Na światowej szachownicy

 

 

 

Własnie trwa jeden z ważniejszych momentów w historii świata, swoista partia politycznych szachów. Polityka, tak bardzo ważny przecież element naszego życia.
Można jej nie lubić, można się nią nie interesować, ale ona jednak trwa, króluje i od niej losy świata zależą.I to losy nie tylko małego kraju, jakim jest Polska, czy nieco większego, jakim jest USA, ale dosłownie wszystkich kontynentów.
Bo zagrożenie użycia broni nuklearnej  jest ogromne. A taki potencjał niestety leży w rękach człowieka nieobliczalnego, porywczego, wielkiego satrapy i egoistycznego, powiedziałabym egocentrycznego  polityka, jakim jest Kim Dzong Un. Przyznam się, że się boję, mimo, że doszło jednak do tego spotkania, że wydaje się, że obie strony Kim Dzong i Trump się dogadali. ale czy na pewno?
Historia zna takie fakty, gdy wielcy politycy układali się tylko po to, żeby za niedługi czas potem nie tylko zrywać te umowy, ale, żeby je własnie wykorzystać przeciwko tej drugiej stronie. Czy aby nie będzie tak i teraz?
A kto lepiej może odważyć się zagrać tę partię szachów z tym pewnym siebie przywódcą Korei, niż następny nieco arogancki, pewny siebie satrapa Trump?
Jest sporo zastrzeżeń co do prezydenta USA Trumpa, ale trzeba mu to przyznać, ze nikt przed nim nie potrafił doprowadzić do takiego spotkania, do próby pojednania, cokolwiek miałoby to w przyszłości znaczyć. Bo albo będzie to wielką chlubą dla Trumpa, albo okaże się wielkim frajerem, który w dziecinny sposób dał się ograć przez cynicznego dowódcę Korei Północnej. Bo trzeba przyznać, ze prezydent Korei Północnej dysponuje olbrzymią i bardzo niebezpieczną bronią, którą udało się w Korei wytworzyć, mimo, a może właśnie dzięki niezaprzeczalnemu mirowi, który udało się Kimowi zdobyć w swoim kraju i dzięki upartości i swojej arogancji, którą innym krajom okazywał.
A teraz podobnie jak Zeus Gromowładny będzie mógł nad całym światem zapanować, podporządkować go swim rządom i niestety nikt nie będzie miał prawa się sprzeciwić. Czy więc krok prezydenta Trumpa nie był słuszny??? Mimo, że wielokrotnie był znieważany przez koreańskiego przywódcę, to on pierwszy wyciąga rękę i mówi  : pogadamy, trzeba w jakiś sposób dojść do consensusu
Kim jest też człowiekiem światowym, pobierał nauki we wspaniałych światowych uniwersytetach i też najprawdopodobniej zdaje sobie sprawę, czym może zagrozić użycie tak strasznej broni, tylko………No własnie, tylko on został wychowany w kulcie jednostki, w tym wielkim egoistycznym podejściu do życia, bo tacy byli jego przywódczy przodkowie. Czy potrafi na tyle się zmienić, aby odgrodzić się od tamtych lat i spróbować zmienić swoją politykę, swoją wizję świata, która jednym złym ruchem może być zagrożeniem także i dla niego?
Jakoś nie bardzo wierzę, żeby mógł się na tyle zmienić, żeby chciał demokratyczne  zmiany w swoim kraju przeprowadzić, ale……… może jednak warto było spróbować???
Musimy poczekać na dalsze kroki, pierwsza jaskółka wiosny nie czyni, może jednak nie do końca być tak wspaniale, jakby życzył sobie tego Trump, a z nim świat, który wreszcie doznał by pewnej ulgi, odsapnięcia, odciągnięcia od grożącej katastrofy.
Ale i tak podziwiam Trumpa  za to, że odważył się w lwią paszczę sięgnąć i to nie po to, by wyrwać z niej wszystkie zęby, ale żeby postarać się  chociażby w miernym stopniu, a jednak ujarzmić to dzikie, nieposkromione zwierzę, jakim jest Kim Dżong Un.
Dlatego do tego spotkania podchodzę z wielkim marginesem zaufania w powodzenie.
Ludzie, którzy stawiają własny interes nad innych nie są godni zaufania.
Zresztą podobną, ale może nieco z mniejszym, bo tylko lokalnym  zagrożeniem, mamy sytuację w swoim kraju. Chociaż patrząc na losy Polski, tez nie wiadomo, jak daleko w złym kierunku jeszcze one się potoczą.
Trzeba jednak wykazać maksimum cierpliwości, bo chwila jest bardzo doniosła i nie wiadomo, jakie brzemienne skutki może światu przynieść.

Dzisiaj rano obudził mnie deszcz, po nim przeszła krótkotrwała burza. Zapowiadało się, że cały dzień będzie taki ponury, na szczęście troszkę już się przejaśnia. Ale deszcz dla roślin tez jest potrzebny. Zresztą nie tylko dla roślin, również i dla naszego samopoczucia, bo ostatnie duszne dni dawały nieźle nam wszystkim się we znaki.
Bądźmy więc dobrej myśli i ufnie czekajmy na rozwiązanie wszystkich trapiących nas problemów.

NIE MOŻE BYĆ PRZECIEŻ AŻ TAK ŹLE, PRAWDA??????

koniczynka na szczęście