszych Sylwestrów w moim życiu. W pewnym wieku bowiem całkiem dobrze jest przebywać i świętować z najbardziej odpowiednią dla mnie osobą do towarzystwa, czyli sama ze sobą.
Niech młodzi się bawią teraz, bo kiedy indziej będzie to tak pasować, jak właśnie w ich wieku.
No i oczywiście o północy ściskałam mocno w dłoni wszystkie banknoty, które posiadałam i na wszelki wypadek kartę bankomatową też, aby przez ten rok pieniądze nigdy mi nie uciekały i były na każde moje żądanie. Może to przesąd, ale tak zawsze uczył mnie mój Tata, zawsze przed północą wręczał mi jakieś pieniądze, aby mnie się je trzymały.

A tak a propos Sylwestra to jeszcze taka ciekawostka, która właśnie przeczytałam w Gazecie Wyborczej:

Podobno pierwszego sylwestra świętowali rzymianie w nocy 31 grudnia 999 r. Według przepowiedni 1 stycznia 1000 r. z watykańskich lochów miał się wyrwać przetrzymywany tam potwór Lewiatan. Ludzie bali się, że może zniszczyć cywilizację, a nawet pożreć całą Ziemię. Na szczęście nic takiego się nie stało. Rzymianie tak się ucieszyli, że tłumnie wyszli na ulice, by świętować nadejście Nowego Roku.

Na tronie papieskim zasiadał wtedy Sylwester II, który pobłogosławił świętujący tłum pierwszym w historii błogosławieństwem Urbi et Orbi – miastu i światu. Na pamiątkę tego wydarzenia cały świat hucznie żegna stary rok. Tyle mówi legenda.

Legenda legendą, ale coś w tym prawdy musiało być, bo rzeczywiście Lewiatan opanował  przynajmniej całą Polskę, co prawda nie potwór, ale bardzo ekspresyjna sieć handlowa, która przebojem weszła na rynek i ciągle swoje macki rozpościera, nie bacząc wcale na mniejszą, czy większą konkurencję.
No proszę, a od tamtego czasu minęło już całe  1015 lat!!!!!! 🙂
Legendy to do siebie mają, że jednak jakąś część prawdy w sobie zawierają. Nawet w tak olbrzymim czaso-okresie, bo to w tym właśnie  tkwi ich moc!

Pomimo, że zasnęłam około trzeciej w nocy, już przed szóstą byłam na nogach, jakoś nie mogłam spać, więc otwarłam sobie kamerkę z Times Square w Nowym Jorku i oglądnęłam, kawałek ciekawej nowojorskiej imprezy , widziałam, jak pomału kryształowa kula zniżała się do dołu w rytm głośnego odliczania  balowiczów od dziesięciu  do zera, a gdy kula już była całkiem na dole, wtedy na górze tej wieży pokazała się magiczna liczba 2015, a masę kolorowych konfetti posypało się na głowy imprezowiczów całujących się i składających sobie życzenia w rytm znanych amerykańskich przebojów.
Ale tam się działo!!!!!. Jednym słowem raz jeszcze przeżywałam obchody przejścia Starego już Roku w Nowy Rok.

No to raz jeszcze szczęścia wszystkim Kochani życzę  i również tego, czego sam sobie każdy  skrycie  w swoich myślach życzy.