tak sobie myślę…..

Takiemu Maluszkowi, który przyszedł własnie na świat wcale nie musi być tak bardzo wesoło. Siedział sobie w cieplutkim   brzuszku, gdzie nie dochodziło jasne światło i cisza panowała, nie musiał być narażony na żadne stressy, oczywiście o ile mamusia dbała o swoje spokojne życie.
A tu nagle BUM, wszystko się skończyło. Najpierw ból i niesamowity wysiłek przy przejściu przez ciasny tunel z mamy brzucha na zewnątrz, na pewno cisnąć główką na oporne mięśnie matki brzucha ból czuć musiał. Chyba takiemu dzidziusiowi pierwsze sekundy na pewno nie przypadają do gustu, skoro ogłasza je wielkim płaczem. Koniec? czemu koniec, ja chce z powrotem do brzucha, mi tam było tak dobrze……
No i wszystko się zaczyna, całe życie przed takim Maluchem, najpierw sielsko- anielskie pod czułą opieką Rodzicieli, który każdy pyłek z okolic ciałka usuwają, karmią pysznym  mamusinym mleczkiem, pieszczą i czule przemawiają. Ale potem już jest pod górkę. Pierwsze urazy, spowodowane upadkami, albo co gorsze kontaktami z rówieśnikami, przedszkole, czyli wdrażanie dyscypliny, która już będzie towarzyszyć przez całe życie, trudne szkolne lata, bo nie cała wiedzę da się jednak objąć swoją małą głową. A potem jeszcze gorzej: zaczyna się dorosłe życie, pełne dylematów i przeróżnych bolączek, tak fizycznych, jak psychicznych i ta ciągła walka o jutro, które nie zawsze układa się według własnych marzeń.
Czyli już Maluszkowi nie jest łatwo, bo sporo życiowych wyzwań przed nim, chociaż teraz jeszcze nie do końca zdaje sobie z tego sprawę, jeszcze przecież jego życiowe  wymagania ograniczają się do tego, by było ciepło, bezpiecznie, sucho no i żeby pyszne jedzonko zawsze na każde żądanie było dostępne.
Tak więc nie wiem, czy zazdrościć, czy nie takiemu Noworodkowi, ale ponieważ przynosi on nowe nadzieje rodzicom i rodzinie, wszyscy wokoło się cieszą i podziwiają Maluszka, wiec i ja się cieszę z narodzin Malutkiej.
I życzę Jej, by całe Jej życie było tak szczęśliwe, jak te pierwsze radosne dni przy swojej Mamie i swoim Tacie, którzy są przecież najlepsi na świecie.Tak większość dzieci sądzi o swoich rodzicach i  bardzo dobrze, bo dzieciństwo to czas, do którego zawsze powraca się z uśmiechem na twarzy i z łezką wzruszenia w oku. Przynajmniej tak być powinno, przynajmniej  ja tak mam……
Ale spokojnie, znam doskonale i Ksawra i Dianę i wiem, że będą wspaniałymi Rodzicami. Zresztą Ksawer już miał swojego rodzaju „zaprawę” przy swoim młodszym rodzeństwie, którymi często bardzo  czule i odpowiedzialnie się opiekował, no i nie można zapomnieć, że jestem jego Chrzestną Mamą, a więc pewne pozytywne cechu i po mnie odziedziczył 🙂
A Diana? no cóż, tak spokojnej i zrównoważonej  młodej kobiety dawno nie widziałam, naprawdę, nie przesadzam, wystarczyło przyjrzeć się, jaki ma stosunek do dzieci na przykładzie chociażby częstych kontaktów z Mią, ciepły, wręcz czuły, bardzo empatyczny. Tak więc wcale o dzieciństwo naszej Małej, dopiero co narodzonej Dziewczynki (wciąż jeszcze bezimiennej) się nie obawiam.
Po prostu miała szczęście, wybrała sobie naprawdę wspaniałych Rodziców.
Wczoraj napisałam Ksawrowi  śmiesznego -a, żeby nie zapomniał  nauczyć swojej Maleńkiej (w przyszłości oczywiście) jeść biały ser. Dlaczego?
Bo to była najbardziej „wstrętna” potrawa małego Ksawra i nie można było go przekonać, że ser może być dobry no i jest zdrowy. Coś na ten temat wiem, kiedyś byłam z nim przecież na wczasach i nic, co białym serem pachniało nie było dla niego jadalne. Zresztą to był czas, gdy praktycznie niewiele mu smakowało i było związanych z tym wiele kłopotów.
Z czasem na szczęście smaki mu się zmieniły, apetyt powrócił, nawet na biały ser 🙂
No cóż, Ksawra mama jako maluch też była niejadkiem, potem tak było z Ksawrem, mam nadzieję, że ta „zła tradycja” na naszą Małą nie przejdzie 🙂
Ale się rozpisałam o Małej i jej rodzicach, ale to tylko dlatego, że naprawdę bardzo, ale to bardzo się cieszę, że już jest na świecie.
Pamiętam dzień, gdy Ksawer przyszedł do mnie w odwiedziny i w wielkiej tajemnicy poinformował mnie, że będą mieli dziecko. Jak on się wtedy cieszył, chociaż jeszcze nie był na 100 procent pewny, że jest to prawda, I ja się cieszyłam razem z nim, wierząc, że za dziewięć miesięcy Dzidziuś będzie już na świecie.
I tak się stało, na szczęście Mała jest zdrowa i piękna.
No i czy już pisałam Wam, że ją bardzo kocham?  Nie mogę się doczekać, aż ją zobaczę…..
Ale jeszcze kilka dni na to będę musiała poczekać, kilka długich dni.
I popatrzcie, jak pięknie Mała świat przywitała, akurat wiosna w pełnym rozkwicie, można powiedzieć, że już nawet letnia aura panuje, będzie można z nią chodzić na przyjemne spacery nad Wisłę.
No własnie, pogoda śliczna, ciepło, chociaż czasami deszczyk, a czasami i burza gdzieś tam przeszkadza…
Byleby tylko te nogi mi tak nie dokuczały, znów nadszedł czas, że mam kłopoty z chodzeniem.
Ale to pewnie jest cena za to, że zostałam Ciocią – prababcią. Wszak teraz już mam pewne wynikające z tego prawa, zdrowotne też.

Życze miłego poniedziałku i całego tygodnia, uśmiechniętego, słonkiem malowanego